Pracownicy Ubisoftu z mocnym stwierdzeniem: według nich tylko to może uratować firmę od bankructwa
Sytuacja wewnątrz francuskiego giganta osiągnęła punkt krytyczny. Związkowcy z federacji Solidaires Informatique, reprezentujący pracowników paryskiego oddziału Ubisoft, otwarcie wezwali do dymisji wieloletniego prezesa firmy, Yvesa Guillemota.
Marc Rutschle, jeden z liderów związkowych, w rozmowie z mediami nie krył ogromnej frustracji, stwierdzając bez ogródek: „Niczego już od tego człowieka nie oczekuję”. Według niego poziom niechęci pracowników wobec szefa jest tak wysoki, że jedynym sposobem na odbudowanie jakiegokolwiek zaufania w strukturach firmy jest jego natychmiastowe odejście.
Powodów tego buntu jest co niemiara, a atmosfera wewnątrz studia gęstnieje od 2020 roku. Pracownicy czują się zdradzeni przez kadrę zarządzającą, która forsuje kontrowersyjny nakaz powrotu do biur oraz drastyczny plan oszczędnościowy mający wycisnąć 200 milionów euro kosztem etatów i zamykanych studiów. Oliwy do ognia dolewa fatalna kondycja finansowa - wartość akcji Ubisoftu spadła o ponad 90% w ciągu ostatnich pięciu lat i obecnie jest poniżej 4 euro (po restrukturyzacji akcje spadły do 4,3 euro, więc widzimy kolejne "wyprzedaże" wśród inwestorów).
Związkowcy podkreślają, że choć Guillemot nie jest jedynym winnym, to jako kapitan statku ponosi pełną odpowiedzialność za kurs, który doprowadził firmę na skraj przepaści.
Zarzuty pod adresem zarządu wykraczają jednak poza same cyfry w Excelu. Pracownicy głośno mówią o nepotyźmie, wskazując na objęcie sterów w nowym studiu Vantage przez syna prezesa, Charliego Guillemota. Według związkowców brak świeżej krwi i różnorodności na szczycie blokuje kreatywność i generowanie nowych pomysłów. Czarę goryczy przelało niedawne zwolnienie weterana z 13-letnim stażem, który odważył się publicznie skrytykować politykę firmy.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Assassin's Creed Shadows.