Zawód sezonu

BLOG RECENZJA
11V
user-93393 main blog image
MajinYoda | Dzisiaj, 11:35
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Skoro omówiłem już dwa anime z minionego sezonu, pora na trzecie. Jak się domyślacie - najsłabsze z nich.

W zeszłym tygodniu, jednym z moich największych zarzutów była sztampowość. Ale to jeszcze nic w porównaniu z Roll Over and Die. A szkoda, bo wiązałem z tym anime pewne nadzieje. Niestety...

Ale po kolei.

Mroczne nijakiego początki

Główną bohaterką serialu jest Flum Apricot. Dziewczyna należała do drużyny Bohaterów, których zadaniem jest pokonanie Lorda Demonów, ale została z niej wyrzucona, bo nie miała żadnych zdolności. Brzmi podejrzanie znajomo, prawda? Dodam jeszcze, że jej zdolność w pełni objawia się dopiero po opuszczeniu drużyny... Czyli - nic nowego.

Jednak, swego rodzaju świeżością są tu trzy kwestie. Pierwsza: sama zdolność (Reverse) jest interesująca i dobrze napisana. Klątwy leczą, zaklęcia leczące - zadają ból. Jasne, lekko przypomina Isekai'owe OP moce, ale to nie przeszkadza.

Po drugie, dość świeży (choć, oczywiście, nie całkiem, ale można to przeboleć) jest sposób pozbycia się Flum z drużyny - dziewczyna zostaje sprzedana w niewolę. O samej niewoli napiszę za chwilę- w tym miejscu wspomnę jedynie, że to lepsze niż zwyczajne "idź stąd i nigdy nie wracaj".

Ostatnia kwestia to konsekwencje dla samej Drużyny. Zwykle w takich sytuacjach idą dalej, a potem prawie żebrzą bohatera o powrót. Tu jest ciut inaczej, ale nie chcę spoilerować.

Drugą najważniejszą postacią serialu jest Milikit, owinięta bandażami dziewczyna, którą Flum ratuje z niewoli. Jej postać ma najlepszy design ze wszystkich w tym anime - widać, że dużo przeszła nim spotkała protagonistkę.

Do pozostałych postaci "dobrych" też nie mogę mieć za bardzo zastrzeżeń. Są napisane całkiem sensownie i mają unikalne wyglądy. Jednak o wiele gorzej wypadają antagoniści. "Główny" jest, jakżeby inaczej "króliczkiem", więc nie ma co o nim pisać. Z kolei "najważniejszy w tym sezonie" był... nijaki. Do teraz nie rozumiem dlaczego tak przyczepił się Flum - jaka była jego motywacja? Inna sprawa, że najważniejszy wróg jest, ponownie, sztampowy (prawie od razu można założyć kto nim jest - i mieć rację).

Wracając do wspomnianej niewoli Flum - może się nie znam, ale jak kupuje się niewolnika to raczej po to by na nim zarobić, prawda? Jednak tutejszy handlarz niewolników albo ma za dużo złota albo jest idiotą - nie wiem co wybrać. Bowiem kto przy zdrowych zmysłach kupuje niewolnika (to swoją drogą), by potem wrzucić go do celi z potworami? I to nie "ku ucieszę gawiedzi", ale ot tak sobie? No, głupek po prostu.

Inna sprawa, że Flum wygrywa najczęściej "siłą przyjaźni". I to raz nawet dosłownie. Niby nie przeszkadza to aż tak bardzo w szerszej perspektywie - ale ileż można? Już recenzowanym tydzień temu Sentenced to be a Hero mi to mocno przeszkadzało. 

Kiepsko zmieszane

Przez prawie cały serial zastanawiałem się nad jedną kwestią - czym on tak w zasadzie jest? Założenia zabrane z isekai, ale tego tu nie ma. Dark fantasy? W życiu - za dużo tu słodyczy (poza jednym-dwoma odcinkami).

Cały problem wynika z prostej kwestii - twórcy wzięli mnóstwo różnych motywów i gatunków, zmiksowali byle jak i wysłali w świat bez mrugnięcia okiem. Jak inaczej wytłumaczyć, że najpierw przez 2-3 odcinki Flum musi walczyć o przetrwanie, by potem na jakieś 3-4 odcinki anime zmieniło się w jakieś yuri slice of life? Jasne, w takim Railgunie było dość podobnie, ale najczęściej albo miało to sens fabularny albo odbywało się między arcami, jako przestój i "oddech" dla widza. Tutaj chyba służyło to wyłącznie zwiększeniu ilości odcinków.

Wprawdzie oprawa audiowizualna lekko podwyższa wartość tego serialu, ale nawet tutaj czuć budżetowość. Ot, walki. Początkowo nie rzuca się to aż tak bardzo w oczy, ale szybko można zauważyć, że animacje są dość proste, a odpowiednie cięcia umożliwiły studiu zmniejszenie kosztów. Może jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało, ale warto o tym wspomnieć.

Tak samo jak o bardzo nierównej fabule. Wiem, piszę o tym niemal przy każdej recenzji, ale tutaj jest aż do przesady "nierówno". Ot, w jeden z odcinków Flum walczy z jakimś zmutowanym stworem. Pokonuje go, odchodzi, ale na koniec potwór otwiera oczy. Czy pojawia się później? NIE! Czyli cliffhanger bez cliffhangera... I nie wiem czy twórcy o nim zapomnieli czy wycięli z kolejnych odcinków.

Najbardziej zdumiało mnie jednak zakończenie. Bohaterka świętuje "zwycięstwo", którego, de facto, nie ma. Oglądając to zadawałem sobie pytanie "dlaczego się cieszycie? Przecież nic w sumie nie zrobiliście i PROBLEM nadal jest!". Ale może twórcy liczą na drugi sezon?

Oceń bloga:
1

Atuty

  • Wstęp do historii jest całkiem dobry
  • Główne postacie są napisane w porządku
  • Dobry "zapychacz"
  • Oprawa audiowizualna jest niezła
  • Eee... zdolność Flum? 

Wady

  • Miejscami zbyt proste animacje
  • Za długi przestój fabuły
  • Nijaki antagonista
  • Sztampowość
  • Nieudany misz-masz różnych motywów i gatunków
  • Dziwaczne zakończenie
MajinYoda

MajinYoda

Żeby jednak nie zakończyć na marudzeniu, muszę przyznać, że oglądało się to w porządku. Może nie jakoś wybitnie, ale jako "zapychacz" sprawdziło się idealnie. Szkoda, bo liczyłem na coś ciekawszego.

5,5

Komentarze (0)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper