Blog użytkownika Mauy_44

Mauy_44 Mauy_44 06.11.2020, 10:29
Co jest ze mną nie tak?
299V

Co jest ze mną nie tak?

Witam wszystkich po dosyć długiej przewie mojego pisania tutaj.

Dziś znów wejdę z niełatwym tekstem, w którym życiowo zahaczę o utwory, o których traktuje tutejszy portal. Kto jakimś cudem czytał moje wcześniejsze wpisy Ten wie, że zawsze piszę w bardzo nietypowy sposób, chcąc przelać literami swoje emocje i uczucia na warty Waszej uwagi tekst. Nie wiem jak będzie tym razem, sami oceńcie. 
 

Na wstępie pragnę Komuś podziękować bo w sumie to, że dzisiaj się tutaj pojawiłem to nieświadoma zasługa pewnej fajnej dziewczyny, która pewnego dnia, swoim optymizmem przywróciła mi wiarę w to, że nawet jak wiatr wieje nam w oczy, deszcz przelewa łzy to i tak czasem warto iść do przodu - na przeciw wszystkiemu. Chciałbym kiedyś móc zaprosić Ją na spacer w jakiś słoneczny dzień, pośród jesiennych liści rodem ze scenerii Ghost of Tsushima. Może kiedyś się uda...

Moja droga donikąd

Żyjemy w coraz dziwniejszych i trudniejszych czasach a bieżący rok z pewnością przejdzie do historii, nie tylko za sprawą zbliżającej się wielkimi krokami, nowej generacji konsol ale również przez sytuację, która dzieje się wokół nas. Można w to wszystko wierzyć lub nie, nie zmienia to faktu, że skutki są widoczne już teraz, dotykają nas w mniej lub bardziej pośredni sposób. Ludzie tracą pracę, kino prawdopodobnie umiera i już się nie odrodzi a wiara w Boga jest negowana dużo bardziej niż wcześniej. Moja codzienna droga do pracy powoli zaczyna przypominać sesję z Death Stranding, nic więc dziwnego, że w czasie tej drogi w moich słuchawkach często leci motyw przewodni owego arcydzieła.

Patrząc na to wszystko można zacząć domyślać się jak będzie wyglądało post-apo naszych czasów. W takich chwilach sama samotność chyba dobija mnie najbardziej. W tym wszystkim, podczas jednej z takich samotnych przechadzek do roboty zacząłem zastanawiać się co jest ze mną nie tak...To tak słowem kończącym ten wstęp a skoro mamy go już za sobą - zapraszam do krótkiej lektury w ten szary, ponury dzień.Jeżeli dotarłeś/aś do tego miejsca to już mniej więcej wiesz jaki będzie ogólny flow tej opowieści.W poniższych linijkach odwołam się do mojego marnego żywota oraz do takich głośnych tytułów jak : The Last of Us Part II i nowego Crash'a Bandicoot'a o podtytule ''Najwyższy Czas''. Wszystko bez jakichkolwiek spoilerów - no chyba, że Ktoś uznaje samą opinię za spoiler. Moja opinia w poniższym tekście na pewno się pojawi. Ostrzegam więc, zapraszam i...przepraszam.

Zatracone autorytety

''Neil  - jeżeli miałbym zostać na tym świecie - chciałbym być taki jak Ty''

Takim cytatem zakończyłem 3 lata temu mój pierwszy wpis tutaj. Dlaczego dziś o tym wspominam? bo dziś chciałbym wycofać się z tego co wtedy napisałem. Pora na pewne wyjaśnienie i posypanie głowy popiołem.

Pewne rzeczy stają się kultowe, najważniejsze i wyznaczają wysokie standardy jakości - takiej z najwyższej półki - do której pomimo tego, że mówią na mnie mały - zawszę potrafię dosięgnąć. Na takiej półce wylądowała u mnie 7 lat temu - produkcja, arcydzieło, które zmieniło moje życie - mowa oczywiście o Ostatnich z nas, wydanym wówczas na PS3. Była to dla mnie podróż wybitna, kompletna, zakończona i niepotrzebująca kontynuacji. W tym wypadku wyjątkowo to nie Święta Monika zamykała generację a postapokaliptyczny świat w wydaniu byłych twórców Crasha. Pamiętam to dokładnie bo wtedy broniłem inżynierki, gra czekała na mnie w folii. Gdy już miałem te ''wymarzone'' trzy litery przed nazwiskiem - zacząłem grać i byłem zdumiony. Szczęśliwy z posiadania tytułu i smutny jednocześnie. Od samego początku czuć było, że to coś wielkiego, coś o czym jeszcze długo będę myślał po napisach końcowych. Nie pomyliłem się.

Minęło kilka lat by stało się to czego się obawiałem. Okazało się, że psiaki ze studia Naughty Dog, pod głównym przewodnictwem Neila Druckmann'a stwierdzili, iż trzeba do tej pięknej opowieści drogi dodać kilka akapitów. Czy słusznie? Sądząc, że na samym wstępie wycofuję się z mojej chęci bycia takim ''mistrzem'' jak dyrektor kreatywny, wielkiego ND - niekoniecznie ale to pewnie ze mną jest coś nie tak, podobnie jak z całym tym wpisem moim.

Do życia podchodzę bardzo emocjonalnie, do sztuki również. Przeważnie gdy ukończę którąś z najważniejszych dla mnie gier, zobaczę jakiś dobry i ważny film to dopada mnie smutek i długo nie potrafię dojść do siebie. Wiecie, to ten moment, w którym dochodzi do nas, że to co przeżyliśmy przez ostatnie godziny jest czymś wybitnym i nie uda się zastąpić tego czegoś - czymś równie dobrym. Ciężko się po takim czymś pozbierać prawda? Niestety smutek, który dopadł mnie po ukończeniu ostatniej gry wielkiego studia jest inny, wynika raczej z tego, że nie potrafię zrozumieć...dlaczego tak to zepsuli. W sumie napisałem o tym osobny tekst, własną osobistą recenzję ale myślę, że o tej grze wszystko zostało już powiedziane na tutejszym portalu zatem nie będę jej publikował. W swojej bezspoilerowej recenzji pojechałem podobnie jak Realista w swoim tekście (pozdro44 Real jeśli to czytasz). Zresztą kto czytał Jego wpis ten wie o co mi chodzi. Wracając do tematu - do samej gry jak już wcześniej wspomniałem podchodziłem bardzo osobiście, gdyż pierwsza część w pewnym stopniu mnie zdefiniowała, moją osobę. Niby tylko z nazwy ale w naszym/swoim gronie to ja jestem tym ostatnim z Nas. Tym, który do dzisiaj jest sam, nie ułożył sobie życia, nie założył rodziny. Chciałem i nadal chciałbym bardzo, wcześniej próbowałem, jednak nigdy mi się nie to nie udało. Bardzo chciałbym dziś móc zatroszczyć się o moją drugą połowę a nie tylko o samego siebie, czego i tak zresztą nie robię. Zasadzić drzewo, zbudować dom, spłodzić syna... albo córkę, bez znaczenia...Wracać z pracy z myślą, że Ktoś na mnie czeka. Czekać na Nią by móc ją przytulić. To moje prawdziwe marzenie, które pewnie już nie zdąży się spełnić. Zazwyczaj nie dotrzymuję obietnic ale w tym wypadku starałbym się jej dotrzymać i być dobrym mężem, ojcem a w razie czego...nad rodziną przecież czuwałby dobry wujek a mój przyjaciel - sam Bóg Wojny [parafraza].

Dobra, dość gadki o marzeniach, które przecież się nie spełniają...albo spełniają się tylko niektórym, wybranym ludziom. Wracając do meritum, większość z Was, która miała styczność z tym tytułem domyśla się dlaczego dziś nie chciałbym podążać drogą Neila Druckmann'a a co za tym idzie - kierunkiem, który obrało sobie samo studio. Pracuję w branży gier video na stanowisku lvl designera, jednak moja droga ostatnimi czasy zmierza bardziej w stronę storytellingu. To fabuła zawsze gra u mnie pierwsze skrzypce. Obecnie jestem również na etapie pisania scenariusza i kręcenia swojego pierwszego filmu, więc zawsze staram się kierować/odnosić do moich autorytetów. Jest ich wielu. Wróćmy jednak do tematu podróży Ellie i Joela. O poziom kontynuacji historii tej opowieści bałem się już w momencie samej jej zapowiedzi. Bardzo często ciężko jest zrobić dobrą kontynuację, często nawet nie trzeba bo same niedopowiedzenia przecież też mogą być fajne. Dla mnie historia przedstawiona w pierwowzorze została zamknięta i nigdy nie powinna być ruszana. Wspomniany pisarz tylko to udowodnił. W dwójce dostaliśmy zgrzyt pomiędzy technicznym pokazem możliwości PS4 a fabułą pisaną na kolanie, która miejscami wołała o pomstę do nieba. Niby nie można mieć wszystkiego (chociaż patrząc na kwiecień 2018 i  w moim odczuciu - grę generacji - da się!). Poziom absurdu The last Of Us 2 często jest wysoki, w pewnym momencie osiąga nawet samo apogeum. Zaledwie kilka mocnych momentów (w tym trochę przydługie otwarcie) sprawiło, że tytuł ciągle jest na półce mojej kolekcji najważniejszych gier, klasyków i jeszcze z niej nie wyleciał. Długo nie potrafiłem się po tym czymś pozbierać. Nie sądziłem, że można tak bardzo zniszczyć dzieło wybitne, jakim przecież niewątpliwie jest pierwsza część. Nie mogę też pominąć kwestii samych kontrowersji tej gry bo tym byliśmy zasypywani już na długo przed premierą. Powtórzę tylko to co zawsze powtarzam i do końca życia będę tego bronił - prawdziwa Miłość to Kobieta i Mężczyzna. Nic poza, no chyba, że weźmiemy na warsztat Miłość matczyną, ojcowską czy braterską. Cała reszta, która coraz bardziej zalewa ten smutny świat to swoista kontrowersja a na kontrowersji nigdy nie da się zbudować czegoś wartościowego, no chyba, że na dzieło patrzy się tylko i wyłącznie liczbami a nie uczuciami i ważnymi wartościami, które mają jakiś sens i przekaz. Mam nadzieję, że przekonał się o tym sam ojciec dyrektor Naughty Dog jak i samo studio. Ktoś w tym momencie może zapytać - jakim prawem mówisz o Miłości mały człowieku skoro sam nie masz Jej przy swoim boku? Odpowiedziałbym wtedy, że mam Ją w swoim sercu. Kiedyś miałem jeszcze nadzieję...Wracając jeszcze na chwilę do tych liczb - sprzedało się to konkretnie, sam zresztą niestety do tej puli dołożyłem, jednak dla mnie ilość sprzedanych kopii nie zawsze idzie w parze z ich wybitnością czy jakością. Małe studia i małe arcydzieła często robią większą robotę, mają głębszy przekaz niż molochy triple A ale sądzę, że większość z Was doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jasne, sprzedaż jest potrzebna i może to zbyt wielkie słowa spod pióra małego człowieka ale dla mnie liczy się jeszcze nazwisko, którego nie sprzedałbym w ten czy każdy inny sposób silący się na kontrowersji, podpisując się pod czymś takim. Po tych przeżyciach strach się bać o nowe Uncharted, które pewnie się tworzy. Pytanie co stanie się z Nathanem? nie wiem jak Wy ale ja chyba wolę nie wiedzieć. Podróż Ellie dłużyła mi się bardzo mocno ale w końcu udało mi się dobrnąć do końca. Za jednym razem odblokowałem dwa zakończenia bo okazało się, że to również koniec - mojej sympatii do studia Naughty Dog i Neila Druckmann'a. Cieszę się, że Ci ludzie nie mają już praw do Crash'a Bandicoot'a. Może dzięki temu dziś mój przyjaciel Jamraj ma się dobrze, wspólnie z Kratosem pomaga mi w poszukiwaniu drogi do nowej nadziei, przypominając, że istnieje takie coś jak normalność.

Podsumowując i zmierzając już prawie do końca tego czegoś co właśnie czytasz - Ostatni z Nas - część druga to dla mnie największe rozczarowanie ostatnich lat, nie mówiąc już o tym, że o grze generacji nie mogło być mowy. Ten zaszczyt w moim odczuciu zabrał już dawno ostatni Bóg Wojny - 2 lata temu. Chwała mu za to! Miał bym tutaj jeszcze pytanie do samych recenzentów, konkretnie jakim prawem i na jakiej podstawie wystawili tej grze tak wysokie, maksymalne noty, skoro dzieją się tam takie a nie inne rzeczy. Nie lubię liczb ale gdybym musiał to sam wystawiłbym tej grze dosyć niską notę. W tym momencie odwołuję się do tytułu mojego bloga - może to ze mną jest coś nie tak. Może dlatego, że wciąż Jej szukam i kieruję się wartościami, o których dzisiejszy, coraz bardziej zepsuty świat już zapomina? Ja nie zapomnę nigdy.

W Poszukiwaniu nowej Nadziei

W ucieczce od myśli i szukania odpowiedzi na pytanie dlaczego w moim życiu dzieje się tak, jak się dzieje, ponownie pomaga mi mój przyjaciel - Crash Bandicoot. Jamraj niedawno powrócił w totalnie nowej odsłonie, zatytułowanej ''Najwyższy czas''. To dla mnie jedna z najważniejszych premier tego roku a kierując się w życiu tym, że nic nie dzieje się bez przyczyny, wszyłem sobie do głowy, że owy tytuł to przesłanie również dla mnie - do mojego życia. Może jedna z najważniejszych premier po raz kolejny zburzy czwartą ścianę i może to najwyższy czas by spróbować coś zmienić? Może tak, jednak mimo tego, że mam obok siebie takich przyjaciół jak Bóg Wojny i Crash - i tak boję się, że znów przegram. Ponownie już na samym wstępie.

Wróćmy jeszcze na chwilę do samej Nadziei. Jeśli taka istnieje - może warto by Ją w końcu odnaleźć. Pytanie co zrobić, jeśli droga do Niej zbudowana jest na zgliszczach? nie wiem sam i boję się ale nie miałem i nie mam na to wpływu. Jak się pewnie domyśliliście - kiedyś popełniłem wielki błąd i pewnego dnia zabiłem w sobie moją nadzieję, nie wiedząc nawet czy to medium może się odrodzić. Miało to miejsce 2 lata temu po tym jak dostałem kosza od pewnej dziewczyny i po tym jak zostałem przez Nią potraktowany. Wtedy po raz kolejny doszło do mnie, że coś jest ze mną nie tak. Dziś 2 lata później nadal nie wyszedłem na prostą, nadal boli i nadal tkwię w samotnym życiu, wciąż jestem tym ostatnim z nas. Zresztą - niezależnie od wszystkiego co niebawem się wydarzy -  na zawsze nim pozostanę.

Dziękuję tym, którzy przeczytali i wytrwali do końca. Żegnając się z Wami zapodaję tytuły  wybranych utworów, które towarzyszyły mi podczas pisania tego czegoś oraz linki do grafik/obrazów użytych w tym materiale:

- Quenabofide - Zorza;

-Death Stranding - BB's Theme;

-Observer - Ending Soundtrack (Extended);

-Paktofonika - Priorytety;

-Aloy's Theme (feat Julie Elven);

-Taco Hemingway - WWA NIE Berlin feat. Szpaku (prod. Rumak)

Linki do grafik kolejno:

Okładka bloga : 

I.https://canip(...)essions/

II.https://tuite(...)tku.html

III.https://www.ppe.p(...)-us.html

IV.https://ekspe(...)premiery

V.https://pixab(...)2250401/

We fragmentach związanych z Bogiem Wojny użyłem pewnego rodzaju parafrazy, gdyż wierzę tylko w jednego Boga - Tego, który stworzył Ten świat i ludzi, dzięki którym powstają takie arcydzieła jak chociażby wspomniany God of War.

 

//Mauy_44

 

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +10 -

Oceń profil
+ +39 -
Mauy_44
Ranking: 3238 Poziom: 31
PD: 4371
REPUTACJA: 1707