Kajetan Węsierski Kajetan Węsierski 05.06.2021
Horizon Forbidden West. Kłótnia o wygląd Aloy to znak naszych czasów
3241V

Horizon Forbidden West. Kłótnia o wygląd Aloy to znak naszych czasów

Jest coś wymowne w fakcie, że po świetnym pokazie nadchodzącego tytułu od Guerrilla Games więcej niż o samych mechanikach i jakości wizualnej, dyskutuje się na temat rysów twarzy głównej bohaterki. 

Gry wideo to niezwykle dziwna branża. Nawet gdy wydaje mi się, że nic nie może mnie już tu zaskoczyć, zaraz pojawia się nowa afera, która sprawia, że nie mogę wyjść z podziwu. I choć widziałem tu już tyle, iż myślałem, że niewiele może mnie zadziwić i zszokować, to miniony tydzień pokazał, jak bardzo się w tej kwestii myliłem i że wciąż bardzo łatwo jest się rozczarować - chyba będzie to najbardziej odpowiednie określenie. 

Większość domyśla się, co mam na myśli. Mowa oczywiście o aferze związanej z Horizon Forbidden West. A dokładniej rzecz biorąc, z postacią naszej ulubionej Aloy. Czytam polskie oraz zagraniczne media społecznościowe, komentarze oraz artykuły i nie mogę uwierzyć. Ludzie bojkotują (tak, bojkotują) grę, ponieważ rysy twarzy bohaterki są zbyt okrągłe, a ona sama zdaje się nieco pulchniejsza niż wcześniej. 

I być może padną w tym tekście zwroty nieco ofensywne, ale chyba tak trzeba. Wynika to po prostu z faktu, iż jest mi niezmiernie przykro. Są gusta, są guściki - mamy różne perspektywy i kanony piękna oraz wzorce wyglądu, jak również zachowań. Ale zapominamy o jednym - to jest gra wideo. Zacznijmy jednak od początku, aby nie umknęło nam nic ważnego. Tylko całokształt sytuacji pozwala dojrzeć jej absurd. 

Problem zawsze się znajdzie 

W minionym tygodniu Sony zaserwowało nam pokaz gry i zaprezentowało kilkanaście minut rozgrywki z nadchodzącego projektu na PlayStation 5. Pojawiły się zachwyty nad tym, jak tytuł wygląda oraz co może przynieść gameplay. Horizon Forbidden West ma uzupełnić liczne mechaniki o zupełnie nowe pomysły i zaoferować jeszcze piękniejszy i bardziej wciągający świat, niż miało to miejsce w Horizon Zero Dawn

Aloy w Horizon Zero Dawn

Wszystko to brzmi świetnie i takie rzeczywiście się wydaje, ale…! No właśnie, zawsze jest to przeklęte „ale”. I w tym przypadku odnosi się do wyglądu głównej bohaterki gry. Zamiast dyskusji o jednej z największych premier 2021 roku w kontekście jakości sequela, na który czekają miliony, zaczęto kłócić się o kanon piękna oraz ramy, za jakie nie może wykraczać bohaterka przedstawiona na ekranie. 

To nic, że przez większość czasu właściwie oglądamy zaledwie jej plecy. Trzeba się do czegoś przyczepić. Prawdę mówiąc, mam wrażenie, że gdyby rysy twarzy bohaterki pozostały bez zmian, pewna grupa osób i tak znalazłaby coś, do czego można się, kolokwialnie pisząc, przywalić. A to za duże dłonie, a to zbyt silna bohaterka, a to jakiś homoseksualny związek postaci pobocznych, a to brak osób niebinarnych, a to, a tamto. 

Nie szukajmy wad na siłę 

Dlaczego zaczęliśmy szukać wad na siłę? Wczoraj opublikowałem tekst o tym, że w dzisiejszych czasach wiele osób może cierpieć na przesyt gier. Cóż, prawdopodobnie tak właśnie jest, a być może ma to nawet wpływ na doszukiwanie się wszędzie minusów. Coś na zasadzie zwracania uwagi na najmniejsze szczegóły (często nieznaczące), aby usprawiedliwić przed sobą odpuszczenie grania. Nie wiem, naprawdę. 

Aloy w Horizon Forbidden West

Nie jestem psychologiem, więc dalsze brnięcie w ten proces nie ma sensu. Wiem natomiast, że może być to bardzo toksyczne i zabierać mnóstwo przyjemności z tego, co powinno ją dawać. Wydaje mi się, że zatracamy gdzieś tę dziecięcą radość z obcowania z naszym ulubionym hobby. Próbujemy znaleźć podłoże polityczne i poprawnościowe, a niekiedy po prostu łatwiej to olać. Nie twierdzę, że ich nie ma - twierdzę, że nie ma sensu się nimi przejmować, a przynajmniej nie w takim stopniu. 

Jasne, kiedy gra jest pełna błędów, trzeba mówić o tym głośno, ale gdy szukamy igły w stogu siana, robi się to absurdalne. Prawda jest bowiem taka, że nie ma projektu idealnego. Żadna gra, choćby nie wiem jak zbliżyła się do mitycznego 10/10, zawsze będzie miała coś, co można jeszcze poprawić. Co więcej, branża się rozwija, a twórcy wyciągają wnioski - wciąż jednak powstają nowe problemy. 

Cieszmy się grami 

Nie dokładajmy więc nowych, które są całkowitym wymysłem i nie powinny być nawet kwestią dyskusji. Muszę przyznać, że byłem naprawdę miło zaskoczony, gdy czytałem komentarze pod newsami na PPE, które dotyczyły problemów społeczeństwa z młodą Aloy. Choć często mamy różne zdanie na niektóre sprawy, a nasze perspektywy mogą się różnić, to tu byłem naprawdę szczęśliwy. Większość wpisów była po prostu pokrzepiająca. 

Aloy w Horizon Forbidden West 2 ​​​​​​​

Czytałem wypowiedzi fanów gier wideo, miłośników tego medium, a nie poszukiwaczy afery. Cieszę się, że są ludzie, którzy wciąż pamiętają o tym, co jest najważniejsze - po prostu bawić się dobrze. A Horizon Forbidden West ma wszystko, by tak właśnie się stało. Czy Aloy z twarzą niczym okładkowa modelka i odpowiadająca popularnym kanonom piękna by coś zmieniła? Nie sądzę. Zresztą, to przyszłość, która w pewnym sensie przypomina czasy prehistorii - nie sądzę, by dziewczyna przesiadywała co rano przed lustrem, aby poprawić makijaż. 

W ramach własnego rachunku wystarczy przypomnieć sobie, jak wyglądała kanciasta Lara Croft w pierwszych odsłonach Tomb Raidera. Śniły o niej całe grupy dzieciaków, a wyobraźnia oczywiście robiła swoje. Czy była wzorem piękna? Jasne, ale chyba tylko w kanonach Minecrafta. Mimo wszystko grało się świetnie i tego samego życzę Wam w przypadku Horizon Forbidden West. Ja zamierzam bawić się przednio zwiedzając świat wykreowany przez Guerrilla Games i wierzę, że właśnie to zapamiętamy z tej gry. 

Tagi: Guerrilla Games Horizon Forbidden West Sony Interactive Entertainment