Kącik filmowy #58

Kącik filmowy #58

Łukasz Kucharski | 10.09.2013, 20:08

Czymże byłyby dwa filmy z danego uniwersum, jeśli nie produktem wybrakowanym. Trylogie są o wiele lepsze, bo składają się aż z trzech filmów. W duchu tej filozofii powstała kolejna kontynuacja kontynuacji, czyli Riddick. Zapraszam!

 

 

Wiadomości ze świata filmu

 

 

 



Taylor podda nas terminatorowaniu?

 


 


Reżyser Gry o Tron oraz nowej odsłony przygód Thora – Alan Taylor prowadzi rozmowy dotyczące podjęcia przez niego prac nad kolejnym filmem o Terminatorze. Wedle doniesień, Paramount Pictures, Skydance Productions oraz Annapurna Productions marzą, by elektroniczny mordercza zaliczył nowy początek – co dla mnie jest koszmarem. Czy Taylor uzyska angaż przekonamy się w najbliższym czasie. Jak dotąd w projekt zaangażowani są Laeta Kalorgridis (Avatar) and Patrick Lussier (Piekielna zemsta) jako scenarzyści, a produkt końcowy trafi do kin 26 czerwca 2015 roku.

 


***

 


Gwiezdne wrota od początku

 


 


Film o tajemniczych wrotach prowadzących na inne planety, w którym wystąpił - w 1994 roku - Kurt Russell, nie zdobył gigantycznej rzeszy fanów. Co innego serial, który z ogromnym powodzeniem gościł w domach widzów przez dziesięć lat. Od ostatniego odcinka – głównej serii, czyli SG-1 – minęło już sześć lat, więc Hollywood ma tylko jedno wyjście. A dokładniej, reżyser filmu Roland Emmerich pragnie powrócić do tego świata za sprawą nowego początku, od razu planowanego jako trylogia. Wytwórnia MGM, do której należą prawa autorskie jest chętna do rozpoczęcia prac. Tak więc wkrótce powinniśmy otrzymać kolejne informacje. Może przy okazji premiery filmu doczekamy się konkretnej gry z tego uniwersum

 


***

 


KITT w garażu

 


 


Serial Nieustraszony nie opowiadał o Michaelu Knight i jego szalonej fryzurze. Tak naprawdę, to historia sztucznej inteligencji, zamkniętej w formie samochodu i muszącej użerać się z tym workiem kości, którego raz po raz musiała ratować. Chris Palmer chciał uratować K.I.T.T.a i zbudował dla niego nowe „ciało”. Wystarczyło przerobić Pontiaca Trans AM, rocznik 1991 (oryginał to rok 1982), a że zajęło to trzy lata, stanowi tylko drobny szczegół.

 


 


 


***

 


Komiksowa Ellen Page

 


 


Ellen Page nie próżnuje, po nadchodzącym Beyond, w swym harmonogramie ma już zapisany występ w kolejnej ekranizacji komiksu. Tym razem, będzie to filmowa wersja dzieła Grega Rucki pt. Queen & Country – którego inspiracja był brytyjski serial The Sandbaggers. Główną bohaterką jest Tara Chace, pracująca w SIS. Szpiegowską opowieść przeplatano z wątkami biurokratycznymi, by ukazać pełnię bycia agentem. Komiks dostępny jest również w Polsce dzięki Taurus Media.

 

 

***

 

 

 

 

W rękach fanów

 

 

 


Star Wars Parkour - Jedi Free Running

 


 


Bycie Jedi to nie tylko wymachiwanie mieczem i przesuwanie przedmiotów bez dotykania. Czasem taki rycerzyk lubi sobie efektownie poskakać bez konkretnego powodu.

 


 


***

 


The Hate Cave

 


 


Jest na świecie pewne miejsce, które zmusza ludzi do niecnych czynów. Oto The Hate Cave. Twórcy zalecają seans w słuchawkach.

 


 


***

 


Dichotomy of Reason

 


 


A żeby świetlnych mieczy nie było zbyt mało, czas na jeszcze jeden film fanowski osadzony w uniwersum George'a Lucasa.

 


 


***

 


The Catwoman

 


 


Koniec tej sekcji kącika należy do pewnej kobiety, która lubi łoić zdradzieckich wspólników, a prywatnie uwielbia koty.

 


 


 

 

 

Kino Świat prezentuje...

 

 


W IMIĘ. i IMAGINE wśród najlepszych filmów Europy

 


 


Europejska Akademia Filmowa podała listę tytułów, które będą rywalizować o tegoroczne Europejskie Nagrody Filmowe. W elitarnym gronie 46 produkcji znalazły się dwa filmy z oferty dystrybucyjnej Kino Świat: wchodzące na ekrany 20 września „W imię...” Małgośki Szumowskiej oraz „Imagine” Andrzeja Jakimowskiego.

 


 


Czy produkcje te zakwalifikują się do wąskiej selekcji, przekonamy się 9 listopada, kiedy na festiwalu w Sevilli zostanie ogłoszony komplet nominacji. Wcześniej jednak „W imię...” i „Imagine” skonfrontują się na arenie krajowej, walcząc o Złote Lwy - Nagrodę Główną rozpoczynającego się Gdynia Film Festival.


W IMIĘ… w kinach od 20 września



Nowy film Małgośki Szumowskiej, autorki wielokrotnie nagradzanych „33 scen z życia” i głośnego „Sponsoringu”, to historia niemożliwej miłości księdza, osadzona w realiach katolickiej społeczności. Poruszająca opowieść o człowieku uwikłanym w intymny dramat.
 
Ksiądz Adam (Andrzej Chyra) obejmuje nową parafię i organizuje ośrodek dla młodzieży niedostosowanej społecznie. Szybko przekonuje do siebie ludzi energią, charyzmą i otwartością. Przyjaźń z miejscowym outsiderem (w tej roli Mateusz Kościukiewicz) zmusi kapłana do zmierzenia się z własnymi problemami, przed którymi kiedyś uciekł w stan duchowny.
 
W obsadzie - obok Andrzeja Chyry („Dług”, „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”) i Mateusza Kościukiewicza („Bejbi blues”, „Wszystko, co kocham”) - Maja Ostaszewska („Jack Strong”, „Katyń”, „Uwikłanie”), Łukasz Simlat („Wymyk”, „Lincz”, „Bez tajemnic”), Tomasz Schuchardt („Jesteś Bogiem”, „Miasto 44”) i Olgierd Łukaszewicz („Generał Nil”, „Katyń”). Autorem zdjęć, a równocześnie współscenarzystą, jest Michał Englert, laureat festiwalu Sundance za zdjęcia do filmu „Nieulotne” i FPFF w Gdyni za „33 sceny z życia”.
 
Światowa premiera filmu odbyła się w ramach Konkursu Głównego 63-go Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie. Obok „Tataraku” Andrzeja Wajdy i „Weisera” Wojciecha Marczewskiego to jedyny w ciągu ostatnich dwudziestu lat polski film, który znalazł uznanie w oczach selekcjonerów tego jednego z najważniejszych międzynarodowych festiwali. „W imię…” zostało nagrodzone prestiżową nagrodą Teddy Award którą wcześniej uhonorowano tak wybitnych i znaczących twórców jak Pedro Almodóvar, Tilda Swinton, Francois Ozon, Derek Jarman, Lukas Moodysson i Todd Haynes. Berlińska premiera filmu zakończyła się długą owacją na stojąco i obiła się szerokim echem na łamach międzynarodowej prasy.
 
Kolejny zagraniczny sukces „W imię…” to Nagroda Główna na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dortmund|Cologne 2013 (The International Feature Film Award), gdzie polska produkcja rywalizowała z ponad setką filmów z pięćdziesięciu krajów świata, z których do Konkursu Głównego trafiło zaledwie osiem. W uzasadnieniu nagrody dla „W imię…” doceniono obraz Szumowskiej za jego odwagę, wybitną grę aktorską oraz głębokie, humanistyczne przesłanie. „W imię…” zostało również uhonorowane Nagrodą Główną na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Mix Milano 2013 oraz Nagrodą dla Najlepszego Filmu Neisse Film Festival Zittau 2013, gdzie dodatkowo Andrzej Chyra otrzymał Nagrodę dla Najlepszego Aktora. Jego rola została także doceniona przez jury 20. European Palic Film Festival, podczas którego zdobył specjalną nagrodę za „jedną z najlepszych i najodważniejszych kreacji w kinie europejskim ostatniej dekady”.
 
Film został sprzedany do szerokiej dystrybucji kinowej w ponad 25 krajach na całym świecie, w tym w USA. Wejdzie do kin na świecie we wrześniu.
Producentem „W imię…” jest firma MD4, film powstał w koprodukcji z Canal +.

 



IMAGINE w kinach od 12 kwietnia 2013

 



Długo oczekiwany, trzeci film Andrzeja Jakimowskiego – jednego z najbardziej cenionych na świecie polskich reżyserów, laureata trzech Polskich Nagród Filmowych Orzeł za „Zmruż oczy” i Złotych Lwów na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2008 roku za „Sztuczki”.
 
Film „Imagine” miał światową premierę na festiwalu w Toronto. Uhonorowano go Nagrodą za Najlepszą Reżyserię oraz Nagrodą Publiczności Warszawskiego Festiwalu Filmowego 2012. Wzruszająca i urzekająca zjawiskowymi zdjęciami Adama Bajerskiego oraz zmysłową muzyką Tomasza Gąssowskiego historia Iana, charyzmatycznego instruktora niewidomych, który przybywa do prestiżowego ośrodka w Lizbonie, by uczyć młodych pacjentów trudnej sztuki orientacji w przestrzeni. Jego kontrowersyjne metody przyjmowane są przez podopiecznych początkowo z nieufnością, a potem z rosnącym entuzjazmem. Tymczasem największe zainteresowanie nauczyciela wzbudza piękna, zamknięta w sobie Ewa (Alexandra Maria Lara, pamiętna odtwórczyni roli Traudl Junge, osobistej sekretarki Hitlera w filmie „Upadek”). Za sprawą niekonwencjonalnych wskazówek i ponadzmysłowej wrażliwości Iana, Ewa przezwycięży lęk i spróbuje samodzielnie postawić pierwsze kroki poza kliniką. Wkrótce przekona się, że w życiu każdy akt odwagi rodzi ryzyko, bez którego nie sposób poznać smaku wolności...

 


***

 


"Takie filmy są potrzebne w Polsce!" - popularny raper o "Sierpniowym niebie. 63 dniach chwały" - od piątku w kinach

 


 


Bilon, czyli raper z popularnej grupy hip-hopowej Hemp Gru, zaangażowany w film  „Sierpniowe niebo. 63 dni chwały” zarówno jako aktor jak i współautor ścieżki dźwiękowej, apeluje do młodych ludzi, aby pamiętali o naszej historii.
 
Bilon i Wilku to dwaj raperzy ze znanej formacji hip-hopowej Hemp Gru. Obaj zagrali w pierwszym od wielu lat filmie fabularnym o Powstaniu Warszawskim pt.: „Sierpniowe niebo. 63 dni chwały” zarówno jako aktorzy, jak i autorzy ścieżki dźwiękowej. W sieci pojawiło się nagranie, w którym Bilon opowiada o tym, dlaczego zdecydowali się na udział w tym niezwykłym projekcie. Jak sam mówi, była to „chęć przekazania młodym bardzo ważnej wartości o spuściźnie narodowej, czyli przede wszystkim chodzi o pamięć wielkich bohaterów, wielkich ludzi, którzy walczyli za nas, przelewali za nas krew…za naszą wolność”
 
Raper mówi również o filmie i poleca go szerokiej publice, ponieważ: „takie filmy jak „Sierpniowe niebo. 63 dni chwały” są jak najbardziej potrzebne w Polsce. Uważam, że powinniśmy głośno i wyraźnie wspominać historię, dojść do sedna, mając możliwość rozmawiania bezpośrednio z tymi ludźmi, bo ostatnie pokolenie w tym momencie… odchodzi. Jak najczęściej przypominać i pamiętać.”

 


***

 


BLUE JASMINE lepsze od "Vicky Cristina Barcelona". Już 280 000 widzów w polskich kinach!

 


 


Trwa świetna passa „Blue Jasmine”, bijącego rekordy popularności po obu stronach oceanu. W USA „najlepszy obraz Woody’ego Allena od ponad 20 lat" wciąż utrzymuje się w Top 10 najchętniej oglądanych filmów Ameryki i ma już na koncie 25,4 miliona dolarów. Oznacza to, że udało mu się przebić dokonania hitowego „Vicky Cristina Barcelona". Tymczasem w Polsce, po trzech tygodniach od premiery, „Blue Jasmine” - z łącznym wynikiem 280 000 widzów - pozostaje wiceliderem box office.
 
Przypomnijmy, że silną pozycję w krajowym rankingu „Blue Jasmine” ugruntował już w pierwszy weekend wyświetlania, kiedy z frekwencją 77 016 widzów uplasował się na pierwszym miejscu box office’u, deklasując przy okazji pozostałe premiery - „Dary Anioła: Miasto kości” i Kick-Ass 2, których łączna frekwencja nie była w stanie zagrozić przebojowi Allena.
 
W kolejnym tygodniu film Allena utrzymał wysoką oglądalność, zdecydowanie wygrywając z wchodzącymi na ekrany nowościami - „Sztanga i cash”, „Jobs” i „One Direction”. W konsekwencji po drugim weekendzie mógł się poszczycić statusem najchętniej oglądanego „dorosłego filmu” w Polsce i drugą pozycją w box office, którą utrzymał do dnia dzisiejszego.

W najnowszym filmie twórcy „O północy w Paryżu” i „Zakochanych w Rzymie” wystąpiła Cate Blanchett, już teraz wymieniana za tę rolę wśród faworytów do Oscara. Fenomenalnie zagrała kobietę z wyższych sfer, która - po aresztowaniu zdradzającego ją notorycznie męża-milionera (Alec Baldwin) - przenosi się do San Francisco, do lekceważonej wcześniej siostry. Tam próbuje ułożyć sobie życie i znaleźć nową miłość. Zaskakujące relacje damsko-męskie stają się okazją do popisów błyskotliwego poczucia humoru Woody’ego Allena.
 
Po spektakularnej filmowej wycieczce po najbarwniejszych miastach Europy (zmysłowa Barcelona, romantyczny Paryż i kipiący humorem Rzym), Woody Allen powraca do rodzinnej Ameryki. Na planie jego najnowszego filmu tradycyjnie spotkała się imponująca gwiazdorska obsada. Obok laureatki Oscara i dwóch Złotych Globów - Cate Blanchett („Władca Pierścieni”), już teraz wymienianej wśród głównych kandydatek do przyszłorocznego Oscara, pojawią się m.in. ośmiokrotnie nominowany do Złotego Globu i raz do Oscara Alec Baldwin („Zakochani w Rzymie”), uhonorowana Złotym Globem Sally Hawkins („Happy-Go-Lucky, czyli co nas uszczęśliwia”), charyzmatyczny Peter Sarsgaard („Była sobie dziewczyna”), odkryty przez braci Coen Michael Stuhlbarg („Poważny człowiek”), gwiazda „Współczesnej rodziny” i „Zakazanego imperium” Bobby Cannavale oraz ulubieniec Ameryki, słynny komik, producent i scenarzysta Louis C.K

 


***

 


To przez nią płakała Nicole Kidman! Bérénice Bejo, gwiazda ARTYSTY w filmie PRZESZŁOŚCI (w kinach od 6 września 2013)

 


 


Po pokazie „Przeszłości” w Cannes, zasiadająca w jury Nicole Kidman nie mogła powstrzymać łez wzruszenia. Wszystko za sprawą brawurowej roli Bérénice Bejo, uhonorowanej na festiwalu Nagrodą dla Najlepszej Aktorki. Aż trudno uwierzyć, że przed laty na talencie pięknej Francuzki nie poznał się sam Gérard Depardieu.

Choć dziś wymienia się ją jednym tchem obok największych francuskich gwiazd - Marion Cotillard, Audrey Tautou i Juliette Binoche, początki kariery Bérénice Bejo nie należały do najłatwiejszych. Przyszła gwiazda „Artysty” i „Przeszłości” nie ukrywa, że były chwile, gdy sama wątpiła w własne możliwość.
 
„Najboleśniej przeżyłam casting do filmu Gérarda Depardieu. Kupiłam sobie wtedy specjalnie czerwoną sukienkę. I byłam naprawdę blisko uzyskania roli. Zostały tylko dwie konkurentki. Pamiętam, że spędziłam długie godziny przy telefonie. Czekałam i płakałam. Dlaczego, dlaczego, dlaczego - pytałam samą siebie? Trochę zajęło, zanim wydoroślałam i nauczyłam się, że to nieunikniona część tej pracy.” - wspomina Bejo.
 
Cierpliwość i upór opłaciły się. 6 września na ekrany kin wejdzie kolejny film z aktorką. „Przeszłość” Asghara Farhadiego, twórcy nagrodzonego Oscarem i Złotym Globem „Rozstania”, to poruszający dramat psychologiczny, skonstruowany z precyzją najlepszego thrillera. Wybitny obraz był jednym z największych odkryć ostatniej edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes, a samą Bejo uhonorowano Nagrodą dla Najlepszej Aktorki.
 
„Asghar jest niesamowity i na każdym kroku lubi zaskakiwać.” - mówi aktorka. „Niektóre sceny były konstruowane jak balet. Mówił do nas, ty zrobisz to, ty podejdziesz tu, a ty obrócisz się w ten sposób. I mówiąc to wykonywał wszystkie nasze ruchy.”
 
Bejo wspomina, jak reżyser kazał jej przyciemnić czoło i wypchać policzki watą. Cytuje też jeden ze specyficznych dialogów z reżyserem. „Powiedziałam mu, że jestem zmęczona i nie dam już rady grać. Żebyśmy dokończyli następnego dnia. I co usłyszałam?” - pyta aktorka. „Że uwielbia mnie zmęczoną, bo w takim stanie wyglądam idealnie i że powinniśmy jak najszybciej kontynuować. No i wzięliśmy się do roboty.” - śmieje się Bejo.

 


***

 

 

 


Skarbiec zapowiedzi

 

 

 

 

 

Cieplutkie i trochę chłodniejsze zapowiedzi już na Was czekają.

 

 

***


Dramat z Zoe Saldaną oraz Clivem Owenem otrzymał właśnie drugą zapowiedź, k óra ma Was skłonić do seansu.

 


 


***

 


Reżyserski debiut Keanu Reevesa zapowiada, że zapewni nam przyzwoitą rozrywkę poprzez rozdawanie ciosów na lewo i prawo.

 


 


***

 


Sąsiedzi bywają przekleństwem równie często jak błogosławieństwem. Poniżej przykład na to pierwsze.

 


 


***

 


Zanim Ben Affleck przywdzieje pelerynę, zostanie grubą rybą, która kusi niewinnego Justina Timberlake'a.

 


 


***

 


Best Man Down odpowie na pytanie jak dobrze można poznać swojego drużbę i czy przyjaźń przetrwa wszystko.

 


 


***

 


Pisarze Allen Ginsberg, Jack Kerouac oraz William Burroughs zostaną połączeni poprzez morderstwo, które miało miejsce w 1944 roku.

 


 


***

 


Prawdopodobnie ostatnie dzieło mistrza animacji Hayao Miyazakiego doczekało się pierwszej zapowiedzi.

 


 


***

 


Kosmiczna wyprawa przybierze negatywny obrót dla kosmonautów, a przecież tam górze nikt nie usłyszy Waszego krzyku. Oto Gravity i Official Main Trailer, cokolwiek to znaczy.

 


 


***

 


Dokument o Salingerze ukarze wielu znanych aktorów na których wpływ miała twórczość pisarza. Na ekranie pojawią się np. John Cusack, Martin Sheen czy Danny DeVito.

 


 


***

 


Don Jon, czyli najbardziej wyczekiwany przeze mnie film w najbliższych miesiącach, reklmuje kolejny króciutki zwiastun pt. Amen.

 


 


***

 


Paul Rudd i Paul Giamatti będą sprzedawać Wam w tym roku choinki, a wszystko w słusznym celu.

 


 


***

 


Kino drogi, z dwunastolatkiem w roli głównej. Przecież marzenia nie znają wiekowych ograniczeń.

 


 


***

 


I stało się, pierwsza zapowiedź do nowej wersji Robocopa przybyła. Miejmy więc nadzieję, że najlepszym elementem filmu nie będzie poniższa zapowiedź.

 


 


***

 


Kurt Russell wraca i jest wkurzony...a raczej nastawiony na skok stulecia.

 


 


***

 


Reżyserka filmu Zmierzch ma dla Was kolejną historię o nastolatce prześladowanej przez dziwaka. Tym razem zwiastun oficjalny.

 


 


***

 


James Gandolfini w swej ostatniej roli, którą reklamuje zwiastun dla Wielkiej Brytanii.

 


 


***

 


Prawdziwa historia dotycząca jednego z wielu koszmarów II Wojny Światowej. A w rolach głównych Colin Firth i Nicole Kidman.

 


 


***

 


A na koniec tajemniczy projekt J.J. Abramsa, który okazał się...książką.

 


 

 

***

 


Drugim okiem

 

 

 

 

 


W tym tygodniu Chris K zmierzył się z legendą Jasona Stathama i Jennifer Lopez w Parker. Oto jego werdykt.

 

 

 

 

 

 

Reżyseria: Taylor Hackford

Scenariusz: John J. McLaughlin

Produkcja: USA

Czas trwania: 118 minut

Obsada:

 

Jason Statham - Parker
Jennifer Lopez - Leslie Rodgers
Michael Chiklis - Melander
Wendell Pierce - Carlson

 

Żyje się tylko 2 razy... Mści się tylko raz

 


Zazwyczaj widząc na promującym film plakacie wysportowaną sylwetkę Jasona Stathama oczekuje się produkcji wypełnionej akcją po same brzegi. Co prawda aktorowi zdarzają się raz po raz mniej lub bardziej udane skoki w bok (przekombinowany „Revolver” i padaczkowy „Dungeon Siedge...” kontra kultowe „Porachunki”, ciekawa „Angielska robota” czy nietypowy kryminał „Blitz”), niemniej obecność wspomnianego aktora w roli głównej niemalże z automatu gwarantuje duże pokłady adrenaliny... Zwłaszcza, jeśli na promujących produkcję posterach Statham trzyma rozgrzaną do czerwoności strzelbę, zaś w tle majaczy się twarz równie gorącej J.lo. Owszem, w „Parkerze” znajdzie się miejsce na trochę klasycznego mordobicia, eksplozji i prucia z gnatów, jednak w dość stonowanym wymiarze. Czy reszta składowych wystarczyła na zbudowanie solidnych fundamentów pod filmowy grunt?

Co prawda Parker od zawsze był na bakier z prawem, nigdy nie zapomniał jednak o złodziejskim honorze. Zaprawiony w swoim fachu mężczyzna zalicza się do tej wąskiej grupy przestępców, którzy nigdy nie krzywdzą niewinnych i którzy zawsze przestrzegają ustalonych zawczasu reguł. Pech chce, iż czwórka pozostałych wspólników ma na tę drugą sprawę odmienny pogląd, zatem gdy dochodzi do scysji związanej z podziałem łupu, Parker otrzymuje parę kulek miast pokaźnego pliku „zielonych”. Spisany na straty, dochodzi jednak do siebie poprzysięgając niedoszłym mordercom zasłużoną zemstę. Po krótkiej rekonwalescencji Parker dowiaduje się od ojca swojej lubej, iż złodziejski kwartet planuje swój kolejny skok w Palm Beach. Nierażony ewentualnym ryzykiem mężczyzna udaje się do wspomnianej miejscówki pod pretekstem kupna domu. Los sprawia, iż trafia tam na Leslie (Jennifer Lopez) parającą się sprzedażą nieruchomości. Wspomniana dwójka będzie wkrótce zmuszona do połączenia sił dla szeroko rozumianych korzyści...

„Parker” to dość przeciętne kino, nie wyróżniające się niczym szczególnym ze stosunkowo pokaźnego resume Stathama. W najnowszym filmie z w/w aktorem wykorzystano sprawdzony motyw a la „heist movies” (przygotowywanie rabunku i jego realizacja) połączony z małą domieszką akcji (tyle jej jednak, co kot napłakał). Resztę seansu wypełnia miotanie się Parkera z miejsca na miejsce oraz perypetie Leslie, rozwódki ledwie wiążącej koniec z końcem. W porównaniu do „Angielskiej roboty” w której napad stanowił trzon produkcji, w „Parkerze” skoki ukazane są w mocno telegraficznym skrócie (głównie na początku). W zestawieniu z choćby „Protektorem”, „Parkerowi” brakuje zaś akcji, finezyjnych scen walk i efektywności.

Fanów aktora z pewnością ucieszy za to próba gry Stathama z ekranowym wizerunkiem, objawiająca się w takich widokach jak Parker w stroju kaznodziei (tym razem bez karabinu) niemalże głoszący kazania obrabowywanym nieszczęśnikom czy przywdziewający kiczowaty kowbojski kapelusz, naśladując akcent rodem z Teksasu. Co mniej bawi, to doczepiona jako wabik marketingowy Jennifer Lopez. Jej rola naiwnej i łasej na pieniądze agentki nieruchomości ogranicza się głównie do wożenia Parkera po Palm Beach, błyśnięcia na wpół nagim ciałem przed kamerą (niestety, tylko raz...) i wpakowania się w tarapaty w najgłupszy z możliwych sposobów (vide końcówka filmu). Jak dobrze wspomniana aktorka potrafi odnaleźć się w duecie z ekranowym macho widać było w świetnym „Co z oczu, to z serca” z Clooney'em, będącym jednak sensacyjną komedią romantyczną. „Parker” zaś to gatunkowo inna para kaloszy... Nie zmienia to faktu, iż Jennifer Lopez nie dostała szansy na pokazanie czegoś więcej niż zgrabnej figury. Co tam jednak scenariusz i postacie, ważne, że na plakacie można umieścić Stathama z ponętną i kobiecą J.Lo... ”Takiego duetu jeszcze nie było!” - powinien głosić umieszczony nań napis. „I oby się nie powtórzył” - brzmiała by cięta riposta dopisana flamastrem.

Parę motywów w filmie woła o istną pomstę do nieba, prym zaś wiedzie scena, w której Parker dobrowolnie (!) przebija sobie nożem rękę, by odepchnąć ramię napastnika (brzmi głupio? W praktyce wygląda jeszcze gorzej, zapewniam). Oczywiście dłoń jest potem w pełni sprawna, nosząc jedynie lekkie ślady zadrapań. O bzdurach pokroju naszego herosa aplikującego sobie pół-przytomnie  medykamenty wprost do żyły (skąd znał dawkę?) czy Leslie mającej dostęp do wszystkich danych klienta nawet nie wspominam. Dobrze, iż Parker co jakiś czas rzuci zabawnym tekstem, niejako mrugając okiem do widza. Oczywiście rozumiem konwencję kina sensacyjnego, jednak nie usprawiedliwia to pewnych naciągnięć w scenariuszu.

No osłodę mamy niezły motyw rabunków (obejmujący Parkera pomykającego w sutannie), porządnie zrealizowaną potyczkę w toalecie z wykorzystaniem tak śmiertelnych (jak się okazuje) przedmiotów jak prysznicowa zasłonka czy porcelanowy fragment sedesu oraz J.Lo w samej bieliźnie ochoczo prezentującej swe największe walory (że niby głos? Ghe, ghe). Za mało jednak w „Parkerze” akcji czystej wody tudzież trzymającego w napięciu rozwoju zdarzeń. Zawiódł kiepski scenariusz oraz ekranowy duet, w którym Jennifer Lopez gra drugie skrzypce. Obejrzeć „Parkera” oczywiście można, jednak jest to rzecz raczej dla fanów twardego Brytyjczyka. Bywało lepiej.

 


Ogółem: 5/10

 


W telegraficznym skrócie: Niestrudzony Statham po raz kolejny stawia czoła wyzwaniu – tym razem mszcząc się na nieuczciwych złodziejach (niezamierzony żarcik); za mało „heist movie” i akcji, za dużo rozwleczonej fabuły; jako łyżkę dziegciu (bynajmniej nie w miodzie) zaliczam nieudany duet Statham-Lopez z niewykorzystanym potencjałem. Film przeciętny.

 

***

 

 

 

 

 

***

 

 


 

W kinach...

 

 

 

Riddick (2013)

 

 


 

 

 



Reżyseria: David Twohy

Scenariusz: David Twohy

Produkcja: USA, Wielka Brytania

Czas trwania: 119 minut

Obsada:

Vin Diesel - Riddick
Jordi Mollà - Santana
Matt Nable - Johns
Katee Sackhoff - Dahl

 


Chyba nie boisz się ciemności? - Riddick

 


Richard B. Riddick popełnił błąd. Rządzenie Necromongerami, które przypadło mu po wydarzeniach z Kronik, okazało się być jedną z największych katastrof w jego życiu. Stanie na czele tysięcy istot i odpowiadanie za nie uczyniło go bardziej...cywilizowanym. Wszystko jednak ma swój koniec, nasz bohater po otrzymaniu ciosu w plecy – czego spodziewał się od pierwszej minuty po po usadowieniu się na tronie – postanawia wrócić do korzeni. Pomóc mu w tym szlachetnym celu ma nieznana planeta, którą musi teraz nazywać domem. Minie kilka lat nim powróci do pełni sił, ale przynajmniej będzie miał kudłatego towarzysza. W końcu znajdzie jedną z kryjówek najemników i wezwie taksówkę. Na sygnał s.o.s. odpowiedzą dwie ekipy o skrajnie różnych pobudkach. Pierwsza, pod wodzą stuprocentowego palanta Santany, pragnie głowy Riddicka w skrzynce. Druga, składająca się z bardziej profesjonalnych jednostek, pragnie odpowiedzi związanych z karierą Furianina i wydarzeniami z przeszłości. Obydwie ekipy zapomniały jednak z kim mają do czynienia. Co gorsza nie zdają sobie sprawy jakie monstra władają pustynną planetą, gdy pojawia się deszcz. Protagonista pokaże im czego nauczył się w tym wrogim środowisku, a skoro film otrzymał kategorię wiekową „R” (u nas 15+), łatwo się domyślić, że nie będzie to nic miłego.

Gdy poznaliśmy kawałek historii Furianina w Pitch Black czuliśmy pewien niedosyt, bo była to skromna produkcja. W kontynuacji przesadzono natomiast z rozmachem i zapomniano, że liczy się główna postać, a nie piękne efekty oraz widzowie w wieku 13 lat (takich wpuszczano na seans). Teraz, po dziewięciu latach od premiery Kronik możemy znów towarzyszyć antybohaterowi z charakterystycznym głosem. Nie ma co dłużej przeciągać - Riddick to dobry film, wracający do korzeni. Skromniejszy o połowę budżet zmusił twórców do główkowania, a nie zapychania ekranu. Oczywiście nie zabrakło efektów specjalnych, ale nie przesadzono z ich ilością. Przez taką "mniejszą" strukturę  mitologia tego uniwersum nie została jednak rozbudowana, a szkoda bo w końcu mamy do dyspozycji całą galaktykę. Jak mówi porzekadło „coś za coś”. Twórcy nadrabiają bowiem ilością brutalności i dosadności. Szykujcie się więc na kobiece piersi, flaki i krew.

Nowemu dziecku David Twohy (reżyser poprzednich części) bliżej do Pitch Black, bo ponownie mamy okazję do przyglądania się starciu Riddicka i grupy ludzi, którzy nie wiedzą na kogo się porwali. Znaczną część filmu, wypełnia „rutyna” naszego bohatera, starającego się powrócić do formy i jednocześnie przetrwać w tym piaskowym piekle - w retrospekcji poznacie jego los po poprzedniej części. Reszta filmu to walka podjazdowa oraz starcie z potworami, które musiały mieć w rodzinie skorpiona (projekty postaci nie powalają, ale są miłe dla oka). Jak można zobaczyć w zwiastunie i na plakacie, dominują ciepłe kolory - żółty i pomarańczowy. Taka oprawa aż prosi się o przeniesienie do gry wideo, którą może zobaczymy. Właśnie, stylistyka na jaką się zdecydowano jest...przepiękna. Dawno już nie oglądałem – zwykłej rąbanki – z tak wspaniałymi krajobrazami. Komputerowe pejzaże oczarowują od pierwszych ujęć planety. Tylko raz miałem wrażenie, że film powstał w poprzednim dziesięcioleciu i to przed Kronikami. Mianowicie, gdy bohaterowie przemierzali pustynie za dnia, na grawicyklach. Tak słabo wyglądającej sceny jazdy nie widziałem od kilku lat. Z ekranu biło studiem na wszystkie rzędy w kinie. Poza ta drobną wpadką, całość musi wyglądać wręcz obłędnie w formacie IMAX.

Męskie postacie są oczywiście przewidywalne do bólu tak jak fabuła. Jest więc napakowany szeptuś, żółtodziób, palant i tak dalej. Na uwagę zasługuje postać kobieca – Dahl – stanowiąca przykład twardej babki, która umie sobie radzić. Z przyjemnością obserwuje się taką bohaterkę, która byłaby w stanie zmierzyć się z Riddickiem. Przegrać, bo z nim wygrać mógłby tylko Chuck Norris, ale zawsze przynajmniej podjąć wyzwanie. Wcielająca się w tę rolę Katee Sackhoff nie jest tradycyjną Hollywoodzką ślicznotką i bardzo dobrze, bo nie taki świat i nie ten film. A Riddick? Jest tak samo draniowaty, bezwzględny, brutalny i zabójczo skuteczny jak wcześniej. Nadal zachowano w nim pewien tragizm - wszystko co mu choć trochę bliskie musi odejść. Vin Diesel pasuje idealnie do tej roli i nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek inny mógł przejąć po nim tę postać.

Riddick nie stanowi najlepszego filmu science fiction w tym roku, ale plasuje się w czołówce i jak dla mnie jest numerem jeden z całej trylogii. Największy mankament to ciągłe uczucie  déjà vu, bo Pitch Black był bardzo podobnie skonstruowany, ale prawda jest taka, że nie wszyscy widzieli tamten film. Jeśli lubicie ten gatunek seans w kinie nie powinien Was rozczarować, a fani postaci...oni już pobiegli, więc nie muszę nic dodawać.A jak będzie dalej? Zobaczymy, bo podobno w planach są jeszcze dwie produkcje z Furianinem w roli głównej.
 

 

Ocena końcowa:

 

 

 

***



W tym tygodniu to wszystko. Co przyniesie przyszły zobaczymy, a na razie do przeczytania!

cropper