DualSense w OGROMNYM ogniu krytyki: "każdy pad z PS5 się popsuł"
Chociaż kontroler DualSense od dnia premiery PlayStation 5 zbierał zasłużone pochwały za świetny kształt i genialne wibracje, z biegiem lat czar prysł, a na forach internetowych jak ResetEra czy Reddit ponownie wylewa się fala goryczy.
Gracze masowo skarżą się, że pady od Sony są przerażająco awaryjne i prędzej czy później po prostu odmawiają posłuszeństwa. W sieci nie brakuje relacji osób, które w trakcie jednej generacji musiały kupować już czwarty czy piąty egzemplarz, bo poprzednie nadawały się wyłącznie do kosza lub generalnego remontu. Wielu użytkowników mówi dziś wprost, że tak delikatnego i zawodnego sprzętu w historii marki jeszcze nie było.
Głównym winowajcą, który doprowadza właścicieli konsol do białej gorączki, są oczywiście uciekające na boki gałki analogowe. Zjawisko dryfowania stało się prawdziwą plagą i dotyka nawet tych, którzy obchodzą się ze sprzętem jak z jajkiem.
Na tym jednak usterki mechaniczne się nie kończą, bo coraz częściej szwankują też same przyciski. Gracze żalą się, że podstawowe guziki, z najczęściej wciskanym „iksem” na czele, potrafią całkowicie paść, kleić się albo odbijać z wyczuwalnym opóźnieniem. Co gorsza, problem ten nie omija nawet piekielnie drogiego modelu DualSense Edge, w którym po naprawie strach mocniej wcisnąć przycisk, żeby sytuacja się nie powtórzyła.
Drugim gwoździem do trumny obecnych kontrolerów są zamontowane w nich baterie, które gracze bez ogródek nazywają śmieciowymi. Przy włączonych wszystkich bajerach, takich jak adaptacyjne spusty czy wbudowany głośniczek, pad potrafi wyzionąć ducha już po trzech lub czterech godzinach zabawy.
W starszych egzemplarzach z początków generacji ogniwa zużyły się tak mocno, że trzymają prąd zaledwie przez 15 minut, zmuszając ludzi do siedzenia przed telewizorem na długim kablu. W zestawieniu z kontrolerem Pro do nowego Switcha, który na jednym ładowaniu wytrzymuje długie tygodnie, sprzęt Sony wypada wręcz kompromitująco.
Nic dziwnego, że zdesperowani użytkownicy coraz częściej biorą sprawy w swoje ręce i zamieniają się w domowych majsterkowiczów. Okazuje się, że rozkręcenie obudowy i samodzielna wymiana baterii na pojemniejszy zamiennik z internetu to kwestia kilkunastu minut z poradnikiem na YouTubie. Gorzej wygląda sprawa z uciekającymi analogami - tutaj bez lutownicy ani rusz, dlatego ludzie płacą serwisom za wstawienie nowoczesnych, magnetycznych czujników, które raz na zawsze rozwiązują problem.