2D, 3D, AR, VR i co dalej? Historie z filmów sci-fi są za rogiem

2D, 3D, AR, VR i co dalej? Historie z filmów sci-fi są za rogiem

Kajetan Węsierski | 16.05.2021, 16:00

Technologia rozwija się w powalającym tempie - bardzo mocno widać to choćby po samej branży gier, która pędzi niczym Shinkansen. Ale jaka czeka nas przyszłość? 

Branża technologiczna to obecnie jedna z najprężniej rozwijających się dziedzin życia i nauki. Przy tym prawdopodobnie taka, która najbardziej wpływa na wszystkie inne. Postęp w medycynie, ekologii czy nawet szkolnictwie nie byłby dziś możliwy, gdyby nie kwestie związane z nowymi technologiami. Wszystko doskonale się zazębia i sprawia, że możemy mówić o życiu w naprawdę ekscytujących czasach, gdzie zmiany są błyskawiczne. 

Dla nas, jako graczy, szczególnie ważne jest to, jak rozwój wspomnianej dziedziny wpływa na nasze hobby. Gry wideo są coraz lepsze i właściwie doskonale obrazują postęp, który zachodzi w kwestiach technologicznych. Wystarczy zestawić ze sobą gry sprzed 40 lat i najnowsze premiery - ba, obecnie można po prostu spojrzeć na porównanie pierwotnej wersji jakiegoś tytułu i jego remake’u, który ukazał się po czasie. 

A tempo cały czas przyspiesza. Jasne – dziś przeskok między generacjami nie jest tak widoczny, jak miało to miejsce przy kroku z PS1 na PS2, albo przejściu z ośmiu bitów na szesnaście. Ale to tylko pozory i kwestia tego, że dziś pod kątem grafiki coraz bardziej patrzy się na zwracanie uwagi na detale, a nie duże zmiany. Jakby tego było mało, rozwój poszedł teraz w dwie nowe strony – po pierwsze wydajność, a po drugie zupełnie nowe formy odbioru i doświadczeń!

Początki gier, jakie znamy

Dobrze, skoro to, że technologia pędzi, mamy już za sobą, warto przejść po prostu do kwestii gier i najbardziej przełomowych momentów pod kątem technologii. Nie chcę cofać się w tym tekście do samych początków tej branży, albowiem to datuje się na lata 40. ubiegłego wieku. Sam start gier typu arcade, które znamy dziś, to zdecydowanie bardziej premiera Ponga z 1972 roku. Czarne tło, dwie białe paletki i pikselowa piłeczka. To wszystko – około 50 lat temu. 

Aby lepiej zobrazować, jak niedawno miało to miejsce, warto odbić na chwilę w stronę branży filmowej. W 1972 widzowie mogli zapoznać się z pierwszą częścią „Ojca Chrzestnego” i „Wściekłymi Pięściami” z Brucem Lee, a zaledwie kilka miesięcy wcześniej z „Mechaniczną Pomarańczą” czy świetnym „Brudnym Harrym”. Filmy te wciąż wypadają świeżo, a Pong... Cóż, jest genialny, ale dziś już wyłącznie w swojej prostocie. 

Kolejne lata to kontynuowanie dwuwymiarowej zabawy na coraz to nowszych konsolach domowego użytku oraz automatach. Przełom – i to kosmicznych rozmiarów – nadszedł dopiero w połowie lat 90. Mowa o przejściu w 3D! Według Księgi Rekordów Guinnessa pierwszym platformowym projektem w 3D był wydany w 1995 roku Jumping Flash. Kilkanaście miesięcy później dostaliśmy Crasha Bandicoota z elementami trójwymiaru oraz Mario 64 na Nintendo 64, który zaprezentował 3D, jakie znamy dziś. 

I co dalej? 

No właśnie – co dalej? Czwartego wymiaru raczej w grach wideo nie stworzymy (chociaż, kto wie...), a obecne tytuły właściwie oferują podobne doświadczenia, ale dużo ładniejsze. Tekstury są wygładzone, widoki wyostrzone, a wszystko chodzi płynniej, szybciej, sprawniej i po prostu lepiej. Jak jednak wspomniałem, odczucia się całkiem podobne. Najlepiej świadczy o tym fakt, że dostając naprawdę dobre odświeżenie starego tytułu, mówimy, że „tak zapamiętaliśmy oryginał”. 

Branża gier nie znosi jednak zastoju, a skoro cała technologia cały czas idzie naprzód, podobnie musi być z naszą ulubioną dziedziną. Jeśli jednak w jednym miejscu rozwój, który rzuca się w oczy, musiał przystopować, trzeba spróbować podjąć walkę na nieco innym polu – wciąż jednak bardzo pokrewnym i mogącym okazać się przełomem. Dziś, a właściwie od kilku lat, jesteśmy świadkami tego procesu. Mowa oczywiście o...

AR i VR 

Rozszerzona rzeczywistość i wirtualna rzeczywistość – sformułowania rodem z filmów science fiction i komiksów Marvela. A jednak to coś, co mamy na co dzień. Elementy, które mamy właściwie na wyciągnięcie ręki i wcale nie są zamykane w tajnych siedzibach CIA i najgłębszych piwnicach Watykanu. Każdy może ich używać, co otwiera nowe drogi przed twórcami gier. Tymi samymi, którzy najbardziej dążą do oferowania jak największej immersji. 

Osobiście pierwszą styczność, jeśli chodzi o te technologie, miałem z AR (augmented reality) i to w grze Pokemon Go, która stanowi prawdopodobnie najpopularniejszy tytuł wykorzystujący takie osiągnięcia. I zdaje się coraz bardziej rosnąć w siłę – miniony rok pod względem liczby graczy ustępował wyłącznie premierowemu! A to przecież nie jest jedyny tytuł. Mamy już tytuły z Minecrafta albo Wiedźmina – więcej o nich pisałem w tym miejscu

Nie da się dziś jednak przejść obojętnie przede wszystkim obok technologii VR (virtual reality), która obecnie nie jest niczym ekskluzywnym. Właściwie większość osób może pozwolić sobie na podstawowy sprzęt, a Mark Zuckerberg oferuje nam przecież Oculus Questa 2 za kwotę mniejszą, niż choćby Xbox Series S. A to bardzo dobra opcja, albowiem wydaje mi się, że to właśnie wirtualna rzeczywistość jest kolejnym krokiem na drodze rozwoju gier. 

Przyszłość jak z filmów

Twórcy od zawsze chcieli, aby gracz mógł poczuć się jak największą częścią gry. Stąd różne zabiegi – od 3D, przez jak największą możliwość opcji wyboru i rozwoju postaci, aż po wrzucenie nas w samo centrum wydarzeń przy okazji gogli. Nie mam pojęcie, jaki będzie następny krok, ale nie zdziwię się, jeśli twórcy gier będą chcieli dążyć do bezpośredniego wpływania na nasze emocje i uczucia. Teraz trzeba to robić scenariuszem. 

Właściwie możemy już widzieć gry w maksymalnej formie. Nie wiem, jak i kiedy dojdzie do oddziaływania na zmysły węchu i smaku, ale wydaje mi się, że dotyk może być punktem, do którego się obecnie dąży. Implementacja haptycznych wibracji w DualSense (oraz, jeśli wierzyć doniesieniom, w kontrolerach do PS VR2) zdradza, że podejmowane są działania w tym kierunku. 

Dokąd nas to jednak zaprowadzi i kiedy będziemy mieli wokół rzeczywistość rodem z Ready Player One? Tego nie wiem. Mam jednak sporo przekonania, że postawione tu pytanie nie powinno brzmieć „czy do tego dojdzie?”, a raczej „kiedy do tego dojdzie?”. Pięćdziesiąt lat temu mieliśmy pierwszą grę, a za kolejne pięćdziesiąt... Kto wie? Trudno sobie to nawet wyobrazić.