To nie wygląda dobrze dla Ubisoftu. Kolejne informacje o nowym Assassin’s Creed dolewają oliwy do ognia
Assassin’s Creed Invictus od samego początku wyglądało na jeden z najbardziej ryzykownych eksperymentów w historii marki. Ubisoft oficjalnie opisał projekt jako PvP multiplayerowe Assassin’s Creed rozwijane przez ekipę weteranów For Honor z Ubisoft Montreal, a przy okazji zaznaczał, że gra „nie jest do końca tym, co sugerowały plotki” i rozwija się w modelu test-and-learn. Sam pomysł już wcześniej budził sporo pytań, bo przy tej serii każdy mocniejszy skręt w stronę sieciowej zabawy automatycznie wywołuje niepokój części fanów.
Teraz zrobiło się jeszcze ciekawiej, bo w obiegu pojawiły się kolejne szczegóły przypisywane Tomowi Hendersonowi. Według nich Invictus ma być grą opartą na rundach, w których gracze rozwijają swoją postać w trakcie meczu dzięki umiejętnościom, a całość ma mieć również pewien taktyczny sznyt. Równocześnie Henderson miał potwierdzać, że wcześniejszy przeciek nie wziął się znikąd, bo dotyczył małego playtestu, który rzeczywiście się odbył - co byłoby o tyle niewygodne, że przy tak ograniczonym teście Ubisoft potencjalnie mógłby łatwo namierzyć źródło wycieku.
I właśnie dlatego wokół gry robi się coraz bardziej nerwowo. Insider Gaming pisało już wcześniej, że test z 30 kwietnia można było niezależnie potwierdzić, a część opinii po nim była bardzo zła - na tyle, że w obiegu pojawiły się nawet sugestie o możliwym opóźnieniu albo w skrajnym przypadku anulowaniu projektu. Jednocześnie ten sam serwis zaznaczał, że gra ma też pewien potencjał i nie jest dosłownym klonem Fall Guys, a wizualnie przypomina raczej klasyczne Assassin’s Creed niż kompletnie odjechaną imprezówkę. Krótko mówiąc - coś tu ewidentnie jest na rzeczy, ale na razie wygląda to bardziej na projekt w bardzo chwiejnej formie niż na grę gotową uspokoić fanów.