Blog użytkownika Moonloop

Moonloop Moonloop 23.04.2021, 10:26
MORTAL KOMBAT (2021) - okiem fanatyka #12
1175V

MORTAL KOMBAT (2021) - okiem fanatyka #12

Po prawie 24 latach, doczekaliśmy się kolejnego pełnometrażowego filmu Mortal Kombat. Czy było na co czekać? Zapraszam do lektury, ALE w tekście są SPOILERY, więc nawet nie zaczynajcie jeśli nie obejrzeliście filmu.

UWAGA, SĄ DUŻE SPOILERY

To jest średnio udany film i szczerze mówiąc nie wiem kogo będzie w stanie w pełni zadowolić. Ludzie gadający rzeczy w stylu „to jest MK, fabuła się nie liczy tylko ma być gore”, co świadczy o tym, że gówno wiedzą o Mortal Kombat, nie znajdą zbyt dużych ilości tego czego szukali. Fanatycy MK mający w małym palcu cały lore i zawiłości fabularne wszystkich gier od 1992 roku, też nie będą pocieszeni. Wszystko co najlepsze w tym filmie pokazano na trailerach. Byłem ostrożnie, ale pozytywnie nastawiony do nowego filmu Mortal Kombat od samego początku, ale nie mogę powiedzieć, że to co zobaczyłem zadowoliło mnie w pełni. Po seansie czułem się jakbym obejrzał krwawą wersję Power Rangers.



Fabularnie jest dziwnie. Z jednej strony ta, znienawidzona przez niektórych, fabuła tu jest i nawet szanuję próby zaadaptowania lore MK w trochę innym kontekście. Głównym bohaterem, jak już pewnie wszyscy wiedzą, jest nowa postać – Cole Young. Napiszę o nim więcej później. Zostaje on wplątany w wydarzenia związane w bardzo luźny sposób z tym co znamy z gier i ostatecznie dowiaduje się prawdy o swoich krewnych.

Film rozpoczyna się fajnie. Wprawdzie historia zamordowania rodziny Hanzo Hasashi'ego zaczyna się powoli robić jak zabójstwo wujka Bena w Spider-Manie, ale powiedzmy że po raz pierwszy możemy to zobaczyć w ramach pełnometrażowego filmu live action. I nie da się ukryć, że wypada dobrze. Może nie jest to poziom pierwszego sezonu Legacy (tamtych odcinków ze Scorpionem i Sub-Zero nic nie przebije), czy nawet animowanego Scorpion’s Revenge, ale jest bardziej niż przyzwoicie. Niestety potem robi się już trochę gorzej.

W tym filmie nie ma turnieju Mortal Kombat, jedynie się o nim mówi i zasugerowane jest, że miałby się odbyć w kolejnej części filmu. Cole Young to zawodnik MMA, którego kariera zaczyna iść dosyć słabo. Ma on jednak znamię (w postaci smoka) i, jak się okazuje, oznacza to, że jest jednym z wybrańców. Cole’a i jego rodzinę przechwytuje Jax i zaczyna się przygoda. Nie będę opisywał całego filmu, bo to bez sensu, sami zobaczycie. Chciałbym jednak odnieść się do kilku elementów.

Cała ta opowieść ma naprawdę niewiele wspólnego z oryginalnym Mortal Kombat. Nie jest tajemnicą, że nowa postać pojawiła się w filmie po naciskach wytwórni filmowej, która postawiła taki warunek w zamian za to, że film będzie miał kategorię R. Twórcy mieli związane ręce, bo kolejny film MK z kategorią PG-13 by nie przeszedł. To, że postać Cole’a jest średnia, to już inna sprawa. Stworzono go, wlepiono mu raczej mało oryginalną i wciągającą historię i oblepiono to wszystko różnymi charakterystycznymi elementami związanymi z serią. Niestety czasami w tak bardzo losowy sposób, że zastanawiałem się, co ja tu tak naprawdę oglądam, adaptację Mortal Kombat, czy jakiś inny film z doklejonym brandingiem znanej gry?

Tutaj fanatycy MK będą się chyba najbardziej męczyć, bo to jakby alternatywna wersja Mortala. Postacie się zgadzają, ale wszystko jest jakby wymieszane i podąża wzdłuż kompletnie nowej narracji. Podobnie jednak sprawa się miała z serialem Conquest, bo tam również kanon był naginany do granic możliwości, ale jednak dało się oglądać. Jednym z największych problemów tego filmu, jest chyba po prostu to, że jest dosyć nudny i urywa się w momencie, w którym faktycznie akcja rusza do przodu. Mówiąc nudny, nie mam tylko na myśli średniej fabuły i braku walk (bo jest ich zaskakująco mało), ale też tego czegoś, co było takie wciągające w spokojniejszych momentach np. story mode z Mortal Kombat 9. Przecież to było mistrzostwo, któremu nowy film nie dorasta nawet do pięt. Myślę, że wiele mógłby tu zmienić ewentualny sequel, ale to zależy od sukcesu nowego filmu. Odłóżmy zatem kwestię fabuły, która nie jest idealna, ale z pewnością lepsza niż sugerowały trailery.
 



Jak jest z postaciami? Jeśli chodzi o charakterystykę, to nikt tutaj koła na nowo nie próbował wynaleźć i spoko. Wielu wojowników jest jednak w tym filmie, bo jest. Bardzo mi to pachnie Mortal Kombat Annihilation. Dużo tu zmarnowanego potencjału. O ile Liu Kang, Kung Lao, Raiden, Sonya i Kano odgrywają tu kluczowe role, to udział reszty nie wychodzi czasami daleko ponad cameo. Scorpion pojawia się na ostatnie 10 minut (nie licząc początkowych scen jako Hanzo). Sub-Zero ma kilka swoich scen i dwie niezłe walki, ale głównie ta ostatnia ma tu większe znaczenie. W pozostałej części filmu, plącze się gdzieś w tle. Mileena? Nitara? W zasadzie istnieją tu tylko po to aby ostatecznie wykonano na nich efektowne fatality (to zrobione Nitarze przez Kung Lao, to najlepsze fatality w całym filmie, czapki z głów). Kabal i Reiko też są, ale w bardzo małych ilościach. Jest też Reptile, pojawia się na chwilę żeby dostać lanie. To są takie worki treningowe, które w rzeczywistości nie mają żadnej konkretnej roli w tym filmie.

Cole, nowa postać, jest dosyć nijaki. Taki po prostu plot device, a że sam plot jest cienki, to niestety nie ma czym się tutaj za bardzo podeprzeć. To nie jest jakaś bardzo irytująca postać, ale też nie ma za co go polubić. Film zbytnio pędzi żeby była na to szansa. Głównym złym jest zasadniczo oryginalny Sub-Zero (Bi Han), mimo tego, że Shang Tsung jak najbardziej się pojawia. Ba, jest nawet Goro i toczy jedną z dłuższych walk w tym filmie, ale potraktowano go raczej jako maskotkę. To Bi Han jest ostatecznym bossem, a Scorpion niejako głównym bohaterem… ale też wcale nie. Wspomniany wcześniej Shang jest naprawdę niezły, ale jego potencjał wykorzystano może w 30%, ewidentnie zachowując te postać na sequel. Wydaje mi się, że twórcy podeszli do sprawy ze zbytnim optymizmem i może nas czekać ta sama sytuacja, co z finałem Conquest, lub finałem sezonu 2 Legacy. Jak sami widzicie, precedensów jest aż nadto.

Postacie wyglądają albo bardzo dobrze, albo bardzo średnio. Liu Kang, Kung Lao, Kabal, a zwłaszcza Sub-Zero i Scorpion prezentują się fenomenalnie, tutaj nie ma czego się czepiać, jest naprawdę dobrze. Widać, że dużo kasy z niewielkiego budżetu poszło na kostiumy. Oko się cieszy, bo jest na bogato. Nawet Goro, co do którego miałem po trailerze wątpliwości, wygląda bardzo przyzwoicie. Kano jest ok, Sonya i Jax bardzo standardowo, ale to nie znaczy, że źle. Raiden natomiast wygląda niestety jak cosplayer. Mileena, gdyby nie uzębienie, to równie dobrze mogłaby być kimkolwiek. Reptile… ja wiem, że on był w różny sposób prezentowany w grach, ale tutaj jest to po prostu zwyczajny, chamski jaszczur z gołą dupą. Mnie się nie podobał, ale zakładam, że niektórym może.



Walki są słabe. Zresztą w większej ilości występują one tak naprawdę w ostatnich 30 minutach filmu. Co ciekawe, zaangażowano wielu aktorów, którzy znani są z dobrego kina walki, ale Mortal Kombat 2021 w ogóle tego nie oddaje (na czym cierpią np. Liu i Kung Lao). Jeżeli liczycie na jakąś dobrą choreografię, to zapomnijcie. Wiele rzeczy można powiedzieć o filmie MK z 95 r., ale nie to, że walki tam były zrobione źle. Aktorzy naprawdę lali się na planie, często w dalekich ujęciach, bez cięcia przy każdym kopnięciu. Do tego te pojedynki trwały tyle, żeby człowiek mógł się w nie w pełni zaangażować. Za całość odpowiadał sam Pat Johnson na spółkę z Robinem Shou, który już wtedy miał olbrzymie doświadczenie w temacie. W nowym filmie, wszystko wygląda jak ściema. Walki istnieją tylko w montażu, bo każdy cios to osobne ujęcie. To jest adaptacja Mortal Kombat i walki powinny robić wrażenie, a zwyczajnie nie robią. Ponadto, bijatyki są bardzo krótkie i w większości stanowią pretekst do pokazania fatality, o których wspomnę później. Jedyna walka, która prezentuje naprawdę dobry poziom to ostateczna walka Scorpiona z Sub-Zero. Dało się? Dało. Gdyby wszystkie tak wyglądały, to z pewnością nie byłbym tak surowy. Brakuje mi tu po prostu mordobicia na poziomie.

Czy pojawiają się charakterystyczne ciosy postaci? Tak, pojawiają się. Każda postać wykonuje taki chociaż raz w całym filmie, trochę to wygląda jakby twórcy mieli listę i odpękali każdą opcję żeby fani nie marudzili. Co z tymi fatality, o które było tyle szumu?
Pisałem już, że większość tego co w tym filmie dobre, pokazano w trailerach. To samo jest w zasadzie z fatality. Wcale nie ma ich tak dużo, więc wszyscy Ci którzy upatrywali zajebistości tego filmu w fatalach, nie będą mieli tyle do oglądania. Na pocieszenie powiem, że te które są, wyglądają dobrze. Nie są może tak wymyślne jak te z ostatnich gier, ale są i zrobiono je na poziomie. Nie ma tu się do czego przyczepić.

Muzyka w filmie jest kompletnie zapominalna. Zaskoczyło mnie to, bo autorem jest Benjamin Wallfisch, który współtworzył wraz z Hansem Zimmerem doskonały soundtrack do Blade Runnera 2049. I to jest naprawdę dobry kompozytor. Wiem, że to już nie te czasy, że Cage i Scorpion leją się z Fear Factory w tle i wcale nie chciałem żeby to kopiowano. Niestety oryginalna muzyka jest tutaj kompletnie nijaka. Soundtracki z gier MK zawsze były na dużym poziomie, a poszczególne motywy bardzo charakterystyczne. W nowym filmie będzie tylko jeden moment kiedy zareagujecie na muzykę… kiedy w ostatniej walce zacznie się przeróbka Techno Syndrome. I absolutnie nie uważam, że cały film powinien tak brzmieć, ale gdyby ktoś mi powiedział, że kompozycje z MK 2021 pojawiły się już w 10 innych filmach, to bym uwierzył.

Pomarudziłem, to może teraz o tym co wyszło lepiej. Film jest ładny. Momentami nawet bardzo ładny. I warto zwrócić uwagę, że to nie była wysokobudżetowa produkcja, bo nowy Mortal kosztował tylko ok 100 milionów dolarów. Wiem, że film z 1995 r. kosztował mikroskopijne 18, ale to było ponad 25 lat temu. Obecnie 100 milionów, to naprawdę skromna kwota przy filmie kinowym. Inna sprawa, że dzieło Andersona przy wyjściowych 18 milionach, zarobiło grubo ponad 100. Zobaczymy, czy nowy Mortal zarobi proporcjonalnie dużo, bo tylko wtedy będzie można liczyć na kolejne części (a ponoć aktorzy mają kontrakt na następne 4).

No właśnie, aktorzy. Tutaj też nie mogę powiedzieć, że jest źle. Jessica McNamee to 100% Sonya, podobnie Mehcad Brooks jako Jax. Ludi Lin (Lie) i Max Huang (Kung Lao), wyjęci z gry. Aż szkoda, że nie ma w tym filmie więcej miejsca na zwykłe interakcje między postaciami. Wywalił bym połowę scen z i tak bardzo dobrym Kano (Josh Lawson), żeby zobaczyć w większej ilości, znany z gier banter Liu Kanga i Kung Lao. Joe Taslim jako Sub-Zero jest ozdobą tego filmu. To chyba jedyny aktor tutaj (obok Hiroyukiego Sanady w roli Scorpiona), który faktycznie pokazuje w tym filmie, że umie walczyć. Chin Han jako Shang Tsung wygląda doskonale. Niestety nie wszyscy są tak dobrzy. Sisi Stringer nudzi jako Mileena, Raiden (Tadanobu Asano) jest średni, a pozostali aktorzy, mówiąc krótko, nie nagrali się. No i jest Lewis Tan jako Cole. Niezły aktor, który dostał słabą postać.

      

Wracając do wizualnej części nowego Mortala, wcale nie widać tu, że film był tani. Wręcz przeciwnie, sprytnie udaje się to ukryć. Widać wprawdzie, że plany filmowe nie są zbyt bogate, a duża część wszystkiego robiona jest w CGI, ale nie jest to aż tak rażące. Całość ogląda się bardzo przyjemnie. Czasami robi się może zbyt bajkowo i kolorowo, ale nie będę się już tego czepiał. Gdybym to oglądał jako dziecko (tak jak MK z 95 r.), to bym był zachwycony i potem całymi latami wychwalałbym to, co zobaczyłem.

Podsumowując, powtórzę to co napisałem na początku: to nie jest szczególnie udany film. Pomysł z postacią Cole’a nie jest najtrafniejszy, sposób w jaki wykorzystano lore MK budzi zastanowienie, ale przede wszystkim całość wygląda jak wielkie tech demo sequela, którego być może nigdy nie dostaniemy.
Sequela, w którym miałby pojawić się Johnny Cage, w którym w końcu odbyłby się turniej Mortal Kombat, w którym być może fabuła zaczęłaby się układać sensownie.

To co dostaliśmy póki co, to zmasowana próbka wszystkiego. Historia jest, ale uproszczona do granic możliwości i mówiąc szczerze, niezbyt wciągająca. Walki są, ale na kiepskim poziomie, jest ich mało i są krótkie. Brutalność jest, ale czasami tylko dla samego bycia, podobnie jak bluzgi w Legacy. Fatality są i wyglądają dobrze, ale jednocześnie czuć niedosyt. Postaci pojawia się sporo, ale duża część niewiele w filmie robi i nawet nie wiemy kim są i co tu robią. Fabularnie dostajemy intro do właściwego turnieju (i szerszej historii), którego tu nie ma. Długo tak można wymieniać. Mam wrażenie, że nowy MK lepiej by się sprawdził jako serial. W te niecałe dwie godziny, próbowano upchnąć zdecydowanie za dużo, jednocześnie mając zbyt mało konkretnego materiału do zaproponowania. Wszystko pędzi, ale nie porywa.

Twórcy ewidentnie grali w Mortal Kombat i są fanami, bo w filmie zawarto sporą ilość konkretnych smaczków. Szkoda, że obraz ten rozbija trochę to, jak dalekie wydają się być zaprezentowane wydarzenia od tego, co znamy z gier.

I to jest chyba mój największy zarzut ze wszystkich - nie ma w tym filmie klimatu Mortal Kombat. Niby wszystko jest - postacie, fatality, ciosy, itd, a jednak nie ma. I myślę, że każdy kto grał w te gry, przynajmniej ostatnie trzy części, zgodzi się, że nowy film to coś z kompletnie innej bajki.

MK2021 najbardziej mógłby spodobać się komuś, kto kompletnie nic nie wie o Mortal Kombat, a przez przypadek włączy film. W innym wypadku zawsze coś będzie zgrzytać. To dzieło ma bardzo ograniczoną dystrybucję kinową ze względu na pandemię, ale gdyby nie to, mielibyśmy premierę z pompą na całym świecie. Tymczasem to jest, moim zdaniem, poziom filmów straight to dvd/vod. I być może tam film zarobi trochę kasy.

Dla mnie to takie 6/10 (wstępnie napisałem 5/10, ale po głębszym zastanowieniu podciągnąłem wyżej). Bardzo dużo zmarnowanego potencjału, wiele ciekawych pomysłów, które rozbiły się o realizację, wiele rzeczy, które wyglądały ok na papierze, ale ostatecznie nie potrafią zaangażować widza w to co się dzieje na ekranie. Nie jestem w pełni zadowolony ani jako fan Mortal Kombat, ani jako fan kina walki (bo to nawet nie jest kino walki, tylko coś w ala Avengers), ani po prostu jako widz. Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę nieźle. Pozostaje trzymać kciuki, że powstanie sequel i będzie dużo lepszy. Tym samym, zachęcam wszystkich do obejrzenia i wyrobienia sobie opinii.
 


 

Tagi: Mortal kombat

Werdykt
  • + oprawa wizualna
  • + wygląd niektórych postaci
  • + fatality
  • + smaczki
  • + pierwsze minuty filmu
  • + ostateczna walka Sub-Zero ze Scorpionem
  • + chęć wprowadzenia świeżych elementów
  • + rozsądne gospodarowanie niskim budżetem
  • + w większości dobry casting
  • - wyraźnie wymuszone na twórcach dodanie postacie Cole’a, jak i on sam
  • - praktycznie wszystkie pozostałe walki
  • - mało walk
  • - mało wciągająca historia
  • - rozwiązania fabularne, które wydają się być nieprzemyślane
  • - czerpanie z lore’u na chybił trafił
  • - popędzanie każdego wątku
  • - wygląd niektórych innych postaci
  • - film złożony z obietnic tego co być może zobaczymy w sequelu
  • - brak klimatu Mortal Kombat
6.0
Moonloop
Moonloop Nowy film Mortal Kombat, to dosłownie 50/50. Szkoda, że nie wyszło lepiej, ale być może sequel wypadnie solidniej. Są na to zadatki.
Oceń notkę
+ +17 -

Oceń profil
+ +95 -
Moonloop
Ranking: 920 Poziom: 47
PD: 14080
REPUTACJA: 6049