Katastrofalna informacja o multiplayerze The Last of Us. Frakcje przed skasowaniem były niemalże gotowe
Wyobraźcie sobie, że budujecie dom przez siedem lat, kładziecie już niemal ostatnie dachówki, a nagle ktoś każe Wam go zburzyć. Tak w skrócie można opisać losy samodzielnej gry sieciowej w świecie The Last of Us, o czym opowiedział Vinit Agarwal, reżyser projektu w Naughty Dog.
W niedawnym wywiadzie Agarwal zdradził bolesny dla fanów fakt: produkcja była ukończona w niemal 80%. Projekt, nad którym prace trwały intensywnie od 2016 do 2023 roku, był dosłownie na wyciągnięcie ręki, zanim Sony zdecydowało ostatecznie o jego anulowaniu.
Skąd wzięły się tak potężne zasoby i czas na rozwój tego tytułu? Reżyser wyjaśnił, że kluczowym momentem była pandemia COVID-19. Gdy cały świat został zamknięty w czterech ścianach, branża gier przeżywała niespotykany dotąd rozkwit. Sony, widząc, że ludzie nie mają nic innego do roboty i masowo spędzają czas przed konsolami, zaczęło pompować ogromne fundusze w projekty typu live-service.
Potencjał sieciówki osadzonej w jednym z najpopularniejszych uniwersów PlayStation wydawał się wówczas gwarantowaną żyłą złota, co pozwoliło na tak długi i kosztowny proces twórczy.
To wyznanie rzuca zupełnie nowe światło na skalę straty, jaką ponieśli fani czekający na powrót słynnych „Frakcji”. Siedem lat rzetelnej pracy, budowanie skomplikowanych mechanik i świata, który był „bardzo, bardzo blisko” finału, przepadło w wyniku zmiany korporacyjnych priorytetów.
Informacja o 80-procentowym zaawansowaniu prac jest dla społeczności graczy jak sól sypana na ranę - przypomina o tytule, który niemal trzymaliśmy już w dłoniach, a który ostatecznie stał się jedynie duchem w historii branży.