SKLEP

Blog użytkownika K3iya

K3iya K3iya 14.04.2019, 21:34
Make Arcade great again
116V

Make Arcade great again

"Czujesz się jak Alicja, spadająca w głąb króliczej nory?" ~ Morfeusz w pierwszej części trylogii sióstr Wachowskich.

Więc pisząc swój pierwszy artykuł sam do końca nie jestem pewien od czego zacząć, więc spróbuję od początku.

Pamiętacie czasy kiedy prosiliście rodziców o drobniaki, żeby skoczyć z kumplami do najbliższego salonu arcade i stoczyć kolejne epickie pojedynki w Street Fighterze, Mortal Kombat czy spróbować pobić rekord na fliperach? Każdy kto zaliczył kilka takich wizyt wie, że to były magiczne miejsca z klimatem nie do podrobienia. Owszem mamy teraz konsole, pc, rozbudowane tryby multiplayer, własną kopię Mortala możemy kupić już nawet nie wychodząc z domu i zagrać z przyjaciółmi korzystając z voice chatu, ale czy to zastąpiło nam salony arcade? Niedawno udałem się do takiego miejsca w Krakowie z kumplem i odpowiedź na to pytanie jest tylko jedna - nie! Nasze ostatnie lata spędziliśmy grając na kanapie lub przez sieć i uważaliśmy, że to było super, ale przeglądając FB trafiłem na Kraków Arcade Museum. Po szybkim ogarnięciu cennika i listy automatów jakie tam są umówiliśmy się na sobotę. Uwierzcie, że cennik jest świetny - za jedyne 30zł wchodzisz i grasz do woli (marzenia z dzieciństwa się wręcz spełniły), a jeśli ktoś jest niepewny to za 10zł może pograć przez godzinę.

Pierwsze 5 minut pobytu uświadomiły mi, że salonu arcade brakowało mi znacznie bardziej niż przypuszczałem. 8-mio bitowe soundtracki z różnych gier się mieszały, ludzie, którzy po prostu dobrze spędzali czas, czy to grając ze sobą czy próbując osiągnąć lepszy wynik np. w Pac Manie. Uświadomiłem sobie, że to co najbardziej mnie w dzieciństwie ciągnęło do tych salonów to niepowtarzalny klimat tego miejsca, w końcu nie zawsze chodziłem pograć do salonów (kieszonkowe nie zawsze to umożliwiało), a czasem nawet pooglądać jak obcy ludzie wyrywają sobie kończyny w Mortal Kombat. Kupienie tam biletu zadziałało jak wehikuł czasu. Poudawaliśmy z kumplem, że jesteśmy mistrzami Pac Mana (udało mi się dojść aż do czwartej planszy, co w wieku 5 lat uważałem za bycie bogiem graczy) i udaliśmy się ogrywać kolejne wspaniałości. Postanowiliśmy się zmierzyć w Street Fighterze 2 i to było pierwsze brutalne zderzenie z rzeczywistością. Nie mogliśmy zapauzować gry, żeby sprawdzić jakie postacie mają kombosy tylko trzeba było korzystać z przyklejonej karteczki. Więc albo się szybko nauczyłeś kombinacji, albo patrzyłeś jak twój przeciwnik odnosi nad tobą kolejny triumf. Po około godzinie grania (mógłbym przysiąc, że minęło tylko 5 minut) jak już mniej więcej nauczyliśmy się co i jak, nasze walki zaczęły przypominać granie. Gdyby nie to, że mój znajomy nie był amatorem bijatyk to byśmy pewnie spędzili ze Street Fighterem jeszcze trochę czasu, ale udaliśmy się na rail-shootery. Akurat automat z House of the Dead 2 był wolny, więc zaczęliśmy grać, a skoro mieliśmy nielimitowaną ilość żetonów (czyli w tym przypadku respawnu) to postanowiliśmy pierwszy w raz życiu zobaczyć zakończenie tej gry. W ten sposób pograliśmy jeszcze na kilku automatach, aż zaczęła się zbliżać godzina zamknięcia. Czas tam mijał na prawdę szybko, a my cały czas tworzyliśmy między sobą urozmaicenia do różnych gier, np. w ścigankach ustawialiśmy to samo i porównywaliśmy kto ma lepszy czas. W takim Pac Manie graliśmy na zmianę, kto zdobędzie więcej punktów. I tak mniej więcej skakaliśmy od automatu do automatu rozkoszując się samą rozgrywką.

Jednak to co było tam najfajniejsze to interakcja z obcymi ludźmi. Granie PvP w bijatyki, ściganie się z obcymi i rozmowy z osobą, którą się zna dopiero 5 minut, a gadacie jak starzy kumple, którzy w tym salonie są co tydzień. Wymieniacie się taktykami, pozdrawiam z tego miejsca Rafała, który poradził jak grać Yoshimitsu w T3, no coś wspaniałego wręcz. Nawet dyskusje czy lepszy jest Tekken, Street Fighter, a może Mortal Kombat. To wszystko mi przypomniało magię tych miejsc. Szczerze mówiąc po powrocie do domu zastanawiałem się, skąd się wzięło moje sceptyczne nastawienie. Odpaliłem sobie LoLa, ale czegoś mi ewidentnie brakowało, to pościgałem się chwile w Gran Turismo, odpaliłem Mortala X i doszedłem do wniosku, że salonów arcade nie da się zastąpić. Cieszy mnie fakt, że krakowski salon arcade cały czas pracuje nad powiększeniem ilości automatów, więc wiem, że jak przyjdę tam za rok, to dalej będę miał nowe gry do odkrycia, nowych ludzi do rozmowy i wspólnej gry, a klimat będzie ten sam.

Oczywiście nie traktujcie tego tekstu jako "współczesny gaming jest be, a salony arcade są bóstwem". Bo granie na PC i konsolach dalej daje sporo frajdy, ale uważam, że nie powinny wyprzeć salonów arcade. Chciałem tu również wielu osobom przypomnieć ile zabawy się czerpało chodząc do takich salonów z przyjaciółmi i przysłowiowo "kiedyś to byli czasy, a teraz to już nie ma czasów". Być może wielu z was szukało takiego miejsca i nie zdawało sobie sprawy, że takie miejsce jest w Krakowie (więc podejrzewam, że w innych miastach też są takie salony).

Z tego miejsca zachęcam was również do komentowania, ponieważ to mój pierwszy taki tekst, a chciałbym pisać dla was więcej takich tekstów i skupić się na tym co było źle, co było dobrze i czego zabrakło waszym zdaniem.

Cytat pożyczyłem sobie z: https://pl.wikiquote.org/wiki/Matrix

 

Tagi: arcade retro salony gier

Oceń notkę
+ +9 -

Oceń profil
+ +1 -
K3iya
Ranking: 57847 Poziom: 8
PD: 173
REPUTACJA: 50
Miesięcznik PSX Extreme