God of War Laufey nie jest grą tworzoną w pośpiechu? Santa Monica szykuje przygody żony Kratosa od wielu lat
Pojawiły się nowe informacje na temat kulisów produkcji God of War Laufey. Według nich, skupienie się na losach drugiej żony Kratosa to pomysł, o którym deweloperzy myśleli jeszcze przed premierą pierwszej nordyckiej odsłony serii.
God of War Laufey to bez wątpienia największa niespodzianka letnich pokazów, które miały miejsce w pierwszej połowie czerwca. Wiele wskazuje na to, że gra może trafić do użytkowników PlayStation 5 relatywnie szybko. Jednak to nie znaczy, że produkcja powstaje na prędce – Santa Monica Studio może szykować nadchodzące przygody żony Kratosa od naprawdę wielu lat.
Deborah Ann Woll, która wciela się w Faye podczas swojego panelu na Game Con Canada uchyliła rąbka tajemnicy dotyczącego kulis produkcji. Kobieta wyznała, że zespół planował stworzyć poboczną odsłonę poświęconą Faye już ponad dekadę temu. Sama aktorka dowiedziała się o nim od samego Cory'ego Barloga w 2018 roku, gdy pierwszy nordycki God of War dopiero się ukazywał.
Wiedziałam o tym od prawie dziesięciu lat i nie mogłam nikomu o tym powiedzieć.
Przedstawił mi to w 2018 roku, a oni wiedzieli o tym już wcześniej. To szalone, bo wtedy, gdy Cory zabrał mnie na rozmowę o zrobieniu Ragnaröka i pokazał mi grę z 2018 roku, już miał plakat do Laufey ze mną i kostką. Kostką, która była tam od początku. To głęboko zakorzeniona część historii.
Mimo tego oraz swojego sporego doświadczenia, Woll przyznała, że wciąż odczuwa ciążącą na niej presje. Jednocześnie nie ukrywa, że jest niezwykle wdzięczna za otrzymaną szansę, a pierwszy zwiastun do God of War Laufey zrobił na niej ogromne wrażenie.
Nie mogę uwierzyć, że mi się to udało. Jak już wspomniałeam, jestem w środku czegoś, nad czym oni ciężko pracowali przez lata. Przychodzę tu na kilka lat i robię swoje, a oni nadal ciężko pracują. Więc kiedy pierwszy raz zobaczyłam ten zwiastun, szczęka mi opadła.
Po raz pierwszy mogłam doświadczyć swojej pracy jako widz bez osądzania, bez skrępowania, ponieważ wiedziałam, ile pracy włożono w to po zakończeniu moich sesji. I mogłam docenić nie tylko technologię, ale także animatorów; uchwycili każdy, najmniejszy ruch mięśnia mojej twarzy.
Nie wiedziałam, czy technologia może to wyłapać, bo Kratos jest taki stoicki. Ale to też wynika z samej postaci. Kiedy obejrzałam to ponownie, pomyślałam: „O mój Boże, każdy najmniejszy ruch mięśni, moje oczy, drobne rzeczy, które uchwycili i dodali, tworzą pełniejszą, bogatszą osobę”. Byłam pod wrażeniem.