To będzie początek końca? Ubisoft stawia na gry-jako-usługi i przygody w otwartym świecie
Ubisoft potwierdził wielkie zmiany w swoich wewnętrznych strukturach. Firma jednocześnie zapowiedziała swoje plany na kolejne lata.
Ubisoft dziś odpalił prawdziwą bombę: firma anulowała kilka gier, kolejne opóźniła i potwierdziła zamknięcie dwóch studiów. To ruch, którego mało kto się spodziewał w takiej skali i w takim momencie... a konsekwencje będą odczuwalne dla całej przyszłości wydawcy, praktycznie w każdej serii, jaką ma w portfolio.
W oficjalnym komunikacie Ubisoft nazywa to „resetem” i tłumaczy, że segment AAA stał się dużo bardziej selektywny, konkurencja jest mocniejsza niż kiedykolwiek (zwłaszcza w strzelankach), a budowanie marek przy rosnących kosztach to dla wydawców coraz większy koszmar. Efekt? Francuzi chcą przebudować firmę tak, by była „bardziej skoncentrowana na graczu”... ale jednocześnie organizacyjnie ma to oznaczać coś w rodzaju nowego modelu tworzenia wartości, opartego na konkretnych gatunkach i wyraźnie zdefiniowanych filarach.
Kluczowy przekaz jest jednak bardzo prosty i trochę niepokojący: Ubisoft stawia na dwa główne kierunki - przygody w otwartym świecie oraz gry-jako-usługi. Firma chce to wzmocnić większą specjalizacją zespołów, celowanymi inwestycjami i „nowoczesną technologią”, a wśród haseł, które najmocniej rzucają się w oczy, pojawia się też generatywna AI „skierowane do graczy”. Brzmi jak zapowiedź narzędzi, które mają wspierać doświadczenie w grach.
Yves Guillemot mówi wprost o nowej, trzyletniej mapie drogowej, która ma iść w parze z ostrą redukcją kosztów. A to w języku korporacji oznacza jedno: cięcia, zamykanie kolejnych struktur i reorganizację ludzi pomiędzy projektami. Ubisoft już teraz przyznaje, że konsekwencją będą anulowania, przesuwanie premier, zamykanie części studiów i restrukturyzacje w całej firmie, więc nie ma co się łudzić, że te zmiany „nie dotkną” serii, które gracze kochają.
Ubisoft tym razem nie tylko zmienia tabelki, ale przestawia kierownicę na kilka lat do przodu. I teraz najważniejsze pytanie brzmi, czy to będzie bolesny, ale potrzebny restart jakości... czy początek końca kreatywnej różnorodności, gdy wszystko ma kręcić się wokół otwartych światów, monetyzacji i wiecznie „usługi”?