Zarobił miliony na własnej grze, a teraz kpi z całej branży wydając kolejny tytuł za marne 3 złote
Steam jest obecnie największym sklepem z grami na świecie, a jego zasięgi są tak przytłaczająco ogromne, że każdy kto chce wydać na nim grę, liczy na naprawdę spore zyski. Są jednak i tacy twórcy, którym niekoniecznie zależy na kasie.
W dzisiejszych czasach często bywa tak, że nawet jeśli deweloper osiągnie sukces, od razu wymaga się od niego ogromnych zmian, aby jego następny projekt był większy, bardziej ambitny, bardziej dopracowany i żeby oczywiście powstał szybciej niż pierwsza gra, bo przecież mamy już gotową na to bazę. Niestety takie myślenie często prowadzi do przekombinowanych produkcji, wielkich upadków lub zwykłego przerostu ego, tak jak w przypadku niektórych twórców, którzy po jednym złotym strzale, myślą że zostali królami branży.
Niejaki Zoroarts, którego możecie kojarzyć z głośnej afery związanej z polityką zwrotów na Steamie, opublikował właśnie nową grę, przy której zainwestował w produkcję 12 tysięcy dolarów, a wycenił ją na marne... 3 złote. Twórca oficjalnie mówi, że nie zależy mu na zysku i wydał Rogue Jungle tak po prostu, jako eksperyment, otwarcie krytykując wszelki wyścig za chorymi wynikami. Jego Paddle, Paddle, Paddle, zarobiło na tyle dużo, że stać go obecnie na takie zabawy, a z moich rozmów z nim na X wynika, że po 24h grę kupiło 500 osób.
Czy to dużo? Absolutnie nie. I dobrze, bo właśnie chodziło o to, aby przygotować fajną i tanią grę rogue-lite, bez presji i stresu. Czy więcej gier powinno tak robić?