Halo wyląduje w koszu? Atmosfera w studiu jest tragiczna, a szef wyznaje zasadę znajomości "Old Boys Club"
Nad Halo Studios (dawniej 343 Industries) zbierają się czarne chmury, a przyszłość Master Chiefa wydaje się bardziej niepewna niż kiedykolwiek.
Choć plotki o problemach wewnątrz firmy krążyły od lat, niedawne wyznania byłego dyrektora artystycznego, Glenna Israela, nadały im bolesnej wiarygodności. Israel, w swoim wpisie z kwietnia 2026 roku, potwierdził istnienie toksycznej struktury typu „klub starych kumpli”, w której kolesiostwo i brak odpowiedzialności mają być na porządku dziennym, co skutecznie dusi kreatywność i zagraża rozwojowi serii.
Początki obecnego kryzysu sięgają 2023 roku, kiedy to morale zespołu legło w gruzach po fali zwolnień i odebraniu pracownikom należnych premii. Sytuację pogorszyła nagła zmiana polityki pracy zdalnej - deweloperom dano niespełna miesiąc na powrót do biur, ignorując fakt, że wielu z nich zdążyło ułożyć sobie życie w innych miejscach, ufając wcześniejszym obietnicom Microsoftu. Pierre Hintze, stojący na czele studia, jest bezpośrednio obwiniany o forsowanie wydania Halo Infinite w niedopracowanym stanie oraz późniejsze, drastyczne cięcia w kampanii, co dla wielu twórców było ciosem prosto w serce.
Najbardziej niepokojące są jednak doniesienia o tym, jak powstają nowe projekty. Według przecieków, prace nad kolejnymi grami z uniwersum Halo ruszyły bez obsadzenia kluczowych stanowisk, takich jak dyrektor kreatywny czy techniczny spec od silnika Unreal Engine.
W połączeniu z narzuconymi z góry, nierealistycznymi terminami, tworzy to mieszankę wybuchową, która może doprowadzić do kolejnej premiery pełnej kompromisów. Pracownicy, którzy próbowali kwestionować te decyzje, mieli być zbywani lakonicznymi odpowiedziami, co tylko pogłębiło poczucie beznadziei w zespole.
Kulminacją tych oskarżeń są zarzuty o skrajnie nieetyczne zachowania kadry zarządzającej. Glenn Israel wprost mówi o nękaniu, faworyzowaniu „swoich” i stosowaniu czarnych list wobec osób, które miały odwagę zgłaszać nieprawidłowości. Co gorsza, wewnętrzne działy kadr (HR) miały nie tylko ignorować te skargi, ale w niektórych przypadkach wręcz pomagać w ich uciszaniu.