Piątkowa GROmada #371 - Drewniany kłamliwy Wilk, czyli recenzja Lies of P

BLOG RECENZJA GRY
1081V
user-62289 main blog image
BZImienny | 09.11.2023, 23:01
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Motywem przewodnim dzisiejszego odcinka będzie opowieść oparta o książkę z Włoch, ale z innym podejściem. Pełna szczęku metali, kłamstw i marionetek z niezbyt dobrze osobliwym rozwiązaniem w bonusie. Przygotujmy więc piłkę do drewna oraz ostrzałkę, bo to przyda się podczas opowieści o Lies of P.

Witam was w ramach kolejnego odcinka Piątkowej GROmady, gdzie tym razem przedstawię swoje wrażenia na temat Lies of P w wersji na Windowsa. Jest to przedstawiciel mieszanki Sekiro-lite i Souls-like oparty o książkę włoskiego pisarza Carlo Collodiego „Le avventure di Pinocchio”*, u nas po prostu „Pinokio”. Tylko nie ma tu kwiatków i ciepłej atmosfery, a mordobicie na masową skalę i walkę z przerażającymi istotami. Co wszystko zostało zaproponowane przez dewelopera, gdzie szef występował w masce na kształt wiadra, a studio stworzyło wcześniej tylko MMORPG z rankingiem „Mieszany” na Steam. Sprawdźmy więc, czy kupno tej gry to była pomyłka czy złoty interes.

Tytuł ma polskie napisy, co więcej informacja w trakcie ładowania brzmi lepiej po polsku. Tłumaczenie frazy z wersji angielskiej to „Teraz kłamiemy”, w wersji polskiej mamy „Wymyślanie kłamstw”.

* - To pełna książkowa forma, wcześniej w formie odcinkowej jako "Storia di un burattino" (pl. Historie marionetki) w magazynie dla dzieci.

Drewniany kłamliwy Wilk

Historia rozpoczyna się w momencie, gdy to stojącego na stacji kolejowej wagonu wpada przemawiający głosem pewnej kobiety niebieski motyl. Chwilę później ląduje on na manekinie, który to zmienia się w żywego manekina. I wyrusza w dość długą podróż celem odnalezienia się w miejscu, gdzie doszło do buntu marionetek i nawet policjanci, też marionetki, nie byli w stanie pomóc (dziwne, nie?). Po drodze odbijając się od masy fanów ogromnym łomem czy próbując zrozumieć, co się stało i pomóc miejscowym czasem w nieczysty sposób. Co na pierwszym przejściu powinno zająć do 25-30 godzin, czyli wynik jest bardziej niż zadowalający.

Historia to zdecydowanie jedna z mocniejszych stron nowej produkcji NEOWIZ i będącego jego częścią Round8 Studio. Historia ta jest adaptacją książki znanego pisarza przeniesioną w znacznie mrocznej scenerii. I jest zdecydowanie jedną z bardziej widocznych zalet, nawet nie za sprawą postaci z imionami wyjętymi z powieści Carlo Collodi. Dodatkowo w trakcie historii jest dużo spotkań/rozmów z niezależnymi postaciami, co pokazuje także inną istotną z perspektywy historii mechanikę – Kłamstwo/Prawda. Poprowadzenie tego wpływa nawet nie za samopoczucie kontrolującego marionetkę, ale jak to już odkryjecie w trakcie rozgrywki. I żebyś nie zapomniał kogo to zaatakować brutalną rzeczywistością/okłamać, przy określonym punkcie kontrolnym pojawia się adnotacja, że ktoś tam może pogadać. Przyjemne rozwiązanie problemu o którym nie wiedziałem, że istnieje. ;)

Szkoda tylko, że kilkukrotnie tytuł zrobił mi psikusa i w trakcie scenek przerywnikowych zastosował „odwrócone LoD”, czyli podmianę tekstur wysokiej jakości na niską jakość. O było to o tyle dziwne, że w trakcie regularnej rozgrywki występowało to ekstremalnie rzadko. A nie muszę mówić, jak spłaszczanie postaci wybija z rytmu i niszczy klimatyczność nawet dobrze zrealizowanych scen przerywnikowych.

Jeśli chodzi o "mięsko" tej przygody, to w czasie trwającej spokojnie 30 godzin rozgrywki natrafiłem na wielu bossów projektowanych na „logikę Sekiro”, czyli jakość ponad ilość. I to widać, bo każde starcie wypada bardzo dobrze, czymś zaskakuje, jest wymagające, a przy okazji nie wywołuje niechęci spowodowanej oszustwem czy innymi dziwnościami. Z tej całości tylko „gank squad” wypada średnio, bo i logika rozgrywki ala Sekiro nie współdziała dobrze z „gangiem” (przypomnijcie sobie, którego bossa w Sekiro ludzie wspominają najgorzej?). Ale nawet ta słaba walka wypada lepiej niż przyzwoicie pod względem ogólnego wyglądu. Najgorszego dla mnie bossa znacie, za najlepszego uważam Opuszczonego stróża, chyba najlepszego nauczyciela jednej z kluczowych mechanik gry, czyli Gardy doskonałej. No i jego historia jest tak bardzo w rytmie Lies of P, czyli bardzo smutna.

A, i warto przejść grę na NG+. Dlaczego, nie powiem – nawet nie względu na psucie zabawy, co dość szybko przekonacie się o co mi chodzi. Ogólnie NG+ i dalsze cykle to coś, co tytuł zrobił dobrze. ;)

Lies of P to dość ciekawa bestia, jeśli chodzi o konstrukcję rozgrywki, bo choć wielu widzi tu głównie Bloodborne, tak dla mnie jest on czymś w rodzaju „Sekiroborne” – mieszanką elementów Sekiro-like oraz Soulsborne. Pierwszy z nich daje system odbijania ciosów (tutaj garda) oraz niszczenie postawy wieloma odbiciami ciosów, a nie jednym. Soulsborne daje nam natomiast odnawianie życia i modyfikację broni (choć w inny sposób), a także fabułę uzupełnianą na bazie znajdowanych w Krat materiałów.

I w sumie miło widać, jak twórcy zdecydowali się spojrzeć na te gatunki i zaproponować coś nowego, co poza byciem nowym działa i to bardzo dobrze. Weźmy na ten przykład odbijanie ciosów niszczące posturę, gdzie w LoP może także zniszczyć broń wroga i to nawet tego większego kalibru. Może to się dziać na drodze zwykłego atakowania broniącego się przeciwnika, ale najczęściej odbywa się to drodze tzw. Gardy Doskonałej (swoją drogą brzmi znacznie niż „Odbicie” czy pożal się „parowanie”*). Garda ta ma miejsce wtedy, gdy gracz zdecyduje się na blok tuż przed atakiem wroga. Czyli mamy powtórkę z rozgrywki w formie gry rytmicznej, tym razem w wersji bardzo metalicznej („bojowa marionetkowa gra rytmiczna”). Dodatkowo każda garda brzmi po prostu wybornie i aż chce się odbijać ciosy nawet nie dla benefitów w formie ograniczenia, a tego soczystego dźwięku - no i łatwa do wykonania (przynajmniej w teorii :P). Czego chcieć więcej?

Na uboczu Gardy doskonałej mamy także zwykłą gardę, czyli blokowanie ataków niebędących chwytami**, gdzie skuteczna blokada ciosu pożera staminę i czerwone zdrowie, zmieniając je w szare zdrowie, do odzyskania na drodze ataku przeciwnika. Odzyskiwanie zdrowia niczym z Bloodborne, tylko zrobione inaczej. No i przede wszystkim wypadło dobrze.

* - Parować to możesz skarpety po praniu, a nie damę na „M” z amnezją, co przedstawia się znacznie częściej niż jest to konieczne.

** - Taka ciekawa instancja, bo przypadkowy test w jednej walce każe mi domniemywać, że przynajmniej niektóre z nich podlegają gardzie doskonałej. Jeśli to prawda, to byłoby to dziwne (zwykły atak, którego nie można zblokować, można uniknąć i można skontrować gardą doskonałą).

Weźmy teraz na tapet modyfikację broni opierającą się na czymś więcej niż tylko zmiana sposobu skalowania i podnoszenie statystyk. Nie licząc broni specjalnych te podzielone są na głownię i rękojeść. I już dość wcześnie mogłem zdecydować o takim połączeniu rękojeści pałki elektrycznej z ostrzem i latać z czymś takim po Krat tępiąc marionetki. Dzięki takiemu połączeniu niepozornie skromny arsenał broni został znacznie zwielokrotniony i tylko od wyobraźni zależy, czy stworzy się broń-mem czy narzędzie zagłady.

I w tej całości pojawia się dla mnie poważny problem, czyli brak pauzy w trakcie rozgrywki (poza tradycyjnym wyjściem do menu). I o ile jestem w stanie to z pewną rezerwą zrozumieć to w przypadku Dark Souls czy Elden Ring, tak przy LoP nie widzę uzasadnienia. Mamy tu bowiem do czynienia z grą dla pojedynczego gracza bez jakiejkolwiek formy kooperacji/rywalizacji. Stary dobry „single-only” nie jest problemem, ale niewynikające z niego ograniczenia już tak. Bo szczerze, to ktoś znajduje jakiś argument za brakiem pauzy w LoP?

Ogólnie w kwestii rozgrywki tytuł robi dobrze to, co Lords of the Fallen robi jakoś, ale z problemami – bierze stare rozwiązania i spogląda na nie inaczej, dodając coś nowego, co powinno być standardem.

Wizualnie tytuł prezentuje się lepiej niż dobrze, zwłaszcza pod kątem warstwy artystycznej. Krat skonstruowany na modłę „zmarionetkowanego Belle Epoque” co rusz mnie zaskakiwał jakąś nową konstrukcją, miejscówką do zwiedzenia czy sekretem do opatrzenia. I mimo tej różnorodności nie czułem się zagubiony, a do więcej widziałem naturalny progres także w opowieści poprzez inne tereny dotknięte tragedię. Część mogła tu uznać nadmierną liniowość za problem, ale jak dla mnie to trochę czepianie się – dobrze liniowa rzecz jest lepsza niż źle zrobiona nieliniowość, gdzie człowiek się gubi. Dodatkowo z samą liniowością, to musiałem pamiętać aby popatrzeć tu i ówdzie, bo jak na „liniowość” było bardzo dużo bocznych dróżek z wartościowymi materiałami, przedmiotem albo postacią niezależną. Przez to ta konstrukcja jest dla mnie bardzo dobrym przykładem „jakości ponad ilość”.

A jeśli chodzi o audio, to też jest dobrze. Czy to mówimy o szczęku metali w postaci gardy doskonałej czy warstwie muzycznej słyszanej w trakcie starć z bossami. Ogólnie widać, że związany z tą sekcją departament się postarał, bo dostarczył – tak samo jak ten odpowiedzialny za rozgrywkę – zawartość wysokiej jakości.

Mało znany deweloper mający na swoim koncie MMO wziął na barki książkę słynnego włoskiego pisarza i opowiedział ją w mrocznej epoce, mając za inspirację Sekiro i Bloodborne. I o dziwo nie jest to przepis na słabą grę, a jedną z perełek 2023 roku. I nie jest to zdanie, które wydłuża mi nos. ;-)

Ankieta

Tradycyjnie wyniki ankiety:

Tradycyjnie dane o odcinku zbieram do następnego odcinka, a dotyczy tematu za 2 tygodnie - kto ma sugestię na tytuł, niech daje znać. 

  • Władcy Upadłych z „Deus Vult” na ustach, czyli recenzja Lords of the Fallen (2023)

Czyli kilka słów o grze, która mogła być małym dziełem sztuki, a tak jest "tylko" dobra. Czyli wkroczenie do tego samego uniwersum, co najgorszy komercyjny soulslike.

  • Pełnokrwista przygoda, czyli kilka słów o The Butcher

Czyli opowieść o o pełnokrwistej pixelowej przygodzie na jeden wieczór

  • Zgromadzenie pikselowych braci, czyli recenzja Broforce

Kiedyś tam wpadła aktualizacja Broforce, pora więc wrócić do gry. Którą jako jedną z niewielu przeszedłem także na PlayStation 4.

  • Wyprawa do Giptu, czyli recenzja urlopu w Egipcie

WRGOoG (W Ramach GROmady Opowiadamy o Grach), ale tym razem na 10%, bo miałem koszulkę z logiem PlayStation Move przez którą pomylono mnie kiedyś z Czechem. Dobrze, że nie z przedstawicielem innego kraju ze względu na opaleniznę. :)

  • PC-towy shmup, czyli recenzja Raptor: Call of the Shadow

Klasyk, bo klasyk – ale jaki wyborny. :)

Oceń bloga:
37

Ocena - recenzja gry Lies of P

Atuty

  • Pomysł na historię, czyli oparcie się o książkę (i dobre wykorzystanie postaci z książki)
  • Fabuła i wszystko co z nią związane
  • Bossowie, zarówno pod względem wyglądu jak i mechanik...
  • Mechanika rozgrywki, czyli mieszanka Sekiro i Soulsów
  • Warstwa audiowizualna
  • Klimat z kategorii gęstszych
  • Pewne udogodnienia z perspektywy gatunku (wizualizacja zadań, niszczenie broni)

Wady

  • Brak pauzy (i to przy grze bez kooperacji)
  • Drobnostka, ale trochę brakuje mi wizualizacji postury
  • <komentarz się wczytuje jak grafika w scenach przerywnikowych>
  • …z wyjątkiem bossa z kategorii „Gank squad” (jakoś średnio mi pasuje do tego stylu rozgrywki, choć i tak wypada lepiej niż w innych grach tego typu)
BZImienny

BZImienny

Co by się stało, gdyby Sekiro i Bloodborne miało dzieciaka, Dark Souls było wujkiem, a Carlo Collodi zaginionym przodkiem? Lies of P, czyli chyba najlepszy Sekiro-lite niebędący Sekiro z masą marionetek do utemperowania wielkim kluczem francuskim. Produkcja warta do zapoznania się nawet za domyślną cenę, bo choć drobne problemy ma, tak dobrych treści jest tam bardzo dużo.

O którym temacie chciałbyś poczytać w następnej recenzenckiej części Piątkowej GROmady?

Władcy Upadłych z „Deus Vult” na ustach, czyli recenzja Lords of the Fallen (2023)
168%
Pełnokrwista przygoda, czyli kilka słów o The Butcher
168%
Zgromadzenie pikselowych braci, czyli recenzja Broforce
168%
Wyprawa do Giptu, czyli recenzja urlopu w Egipcie
168%
PC-towy shmup, czyli recenzja Raptor: Call of the Shadow
168%
Pokaż wyniki Głosów: 168

Komentarze (168)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper