Praca po 80 godzin bo "twórcy kochali HALO". Microsoft zachęcał twórców do DEI
Wokół Halo Studios (dawniej 343 Industries) robi się coraz goręcej, a wszystko za sprawą nowych, niezwykle szczerych wyznań Glenna Israela.
Były dyrektor artystyczny i weteran, który spędził przy marce 17 lat, postanowił uderzyć w popularne wśród fanów teorie spiskowe. Israel kategorycznie zaprzeczył twierdzeniom, jakoby deweloperzy „nienawidzili” Halo. Podkreślił, że nikt nie pracowałby po 60 czy 80 godzin tygodniowo, ryzykując własnym zdrowiem i relacjami, tylko po to, by zrobić graczom na złość. Według niego w studiu zawsze pracowali oddani fani, którzy często podzielali krytyczne uwagi społeczności, nawet jeśli nie mogli o tym głośno mówić.
Jednocześnie Israel rzucił wyzwanie narracjom prosto z „wojen kulturowych”, które winą za kondycję serii obarczają politykę różnorodności. Wyjaśnił, że choć Microsoft kładł nacisk na inkluzywność, nigdy nie wiązało się to z narzuconymi „kwotami” czy uciszaniem kogokolwiek.
W jego oczach DEI miało służyć przede wszystkim dbaniu o różnorodność myślenia - tak, aby nawet introwertyczny geniusz czuł się bezpiecznie, wytykając przełożonemu błąd. Prawdziwego problemu upatruje raczej w dawnej obsesji studia na punkcie „rozszerzonego uniwersum”, co sprawiało, że fabuła gier stawała się niezrozumiała dla osób nieczytających książek czy komiksów.
Mimo obrony szeregowych pracowników, nad Halo Studios wciąż wiszą bardzo ciężkie oskarżenia o charakterze etycznym i prawnym. Israel podtrzymuje swoje zarzuty wobec wyższego kierownictwa, wspominając o stosowaniu czarnych list, kampaniach nękania oraz innych nadużyciach.
Ta drastyczna rozbieżność między poświęceniem deweloperów a rzekomą toksycznością liderów to sygnał, którego Microsoft nie może już dłużej ignorować.