"To Ty masz powiedzieć, kiedy wydawca może zamknąć serwery gry". Akcja Stop Killing Games z nowym zwrotem
Ostateczne wyłączenie serwerów gry Anthem w styczniu 2026 roku stało się kolejnym symbolem problemu, z którym od lat walczy inicjatywa Stop Killing Games.
Produkcja studia BioWare, mimo swoich wad, miała oddaną grupę fanów, którzy z dnia na dzień zostali z niczym - gra, za którą zapłacili, stała się całkowicie niegrywalna. Aktywiści Stop Killing Games podkreślają, że to nie firma, lecz Ty jako klient powinieneś mieć prawo decydować, kiedy kończysz przygodę z danym tytułem. Jeśli zainwestowałeś w produkt swoje pieniądze, powinieneś mieć gwarancję dostępu do niego nawet wtedy, gdy wydawcy przestaje się to opłacać.
Oliwy do ognia dolały niedawne wspomnienia weterana branży, Marka Darraha. W swoim podsumowaniu prac nad Anthem ujawnił on, że gra posiadała kod pozwalający na stawianie lokalnych serwerów, który działał w środowisku deweloperskim jeszcze na kilka miesięcy przed premierą. Takie rozwiązanie pozwoliłoby graczom na hostowanie sesji na własnych maszynach, co praktycznie uniezależniłoby tytuł od centralnych serwerów EA. Niestety, funkcja ta została porzucona, co z dzisiejszej perspektywy SKG ocenia jako celowe działanie ograniczające żywotność produktu i kontrolę konsumenta.
Argumentacja inicjatywy jest prosta i uderza w same fundamenty cyfrowej własności:
"To, co dla jednego jest śmieciem, dla innego może być skarbem".
Fakt, że Anthem nie odniósł sukcesu na miarę oczekiwań korporacji, nie powinien oznaczać, że osoby wciąż cieszące się rozgrywką tracą do niej prawo. Według Stop Killing Games, wydawcy mają etyczny, a w przyszłości - miejmy nadzieję - również prawny obowiązek dostarczenia graczom narzędzi do samodzielnego podtrzymania gry przy życiu (np. poprzez serwery lokalne), zamiast zamieniać ją w bezużyteczne dane na dysku.
Obecnie sprawa wyłączania serwerów nabiera na sile. Choćby prezes Take-Two zapowiedział, że w grze wydanej 4 miesiące temu serwery zostaną wyłączone za kilkanaście miesięcy...