GOG będzie nowym "PC-towym bogiem"? Polacy mówią o ratowaniu gier z wyłączanymi serwerami
Dyrektor zarządzający platformy GOG, Maciej Gołębiewski, zabrał głos w narastającej debacie na temat ochrony cyfrowego dziedzictwa, wskazując na takie tytuły jak Anthem jako przykłady produkcji, które zasługują na "wieczne życie".
Misją GOG od lat jest sprawianie, by gry nie odchodziły w zapomnienie, jednak w obliczu definitywnej śmierci sieciowego RPG od BioWare, wyzwanie to staje się bardziej palące niż kiedykolwiek. Gołębiewski przyznaje, że choć pragnienie ocalenia tych światów jest silne, sama konserwacja gier to bardzo skomplikowana zagadka, wymagająca pogodzenia kwestii technicznych, prawnych oraz biznesowych.
Przywracanie do życia produkcji wieloosobowych jest znacznie trudniejsze niż w przypadku klasycznych gier dla pojedynczego gracza. Według dyrektora GOG proces ten wiąże się z koniecznością:
- Namierzenia posiadaczy praw IP, co w gąszczu korporacyjnych fuzji bywa karkołomne.
- Dostosowania kodu do współpracy z nowoczesnymi systemami operacyjnymi i podzespołami.
- Zapewnienia rentowności, ponieważ żaden podmiot nie może zajmować się tym wyłącznie z dobrej woli, nie mając funduszy na pensje dla programistów.
Co ciekawe, ujawniono, że Anthem posiadał kod serwerów lokalnych na etapie produkcji, jednak nigdy nie zdecydowano się na jego wdrożenie, co mogłoby dziś uratować ten tytuł przed całkowitą niegrywalnością.
W branży coraz głośniej mówi się o inicjatywie Stop Killing Games, która dąży do wprowadzenia przepisów zmuszających wydawców do przygotowania planów zakończenia wsparcia (end-of-life). Gołębiewski obawia się jednak, że zbyt drastyczne regulacje mogą sprawić, iż na rynku pojawi się "mniej fajnych gier". Wydawcy, obarczeni widmem przymusowego utrzymywania serwerów przez dekady, mogą rzadziej decydować się na finansowanie ryzykownych, innowacyjnych projektów.