Fani PlayStation wspominają niesamowitą ścigałkę Sony na PS4: "to już 12 lat", a wygląda jak next-gen
Ostatnie kilkadziesiąt godzin na platformie X upłynęły pod znakiem nostalgii za grą DriveClub, czyli jedną z najbardziej niedocenianych wyścigówek z katalogu PlayStation 4.
Całe zamieszanie zaczęło się od krótkiego nagrania prezentującego legendarne już efekty deszczu, które do dziś wprawiają internautów w osłupienie. Fani nie mogą wyjść z podziwu, że produkcja mająca na karku dwanaście lat wciąż oferuje oprawę zawstydzającą wiele współczesnych tytułów, mimo że na oryginalnym sprzęcie działała w rozdzielczości 1080p przy 30 klatkach na sekundę.
Choć większość wspomnień jest pozytywna, dyskusja w sieci nie jest pozbawiona kontrowersji. Niektórzy gracze wykorzystują materiały z DriveClub, by zarzucić dzisiejszym deweloperom lenistwo, podczas gdy inni przypominają, że pod piękną grafiką kryła się gra o nieco mniejszej głębi.
Droga tego tytułu na rynek nie była łatwa - pierwotnie planowany jako gra startowa konsoli PS4, zadebiutował z rocznym opóźnieniem i w stanie, który wielu określało jako niedopracowany. W czasach, gdy konkurencja stawiała na otwarte światy, klasyczne wyścigi torowe od studia Evolution wydawały się niektórym przeżytkiem, choć dziś taki format prawdopodobnie zostałby przyjęty z dużo większym entuzjazmem.
Deweloperzy z Evolution nie poddali się jednak i konsekwentnie rozwijali swój projekt, dodając przełomowe efekty pogodowe, mnóstwo nowych aut, a nawet motocykle. Z czasem DriveClub zyskał status pozycji kultowej, doczekując się nawet wersji na PSVR, która mimo kompromisów graficznych oferowała unikalne doświadczenie.
Niestety, los studia został przypieczętowany zamknięciem oddziału w Runcorn, co w dzisiejszym, zdominowanym przez gigantów takich jak Gran Turismo czy Forza Horizon rynku, staje się smutną normą dla projektów niebędących megahitami.
Still can’t believe that this is a 12 year old game. pic.twitter.com/KcNS01ykDJ
— Prince 💎⭐ 🐦 (@PrinceUTD1) April 2, 2026
Współczesny rynek gier wyścigowych jest wyjątkowo drapieżny, o czym przekonują się twórcy takich tytułów jak anime-racer Screamer czy najnowszy Sonic Racing, które mimo przyzwoitej jakości mają problem z przebiciem się do szerokiej świadomości.