Blog użytkownika Moonloop

Moonloop Moonloop 08.10.2017, 01:12
25 LAT MORTAL KOMBAT... w Polsce.
471V

25 LAT MORTAL KOMBAT... w Polsce.

Dziś seria Mortal Kombat kończy 25 lat. Bardzo zacna i okrągła to rocznica. Jeśli chodzi o mordobicia, to jedynie Street Fighter i Tekken mogą poszczycić się taką długowiecznością. O serii i legendarnej pierwszej części napisano już wiele, również na PPE. Pomyślałem, że uczczę tę ważną rocznicę pisząc o tym, jak gra wystartowała w naszym kraju i jaką manię rozpętała. Owa mania nie trwała może bardzo długo, ale jej efekty można zauważyć do dziś w branżowym landszafcie.

Lata 90-te były w Polsce dekadą wielkich zmian, a jednym z zachodzących wtedy zjawisk było oswajanie się Polaków z komputerami, konsolami i grami wideo. To co istniało już w latach 80-tych, zaczynało nabierać rozpędu, a skala znaczenia wirtualnej rozrywki gwałtownie rosła.

Mortal Kombat poznałem koło 1993-94 roku. Sam nie miałem jeszcze wtedy komputera, ale kolega z bloku miał Amigę CD TV. Często do niego wpadałem żeby pograć i tak się składa, że pewnego razu włączył pierwszego Mortala. Wtedy, na początku lat 90-tych ta gra naprawdę robiła wielkie wrażenie, zarówno digitalizowana grafika, muzyka, jak i wyrywanie serca i kręgosłupa. Teraz trudno to sobie wyobrazić, wszystko to dawno temu spowszedniało, ale wtedy to było po prostu coś nowego. Zwłaszcza dla nas w Polsce, gdzie byliśmy do tyłu praktycznie ze wszystkim.

Przebijanie się Mortala do polskiej popkultury było dosyć bolesne, bo i słabe były ku temu warunki.
Automatów w salonach zaczęło przybywać, ale dopiero po tym, jak gra pojawiła się i wylansowała na komputerach domowych. O ile wersje na PC i Amigę były dostępne bez problemu w sklepach z grami, to na nic więcej nie mogliśmy liczyć. W Stanach, pierwszy Mortal wystartował na dzień dobry z dedykowanym komiksem, figurkami i innymi gadżetami. Polacy nie wiedzieli nawet o istnieniu takich rzeczy. Żyliśmy w pewnego rodzaju bańce, na długo przed pojawieniem się „tepsowego” internetu, do której przebijały się śladowe ilości informacji i jeszcze bardziej śladowe ilości fizycznych dóbr.
W tym miejscu wkroczyły branżowe czasopisma, które były dla nas furtką do zewnętrznego świata.
Top Secret, Gambler, Reset, Świat Gier Komputerowych, Gry Komputerowe (te pierwsze) i przede wszystkim Secret Service. Ten ostatni był prawdziwym game changerem ponieważ wprowadził Kombat Korner autorstwa Gulasha (Marcina Góreckiego).




Żeby zrozumieć kim był Gulash dla fana mordobić w latach 90-tych trzeba było żyć w Polsce w tamtych czasach. Tego nawet nie da się w pełni wytłumaczyć w małym blogu na PPE. Kombat Korner był dla czytelników takim małym internetem, a Marcin łącznikiem ze światem zewnętrznym. On pierwszy dostarczał nam ciosy, rozpracowywane kombosy, historie postaci po naszemu i najświeższe zapowiedzi i informacje dotyczące tego co działo się na Zachodzie w temacie mordobić. Do tego robił to w sposób do tej pory niespotykany w polskiej prasie. Pamiętacie rozbijanie bryły lodu głową? Pamiętacie fotostory o ratowaniu Gordona? Słynne "szkoły przetrwania im. Gulasha"?
Czytając Kombat Korner czuliśmy, że bierzemy udział w czymś całkowicie bezprecedensowym. To był powiew jakże potrzebnej świeżości w naszej skostniałej wtedy rzeczywistości, a Gulash stał się pierwszym w Polsce celebrytą branży. Dorzucane raz na jakiś czas plakaty (nie tylko w SS) były namiastką oficjalnych gadżetów, które dostępne były zagranicą.



W tym samym czasie rodziła się powoli tak zwana „scena” MK w Polsce. Czasy były, jakie były więc owa „scena” była kompletnie rozproszona po całym kraju, gdzie w poszczególnych miastach (o ile nie pojedynczych salonach) tworzyły się małe grupy graczy rywalizujących o lokalne mistrzostwo. Przełomem okazała się być pierwsza, legendarna edycja Gambleriady, która miała miejsce w październiku 1995 roku w Warszawie. W ramach tej imprezy odbył się ogólnopolski turniej w Mortal Kombat II. Zainteresowanie było tak duże, że aby wziąć udział w tych mistrzostwach należało najpierw przejść eliminacje w formie konkursu wiedzy na temat serii.


Mortal Kombat stawał się powoli wśród graczy fenomenem na niespotykaną dotychczas skalę. Chodziłem wtedy do szkoły podstawowej i pamiętam, że o niczym innym się tam nie mówiło. Nawet ci, którzy mieli ograniczony dostęp do tych gier (jak ja przed 1996 rokiem), a nawet w ogóle w nie nie grali, wiedzieli o co chodzi. Seria zaczęła też wyraźnie wpływać na wyobraźnię polskich developerów. Chyba najbardziej znanym krajowym tytułem z lat 90-tych, który był ewidentnie inspirowany Mortalem było Prawo Krwi Techlandu, gdzie digitalizowane postacie klapały się nawzajem po twarzach na tle swojskich lokacji. Możecie wierzyć lub nie, ale tak wyglądająca polska gra budziła wtedy niemałe emocje.



Ostatnią naprawdę wielką falą jaką seria wlała się do świadomości Polaków był film Mortal Kombat w reżyserii Paula Andersona, który polską premierę miał 12 stycznia 1996 r. (prawie pół roku po premierze w Stanach).
To było wielkie wydarzenie dla fanów i odbiło się dosyć sporym rozgłosem. O filmie pisały nie tylko czasopisma dotyczące gier, ale również wszystkie liczące się magazyny filmowe (Film, Cinema, itd.), mówiono o tym w telewizji, itd. Fenomen został zauważony przez środowiska spoza kręgu graczy. Warto pamiętać, że film MK był pierwszą adaptacją gry video, która nie była klapą, podobała się graczom i otrzymała (umiarkowane, ale zawsze) pochwały od krytyków z zewnątrz.

Niektórzy mogą pamiętać przedpremierowy pokaz, który odbył się 10-go stycznia w warszawskim kinie Wiedza. W ramach tej imprezy zszedł się tłum ludzi, oprócz pokazu filmu można tez było pograć w Mortal Kombat 3 na PC i konsolach. Ja tam nie byłem, ale jak wielu czytałem zabawną relację w 32 numerze SS-a.

Warto też wspomnieć o równie legendarnym soundtracku, który sam w sobie był nominowany do kilku nagród, a nawet wpisano go do Księgi Rekordów Guinessa za najlepiej sprzedający się soundtrack do adaptacji gry wideo. „Techno Syndrome” The Immortals znało pół Polski.

Połowa lat 90-tych to był okres apogeum manii na Mortal Kombat w Polsce. Ultimate Mortal Kombat 3 stał się głównym powodem, dla którego zapragnąłem mieć pierwszą po Pegazusie konsolę - Segę Saturn (o czym pisałem tutaj). Wszystko to po obejrzeniu wideo-recenzji w legendarnym programie Escape emitowanym wtedy na Polonii 1.



Od tego momentu gwiazda serii zaczęła pomału przygasać. Mortal Kombat 4 z 1997 r. nie wszystkim przypadł do gustu. Ja do dziś go uwielbiam, do tego dzięki niemu zakupiłem mój pierwszy w życiu numer PSX Extreme. Niestety dla MK, w zbliżonym czasie zostało wydane inne mordobicie, które kompletnie zawładnęło umysłami graczy (głównie Playstation), czyli Tekken 3.
MK 4 wyraźnie przegrało tę nie do końca równą walkę (to był dopiero pierwszy Mortal w 3D). Swoje dołożyła tutaj średnio udana konwersja z automatu, na którym gra wygląda świetnie, a na konsolach (i o dziwo na PC) dużo słabiej. To nie był jednak koniec „zjazdu” dla dziecka Midway. Spin off Special Forces, o którym trąbiono już od dłuższego czasu, do dziś uważany jest za najgorszą grę z „Mortal Kombat” w tytule. Ponadto John Tobias, jeden z ojców serii, odszedł z ekipy i zabrał ze sobą najlepsze pomysły, co niestety odczuwalne jest do dziś. Na koniec trzeba dodać totalną klapę jaką zaliczył słaby film Mortal Kombat: Annihilation z 1997 r., który dokonał takiej annihilacji, że z dymem poszła planowana trzecia część i pewna doza szacunku jaki urósł do tego czasu wokół serii. Jedynym światełkiem w mroku był wyprodukowany w 1998 r. serial Mortal Kombat Conquest puszczany na Polsacie po wakacjach 1999 r. Wiem, że nie wszystkim się on podoba, ale ja byłem jego wielkim fanem, zwłaszcza ze względu na fantastyczne, bogate plany filmowe (jak to wyglądało!!) i stroje, srogie czerpanie z mitologii MK (z naruszeniem kanonu, ale można było to wybaczyć) oraz fenomenalne choreografie walk. Niestety serial nie dostał szansy na drugi sezon, o czym oczywiście dowiedzieliśmy się w Polsce dłuuugo po czasie, co nawet miało swój urok, bo finał pierwszego sezonu robił jeszcze większe wrażenie kiedy myślało się, że w taki sposób to zaplanowano.

Ostatecznie, pod koniec lat 90 z balona pt. Mortal Kombat uszło powietrze. Midway potrzebowało więcej czasu aby opracować nową podstawę, na której zbudowano między 2002, a 2006 aż 3 gry (Deadly Alliance, Deception i Armaggedon). Deadly Alliance wyszło aż 5 lat po poprzedniej części, ale mimo całkiem niezłych ocen i recenzji seria nie powróciła na utracony tron. Konkurencja miała zbyt ugruntowaną pozycję, a zamieszanie na przełomie dekad zrobiło swoje i Mortal w znacznym stopniu utracił swoją wiarygodność. Tak naprawdę dopiero Mortal Kombat z 2011 r. pomógł serii wrócić na salony i zdetronizować przeciwników. Czasy się jednak zmieniły.



Czym się różni bycie fanem Mortala wtedy, od bycia nim teraz?

W latach 90-tych całe to fanowanie wyglądało jednak inaczej, było takie… nasze. Unikatowe.
Było trochę tak, że żyliśmy sobie w tej polskiej bańce, w której zasiano ziarno pod tytułem Mortal Kombat. To co z niego wyrosło, kształtowało się w naszym specyficznym środowisku, bez bezpośredniego wpływu reszty świata. Obecnie żyjemy w dobie globalnej wioski, dobie internetu, nie jesteśmy z niczym do tyłu, dostęp do informacji jest prosty i swobodny. Jeżeli gra zostaje pokazana na np. E3, to nie musimy czekać miesiąc na relację żeby zobaczyć screeny, tylko oglądamy prezentację na żywo przez YouTube. Gadżety są od dawna dostępne w Polsce, a nawet jeśli jakieś nie są, to nie ma już większego problemu z kupowaniem towaru z zagranicy i to bez rujnowania sobie portfela.
Lata 90-te, to był stan umysłu. Jako gracze byliśmy głodni wszystkiego, cieszyliśmy się ze wszystkiego, nawet z plakatu wyrwanego z Secret Service, czy screenów wielkości znaczka pocztowego, a pierwsze dodawane do gazet płyty CD budziły zdumienie. Każdy salon gier był jak świątynia, konsole ekstremalną egzotyką, a Gambleriada i powstałe na jej wzór imprezy spełnieniem marzeń wszystkich, którzy z wypiekami na twarzy czytali relacje z takich wydarzeń jak ECTS, czy E3. Mortal Kombat był jednym z symboli nadchodzących zmian, mimo że w tamtym czasie nie wiedzieliśmy jeszcze jakie i czego wynikiem one będą. Mieliśmy swoje małe i duże polskie turnieje graczy, zdolni czytelnicy podsyłali komiksy i opowiadania MK swojego autorstwa, mieliśmy nawet swoje polskie zwroty takie jak np. słynna gulashowa „jajecznica”. Wielka mania na tę serię zaginęła gdzieś w mrokach dziejów, ale to zrozumiałe, bo branża poszła ostro do przodu, dostęp do gier jest porażająco prostszy, a ich liczba większa. Cieszę się, że mimo to Mortal nadal jest serią istotną i wpływową, szanowaną przez graczy i wciąż się rozwijającą. Mimo możliwości rozgrywki online nadal odbywają się turnieje i to zarówno klasycznych części, jak i tych nowych. 25 lat to kawał czasu, a dzięki tej uroczystej okazji możemy z łatwością zaobserwować, jak niesamowitą drogę przeszła growa branża w Polsce przez ten czas. Mortal Kombat miał swój udział w budowaniu fundamentu tego jak teraz wygląda u nas to środowisko, a jego twórcom należy się dożywotni szacun!




 

Tagi: Lata 90-te mortal kombat polska

Oceń notkę
+ +11 -

Oceń profil
+ +66 -
Moonloop
Ranking: 1066 Poziom: 41
PD: 9720
REPUTACJA: 3797