Christopher Nolan bije na alarm. Przejęcie Warner Bros. przez Netflixa to cios dla kinematografii
Christopher Nolan, w nowej roli prezydenta Amerykańskiej Gildii Reżyserów (DGA), nie kryje swojego niepokoju.
Legendarny twórca odniósł się do trzęsienia ziemi, jakim jest sfinalizowane w grudniu przejęcie Warner Bros. i HBO przez Netflixa za astronomiczną kwotę 82,7 miliarda dolarów. Jego słowa to jasny sygnał, że branża filmowa stoi nad przepaścią, a obietnice korporacji mogą nie wystarczyć, aby uratować magię kina.
Reżyser otwarcie nazywa utratę niezależności przez jedno z najstarszych studiów w Hollywood „ogromnym ciosem”. Nolan punktuje, że konsolidacja rynku w rękach streamingowego giganta budzi „bardzo, bardzo znaczące obawy” wśród twórców. Choć Ted Sarandos, CEO Netflixa, obiecał zachowanie 45-dniowego okna kinowego dla produkcji Warnera, Nolan pozostaje nieufny. „Słyszymy zachęcające słowa, ale to nie to samo co twarde zobowiązania” - ostrzega.
Dla autora nadchodzącego The Odyssey (premiera w lipcu), okno kinowe jest symbolem tego, czy Warner Bros. pozostanie dystrybutorem sztuki, czy stanie się tylko fabryką „contentu” do serwisu VOD. Nolan, który zerwał relacje z WB po aferze z hybrydowymi premierami w pandemii, teraz jako szef gildii musi walczyć o to, aby filmy takie jak jego Odyseja czy nadchodzące hity DC nie znikały w algorytmach streamingu po tygodniu wyświetlania.
Sytuacja jest napięta. Przejęcie kontroli nad takimi markami jak Władca Pierścieni przez Netflixa to test dla całej branży. Nolan stawia sprawę jasno. Jeśli Netflix potraktuje kina tylko jako narzędzie marketingowe, stracimy coś więcej niż tylko jedno studio - stracimy nawyk chodzenia do kina. Czy głos mistrza wystarczy, aby powstrzymać cyfrową walec? Nie wiadomo.