Highguard upadł, bo nie zrobił tego, co ARC Raiders. Lekcja, której branża gier wciąż nie chce się nauczyć
Highguard nie był grą niedokończoną - był grą niespełnioną. I to właśnie jest gorsze.
Wildlight Entertainment miało obiecujący pomysł, ale wypuściło produkt, którego najwidoczniej nikt nie pragnął. Dlaczego? Bo nigdy nie zapytało graczy, czy tego właśnie chcą.
Porównanie z ARC Raiders jest tu idealne. Gra Embark Studios nie zadebiutowała jako gotowy tytuł - przeszła przez lata zamkniętych i otwartych testów, podczas których zmieniła się niemal nie do poznania. Wczesne wersje były szkieletem. Dopiero ciągłe uwagi społeczności i iteracje deweloperów stworzyły grę, do której dziś gracze wracają.
Highguard nie miało żadnego z tych etapów. Zostało ogłoszone kilka tygodni przed premierą na The Game Awards, bez jakichkolwiek testów publicznych, i od razu nazwane przez społeczność „Concord 2.0" - ocena bezlitosna, ale w dużej mierze trafna.
Warto tu przypomnieć Marathon od Bungie, który w pierwszej becie był katastrofą - skradzione zasoby artystyczne, brak solowych lobby, słabe AI, nieczytelna estetyka. Jednak Bungie przyjęło ciosy, wsłuchało się w krytykę i wróciło do roboty. Efekt? Server Slam 26 lutego może zagrozić pozycji ARC Raiders.
Lekcja jest prosta i brutalna zarazem - w 2026 roku wypuszczenie gry multiplayer bez wcześniejszego dialogu z graczami to zakład, który rzadko się opłaca. Studia, które o tym zapominają, płacą wysoką cenę, której efektem są masowe zwolnienia, a ostatecznie zamknięcie studia.