Blog użytkownika Krutki52

Krutki52 Krutki52 15.05.2020, 00:05
Wspomnień Czar #5: Baby Jo In Going Home (Amiga 500 i nie tylko)
90V

Wspomnień Czar #5: Baby Jo In Going Home (Amiga 500 i nie tylko)

Kiedyś platformówki były chyba najpopularniejszym gatunkiem gier. W ilości powtarzalnych, w teorii klonów, każdy z tytułów starał się czymś wyróżnić, aby być oryginalnym. Jednym z takich wyjątkowych, pod wieloma względami, tytułów była gra Baby Jo In Going Home...

   Baby Jo In Going Home to gra wydana przez firmę Loriciel w 1991 roku na Amigę, Atari ST, DOSa i Amstrad CPC, w której gracz obejmuje kontrolę nad bobasem, który zbłądził i musi odnaleźć drogę do domu. Choć tytuł miał docelowo być skierowany dla dzieci, to jego poziom trudności nie był dostosowany do tej grupy odbiorców (Boże ile ja się w nią nagrałem i irytowałem). Szybka i nie dająca ani chwili wytchnienia akcja sprawia, że Baby Jo jest grą wymagającą dużego skupienia. Wielbiciele spokojnych platformówek nie mają tu czego szukać, gdyż w tej grze dzieje się wiele i łatwo można się w tym wszystkim pogubić, szczególnie że gra nie jest liniowa i posiada wiele ślepych zaułków i miejsc, w których jedyne co można znaleźć to przedmioty dające punkty.

   Gra oferuje łącznie cztery etapy, a każdy z nich posiada coraz większy poziom trudności, poza ostatnim etapem, który jest jakby nieco łatwiejszy. W pierwszym z nich pokonujemy leśną polanę, w której napotkamy między innymi osy i dżdżownice, jak również słynne plujące, po nastąpieniu na nie, kwiaty i chmurki burzowe. W drugim poziomie przyjdzie nam zwiedzić jaskinie, gdzie unikatowymi przeciwnikami są pająki i górnicy. Trzeci poziom przeprowadzi nas przez pole piknikowe, gdzie czyhają na nas mrówki, muchy, jak również wielkie chmury burzowe, ciskające w naszym kierunku piorunami. Ostatni poziom to miasteczko, w którym na końcu znajduje się dom naszego urwisa, jednak zanim do niego dotrzemy, będziemy musieli przebrnąć po chmurkach wśród wrogów. W trakcie naszej wędrówki, która w zależności od poziomu eksploatacji lokacji może wynieść od 30-60 minut, możemy zbierać dające punkty na koniec owoce i inne przedmioty. Najważniejszą rzeczą, poza dbaniem o zdrowie, jest w tej grze dbanie o suchość majtek i dbanie o poziom głodu, który może zaspokoić jedynie picie mleka. W drodze do domu można odnaleźć broń w postaci lizaków, pozwalającą na eliminację wrogich jednostek, trzeba ich jednak używać bardzo umiejętnie, gdyż ilość pocisków jest zazwyczaj ograniczona. Kontakt z jakąkolwiek poczwarą kończy się szybką utratą energii, a utrata jednego z kilku serduszek, odpowiadających za ilość "żyć" jest bardzo prosta. W grze główną rolę pełni skakanie, oraz umiejętne wykorzystanie amunicji w kluczowych momentach, czyli trzeba szybko reagować na pojawiające się co krok zagrożenia. Gra posiadała również system ukrytych lokacji, które można było odblokować poprzez wystrzał lizaka w dany obszar. Jak to często bywało w "tamtych czasach", po zakończeniu każdego etapu otrzymujemy kod, dzięki któremu nie musimy rozpoczynać za każdym razem zabawy od zera.

   Oprawa wizualna utrzymana jest w konwencji kreskówki, jest pełna żywych kolorów i posiada uroczy klimat, który potrafi oczarować nie tylko dzieci. Animacje są solidnie wykonane i zabawne, jak choćby animacja "śmierci" bohatera, który po prostu zaczyna płakać jak to niemowlę :) Dużym atutem jest oprawa audio, jednak pamiętam, że za młodych lat irytowała mnie po pewnym czasie, ale to tylko i wyłącznie ze względów psychologiczny, bo nie lubiłem "przegrywać" i powtarzać tego samego, a w tym tytule był to standard.

   Baby Jo In Going Home to gra, która posiada wady techniczne i niekiedy nieprecyzyjnie odbierała sygnały z klawiatury, co powodowało frustrację, jednak miała w sobie coś, co przyciągało, choć w teorii była jedną z wielu platformówek z tamtych czasów. Jej specyfika wynikała z faktu, że była grą skierowaną do młodszych odbiorców. Mama nigdy nie miała nic przeciwko gdy w nią grałem, ze względów wychowawczych, więc była jednym z niewielu tytułów, w które można było grać "legalnie", a fakt, że było to moja jedna z pierwszych gier w życiu, powoduje że sentyment do tego tytułu pozostał. Ciekawi mnie co by było, gdyby dowiedziała się ile razy przy niej rzuciłem joystickiem, lub pod kilkuletnim nosem "łaciną" :) Poniżej gameplay z rozgrywki:

   MOJA OCENA GRY: 7/10. Zachęcam do komentowania i dzielenia się Waszymi wspomnieniami dotyczącymi tego tytułu. 

Tagi: amiga 500 Baby Jo In Going Home retro wspomnień czar

Oceń notkę
+ +4 -

Oceń profil
+ +19 -
Krutki52
Ranking: 3517 Poziom: 28
PD: 3454
REPUTACJA: 1259