Dawid Ilnicki Dawid Ilnicki 10.01.2021
10 klasycznych filmów dostępnych w ofercie Netflixa
2213V

10 klasycznych filmów dostępnych w ofercie Netflixa

Choć Netflix znany jest ostatnio przede wszystkim z promocji własnych filmów lub dodawania do biblioteki obrazów czysto rozrywkowych, także tych starszych, do których ludzie odczuwają pewnego rodzaju sentyment, w polskiej ofercie giganta streamingowego nie brakuje klasycznych pozycji, które powinien obejrzeć przynajmniej raz w życiu każdy szanujący się kinoman.

Grudniowe zniknięcie z biblioteki Netflixa klasycznych pozycji wyreżyserowanych przez Stanleya Kubricka, na czele z “Mechaniczną pomarańczą” i “2001: Odyseją Kosmiczną” okazało się dobrą okazją do tego, by przyjrzeć się ofercie serwisu, mając na uwadze przede wszystkim klasyczne pozycje, przynależące do kanonu światowej kinematografii. Od czasu do czasu udaje się tu bowiem odnaleźć pozycje należące do absolutnego topu, najczęściej jednak należy się spieszyć, bo dość szybko znikają one z oferty. Jeszcze niedawno znajdował się w niej np. jeden z najlepszych filmów Alfreda Hitchcocka “Vertigo” (a wcześniej była tu także klasyczna “Psychoza”), który jednak w ostatnim czasie niepostrzeżenie z niej zniknął.

Paradoksalnie znikanie klasycznych pozycji z biblioteki Netflixa miewa też dobre strony. Jest to bowiem dobra okazja do nadrobienia lub - tak jak w przypadku filmów Stanleya Kubricka - do przypomnienia filmowych klasyków, do których czasami, w zalewie nowości serwowanych przez różne strony, zwyczajnie nie chce się zasiadać od razu. Dobrym wyjściem byłaby jednak opcja, podobna do tej znajdującej się na witrynie HBO GO, podpowiadająca które z filmów mają akurat zniknąć w najbliższym czasie. O tym staramy się jednak informować na bieżąco, tak jak ostatnio.

Na tej liście umieściłem dziesięć klasycznych pozycji, które znajdują się w bibliotece Netflixa w styczniu 2021 roku. Większość z nich to oczywiście dobrze znane tytuły, ale być może ktoś ich jeszcze nie widział lub też nabierze ochoty, by je powtórzyć. Pod uwagę starałem się brać pozycje pochodzące sprzed 1990 roku, robiąc wyjątek tylko dla jednego filmu. 

W samo południe

Klasyczny western Freda Zinnemanna to przykład perfekcyjnie zrealizowanego widowiska, które jednocześnie przynosi gorzką prawdę o społeczeństwie. Grany przez Gary Coopera szeryf Will Kane organizuje grupę, mającą stawić czoła groźnemu przestępcy, który chce się na nim zemścić, za to, że ten wysłał go za kratki. Im bliżej jednak samego przyjazdu rzezimieszka, tym bardziej opuszczony czuje się główny bohater… Perfekcyjne oddanie upływającego czasu to coś co z pewnością mogło zainspirować twórców znakomitego serialu “24 godziny”, który swego czasu był prawdziwą rewelacją. Podobnie należy ocenić klasyk amerykańskiego kina, który warto sobie odświeżyć od czasu do czasu.

Pali się moja panno

Milos Forman zasłynął za sprawą swojej pracy w USA, przede wszystkim przy tak znakomitych dziełach jak “Lot nad kukułczym gniazdem” czy też “Amadeusz”. Przed rozpoczęciem swej wielkiej kariery za Oceanem robił jednak filmy w ojczyźnie, a te do dziś są uważane za klasyki i co istotne są rozumiane na całym świecie, pomimo ulokowania akcji w konkretnym miejscu i czasie.

Oczywiście w przypadku tak leciwych produkcji, należących do gatunku komedii powstaje pytanie czy taki film może jeszcze w ogóle śmieszyć? Śmiem twierdzić, że tak, szczególnie w Polsce, bo rodzaj humoru zaprezentowanego w tym obrazie o wyjątkowo nieudanym balu strażaka, podczas którego zostają przeprowadzone kuriozalne wybory miss, lokuje się niedaleko rodzimego “Rejsu”. Jak przystało jednak na Czechów jest bardziej rubaszny i odważniejszy pod względem obyczajowym.  

Bullitt

Wielki amerykański reżyser, twórca m.in. “Egzorcysty”, William Friedkin powiedział kiedyś, że jedno zbliżenie na Steve’a McQueena jest warte więcej niż jakikolwiek krajobraz na świecie. Twórca mocno pożałował tego, że gwiazdor nie zagrał w jego filmie “Sorcerer”, będącym swoistym remakiem słynnej “Ceny strachu” Henri Clouzot, obrazie, który ostatecznie zanotował największą klapę w jego karierze. 

To co stracił można obserwować przede wszystkim w znakomitym obrazie Petera Yatesa “Bullitt”, który nieprzypadkowo jest uważany za klasyk kina policyjnego, nie tylko lat 60-tych. Aktor odtwarza tu rolę niezłomnego detektywa, który nagle staje się wrogiem nie tylko przestępców, ale także policjantów. Znakomite tempo, a przede wszystkim słynna scena pościgu samochodowego to główne atuty tej świetnej, a mającej już swoje lata, produkcji.

Ojciec Chrzestny I i II

To oczywiście typ najprostszy z możliwych ale jednocześnie pominięcie dwóch części dzieła Francisa Forda Coppoli, które powszechnie uchodzą za równie dobre, byłoby zbrodnią. Oparte na powieści Mario Puzo, który zresztą wraz z reżyserem napisał do niego scenariusz, dzieło od dawna uchodzi za wzór filmowej epopei, do którego później nawiązywali inni wielcy twórcy, tacy jak choćby Martin Scorsese czy też David Chase (ilość bezpośrednich nawiązań do “Godfather” obecnych w sześciu sezonach “The Sopranos” zawiera się w ponad 20-minutowym filmiku do zobaczenia na Youtube).

To tu zaczynają się wielkie kariery Ala Pacino, a także Jamesa Caana. Druga część dała jaskrawy przykład tego, że sequele wcale nie muszą oznaczać odcinania kuponów co zresztą zapewne było inspiracją także dla twórców serialowych. Produkcji z tej najwyższej półki jednak, bo mało która może w ogóle wytrzymać porównanie z klasycznymi obrazami z 1972 i 1974 roku. 

Szczęki

Pierwszy wielki film Stevena Spielberga, który z jednej strony pokazał jego niezwykłe umiejętności realizacji widowisk filmowych mając za podstawę - delikatnie mówiąc - niezbyt dobry materiał literacki, a z drugiej był prawdziwym triumfem marketingowym. Wcale bowiem nie trzeba było ogromnego budżetu na reklamę, by zainteresować ludzi tym obrazem, a jedynie umiejętne podsycanie zainteresowania, które swego czasu spowodowało spore oblężenie przybytków, które dziś wydają się być na skraju kompletnego upadku. O sukcesie produkcji zadecydowały umiejętne budowanie napięcia, świetna muzyka, a nawet problemy z makietą rekina, który z konieczności musiał się pojawiać na ekranie rzadko, co tylko potęgowało uczucie grozy. Do dziś zresztą film robi spore wrażenie. 

Monty Python i Święty Graal

Obrażający dosłownie wszystkich członkowie Latającego Cyrku Monty Pythona mają wielu zwolenników, także wśród gorliwych katolików, których przecież atakowali nie tylko w skeczach, ale również w “Sensie życia według Monty Pythona”, jak również “Żywocie Briana” gdzie dworowali sobie z wydarzenia będącego momentem założycielskim Chrześcijaństwa. 

Poszukiwania Świętego Graala, będące niejako tematem tego filmu, z całą pewnością nie mają takiego potencjału obrazoburczego, ale i tak twórcy umieścili w filmie o nim wiele niewybrednych żartów, przede wszystkim wycelowanych w kulturę zachodnią. Poza tym całym ładunkiem ważnych treści jest to jednak przede wszystkim znakomita komedia i dowód na to, że przy pomocy naprawdę skromnego budżetu, a pomimo ogromnych problemów, takich jak choćby postępujący alkoholizm Grahama Chapmana, udało się stworzyć prawdziwy komediowy klasyk. 

Pieskie popołudnie

Gdy ogląda się klasyczny film Sidneya Lumeta aż trudno uwierzyć, że został on oparty na prawdziwych wydarzeniach, wyjątkowo nieudanego napadu na bank, w którym uczestniczył John Wojtowicz (w filmie, grany przez Ala Pacino, Sam Wortzik). Z minuty na minutę obraz staje się coraz dziwniejszy, dowiadujemy się bowiem więcej na temat bohaterów napadu, a także atmosfery w latach 70-tych (okrzyki “Attica! Attica!” nawiązują rzecz jasna do słynnego buntu w więzieniu). Znakomitość tego dzieła zasadza się oczywiście na interesującej konstrukcji głównego bohatera, kapitalnie granego przez Pacino, jego interakcjach z uwięzionymi w banku zakładnikami, jak również jego partnerem w zbrodni, którego świetnie odgrywa John Cazale.

Czas Apokalipsy

Jedno z najsłynniejszych dzieł filmowych nie tylko lat 70-tych to wyjątkowo trudny orzech do zgryzienia. Biorąc pod uwagę ogromne trudności, które towarzyszyły realizacji tego filmu, o których napisano kilka książek, a także wyprodukowano filmy dokumentalne, jak również duży ładunek odniesień do różnorodnych dzieł kultury, ze specjalnym uwzględnieniem “Jądra ciemności” Conrada, nie może dziwić to, że mimo statusu klasyka kinematografii znajdują się także tacy, którzy uważają “Czas Apokalipsy” za film przereklamowany. Co istotne, w kontekście tematu artykułu, wersja dostępna na Netflixie jest zremasterowana i dodano do niej 49 minut dodatkowych materiałów zdjęciowych, dlatego niezależnie od oceny tego obrazu warto się z nią zapoznać.

Deliverance

Zdecydowanie najlepszy film, uznanego twórcy brytyjskiego, Johna Boormana, który skorzystał w nim z powieści Jamesa Dickeya. Jej bohaterami są czterej mężczyźni z amerykańskiej klasy średniej, będący - jak podkreśla wielu analityków prozy tego autora - kolejnymi alter-ego pisarza, którego życie było rozpięte pomiędzy szalonymi, iście hemingwayowskimi przygodami, a dolą zwykłego pracownika biurowego.

Owa czwórka skonfrontowana z dramatycznymi wydarzeniami musi kompletnie przewartościować swoje dotychczasowe przekonania, jeśli oczywiście chce ujść z życiem. W obraz ten naturalnie jest wpisany również odwieczny konflikt natury z cywilizacją, który w niebanalny sposób uchwyciła słynna scena utworu na gitarę i banjo. Mimo chwilowej harmonii panującej pomiędzy tymi dwoma światami dobrze wiemy, że o porozumieniu między nimi nie może być mowy. O tym, między innymi, opowiada ten znakomity film. 

Chłopcy z ferajny

Siedemnaście lat po zrealizowaniu “Ulic Nędzy”, w których Martin Scorsese po raz pierwszy zaprezentował świat drobnych gangsterów, pracujących na usługach włoskiej mafii, twórca powrócił do niego korzystając ze znakomitego materiału książkowego Nicolasa Pileggiego, który wraz z nim opracował scenariusz do największego dzieła tego reżysera. Film zdobył nominacje do sześciu Oscarów, ale o dziwo wygrał tylko raz; w tym przypadku całkowicie zasłużenie, bo odgrywany przez Joe Pesciego Tommy DeVito stał się prawdziwym modelem dla zupełnie nieprzewidywalnych filmowych gangsterów, takich jak choćby Richie Aprile z “The Sopranos”. Zresztą w obu tych produkcjach grało kilkudziesięciu aktorów (dokładnie jak wyliczył Glenn Kenny w książce "Made Men: The Story of Goodfellas" - 27), na czele z Lorraine Bracco i Frankiem Vincentem. 

Tagi: filmy klasyka Netflix