Embark Studios zawstydza gigantów. ARC Raiders powstało za ułamek budżetu typowej gry AAA
W dobie, gdy stworzenie gry klasy AAA wymaga zatrudnienia setek, a nawet tysięcy osób i wydania setek milionów dolarów (które często nigdy się nie zwracają), studio Embark udowadnia, że można inaczej.
Twórcy The Finals i niedawnego hitu ARC Raiders otwarcie przyznają, że ich produkcje powstają za „ułamek kosztów” typowych, współczesnych superprodukcji. Co ciekawe, wbrew krążącym opiniom, to wcale nie masowe użycie sztucznej inteligencji jest głównym powodem tych oszczędności.
Dyrektor generalny Embark Studios, Patrick Söderlund (były wieloletni szef EA DICE), w najnowszym wywiadzie postanowił rozwiać mity dotyczące procesu produkcyjnego. Choć firma nie ukrywa, że korzysta z narzędzi ułatwiających pracę (w tym okazjonalnie z AI przy generowaniu głosów, co wywołało swego czasu kontrowersje), kluczem do sukcesu okazał się powrót do korzeni, czyli do „starych, dobrych metod pracy”. Zamiast rozdmuchiwać struktury firmy do absurdalnych rozmiarów, Embark stawia na relatywnie małe, wyspecjalizowane, rzemieślnicze zespoły.
Jak tłumaczy Söderlund, mniejsza grupa utalentowanych weteranów, którzy mają jasną wizję i nie toną w korporacyjnej biurokracji, jest w stanie pracować szybciej i znacznie bardziej elastycznie. Dzięki temu, zamiast tkwić w „deweloperskim piekle” latami (co niebotycznie winduje koszty utrzymania), ARC Raiders mogło szybciej reagować na uwagi graczy podczas testów i sprawniej ewoluować w gotowy produkt. Skoncentrowany zespół oznacza mniej „przekładania papierów” i nieporozumień na linii zarząd-deweloperzy, a więcej faktycznego tworzenia samej gry.
Takie podejście sprawia, że szwedzkie studio nie jest poddawane tak morderczej presji zwrotu z inwestycji, jak inne wielkie korporacje, gdzie gra musi sprzedać się w kilkunastu milionach kopii, aby w ogóle „wyjść na zero”. Dla całej, targanej kryzysami i zwolnieniami branży gier, model wypracowany przez ojców ARC Raiders powinien być obowiązkową lekturą. Wygląda na to, że receptą na uzdrowienie rynku wcale nie jest wpompowanie w proces produkcyjny kolejnych milionów, ale po prostu mądrzejsze i bardziej zwinne zarządzanie.