Pieknykapec

Gamingowe wypociny i wymiociny
Pieknykapec Pieknykapec 12.08.2019, 10:48
Muzyczne Wypociny i Wymiociny #7 - Beyond rock: Two Pieknykapec's Souls.
187V

Muzyczne Wypociny i Wymiociny #7 - Beyond rock: Two Pieknykapec's Souls.

Ale mam dzisiaj ochotę podzielić się z wami moimi odkryciami muzycznymi!

A za jaką sprawą? Zacząłem słuchać innych gatunków. No, może trochę przesada, ale kilka ciekawych rzeczy odkryłem. Zapraszam. 

Tak, to piosenka z trailera Cyberpunka 2077. Serio tak dużo osób ma odruch wymiotny, gdy słyszy tę nazwę? Dziwne. Mniejsza. Ktoś kto wybierał muzyczkę do tych trailerów to powinien dostać premię i jeszcze publiczne wręczenie złotego medalu. Babciu, to jest za…
Pierwszy teaser miał właśnie Bullets zrobione przez zespół Archive. Trochę tu rocka jest, ale malutko, bo to przede wszystkim muzyka filmowa. I tak, zdaje mi się, że sam pisałem w tym lub innym cyklu, że gatunek “muzyka filmowa” uważam za bezsensowny, bo przecież w różnych filmach może być zupełnie różna. Tak, ciągle podtrzymuję te słowa. Gatunek bez sensu, ale to nie znaczy, że piosenki go reprezentujące nie mogą być dobre. Bo mogą. I są. Tak jak ta powyżej. CDP pokazał jednak również drugi zwiastun. I trzeci. I oba utwory z nich pochodzące są świetnie. Oto one: 


Pierwsza, czyli Spoiler autorstwa Hypera, to przedstawiciel jakże słuchanego przez mnie gatunku elektroniki. Z tego co się orientuję to ta muzyka dzieli się na dwie kategorie- koszmarne i powtarzalne remixy piosenek wszelakich/ radiowe “hity” “profesjonalnych DJów” typu Marshmallow czy Kygo oraz naprawdę spoko utworów, które szanuję. Tak jest ze Spoilerem. Fajne wykorzystanie efektu stereo, fajny klimacik, mocny bit- ogólnie nic tylko usiąść ze słuchawkami na uszach, założyć ciemne okulary i już się czujesz jak prawdziwy badass. 
Drugą piosenką jest “Chippin’ In” autorstwa… No właśnie… W świecie Cyberpunka jest to Samurai, jednak do realnego świata utwór przeniósł zespół Refused. Nie słuchałem jeszcze innych piosenek tej kapeli, ale według Wikipedii grają hardcore punk. Za to według podręcznika do gry Cyberpunk 2020 Samurai tworzył muzykę metalową. Chippin’ In nie jest ani takie, ani takie. Tą piosenkę opisałbym jako po prostu hard rockową. Ale to nie umniejsza świetności tego utworu. Bo jest świetny. Posłuchajcie raz i się później dziwcie, że ludzie na ulicy się na was patrzą, podczas gdy wy sobie wesoło nucicie (najpewniej przechodnie sobie dopowiedzą o czym śpiewacie, patrząc na wymowę nazwy piosenki). Wracając- prawdopodobnie reszta soundtracku do Cyberpunka 2077 (bo zespół zrobi również inne utwory podszywając się pod Johnego Silverhand’a i jego kapelę) też nie będzie bardzo ostra- część jeszcze jednego utworu słychać w zeszłorocznym gameplayu. Choć może to Wikipedia się myli. Może Refused wcale nie grają bardzo ostrej muzyki, a jak posłucham reszty ich utworów, to się okaże, że to najlepszy zespół świata? Oczywiście że nie. Ale posłucham. Jak w następnym odcinku nic o nich nie napiszę, to znaczy, że to “one hit band”.

Był akcent rockowy, lecz przecież nazwa tego epizodu zobowiązuje. Od dawna chciałem zrobić jakiś blog o filmach. Nadal tego nie wprowadziłem w życie, ale w takim razie tutaj dam swoją opinię o Aladynie. Bardzo fajny, wersja aktorska naprawdę na sens, do tego świetna muzyka. Widzę po minach niektórych, że zupełnie nie wiedzą o czym ja właściwie piszę. A ja powiem, żeście leniwi, bo gdybyście już odsłuchali powyższy utwór, to byście wiedzieli, że ta piosenka pochodzi z Aladyna! Tego nowego. Jestem w małej grupie osób uważającej, że wersja aktorska jest pod każdym względem lepsza od oryginału. Muzyki też. Tak jak już pisałem w tym cyklu- w polskich piosenkach, jak w żadnych, ważne są dla mnie teksty. A w tym utworze, tak samo zresztą jak w reszcie tej części soundtracku, którą skomponował Grzegorz Małecki. Ale to nie tylko słowa grają tu dużą rolę. Jest też doniosła, odważna, orkiestrowo-cyrkowa gra, z ogromnym przepychem. Grzesiek zrobił również “Arabską noc” oraz “Nie ma takich dwóch jak jeden ja”. Obydwa równie genialne, szczególnie to drugie. 
Czuję, że dziś piszę o zupełnie nieważnych sprawach, a piosenki opisuję w jednym zdaniu. I co z tego?  

Bonus

To jest fajna płyta. Naprawdę. Być może słyszeliście przy okazji przeszukiwania Google pod względem hasła “My Chemical Romance” (podobnie jak ja, ale nie do końca ;)). Więc powiem jasno- nie jest to płyta dla fanów mojego chemicznego romansu (chociaż z drugiej strony ja się za takowego uważam, a album mi się podobał, ale wiecie o co mi chodziło). Dobra, ale o co tu wogóle chodzi? Frank Iero to były gitarzysta najlepszego zespołu wszechczasów wspomnianego powyżej. Po rozpadzie kapeli Franek nie mógł wytrzymać bez tworzenia muzyki. I może i brzmienie “Frank Iero and The Future Violents” byłoby podobne do My Chemical Romance, ale nowy frontman ledwo przeżył wypadek samochodowy i jak sam tłumaczy (parafrazuję) “jego życie kompletnie się zmieniło”. Teraz ma on smutny głos, śpiewa poważne teksty i w ogóle jest super emo 100%. No i jak to brzmi? Fajno. Pierwsza godna polecenia piosenka to “New Days Coming”. Smutna, ale nie tak naciąganie smutna, tylko rzeczywiście słychać, że śpiewa to jakiś smutny człek. Ale głos to naprawdę świetny. Franek wspina się tu na wyżyny swoich możliwości wokalnych. Co nie jest łatwe przy posiadaniu radości -1000 punktów. W tej chwili nie mogę sobie przypomnieć żadnego utworu MCR gdzie Iero wyręczał w śpiewaniu Gerarda Waya. No więc szkoda, że tego nie robił. Brzmi doskonale, ale proszę, nie słuchajcie w słabe dni, bo wtedy odbierzecie tę piosenkę jako “dołującą”, a w dobre dni jako po prostu “klimatyczną”. Oj tak, klimat z tej płyty wylewa się ze wszystkich stron. Dobra, ale mówiłem chyba coś o tym, że album nie ma żadnego związku z moim ulubionym zespołem, poza oczywiście jego założycielem, ale o tym to już pisałem! I nie jest inaczej nawet w “Young and Doomed”, która według Teraz Rocka miała być jakimś hołdem dla My Chemical Romance. Serio, w tym Teraz Rocku to głupoty wygadują, już raz narzekałem w tym cyklu na to, że dziwne rzeczy wypisują tam w tych recenzjach. Bo jedynym hołdem jaki ja tu widzę, jest jeden mały żart w tekście (And I promise that I'm not okay (Oh, wait, that's the other guy)). Serio, gdzie wy widzicie  podobieństwa? Ni ma! Co nie znaczy, że jest to słaba piosenka. Wręcz przeciwnie, jest super. Trochę ostrzejsza od reszty, no i trochę weselsza. Z godnych polecenia utworów jest jeszcze Basement Eyes. Ta jest właściwie najsmutniejsza z tej trójki i jest w czołówce tej kategorii jeśli chodzi o całą płytę. Brak radości, depresja, bezsilność, zdołowanie, płacz i zgrzytanie zębami- to typowe emocje po odsłuchaniu tej piosenki. Trochę żart, trochę prawda. Ale refren jest bardzo fajny, momentalnie się go zapamiętuje. Więc pamiętać- słuchać tylko w radosne i szczęśliwe dni, z daleka od wszystkich noży oraz lin. A o reszcie… nie napiszę. Nie że nie słuchałem czy coś, ale prawie nic nie pamiętam. Więc zbyt wyróżniające się nie były. Są spoko, żadna nie schodzi poniżej jakiegoś tam poziomu, ale niczego niezwykłego nie doświadczycie. Poza klimatem. Polecam. 
Ileśtam/10 
 

Tagi:

Oceń notkę
+ +6 -

Ten fajny koleś
Oceń profil
+ +38 -
Pieknykapec
Ranking: 369 Poziom: 51
PD: 18050
REPUTACJA: 5256