Blog użytkownika Dwutlenek

Dwutlenek Dwutlenek 25.07.2020, 15:32
Wszystko co warto nadrobić po South Park: The Stick of Truth - Kultura Gry #3
198V

Wszystko co warto nadrobić po South Park: The Stick of Truth - Kultura Gry #3

To już trzeci odcinek Kultury Gry! Cieszy mnie, że udało mi się już zebrać jakąś publikę. Zresztą, każdy kto coś tworzy jest zadowolony gdy inna osoba doceni jego pracę. Nie inaczej jest u mnie, dlatego dzięki ci czytelniku za wsparcie. Dziś na temat bierzemy South Park: Kijek Prawdy wyprodukowany przez Obsidian. Czy twórcy przełamali passę słabych gier pod szyldem tej marki? Czy jest kontrowersyjnie? Czy jest zabawnie? Na te, jak i inne pytania odpowiem w tekście. 

Ugh, od jakiegoś czasu myślę jakie dzieła popkultury mogą pasować do Kijka Prawdy. I kurczę, no nie jest łatwo. South Park to jest na tyle oryginalna franczyza, że ciężko coś pod to podpiąć. Zwłaszcza, że ten serial nie przebiera w środkach, mało który produkt jest tak kontrowersyjny i tak ofensywny, choć trzeba przyznać, że jest w tym wszystkim sprawiedliwy - jedzie po wszystkim i po wszystkich, bez wyjątku i po równo. Twórcy regularnie punktują rzeczywistość, oczywiście mocno ją kontrastując i koloryzując. Jednak jest to podane w takiej formie, że bezproblemowo odczytujemy próby wyśmiania prawdziwych osób lub sytuacji które miały, lub obecnie mają miejsce. 

 
Ostatnio przy okazji ogrywania The Stick of Truth nadrobiłem 22 sezon tej animacji, bo nie tak dawno wjechał na Netflixa. Moja opinia na ten temat będzie krótka i jednoznaczna - jest moc. Choć może nieco rozwinę swoją wypowiedź: Wyśmiany zostaje Amazon jak i zarówno ich właściciel - Jeff Bezos, dalej twórcy jadą z konsumentami e-papierosów, w między czasie przewija się szydera ze strzelanin w amerykańskich szkołach a to wszystko polane sosem rozwoju technologicznego, o którym też nie zapomnieli twórcy. Całość jest zwyczajnie śmieszna - podobał mi się zdecydowanie bardziej od paru poprzednich, w których scenarzyści skupiali się raczej na polityce USA i postaci Donalda Trumpa, choć nie będę im też umniejszał - niektóre odcinki są mocne, a następujące po sobie sekwencje powodują zapalenie się kontrolek w naszym mózgu z napisem "WTF". A chyba między innymi za to lubimy South Park - za absurdalny humor, prawda?
 
Jednak do gry podchodziłem z dozą niepewności - nie mieliśmy jeszcze względnie porządnej produkcji w tym uniwersum, a mimo tego, że za produkcję był odpowiedzialny zasłużony w branży Obsidian, to wciąż miałem pewne obawy. O ile nie martwiłem się o kwestie techniczne czy mechaniczne - wiedziałem, że tutaj twórcy m.in Fallouta: New Vegas dostarczą tytuł co najmniej dobry. Ten deweloper to po prostu weteran jeśli chodzi o RPGi, wiedzą jak, co i gdzie oraz co zrobić, aby uprzyjemnić rozgrywkę. O tyle obawy wzbudzał kontrowersyjny humor, a właściwie jego potencjalny brak. Gra mogła zwyczajnie nie podołać wyzwaniu i dostarczyć niezbyt śmieszny tytuł, co by nie było wielkim zaskoczeniem, bo umówmy się - jest bardzo mało gier wzbudzających salwy śmiechu, lub chociaż coś więcej niż lekki uśmiech pod nosem. Na całe szczęście - twórcy animacji, jak i wszyscy obecni w serialu aktorzy głosowi brali udział w produkcji. Przez co finalny efekt pokazał, że moje obawy były - ku mojej ucieszę - bezpodstawne. 
 
To jest jeden z najbardziej kontrowersyjnych tytułów ubiegłej generacji, a kto wie, może i w całej historii gier wideo?. Bo gra nie bawi się w półśrodki - wali po równo we wszystkich. Granica absurdu, jak i wiele innych już dawno zostały przekroczone. To co zobaczycie w tej grze na stałe wygraweruje się w waszym mózgu - choć te zdanie celuje raczej do mniej obeznanych w realiach South Parku. Stali bywalcy miasteczka położonego w Kolorado potraktują jako normalność walki z nazistowskim gigantycznym płodem (nie sądziłem, że kiedykolwiek użyje tych wyrazów w jednym zdaniu). Jednak, te kilka poprzednich słów jasno obrazuje to z czym mamy tutaj do czynienia - humor nie dla wszystkich. Niektórych ta rozgrywka jak i powtarzające się raz za razem fekalne żarty mogą nie bawić, a wywołać jedynie żenadę lub zniechęcenie. Dlatego warto przed rozgrywką odpalić sobie kilka odcinków serialu - zwłaszcza, że są dostępne na Netflixie. Oprócz tego, że zapoznacie się z całą otoczką, poznacie też wszystkich bohaterów animacji - gra nie wyjaśnia pochodzenia ani originów postaci i zostajemy wrzuceni w sam środek akcji. Im bliższe wam jest te uniwersum, tym lepiej odnajdziecie się w Kijku Prawdy.
 
My zaś wcielamy się Nowego, lub jak później nas ochrzczą koledzy - Dekla. Jesteśmy chłopakiem - niemową, który dopiero co przeprowadził się z rodzicami do miasteczka South Park. Naszym początkowym zadaniem jest znalezienie nowych przyjaciół, w tych nieco innych realiach dla głównego bohatera. Jak można było się domyślić - trafiamy do paczki znanych przez nas chłopaków - Cartmana, Kyle'a, Kenny'ego i Stana - w sam wir dziecięcej zabawy al'a RPG, na motywach opartych chociażby na Władcy Pierścieni, czy innych światów gdzie występują elfy, lub elementy magiczne. Fabuła toczy się wokół podwórkowego Świętego Graala, Najwyższej Świętości - czyli tytułowego Kijka Prawdy.
 
 Choć brak kwestii dialogowych u naszej postaci jest z reguły wadą, tak tu idealnie wpisuje się w realia świata przedstawionego - zresztą i tak wiele w cut-scenkach mówi wyraz naszej twarzy. Całość wywołuje efekt lekkiego cringe'u, ale w tym wypadku działa to na plus, gdyż jeszcze bardziej potęguje absurd niektórych rozmów.
 
Dialogi to jest po prostu czysty South Park. Kwestie są wypowiadane przez oryginalnych aktorów, jednak co najważniejsze - są one równie dobrze rozpisane. Co ważne, w grze spotykamy zdecydowaną większość postaci spotkanych w animacji. Powoduje to, że podczas rozgrywki czujemy się jak uczestnik nowego sezonu serialu, lub jednego, długiego odcinka specjalnego. To jest ogromna siła Kijka Prawdy - jest to potężny fanservice, w którym zagorzali widzowie odnajdą się bezproblemowo, ci mniej obeznani nie zrozumieją wielu żartów i nawiązań.
 
Strasznie się rozpisałem o budowie świata i aspektach fabularnych, a nie wspomniałem słowem o mechanice walki. To jest bardzo ciekawe zagadnienie, bo twórcy postawili na walkę turową, która sprawdza się zaskakująco świetnie. W ogóle Obsidian podjął dobrą decyzję aby utrzymać grę w formie 2D, a nie jak w niechlubnych poprzedniczkach - w trójwymiarze. Walka jest bardzo prosta, ale nie prostacka - zwycięstwa dają satysfakcję, a całość jest bardzo przyjemna, w odróżnieniu do rzucania śnieżkami do indorów na PSXie (niektórzy będą wiedzieć o co chodzi). Wraz z postępem zdobywamy coraz lepszy oręż, możemy go oczywiście modyfikować, co będzie skutkować jeszcze większymi obrażeniami zadanym oponentom. Co ciekawe nie jesteśmy na placu boju sami, zawsze będziemy mieć przy sobie jakiegoś kompana - na początku jest to dobrze nam znany Butters ze swoim młotem sprawiedliwości. Pojawią się również kolejni towarzysze broni, jednak nie będę o nich wspominał ze względu na potencjalne spoilery. Warto wspomnieć, że wybrany przez nas kumpel-pomocnik jest w pełni grywalną postacią podczas starć turowych.
 
Na osobnych kilka zdań zasługują umiejętności specjalne - to tutaj deweloperzy dali upust swoim popieprzonym pomysłom i chorym wyobrażeniom. PIPA - bo tak się one nazywają - to są po prostu specjalne ataki wymierzone w niemilców, poprzedzone odpowiednią sekwencją wciskanych przez nas przycisków. Jednak tu tak naprawdę nie chodzi o samo bicie rywala, a o sposób w jaki nam się to objawia na ekranie. Opiszę wam tu jeden z nich: podchodzicie do zakapiora i zaczynacie grać w "papier, kamień, nożyce" - "na trzy" wymierzacie potężny cios w krocze oponenta, prawdopodobnie wykonując jednocześnie zabieg wazektomii. To tylko jeden z wielu, dlatego początek w tej grze jest świetny - totalnie nie wiemy czego się spodziewać, a wtedy gra wychodzi nam na przeciw i zaskakuje nas co rusz nowymi pomysłami. Choć w sumie... to tak naprawdę przez cały Kijek Prawdy nie wiemy czego się mamy spodziewać. Obsidian na tyle mądrze żongluje nowymi mechanikami i pomysłami, że gracz nie odczuwa nudy i ma ten pierwiastek zachęcający do grania, bo czuje, że twórcy mają jeszcze kilka kart trzymanych przy orderach. 
 
Celowo nie wspominam o finisherach - najmocniejszych atakach, dostępnych tylko raz na dzień, które od razu zmiatają z planszy przeciwnika. Tam już autorzy totalnie odpięli wrotki i zostawiam to do sprawdzenia samemu. Bo zdecydowanie warto!
 
I tak naprawdę, The Stick of Truth nie ma wielu znaczących wad. Wszystko to są jakieś pomniejsze drobnostki, nie wpływające mocno na odbiór produkcji. Gdzie nie gdzie wystąpią problemy techniczne - ja ogrywałem tytuł na PC-cie, zdarzyły mi się dosłownie dwie sytuacje gdzie pojawiły się problemy w cut-scence, a mianowicie dźwięk rozjechał się z obrazem na ekranie. Poza tym mógłbym się doczepić do długości gry, chciałoby się pobyć w tym świecie jeszcze dłużej, jednak te minusy są już odrobinę na siłę.
 
South Park: Kijek Prawdy to jedna z perełek ubiegłej generacji. Wierność oryginałowi przyciągnęła ogromną ilość fanów serialu, jednocześnie zachęcając nowicjuszy do zapoznania się z animacją. Obsidian Entertaiment pozytywnie zaskoczyło - przerwało serię porażek Miasteczka South Park na polu gier wideo - i dowiozło tytuł bardzo dobry, świeży i z każdą godziną zaskakujący gracza. Zachęcam do zagrania, koszt rozgrywki jest nie wysoki, a gdy wam będzie mało, zawsze macie do dyspozycji sequel - The Fractured But Hole. Era Xboxa 360 i Playstation 3 została zamknięta z odpowiednim rozmachem i przytupem.
 
 
 
Przechodzimy teraz do...
 
GRY
 
Dziś będzie tylko jedna gra - ale za to jaka!
 
Bully/Canis Canem Edit
 
To oczywiście gra twórców takich serii jak Grand Theft Auto czy Red Dead Redemption, czyli Rockstara. Mam wrażenie, że jest dosyć zapomniana i lekko niedoceniana przez graczy, widocznie musiała gdzieś przepaść w zbiorowej świadomości przez wydawane w tym samym roku GTA: Vice City Stories, oraz Liberty City Stories
 
Jednak czym jest Bully?
 
W dużym skrócie - jest to wariacja sztandarowej serii Rockstar North - tyle, że tym razem akcja jest umiejscowiona w angielskiej szkole. My wcielamy się w Jimmy'ego - to może nie jest aż tak ześwirowana postać jak Trevor, Yusuf czy inne postacie z GTA, no tylko, że... nikt nie powiedział, że nie wyrośnie na takiego wariata jak oni! Nasz protagonista ma za zadanie przetrwać i stawiać opór osiłkom w tym patologicznym, nie cieszącym się raczej dobrą renomą liceum. 
 
Trzeba przyznać, że jest to dosyć oryginalny koncept, bo nie często spotykamy się z "symulatorem szkoły". Ale na dobrą sprawę, to również sam temat nękania w placówkach oświaty nie jest zbyt powszechny i często spychany gdzieś na boczny tor. Zastanawia mnie czasem, czy twórcy chcieli z pomocą Bully zrobić coś więcej, czy też nie było to coś, co miało pomóc tym będącym w opresji jakoś się wyżyć w domu po lekcjach. To oczywiście są dosyć mocne słowa z mojej strony, być może totalnie nieprawdziwe, ale kto wie, czy gdzieś tam w głowach deweloperów nie krył się pomysł dyskretnego nagłośnienia tematu. Bo tak naprawdę - po części im się to udało! W Europie tytuł "Bully" musiał się zmienić na "Canis Canem Edit", gdyż nacisk organizacji zewnętrznych okazał się zbyt silny. Bullying Online czy Peaceholics uznały, że produkcja Rockstara może propagować przemoc w szkołach, z czym ja się do końca nie zgadzam. Moim subiektywnym zdaniem - zamiast piętnować grę, która jest jednak tylko dziełem kultury i niczym więcej - można było przeznaczyć pieniądze i wkład wszystkich ludzi w te akcje na przede wszystkim edukację. Zastanowić się, że jednak powstawanie takiej gry to nie jest tylko przypadek i czymś jest to spowodowane. Ale to jest temat na inną, grubszą rozprawkę, tak poważnych spraw nie dam rady rozwinąć w zaledwie kilku zdaniach.
 
Jednak pod warstwą skandali kryje się po prostu bardzo dobra gra. Wdawanie się w bójki z innymi uczniami, zbieranie przedmiotów, zwiedzanie miasteczka i terenu uczelni - między innymi takie atrakcje zapewnia Rockstar w przerwie między wykonywaniem misji fabularnych. Można było również chodzić na lekcje - te są przedstawione w formie dosyć zabawnych mini-gierek - na muzyce zagramy na różnych instrumentach muzycznych, a chociażby na biologii, niczym rasowy oprawca z pomocą noża otworzymy żabę, w celu zobaczenia jej wnętrzności. Sounds like fun, isn't it?
 
Generalnie Bully ma masę takich intrygujących mechanik, bo już tutaj Rockstar eksperymentował z wydarzeniami dostępnymi jedynie o określonej porze. Mogliśmy więc chociażby uciec z lekcji, jednak trzeba było uważać, aby nie dać się złapać patrolującym nauczycielom. Nawet była możliwość schowania się w szafce i obserwowanie chodzącego belfra przez otwory naszego schowka - coś, co jest obecne w wydanym prawie dekadę później Alien: Isolation.
 
Mógłbym tak na okrągło nawijać o tym tytule, jednak w to trzeba po prostu zagrać. Choć niektórych Bully może na początku odrzucić, bo gra się już dosyć zestarzała, warto jednak ten początkowy odruch przecierpieć i jakoś się przyzwyczaić - bo to jest po prostu bardzo dobra gra, określiłbym nawet ten tytuł mianem "zapomnianego klasyka". Rockstar zaserwował nam grę o mocno niszowej tematyce, zgrabnie koloryzując szkołę, jak i wszystkie występujące w niej postacie. Polecam.
 
 
 
Dziś również odpuścimy sobie filmy, jednak to dlatego, że mam dla was aż 3 propozycje serialowe!
 
Seriale
 
Stranger Things
 
To jest nawet w jakimś stopniu nieporównywalnie grzeczniejsza wersja Kijka Prawdy. Czwórka dzieciaków żyjących aktualną w ich świecie popkulturą, walczących później z istotami nękającymi ich miasteczko. Zamieńcie sobie stworki na kosmitów, płody, nazi-zombiaki czy inne chore pomysły autorów South Park i voila - praktycznie to samo.
 
A już tak całkowicie poważnie - Stranger Things to chyba jeden z najprzyjemniejszych seriali w ofercie Netflixa. Jest fajne słowo w języku angielskim podsumowujące ten serial - "Wholesome". Klimat i atmosfera lat 80. jest wręcz oszałamiająca. Momentami, tak jak chociażby w 3 sezonie, jest to aż podciągnięte do przesady. Bo tam jest dosłownie wszystko co tylko żywej istocie może się kojarzyć z latami "osiemdziesiątymi" w USA. Muzyka, aktorzy, budowanie napięcia - to wszystko zagrało tutaj jak należy. To nie jest serial przy którym należy jakoś przesadnie myśleć. To trzeba po prostu włączyć i cieszyć się tym co widzimy na ekranie - wylewającym się klimatem i kolorami świata przedstawionego, neony i inne lampki oświetlające miasto zostały pięknie uchwycone. Choć nie podoba mi się koncept 4 sezonu zaprezentowanego nam na trailerze, domyślam się, że pochłonę tę serię odcinków równie szybko, co poprzednie. Po prostu miło śledzi się przygody Mike'a, Dustina, Lucasa i Willa. Tym co nie znają, zachęcam do obejrzenia. Nie powinniście się zawieść.
 
Stranger Things jest do obejrzenia na Netflixie.
 
Freaks and Geeks
 
Jak widać, na razie w tej edycji Kultury Gry cofamy się w przeszłość. A że bohaterowie South Park to też członkowie plemiona geeków, nie mogło zabraknąć tego serialu.
 
Ten mocno niszowy w Polsce serial to prawdziwa perełka, która powstawała w latach 99/00. Był dosyć odważny, bo bez cenzury i dosadnie pokazywał rzeczywiste problemy osób młodych. Nie było sztucznego upiększania świata. Raz nawet dostało się za to twórcom po uszach, gdyż jeden z odcinków nie został wyemitowany w telewizji, co spowodowało powstanie dziury w wątku fabularnym. Robi wrażenie obsada - Seth Rogen, James Franco czy Jason Segel - to osoby które stawiały tu pierwsze aktorskie kroki, a dziś goszczą na dużych i małych ekranach, tylko już tych największych produkcji. 
Można tu wręcz zacytować słowa Drake'a z jednej z jego lepszych nutek w całej dyskografii:
 
 
Freaks and Geeks nie przetrwało jednak na powierzchni zbyt długo - całość posiada jedynie 18 odcinków, jednak trzeba oddać tej produkcji co królewskie - bo jest to inna od reszty, solidna, rzemieślnicza robota, przy której podczas oglądania czas płynie szybciej. Gorąco zachęcam do wypróbowania.
 
Swoją drogą - zauważyliście jak zmieniło się w popkulturze postrzeganie graczy i ogólnie komputerowców? Kiedyś traktowani w filmach i serialach jako tak naprawdę frajerzy i popychadła, a dziś granie w gry jest postrzegane jako coś naprawdę w porządku. Wpływ między innymi youtuber'ów? Jest to ciekawa kwestia.
 
 
BoJack Horseman
 
Jest to jedna z moich ulubionych oryginalnych produkcji Netflixa, totalnie wybijająca się ponad przeciętność innych seriali. Dałem ją w tym zestawieniu, bo również jest animacją dla dorosłych, a wciąż mam wrażenie, że (przynajmniej w Polsce) nie dostała tyle miłości, na ile zasługuje. 
 
To z pozoru jest tylko komedia o koniu-alkoholiku który jest gwiazdą Hollywood. Ale tylko pozory - bo pod powierzchnią znajduje się cholernie inteligentny serial pełny mocnych porównań, dramatów i dobrze umiejscowionych, jakże celnych żartów. Kapitalnie wyważono ilość komedii w stosunku do tych smutnych i mrocznych scen. Postacie są napisane fenomenalnie, szczególnie gdy są odwzorowaniem osoby z rzeczywistości - są mocno prawdziwe. Kto by pomyślał, że "bajka o koniu" może być tak dojrzała, tak oryginalna, i zostanie jednym z najważniejszych seriali dekady?
 
I tak naprawdę nie chce się jakoś specjalnie rozpisywać na temat tego serialu. To trzeba po prostu przeżyć samemu. Całość trwa kilka sezonów, bodajże 6, a odcinki trwają po 25 minut. Choć może od razu nie wciągnie cię po dwóch epizodach wprowadzających w mroczne zakątki Hollywood, to później zaczniesz odczuwać syndrom "jeszcze jednego odcinka". To przebija wszystkie istniejące animacje dla dorosłych i uważam, że mając wykupionego Netflixa nigdy nie spróbować obejrzeć BoJacka jest trochę wstydem. Dlatego warto to zmienić!
 
A odcinek zakończymy - tradycyjnie - odrobiną muzyki.
 
Muzyka
 
Ciężko mi jednomyślnie wskazać, z czym oprócz kontrowersji kojarzy mi się South Park. Jednak wydaje mi się, że nieodłączną częścią każdego odcinka serialu jest szkoła. Dlatego zaczynamy od metalowej interpretacji placówek oświaty. Przed wami Deftones - Back To School:
 
 
A skoro mówimy o szkole i muzyce, nie może zabraknąć tej klasyki gatunku:
 
 
W tych utworach jest wszystko - moc, uderzenie - aż chciałoby się to określić dosadniej. Myślę, że idealnie pasują pod szkolną rozróbę w opisanym już przeze mnie wyżej Bully.
 
A dla fanów raczej stonowanych brzmień, proponuje utwór wschodzącej gwiazdy polskiego rapu - Schaftera:
 
 
 
Chłopak jest niesamowicie uzdolniony muzycznie, zarówno od strony tekstowej, jak i czucia flow - bo niczym kameleon potrafi się dopasować do otoczenia, w tym przypadku - do bitów. Najlepsze jest to, że w swoich utworach kapitalnie oddaje klimat lat 90., mimo, że urodził się w roku 2003. Choć, jak sam zauważa w tracku nazwanym "dvd", jest on " '03 albo '96":
 
 
Ale wracając, numer zatytułowany "Hot Coffee" w połączeniu z teledyskiem świetnie oddaje klimat lat dziewięćdziesiątych - tyle, że nie w Polsce, ale w Stanach Zjednoczonych. Młodsi najpewniej od razu polubią klimat tego utworu, a starsi może wyczują w tym jakąś nutkę nostalgii.
 
A co do samej osoby Schaftera - trzeba przyznać, że kilku- lub kilkunastomilionowe wyświetlenia pod jego numerami robią wrażenie - szczególnie, że gość wciąż jest w rapowym "podziemiu".
 
Ciekawostka: tak, tytuł tego utworu to jest nawiązanie do słynnego moda w Grand Theft Auto: San Andreas.
 
 
I to by było na tyle w dzisiejszej Kulturze Gry. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy do tego momentu dotrwali. Zauważyłem też, że dzielicie się w komentarzach swoimi popkulturowymi propozycjami i to jest naprawdę spoko. Zachęcam wszystkich do robienia tego samego, fajnie, że narodziły się tu już pewne zwyczaje, kto wie, może to będzie jakaś tradycja? Tymczasem ja się z wami żegnam, do zoba za tydzień!

Tagi: south park: the stick of truth

Oceń notkę
+ +3 -

Oceń profil
+ +16 -
Dwutlenek
Ranking: 4365 Poziom: 26
PD: 2716
REPUTACJA: 1011