Do trzech razy sztuka?
Witajcie w pierwszym moim wpisie w 2026 roku. Tak się jakoś złożyło, że ten rok zaczynam od recenzji anime. Dziwne, bo zdarza mi się to kolejny raz ;).
Nie ma sensu przedłużać wstępu, ale najważniejsze pytanie trzeba sobie postawić już teraz - czy 3 sezon Spy X Family wreszcie przywrócił nieco blasku tej serii?
Starzy znajomi
Protagoniści serialu - czyli agent Twilight, zabójczyni Yor i telepatka Anya - nie zmienili się ani trochę od pierwszego sezonu. Niestety, ten ciągły brak jakiegoś znacznego rozwoju tych postaci jest chyba największym problemem całej serii...
Chociaż, trzeci sezon pokazał coś całkiem ważnego - Twilight, mimo swojego geniuszu - jest tylko człowiekiem. Nie jest wszechwiedzącą istotą i wiele zależy od jego współpracowników oraz agencji. Ta ostatnia, nota bene, też w końcu została pokazana, że ma więcej ludzi niż tylko Twilight, Nightfall, Handler czy ten "koleś z Trabanta" i, co ważniejsze, nie wszyscy agenci WISE są niepokonanymi geniuszami. To jest ogromny plus.
Kolejną dużą zaletą 3 sezonu jest także pokazanie młodości Twilighta. Jego dzieciństwo, naznaczone wojną oraz wczesna młodość, w trakcie której został zwerbowany rzucają nieco więcej światła na tę postać. Szkoda tylko, że wątek ten jest stosunkowo krótki i pozostawia spory niedosyt...
Jeśli chodzi o pozostałe "stare" postacie to... niewiele mam tu do napisania. O ile Yor czy Anya dostały swoje momenty, tak reszta... Cóż, równie dobrze mogłoby ich w ogóle nie być. Franky jest w zaledwie kilku odcinkach (a i tylko w jednym pełni jakąś ważniejszą rolę dla fabuły). Nightfall nadal jest mocno nieprofesjonalna, co zauważyła już chyba nawet jej szefowa. Z kolei pies Bond... czym on się tak właściwie charakteryzował? A, przewidywaniem przyszłości... Choć w tym sezonie chyba o nim zapomniano, bo pojawia się jedynie jako tło.
Nowi nieznajomi
Nowych postaci jest tu sporo, ale... w zasadzie w ogóle mnie one nie interesowały. Przez chwilę miałem nadzieję, że przyjaciele Twilighta z dzieciństwa zostaną zarysowane. Nie spodziewałem się, że będą „stali”, ale mogli mieć jakiś konkretny wpływ. A tak – pojawili się, chwile byli i zniknęli...
To może antagoniści? Cóż, ci z arcu z porwaniem autobusu byli tak płascy, że to aż bolało. Z kolei główny antagonista z końcówki sezonu wydawał się być dobrze napisany, ale to raczej tylko pozory. Koniec końców rozczarował mnie jak cala reszta.
Praktycznie, tylko jedna postać miała tu jakikolwiek sens: matka Damiana Desmonda, Melinda. Nie jestem do końca pewien co sądzić o tej postaci, ale zdecydowanie się wyróżniła spośród innych „nowych”. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie pojawiać się częściej i będzie się jakoś rozwijać.
I to, w zasadzie, byłoby na tyle…
Stara-nowa fabuła
Jeśli chodzi o fabułę to przede wszystkim, jak już kilkakrotnie pisałem wcześniej, wątek młodości Twilighta miał potencjał. Liczyłem, że pokażą coś więcej. Nie tylko jego trudne dzieciństwo, naznaczone wojną, ale chciałem też zobaczyć jak rozwijała się jego kariera w WISE. Nic z tego, niestety… Za to został nam pokazany moment, w którym poznał Franky’ego. Był całkiem zabawny, ale, ponownie, pozostawiał niedosyt.
Arc z porwaniem autobusu to zupełnie inna sprawa. Motywacja antagonisty tej części miała jakiś tam sens, sama akcja była interesująca. Do tego Anya i jej znajomi przejęli tu pałeczkę od Yor i Twilighta, co jest absolutnie na plus. I to przejmujące zakończenie z Yor, ojcem Becky i matką Damiana… Moim zdaniem – najlepsza część trzeciego sezonu.
Na koniec został arc z Winstonem Wheelrem był… taki sobie. Zaczął się od pijaństwa Yor, zakończył na głupocie Nightfall… W „środku” był całkiem niezły, bo pokazał, że „Loid” musi polegać na innych członkach WISE (nie są najostrzejszymi ołówkami w piórniku). Do tego Yuri wreszcie zaczął używać swojego mózgu do obserwacji… Ale nic z tego nie wyszło.