Ratchet and Clank: Rift Apart - najładniejsza gra w historii?

Ratchet and Clank: Rift Apart - najładniejsza gra w historii?

Krzysztof Grabarczyk | 07.05.2021, 21:30

Podobno odtwórczość jest czymś niewskazanym w kreatywnej pracy. Skoro tak, to branża gier powinna wyblaknąć w masowej świadomości tuż po rynkowym krachu z 1983 roku. Wiele dzisiejszych znanych i lubianych cyklów korzysta z identycznych założeń, wspólnych dla całokształtu danej marki. 

Odnosząc się do serii - rzekoma odtwórczość mechanik stanowi raczej urok niż przeszkodę. To trochę jak z grami od Nintendo. Bazują na wciąż niezawodnych schematach, lecz nadal są na tyle zjawiskowe, że nie sposób im się oprzeć. Dla długowiecznego szkieletu rozwiązań wystarczy zadbać o odpowiednią prezentację, czyli po prostu wizualia i pewną narrację. Właśnie taka zależność odbywa się w przypadku każdej nowej przygody Lombaxa wespół ze zmechanizowanym na wesoło Clankiem. otrzymało na drodze premiery jeszcze jedno arcyważne zadanie - pokaże nowogeneracyjną moc zawartą w układach PlayStation 5. 

Generacja nie dla każdego 

Ratchet and Clank: Rift Apart - najładniejsza gra w historii?

Choć od wejścia nowych konsol w życie minęło jakieś pół roku, wciąż nie wszyscy decydują się na przesiadkę. Po części, jestem w stanie to zrozumieć. Oferta gier nowej generacji specjalnie nie powala, natomiast umowna dostępność od ręki nie motywuje. Przez obecny stan rzeczy jesteśmy świadkami najdłużej trwającego przejścia jednego cyklu generacyjnego w kolejny. Obserwując sytuację z PS5, platforma uderza w bardziej wymagających odbiorców, jeśli bierzemy pod uwagę produkcje na wyłączność. Demon's Souls czy najnowsze Returnal zdecydowanie są przeznaczone dla wyznaczonej klienteli. I dla nas jest to raczej pozytywny sygnał od twórców.

Wracają powoli lata hardkorowej rozgrywki, rosnąca popularność fuzji niezależnej myśli ze sferą wizualną sięgającą AAA poczyna sobie coraz bardziej. Jednak wszyscy dobrze wiemy, że tytuł dla masowego klienta musi być w miarę przystępny, łagodny i przyjemny. Jednocześnie powodować uczucie mimowolnego sięgnięcia do kieszeni na drodze zakupu gry. A nic nie robi lepszego wrażenia nowej generacji niż odpowiednio dopieszczona oprawa. Oczywiście, możemy się spierać o słuszność tego kontrowersyjnego stwierdzenia, lecz takie mamy realia. Ratchet and Clank w całej autorskiej finezji, nigdy nie należało do specjalnie wymagających pozycji. Paradoksalnie w tym istnieje dużo większe prawdopodobieństwo lepszego zysku niż w przypadku tytułów o wiele bardziej wymagających. Niby oczywista oczywistość, lecz dobrze widzieć gdy taki potężny kombinat jak Sony finansuje projekty pokroju Death Stranding czy Returnal. Wielu obserwatorów obawia się zbytniej koncentracji firmy na sprawdzonych markach. Czy tak się właśnie stanie? Zweryfikuje czas.

Skoro już o stałych członkach rodziny PlayStation mowa, czas na Rift Apart. Historia tym samym zatacza koło. Kiedy w 2007 roku na rynek trafiło Tools of Destruction, jako jedna z pierwszych gier mocno demonstrowała ówczesne możliwości PS3. Przynajmniej tak zapamiętałem. Teraz, widząc marketing nowego rozdziału serii, wracają dawne wspomnienia. W końcu jak wtedy reklamowano rychłą adaptację gry do wychyleń Six Axis i nowej rozdzielczości oraz obecności na formatach Blu-Ray, analogicznie dzieje się obecnie. Rift Apart tworzy iluzoryczny pokaz ficzerów stosowanych w PS5. Dlaczego iluzoryczny? Nie wiemy tak naprawdę jak długo inne studia poza wewnętrznymi Sony mają zamiar skorzystać z nowego pada, bo SSD jest bardzo praktyczne dla każdego producenta. Ale dźwięk 3D Tempest? Mocno dyskusyjne. 

Piękno wcielone 

Ratchet and Clank: Rift Apart - najładniejsza gra w historii?

Ktoś niebezpośrednio obecny przy tworzeniu gry zatwitterował o jej niekwestionowanym wizualnym festiwalu, jakiego próżno będzie szukać po premierze. I gdybym nie znał poprzednich dokonań studia, skwitowałbym owe zdanie jedną szyderczą ikonką. Na szczęście znam. Insomniac Games potrafi jednak zaskoczyć nie tylko na polu technicznej strony gry. Jeśli kojarzycie historyczne osiągi zespołu, to pozycje takie jak mocno grywalny w swoim czasie Disruptor czy dekady później Sunset Overdrive to wymysły  kreatywne i zjawiskowe, choć Disruptor na pierwszy rzut oka przypominał kalkę raczkujących FPP. Pajęcze zapędy stanowią na ich tle bardziej solidną rzemieślniczą robotę pozbawioną jakichkolwiek niedoborów warsztatowych, sukcesywnie naprawianych przez lata twórczości. Cykl Ratchet and Clank natomiast od prawie dwóch dekad stosuje identyczne założenia, niekiedy przyprawiane przez dodatkowe atrakcje. To samo dotyczy Rift Apart i obecnych w grze czasowych wyrw. Te windują jako zwizualizowana demonstracja szybkości SSD, co przełoży się na tempo rozgrywki. Najważniejszym elementem tego pozornie pixarowego widowiska jest oprawa. Brutalne lecz prawdziwe. 

Osoby, które widziały grę w akcji na żywo zgodnie określają Rift Apart jako pixaropodobne. Ciężko się nie zgodzić widząc przed oczami fantastycznie generowanego Lombaxa wraz z oddzielnie animowanymi elementami futerka. To już nie gładka, jednolita powierzchnia przyozdobiona okazjonalną mimiką bohatera. W tego Lombaxa tknięto życie jak nigdy wcześniej. Owej szczegółowości nie dostrzeżemy na Clanku z racji jego mechaniczności, lecz jako dopełnienie okaże się niezbędnym fragmentem aparycji pierwszoplanowego Ratcheta. Nawet jeśli większość czasu duet spędzi osobno. Są parodystyczną jednością w prześlicznie generowanych światach. A te zmieniać się będą niemal w ułamku sekundy, demonstrując nowogeneracyjny pazur PS5. Obserwując grę na ostatnim materiale State of Play, Insomniac nie idzie na kompromisy. To jest właśnie największa zaleta koncentracji na nowym sprzęcie. Gdyby Rift Apart poświęcono na rzecz międzygeneracyjności, nie stałby się tym czym jest teraz - graficznym teatrem. Pytanie brzmi czy kolejna część wywrze takie samo wrażenie. Po Tools of Destruction nawet rewelacyjny w założeniu Crack in Time już tak nie powalał wykonaniem, ponieważ stanowiło bardziej oczywistą kosmetykę niż technologiczny postęp. Ten ma miejsce przy Rift Apart. Na jak długo? 

Najładniejsza ever? 

Określenie nadchodzącej gry mianem "najładniejszej w historii" często brzmi nad wyraz sztampowo i monotematycznie. Slogan pusty i oklepany. Głębszego znaczenia nabiera w momencie gdy w tle dyskusji przewija się nazwa studia. Gdy usłyszysz "best looking game" i do tego padnie na któreś ze studiów Sony, jak w tym przypadku Insomniac, slogan nagle przestaje być próżny, prawda? Kwestia wieloletniego zaufania w branży to podjęcie tytanicznej pracy. Ratchet and Clank choć banalne w treści i jeszcze prostsze w formie przedstawienia, od Tools of Destructions nieprzerwanie czaruje oprawą. Obranie pixarowej stylistyki przyciągnęło miliony graczy. Teraz, wraz ze startem PlayStation 5 ma szansę na stanie się prawdziwą ikoną nowej generacji, towarem mimowolnie potęgującym iloraz wskaźników popytu na konsolę. Czy grze przeszkodzi cena na nowym poziomie? Ciężko powiedzieć. Jej ogólna przystępność ma większe szanse na przekonanie mniej wymagających graczy niż Returnal, które stało się symbolem przenikania cech indie do świata dużych gier. 

Ratchet and Clank: Rift Apart to przykład oczywistej próby sprostania oczekiwaniom osób pragnących jak najlepszej oprawy wizualnej. Nie zdefiniuje jakości samego grania, pozostając raczej we własnej strefie komfortu, lecz zademonstruje na co naprawdę stać PS5. Bo jeśli się tak zastanowimy - czego oczekujemy po nowej generacji jeśli nie zapierającej dech w piersiach oprawy? Czekacie na Rift Apart? A może jesteś zdania, że z racji wyższej ceny gra podzieli los obecnego Returnal? Zapraszamy do dyskusji.

cropper