Krzyk 7 - recenzja bezspoilerowa

BLOG RECENZJA
23V
user-93621 main blog image
Paulos84x | Dzisiaj, 19:44
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Jestem fanem serii od samego jej początku. Pierwszy "Krzyk" był i jest w mojej ocenie filmem przełomowym dla całego gatunku. Na uwagę zasługują jednak również kolejne sequele, które w mniejszym lub większym stopniu oferowały coś nowego, oryginalnego i intrygującego. I tak cała seria od trzydziestu lat nie schodziła poniżej pewnego poziomu. A jest to wyczyn niezwykły i chyba nieosiągalny w kinie grozy, w którym regułą stało się już to, że poziom jakości spada na łeb na szyję już po pierwszej kontynuacji. Tymczasem "Krzyk" do 2025 roku doczekał się sześciu części, z których żadna nie wzbudzała ciarek żenady. 2026 rok okazuje się dla serii przełomowy. Niestety z zupełnie innego powodu niż oczekiwałem. Oto bowiem dobra passa została przerwana. I to w bardzo bolesny sposób...

Znakiem rozpoznawczym serii filmów o zamaskowanym zabójcy są sekwencje otwierające. Nie mają związku z dalszą fabułą, a ich rolą jest wprowadzenie widza w klimat filmu. Mocne otwarcie jedynki, meta odwołania w otwarciu dwójki i piątki czy zaskakująca gra z oczekiwaniami widzów w czwórce i szóstce. Takie były openingi filmów z tej serii, które zapapmiętałem na długo. A jak rozpoczyna się najnowsza odsłona. Boleśnie sztampowo. Oto kolejna scena zabójstwa pozbawiona czegokolwiek oryginalnego czy zaskakującego. Owszem, zrealizowana poprawnie, ale pozbawiona jakiejkolwiek iskry. Tak mógłby się rozpoczynać każdy slasher kręcony bezpośrednio na platformy VOD. Jeśli początek zawodzi to może dalsza część nadrabia? O dziwo przez kilka dobrych minut miałem takie odczucie. Film rozkręca się dość powoli, ale umiejętnie i ciekawie zarysowuje relację między Sydney, a jej nastoletnią córką. Czuć nawet pewien vibe kina lat dziewiędziesiątych i prostych, ale wciągających historii. Wreszcie sam małomiasteczkowy klimat wylewa się wręcz z ekranu. Jest może nie oszałamiająco, ale poprawnie, klimatycznie i z potencjałem na rozwój ciekawej historii. Jednocześnie z czasem coraz bardziej odczuwalny jest brak jakiegokolwiek metakomentarza czy odwołań do schematu gatunku. To już nie jest opowieść o kinie grozy w realu, a zwykła opowiastka o zabójcy z dobrze znanymi bohaterami. Cały ciężar filmu więc spoczywa więc właśnie na opowieści. Opowieści, która niestety z czasem robi się coraz bardziej absurdalna. Dziur fabularnych i idiotycznych decyzji scenariuszowych jest tu całe mnóstwo. I naprawdę one przeszkadzają. Czasem głupotki fabularne w służbie dobrej dynamicznej akcji mogą zostać wybaczone. W siódmym "Krzyku" wszystkie niedoróbki scenariusza wynikają jednak albo z lenistwa twórców albo z braku talentu. I to widać z czasem coraz wyraźniej. Postacie z poprzednich części wracają tylko po to by pojawić się na ekranie i są wprowadzane bez pomysłu na ich dalsze wykorzystanie w fabule. Śledztwo prowadzące do odkrycia kto ukrywa się pod maską jest wyjątkowo mało angażujące. Twórcom jakby nie chciało się przyłożyć do historii spoić w całość rozpoczęte przez nich wątki. Przez to całość przypomina układankę może i zbudowaną z dobrych elementów ale poskładanych ze sobą w niechlujny i byle jaki sposób. Koronnym tego przykładem jest wątek Stu Marchera. Scenarzyści zasiewają w widzu wątpliwość czy psychopatyczny zabójca z jedynki przeżył i czy być może wrócił jako zamaskowany zabójca. Kolejne tropy przemawiające za tym, że być może jest to prawda są rzucane jednak jakby od niechcenia. Nawet sam wątek sztucznej inteligencji umożliwiającej w dzisiejszych czasach tworzenie iluzji rzeczywistości jest tu zupełnie niewykorzystany. Filmiki ze Stu, które otrzymuje Sidney są przerysowane i zupełnie nic nie wnoszące do klimatu filmu. Jedna z późniejszych scen w filmie w której Sidney w swoim domu widzi na ekranach telewizora i innych urządzeń postacie ze swojej przeszłości razi niewykorzystanym potencjałem. Niestety ale pojawienie się bohaterów z poprzednich części stanowi jedynie formę żerowania na sentymencie fanów i nie wnosi absolutnie niczego do samej historii. Do historii Ghostfac'a którego motywacja jest bardziej niż żenująca. W tym aspekcie scenarzyści zupełnie przeszarżowali. Powody jakimi kieruje się osoba ukrywająca się za maską są zupełnie absurdalne i nielogiczne. To poziom wytworu sztucznej inteligencji i naprawdę nie ma w tym żadnej przesady. To boli gdy pomyśli się, że jakby nie patrzeć za scenariusz współodpowiedzialny jest Kevin Williamson. Można mu zarzucić, że jest słabym reżyserem. Ale do tej pory potrafił pisać angażujące historie zarówno na potrzeby kina jak i telewizji. Tymczasem to właśnie miałkość scenariusza ciągnie nowy "Krzyk" jeśli nie na dno to przynajmniej na mielizny nudy i bylejakości. 

Z powyższego mogłoby wynikać, że siódmy "Krzyk" to zupełna katastrofa. Nie do końca tak jednak jest. Same sceny zabójstw są zrealizowane poprawnie, pod kątem technicznym to najwyższa półka co nie może dziwić przy budżecie 45 milionów dolarów. Jednak "Krzyk" pozbawiony meta komentarza czy odniesień do gatunku staje się po prostu zwykłym slasherem, dokładnie takim samym jak te, z których wyśmiewał się Wes Craven w pierwowzorze. W takiej sytuacji jedyne co mogłoby uratować film od przeciętności to ciekawa historia szanująca dziedzictwo serii. Jak już jednak wcześniej wspomniałem na tym poziomie twórcy odnotowują spektakularną porażkę. Porażkę, która sprawia, że siódemka to słaby "Krzyk" i przeciętny slasher. Niektórym to wystarczy do dobrej zabawy. Dla niektórych to będzie zdecydowanie za mało. 

 

Ps. Osobne baty należą się marketngowcom. Już dawno nie widziałem marketingu, który sprzedawałby zupełnie inny film niż ten który ostatecznie otrzymaliśmy. Hasła pokroju "Każdy zabójca prowadził do tego" jest nie tyle mylące co zupełnie wyssane z palca. 

Oceń bloga:
1

Atuty

  • Technicznie sprawnie zrealizowany
  • Potencjał niektórych scen
  • Dla niektórych sentymentalna podróż...

Wady

  • ...która ma niewiele do zaoferowania
  • Dziurawy i nielogiczny scenariusz
  • Motywacja Ghostface'a to kpina z widzów
  • Brak jakiejkolwiek próby odświeżenia serii

Paulos84x

Przeciętne straszydło, beznadziejna historia, żerowanie na sentymencie i brak pomysłu na rozwój serii. Takim miksem jest nowy "Krzyk". Za mało by franczyzę pogrzebać i jednocześnie za mało by mieć nadzieję na lepszy powrót. Nadchodzą ciężkie czasy dla fanów Sydney...

5,0

Komentarze (0)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper