Kod i krzem #14 - Jak na stare lata z PC Master Race stałem się konsolowcem.
Na wstępie zaznaczę, że poniższy tekst nie będzie próbą przekonania do konsol czy też zniechęcenia do PC (te są świetne). Czy mi to wyjdzie? Postaram się.
Chciałbym w poniższym tekście wspomnieć o kilku istotnych kwestiach, o których - patrząc na komentarze czy to na PPE czy w innych miejscach - część osób najwyraźniej albo zapomniała, albo też nie dopuszcza ich do swojej głowy. Niektórzy z nas zepchnęli na drugi lub trzeci plan to, co tak naprawdę jest esencją grania w gry. Zdaję sobie sprawę, że porywam się z motyką na słońce, ale cóż... lubię wyzwania, a ponadto wydaje mi się, że moja osoba będzie tutaj względnie dobrym przykładem. W ogóle to tekst ten będzie cholernie nudny, ale na pewnym etapie wojna PC - konsole to bardzo nudny temat :) Pseudo grafika do tekstu może być uznana jako prowokacyjna. Nie miałem pomysłu na inną. Nigdy przy okazji swoich tekstów nie stosuję baitów, tutaj pozwoliłem sobie na odrobinę, mam nadzieję że wybaczycie.
(nie taka) krótka historia
O ile moja historia z grami zaczęła się jeszcze w latach 80-tych ubiegłego wieku (“czarne” gry telewizyjne, automaty, Commodore 64, Amiga, Pegasus), o tyle pierwszy kontakt z PC to już lata 90-te. Najpierw 486DX2 na szkolnym kółku informatycznym, a pierwszy, własny PC to rok 1998. Pentium MMX200, 32MB RAM-u i przede wszystkim VooDoo2. Nie tylko w tamtych czasach, ale i przez prawie kolejnych dwadzieścia nie wyobrażałem sobie, aby inny sprzęt niż PC był moją główną platformą do gier. Wynikało to z wielu kwestii.
Po pierwsze gry - zdecydowanie najbardziej lubiłem duże, rozbudowane RPG-i, strategie, FPS-y, a z czasem doszły też MMORPG. Druga kwestia, to grzebanie w bebechach komputerów, co dawało mi mnóstwo frajdy. Tyle samo satysfakcji dawało mi rozwiązywanie problemów, które pojawiały się przy uruchamianiu wszelakich gier. To nie tak, że było lepiej gdy pojawiały się jakieś problemy z grami, ale gdy już miało to miejsce, traktowałem to jak kolejny, ciekawy quest, a uporanie się z nim było przyjemnym wyzwaniem. Zabawa z plikami config.sys czy autoexec.bat aby zwolnić kilka kilobajtów pamięci konwencjonalnej, by Doom raczył uruchomić się z dźwiękiem. Ustawianie zworek na płycie głównej, by uniknąć konfliktów przerwaniami IRQ, ręczne konfigurowanie karty Sound Blaster, modlenie się, by sterowniki do akceleratora Voodoo nie wywaliły systemu. Uruchamianie niektórych gier to często nie był pojedynczy quest, to była cała kampania. Pamiętacie te historie? Niektórzy z was na pewno tak.
Moje upodobania co do gier i sprzętu nie zmieniały się przez wiele lat, a od momentu gdy skończyłem edukację i podjąłem pracę, regularnie upgrade’owałem swojego PC-ta, lub całkowicie go zmieniałem. Zawsze na najlepsze dostępne podzespoły lub takie z topu. Miałem fioła na tym punkcie... dziś nazywa się to chyba PC Master Race ;)
Nie było tak, że przez te wszystkie lata nie miałem styczności z konsolami i nie posiadały one gier, które by mnie interesowały. Nierzadko u znajomego zagrywaliśmy się w ISS-a na PlayStation, na punkcie którego miałem fioła, a FIFA 98 wydawała się przy nim jak gra trzeciego sortu. Niesamowite wrażenie zrobił też na mnie Final Fantasy VII, dla którego wypożyczyłem PSX-a na miesiąc czasu. Innym razem przez miesiąc stał u mnie Xbox znajomego, a ja miałem okazję ograć najciekawsze tytuły. Nie mniej jednak nigdy nie zdecydowałem się z różnych względów na zakup konsoli. W czasach edukacji nie pozwalały na to finanse, później zaś nie bardzo byłem tym zainteresowany. Lata mijały, i jak wspomniałem wcześniej - PC było u mnie absolutnym numerem jeden. Do czasu...
Pierwszą i jedyną długą przerwę od gier miałem jakoś przed rokiem 2007 (trochę zmęczenie grami, trochę żona 😜)ale ten prawdziwy, gdzie autentycznie zacząłem być zmęczony gamingiem to rok 2016. Wtedy pojawiło się przekonanie, że gry po prostu nie są już dla mnie. Problem jednak był zupełnie inny...
Pierwszy punkt zwrotny
Złożyło się tak, że znajomy pożyczył mi na święta swoje nowe PS4 Pro razem z Bloodborne. Śmiał się potem, że chciał abym cierpiał w tej grze tak jak on cierpiał. Na początku oczywiście frustracja, wszak na padzie grywałem tylko w FIFĘ lub Pro Evo. W pewnym momencie jednak poczucie wyzwania i ten niesamowity klimat połączony z kapitalną walką tak mocno mnie wciągnęły, że zapomniałem o braku myszki i klawiatury. Po świętach kupiłem wszystkie 3 części Dark Souls, szukając więcej tego samego, choć wcześniej uważałem, że tego typu gry to zbędne cierpienie. Po przejściu w/w gier zacząłem dostrzegać problem, którego wcześniej nie rozumiałem. Gatunki gier, za które tak lubiłem PC zaczęły mnie męczyć. Miałem dość map usianych setkami znaczników i powtarzalnych misji “przynieś-zanieś-pozamiataj” a strategie przestały cieszyć. Wiedziałem, że coś trzeba zmienić, ale nie wiedziałem jeszcze co takiego.
Wpadłem wtedy na genialny pomysł - kolejna wymiana komputera. GTX 1080Ti, który dopiero co się pojawił na rynku plus adekwatne do mocy karty inne podzespoły. I wiecie co? W niczym to nie pomogło. Mega frajda wyjmując z pudełek części i składając kompa, ale na tym koniec.
Drugi punkt zwrotny
Przemęczyłem się tak jeszcze rok i stało się. Obok TV stanęło PS4 Pro w pakiecie z God of War. Konsole, które do tej pory - choć wstyd się przyznać - uznawałem trochę jako zabawki dla leniwych, zamkniętym pudełkiem dla osób, które boją się grzebać w PC-tach, a tu nagle stałem się posiadaczem jednej z nich. Grałem w tamtym momencie w Prey na PC, gra całkiem niezła więc powiedziałem sobie, że konsolę uruchomię dopiero po przejściu w/w gry. Wytrzymałem jeden dzień. Pomyślałem - tylko zobaczę jak ten God of War się prezentuje.... Preya nie ukończyłem do dzisiaj.
Pierwsze kilka minut a w głowie myśl – cholera, w rąbaniu drzewa przez Kratosa jest więcej emocji, niż w grach, w które grałem przez ostatnie kilka lat (nie licząc oczywiście ukochanego Wieśka 3). Po przejściu GoW przyszła pora na Unchartedy, The Last of Us, raz jeszcze Bloodborne, Ratchet and Clank, The Order 1886... Zakochałem się w tych grach, poczułem frajdę z gier jakiej nie miałem od czasów pierwszego PC. Będąc jednocześnie użytkownikiem 1080Ti zastanawiałem się, jak gry na konsoli o mocy 4 TFLOPS mogą tak obłędnie wyglądać.
Dlaczego zostałem przy konsoli?
Zacząłem analizować wszystko z perspektywy kogoś, kto na PC spędził 20 lat. Doszedłem do kilku, szalenie istotnych z mojej perspektywy wniosków. Mowa o powodach, dla których zakup konsoli w moim przypadku był strzałem w dziesiątkę, a pozostanie przy niej do dziś świadomym wyborem. Zaznaczam jednak, że to o czym napiszę poniżej nie oznacza, że konsole są lepsze niż PC-ty. To co mnie przekonało do PlayStation nie musi być decydujące dla Ciebie. Oba te urządzenia mają mocne i słabe strony. Mało tego, to co dla jednego gracza będzie zaletą, dla innego może być wadą. Zatem kolejno:
Po pierwsze uświadomiłem sobie, że grafika to nie tylko jakość tekstur. Choć te prezentowały się bardzo dobrze, to na ogólny odbiór grafiki przeze mnie wpływają inne kwestie. Przede wszystkim wizja artystyczna, stylizacja, kompozycja, paleta barw czy efekty cząsteczkowe. Grafika, to nie niskiej jakości tekstury mało widocznego kamienia. Przestałem zaglądać w kąty mapy, żeby sprawdzać, czy twórcy użyli tekstury w 2K czy 4K. Zacząłem po prostu chłonąć obraz jako całość.
Wiem, że niektórzy patrzą na to inaczej i rozumiem to. Każdy postrzega to na swój sposób. Jako były PCMR zawsze goniłem za najwyższymi ustawieniami co w pewnym momencie zaczęło być dla mnie meczące. Do dziś zresztą w moim komputerze siedzi wspomniany wcześniej 1080Ti - karta legenda, która wciąż wystarcza mi czy do okazyjnego odpalenia Civilization 6, Songs of Conquest, partii w Hearthsone. Daje też nadal sobie radę, gdy chcę sprawdzić w Game Pass gry niedostępne na premierę PS5 jak Starfield. I oczywiście zdaję sobie sprawę, że na mocnych komputerach (nie z moim 1080ti), te same gry potrafią wyglądać lepiej. Zapewniam was też, że mnóstwo osób, spośród tych które decydują się na konsolę również zdają sobie z tego sprawę. W dzisiejszych czasach gry wyglądają na tyle pięknie, że nawet bez maksymalnych ustawień pozwalają cieszyć się piękną grafiką. I o dziwo nadal potrafią dawać taką samą frajdę jak przy włączonym Path Tracingu na RTX5080.
Druga sprawa, i to zabrzmi może kontrowersyjnie, ale tak to wtedy widziałem. Po ograniu kilku exów na PS4Pro, patrząc chwilę wcześniej na to, co działo się na PC miałem wrażenie, że w kwestii gier o gracza PC nie bardzo ma kto dbać. Producent karty graficznej chce, żebyś kupił nowe GPU, najlepiej za kilka tysięcy. Producent procesora chce, żebyś wymienił płytę główną. Ale czy ich interesuje, czy masz w co grać w niedzielne popołudnie? Czy w ogóle mogą na to wpłynąć? Sony chcąc sprzedać swój sprzęt i zarabiać na multi platformach musiało mieć argumenty – gry. Takie dostępne tylko na ich konsoli. I takie właśnie były w moich oczach tytuły, o których napisałem dwa akapity wyżej. Dopieszczone, filmowe arcydzieła, ktore działały idealnie na konkretnym sprzęcie. Nie będę pisał, że te gry były ogólnie lepsze od tych dostępnych na PC. Każdy lubi inny gatunek. Były one najlepsze dla mnie, trafiły w moje zmieniające się gusta. Ktoś napisze – ale te gry trafiły na PC, a Sony nie wydaje nowych. Owszem, sporo w tym racji. Poprzednia generacja konsol była dla mnie kapitalna, ta obecna przez pierwsze 2-3 lata bardzo dobra. Druga jej część to już całkowita pogoń Sony za grami usługami. Myślę jednak, że w kolejnej generacji zmieni się to. Jeżeli jednak będzie inaczej, do regularnego grania na PC raczej nie wrócę - i teraz napiszę o kolejnych, bardzo istotnych powodach.
Jest aspekt, którego część osób - pytając jak możesz grać na konsoli zamiast na PC - nie rozumie, bądź po prostu nie dobrnęli jeszcze do tego momentu. Po trzydziestce, a teraz już kilka lat po czterdziestce kluczową kwestią staje się komfort psychiczny. Po wielu godzinach pracy, siedząc nawet w najwygodniejszym fotelu przed monitorem, ostatnią rzeczą jakiej pragnie moje ciało to pozostanie w tej samej pozycji przez kolejne 3 godziny, aby zrelaksować się przy grze. Dla mojej głowy biurko zawsze będzie miejscem pracy a nie relaksu. Ktoś powie - podłącz PC w salonie, podłącz pada. Byłem zmuszony spróbować, kiedy moje bazowe PS5 wylądowało w serwisie. Nie, dla mnie to nie jest to samo. Jeżeli dla Ciebie jest – super. O ile granie na PC stało się o wiele łatwiejsze, błędy nie są tak częste jak kilka lat temu, to absolutnie wystarczy mi, że w ciągu 2 godzinnej sesji chociaż raz muszę podnieść się do komputera, aby rozwiązać jakiś problem. Kiedy zajmuję miejsce na kanapie, to po to, aby przez te dwie godziny moja głowa była zajęta relaksem, a nie obsługą urządzenia. Czy to znaczy, że konsola jest lepszym wyborem dla każdego? Nie, oznacza to tyle, że jest najlepszym dla mnie. I choć nadal zdarza mi się usiąść do PC, po to aby zagrać w Football Managera czy gry multi, to zawsze chcę mieć możliwość usiąść na kanapie, włączyć konsolę i w 100% dać sie pochłonąć grze.
Powodów tego, dlaczego dzisiaj wybieram konsolę jest więcej, jak chociażby system trofeów (tu akurat mam na myśli stricte te z PlayStation). Są one zaprojektowane inaczej niż te na PC czy chociażby Xboxie. Raczej nie grywam w gry średnie lub nawet dobre, nie mam aż tyle czasu, aby sięgać po 50 tytułów w ciągu roku tak jak kiedyś. Jeżeli gram, to tylko w gry, które w moim postrzeganiu są przynajmniej bardzo dobre. Nie ma ich tak naprawdę bardzo dużo, a kiedy tego czasu mam więcej, wolę poświęć go, aby wbić platynę w ulubionej grze, niż grać w nową, przeciętną grę. Bez trofeów, po przejściu gry na ogół nie miałem ochoty nigdy konczyć jej na 100%, trofea mnie do tego motywują i skutecznie potrafią zatrzymać mnie na znacznie dłużej przy ulubionej produkcji.
Podsumowanie
Sam nadal grywam na PC, grywam też na konsolach przenośnych. Osobiście uważam, że nie ma czegoś takiego jak ogólnie najlepszy sprzęt do gier. Najlepszym dla każdego z nas jest ten, który trafia w nasze preferencje, i fajnie gdyby inni to rozumieli. Dla wielu osób PC będzie zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż konsola, wszak mają one mnóstwo zalet. Jeśli kochasz dłubać w ustawieniach, potrzebujesz grać w 150 klatkach, chcesz jakość tekstur czy oświetlenia z absolutnego topu a przede wszystkim stać Cię na to - wybierz PC. Te urządzenia potrafią dać mnóstwo przyjemności, której ja doświadczyłem przez te wszystkie lata.
Warto jednak zrozumieć, że czerpanie przyjemności z grania to nie tylko najwyższe możliwe ustawienia czy dostęp do technologii Nvidii, które swoją droga są niesamowite. Jest masa innych czynników, które powodują, że niektórzy świadomie wybierają sprzęt tańszy, ale oferujący inne doznania. Wmawianie innym, że nie powinni dobrze bawić się w gry na danym urządzeniu, jest delikatnie mówiąc podejściem mocno ograniczonym. Warto wziąć też pod uwagę to, że nie każdego stać na drogi sprzęt. Pisząc do kogoś w komentarzu, że jego konsola jest g****m, po drugiej stronie może siedzieć osoba w trudnej sytuacji finansowej, dla której zakup sprzętu za 1500 zł był sporym wyrzeczeniem, a mimo to uwielbia swoją konsolę. I żeby nie było, zdecydowana większość osób, uważających swój PC to świetne osoby, z którymi można normalnie porozmawiać. Tych, którzy nie bardzo chcą zrozumieć pewne kwestie jest mniej, i oczywiście są one po obu stronach barykady.
Niezależnie jednak od platformy, gry to nasza wspólna pasja. Lepiej zapytać czasami kogoś w co ostatnio grał i jak sie bawił, a nie na czym. W tym hobby chodzi przede wszystkim o to, aby wrócić z pracy i móc powiedzieć sobie “kurczę, ale mam ochotę w coś pograć” - komputer w pewnym momencie przestał u mnie powodować chęć grania w gry, konsola sprawiła, że tę chęć odzyskałem. I tego wam życzę, niekończącej się chęci do grania w gry, tak długo jak to tylko będzie możliwe.