The Last of Us i niepodobny kucyk Ellie. Aktorzy nie muszą być identyczni z pierwowzorami

The Last of Us i niepodobny kucyk Ellie. Aktorzy nie muszą być identyczni z pierwowzorami

Kajetan Węsierski | 02.10.2021, 19:00

W ostatnich miesiącach burze odnośnie do podobieństw między aktorami filmowych i serialowych wersji konkretnych postaci, a ich oryginałami, zdają się być coraz mocniejsze. Czy warto jednak tak bardzo walczyć o to, by siebie przypominali? Cóż - na pewno należy się nad tym pochylić. 

Czujecie to? Tę zapadającą się ziemię pod nogami i powolne tracenie równowagi? Ja czuję - wszystko przez to, że wkraczam właśnie na bardzo grząski grunt i chwycę tematu, który prawdopodobnie wywoła niebywałe poruszenie i kontrowersje na skalę, jakiej pewnie wolałbym uniknąć. Cóż, czasem jednak trzeba się gdzieś odezwać - tak dla własnego zdrowia i próby wyłożenia własnej perspektywy. 

Nie ma chyba sensu owijać tu przesadnie w bawełnę. Nie chciałem tego robić, więc już w samym tytule artykułu zdradziłem, z jakim mitem spróbuję podjąć walkę. Doskonale zdaję sobie sprawę, że stwierdzenia tego typu mogą zadziałać jak płachta na byka. Chciałbym więc prosić, abyście - jakkolwiek podchodzicie do postanowionej przeze mnie tezy - przeczytali cały tekst do końca, zanim zdecydujecie się na ofensywę w komentarzach. 

Nie jest to bowiem temat "zerojedynkowy" i nie można postrzegać go wyłącznie w kolorach czarnym i białym. To zagadnienie dużo głębsze, które od dawna dzieli społeczeństwo i sprawia, że napięcie narasta. Ilekroć oryginalnemu bohaterowie zmienia się płeć, kolor skóry, orientację czy charakter, zanosi się na burzę. Osobiście stoję gdzieś pomiędzy, albowiem zdaję sobie sprawę, że wszystko tu ma zazwyczaj głębsze wątki.

Sprawa kucyka

Początkowo nie chciałem poruszać tak delikatnego tematu na forum, ale zmotywował mnie do tego jeden z komentarzy, które znalazłem pod newsem z pierwszym ujęciem z serialowego „The Last of Us”, które przecież samo w sobie od początku budziło sporo kontrowersji. Jeden z użytkowników - nie mam pojęcia, czy w formie trollingu, czy całkowicie poważnie (to jednak nie ma większego znaczenia) - napisał, że wszystko spoko, ale nie pasuje mu kucyk Ellie. 

The Last of Us i niepodobny kucyk Ellie. Aktorzy nie muszą być identyczni z pierwowzorami

Nie, nie chodzi żadnego konia - chodzi o uczesanie dziewczynki. W grze był dużo bardziej ściśnięty (zapewne w wyniku pewnych ograniczeń i większej łatwości w renderowaniu), natomiast w serialu - przy naturalnych włosach - jest oczywiście nieco bardziej „napompowany”. Zresztą, zdjęcie, które wkleiłem powyżej, najlepiej oddaje skalę różnicy. Detal, szczegół, element wręcz niezauważalny. A jednak ktoś zwrócił uwagę. 

I, jak mówiłem, niezależnie od tego, czy był to żart, czy też zarzut - ktoś to zauważył. To chyba najlepiej świadczy o tym, że sam kłopot w rzeczywistości istnieje, a ludzie są nań bardzo mocno wyczuleni. A sam przypadek kucyka Ellie nie jest bynajmniej odosobniony - pozwolę sobie wspomnieć choćby o zarzutach odnośnie do tego, że Pedro Pascal jest innego pochodzenia niż Joel w grze, a młoda Bella Ramsey ma „zbyt chłopięcą” urodę. 

Czy na pewno o to chodzi? 

Wiecie, co jest miarą dobrego aktora? To, czy potrafi odpowiednio sprzedać swoją rolę i wizję danej postaci widzowi. Najtrudniej mają Ci, których na stałe spawa się z konkretnym występem. Daniel Radcliffe już na zawsze będzie dla wielu Harrym Potterem. Z drugiej strony jest na przykład Chris Evans, który pomimo tego, że dla lwiej części fanów kina nazywa się Steve Rogers, potrafił fenomenalnie zagrać w serialu „Defending Jacob” od Apple i kapitalnym „Knives Out”, gdzie wcielił się w antagonistę. 

The Last of Us i niepodobny kucyk Ellie. Aktorzy nie muszą być identyczni z pierwowzorami

Przykłady mogę mnożyć, ale zawsze odpowiedź będzie jedna - najważniejsze, aby produkcja była po prostu dobra. Jeśli tak się stanie, wszystko inne nie będzie miało znaczenia. A jeśli rzeczywiście będą projekty, gdzie konkretne wybory będą wyłącznie sprawą poprawności, a nie pomysłu lub wizji kreatywnej twórców, to prędzej czy później wyjdzie na jaw przy okazji poziomu potencjalnych filmów czy seriali robionych w ten sposób. 

Stąd mój apel - nie oceniajmy samej produkcji przed jej premierą, bazując wyłącznie na doborze obsady i ich zgodności z realiami, które są nam znane. To nie ma sensu. Co z tego, że elfy będą czarnoskóre, skoro aktorzy świetnie sprawdzą się w tych rolach? Jakie ma znaczenie, czy w daną postać wcieli się facet, czy kobieta, jeśli nie będzie to miało żadnego przełożenia na kwestie fabularne? Oceniajmy dzieło za to, czym jest, a nie za to, czym być powinno. Nie dajmy się zwariować. 

cropper