Szansa na rynkowy nokaut? Analityk sugeruje, by Apple wzięło gigantyczne koszty na siebie
W obliczu szalejących cen pamięci DRAM, które przyprawiają księgowych o zawał serca, większość producentów elektroniki szykuje podwyżki. Tymczasem Ming-Chi Kuo, jeden z najbardziej cenionych analityków w branży, rzuca na stół odważną tezę: Apple powinno zrobić dokładnie na odwrót. Zamiast przerzucać koszty na klienta przy premierze iPhone'a 18, firma powinna wykorzystać chaos na rynku, by zmiażdżyć konkurencję, płacąc za drogie podzespoły z własnej, niezwykle głębokiej kieszeni.
Sytuacja na rynku półprzewodników jest dramatyczna. Jak informowaliśmy wcześniej, Apple udało się zabezpieczyć stałe ceny dostaw pamięci tylko na pierwszą połowę 2026 roku. Obecnie firma musi renegocjować stawki co kwartał, a nie - jak dawniej - co pół roku. Koszty są astronomiczne: za moduł 12 GB pamięci RAM typu LPDDR5X trzeba teraz zapłacić około 70 dolarów, co stanowi 230-procentowy wzrost względem stawek z początku 2025 roku. Logika nakazywałaby podnieść ceny smartfonów, by ratować marżę.
Kuo uważa jednak, że Apple znajduje się w unikalnej pozycji, by zagrać va banque. Kluczem do tej strategii jest potężny dział usług (App Store, iCloud, Apple Music itp.), który generuje miliardy dolarów stabilnego przychodu. Według analityka, ta "poduszka finansowa" jest na tyle duża, że pozwoliłaby firmie zaabsorbować wzrost kosztów produkcji iPhone'a 18, nie narażając kondycji całego przedsiębiorstwa na szwank.
A few quick thoughts on Apple/iPhone memory price hikes:
— 郭明錤 (Ming-Chi Kuo) (@mingchikuo) January 27, 2026
1. The 1Q26 LPDDR price hikes mentioned in the news are pretty close to what I’ve heard. NAND flash increases, however, are a bit lower.
2. iPhone memory pricing is now negotiated quarterly instead of every six months, so…
Dlaczego warto poświęcić marżę na sprzęcie? To proste: by zyskać udziały w rynku. W momencie, gdy Samsung, Xiaomi czy producenci laptopów z Windowsem będą zmuszeni podnosić ceny swoich flagowców z powodu drogich pamięci, utrzymanie "starych" cen przez Apple byłoby marketingowym majstersztykiem.
W oczach konsumenta iPhone 18 stałby się relatywnie tańszą (lub po prostu stabilną cenowo) alternatywą na tle drożejącej konkurencji. Taka strategia, zastosowana również w przypadku Maków, mogłaby pozwolić Apple na agresywne przejmowanie użytkowników od rywali, którzy nie mają komfortu posiadania tak dochodowego ekosystemu usługowego, by "dokładać do interesu" na poziomie sprzętu. Pytanie tylko, czy Tim Cook będzie skłonny poświęcić tabelki w Excelu dla długofalowej dominacji.