Blog użytkownika Princess Nue

Princess Nue Princess Nue 31.12.2015, 20:07
Księżniczka, prawilny 3DS i 2015
996V

Księżniczka, prawilny 3DS i 2015

Vitam, dzień dobry.
Kolejny rok zleciał, więc nadszedł czas na obligatoryjne podsumowania mijającego rokuTM na tematykę z różnego spektrum od hodowli alpak do growych przeżyć i osiągnięć. W moim przypadku, będzie o kolejnych miesiącach przygody z pewną dwuekranową konsolką.

W kwestii 3DSowej udało się mi trochę założonych do zaliczenia tytułów zaliczyć, trochę niespodziewanych tytułów wpadło, a od niektórych ponownie się odbiłem. Do tego wielkie N średnio rozpieszczało w tym roku w kwestii tytułów na kieszonkonsolkę, więc głównie na tapecie było nadrabianie (rosnącej) górki wstydu. Godzinowo może nie jest hardkorowo (pewnie przez niezłapanie się na MonHunową jazdę), ale i tak co spędziłem z handheldem to spędziłem i napisać wrażenia o tym można. Wybór tytułów ułatwiłem sobie za pomocą appki 3DSowej, która zlicza godziny, więc na niektóre gry mogę bardziej rantować, niż tradycja TOP 10 zwykle przyzwyczaja.

 

Honorable Mention #2

Kid Icarus Uprising

11:14

 

Gdyby Uprising miałby być przeniesiony do formy filmowej, to nie mogę go sobie wyobrazić inaczej niż w formie takiej klasycznej rysowanej animacji Disneya z lat 90. Banda zróżnicowanych i fajnych bohaterów, akcja lecąca do przodu z rollercoasterem emocji, świetna muzyka i animacja. Przygody Pita właśnie takie dla mnie były. Miałem ucieszoną gębę słuchając wesołych komentarzy ze strony Paluteny czy Viridi, wytrzeszczałem oczy przy pierwszych chwilach pojawienia się Aurumów, czy z podniesioną konsolą zmierzałem do epickiej walki z kolejnym ciekawym bossem. Świetna intensywna opowieść na parę wieczorów.

Rysą, taką z rodzaju tych depresji geologicznych, był myk z Circle Padem Pro i sterowanie jako takie. Wsparcie dla CPP w MGS3D, czy MonHunie 3 to przybliżenie do sterowania z dużych konsol, alternatywa do normalnego bez dodatkowych przycisków i grzyba. A przy przygodach Pita mogłem sobie poużywać grzybka z CPP zamiast grzybka z konsolki. I tyle, całe mazianie po ekranie zostawało. Po paru misjach się przyzwyczaiłem się do sterowania stylusem, ale trochę soli pozostało z braku alternatywy.

 

Honorable Mention #1

Hatsune Miku Project Mirai DX

15:33

 

Weaboo sheet. Japoński/animcowy pop nie jest mi obcy, ale nigdy jakiegoś większego zachwytu nad Hatsune Miku nie miałem. Ot znałem parę sensownych kawałków, gdzie vocaloidowa panna od pora nie brzmi wnerwiająco piskliwie. Dlaczego więc ten tytuł w topce? Grę kupiłem po tym, jak pewien tytuł z pozycji numer 4, nakręcił mnie na gry muzyczno-rytmiczne. Project Mirai, troszeczkę lżejsza odnoga Project Diva z załączoną reklamą Nendoroidów, to kawał świetnie dobranej rozrywki. Większość utworów jest bardzo fajna (może z 5 "piskliwych" mogę naliczyć) i zróżnicowana pod względem stylistycznym. Ja, jako raczej cep w grach rytmicznych, mogłem spokojnie wejść w rozgrywkę przy dobrze wyważonych poziomach trudności. Szczególnie mnie zdziwiło, jak dobrze mi się grało pacając stylusem po dolnym ekranie, gdy zwykle wolę fizyczne przyciski do wszystkiego co się da. Do tego normalnie wydana u nas wersja PuyoPuyo (jakie to dobre), no i można się pobawić takim prostym muzycznym edytorem. Lub podkładać wesołe rzeczy pod jego animacje.

 

10. The Legend of Zelda: Ocarina of Time 3D

26:30

 

Tego tytułu chyba nie trzeba przedstawiać. Oryginał z N64 to gra legenda, grzejąca pierwsze miejsce w większości rankingów wszechczasów (no chociaż ostatnio >Undertale na Gamesfaqs). Tymczasem, w mijającym roku, pierwszy raz miałem okazję zapoznać się z tym tytułem. Dotąd Zeldy były dla mnie znane przez te dwuwymiarowe odsłony z Gameboya, jak Minish Cap dla przykładu. Pewne obawy były z tego powodu, ale odświeżona Ocarina i przy okazji sam koncept trójwymiarowych Zeld przypadły mi do gustu. Raczej nie czuć tu wieku oryginalnego materiału - szczególnie, gdy sterowanie na kieszonkonsolce jest wygodne, ulepszona grafika cieszy oko, co wywołuje megafrajdę pod względem gameplayu. Trochę można psioczyć na pewne elementy historii (>pomocność Zeldy w OoT), ale samo uczucie przygody towarzyszyło mi od pierwszych chwil w środku Deku Tree. Wiele labiryntów ma bardzo fajne myki, z moim ulubionym Water Temple i ganianiem za poziomem wody na czele. Co do bossów - chyba najbardziej zapamiętałem Bongo Bongo ("daj noże wcelować skurczybyku") i Twinrova. Ogólnie polecam, a sam będę musiał wreszcie znaleźć czas na przejście Majory. No i czekam, aż pewien znany letsplejer skończy lp Wind Wakera (wink, wink), to i Phantom Hourglass wpadnie na tapetę.

 

9. Fire Emblem Awakening

27:02

 

Iii jedyna pozycja na tej liście, która wróciła na kupkę wstydu pomimo rozpoczęcia w tym roku. Grę ruszyłem tak przy okazji pierwszej zapowiedzi nowych odsłon serii, później znanych jako if/Fates, bo "wypadałoby poznać przed premierą następnej części". No i Lucina to jedna z moich dwóch ulubionych postaci w Smashu, więc też tak trochę głupio nie znać. Tytuł okazał się całkiem fajny pod względem taktycznego rpga, jak i tych quasipersonowatego rozwijania związków między bohaterami. W pierwszej kwestii gra okazała się całkiem przyjazna i problemy właściwie sprawiała tylko przy tym wieśniaku na jednej z misji pobocznych (perma death on spowodował parę resetów przy nim), reszta głównych już szła bez problemów i zbytniego wykorzystywania Freda (przed czym mnie większość znajomych ostrzegała). Pewna zasługa w tym dlcków od grindu, gdzie swoją drogą Nintendo pozwoliło sobie przy FE:A spamować dodatkami niczym dobry zachodni wydawca przy tytule AAA. Z drugiej kabany o której wspomniałem, całkiem zacnie zrobione interakcje między postaciami wyjaśniają popularność gry - Nowi, Tharja, Sumia czy Anna zapadają swoimi akcjami na dłuższy czas w pamięci i chce się rozwijać kolejne związki/przyjaźnie jeszcze szybciej. No i female Marth a cutie, dziękuje Sakurai za twoje fanbojstwo i wrzucenie jej do Smasha.

Późną wiosną udało mi się doczłapać do końca pierwszej części gry (aka skończyłem misję przed time skipem) i jakieś inne rzeczy plus lekkie znużenie dość długimi partiami, odepchnęły mnie od FEA. Zapewne za jakiś czas, zapewne jak hajp związany z wydaniem Fates czy Corrina w Smashu narośnie na internetach, to i wrócę do tego tytułu. Bądź co bądź, best daughteru czeka.

 

8. Etrian Mystery Dungeon

28:28

 

Eksplorowanie labiryntów intensyfikujące. EMD pod względem założeń gameplayowych to głównie całkiem przyjemna rogalizna z nurtu "tajemniczych podziemi" od Spike Chunsoft, zmieszana z kolejną grową marką. Tym razem chociaż pasującą pod względem tematyki łażenia po labiryntach. Klimatycznie Etriana jest tu na tony, co mi się mocno spodobało - na start mogłem spokojnie zrobić prawie ten sam skład co w EOIV, wiedziałem jak konkretnie rzucać skillami, pewne podstawowe założenia co do mobków i DOE (jeleń is love :* ) zostały takie same. Do tego, mimo braku rysowania map, cały czas czuć tu pociąg do odkrywania kolejnych poziomów zagadki bursztynowego drzewa - człapania przez przepiękne lasy, zaśnieżone kotliny, czy ruiny. I do tego dodatkowe bajery jak na przykład rozbudowa miasta. Bueno. Trochę jedynie brakuje jakiej większej interakcji lore/historii podczas łażenia po normalnych poziomach labiryntu (acz to głównie przez losowo generowane podziemia), no i braku linek ariadne w sklepie. Upierdliwość straszna.

 

7. Pokemon Alpha Sapphire

36:01

 

Hoenn confirmed, podejście too much water. Dopiero w tym roku udało mi się przysiąść do najnowszych remaków i je spokojnie skończyć. Wrażenia zacznę od tego, że jest badziewnie, wręcz banalnie, prosto. Gra jest megakażualowa. Tak, tu oczywiście może włączyć się u niektórych pewne zdanie, lecące mniej więcej w sposób: "mogłeś wyłączyć Exp Share’a". Ok, w porządku. Ale czemu w przypadku XY, Gamefreak jeszcze potrafił zbalansować tak grę, że nie stanowiła linii prostej bez wyzwań. Były miejsca, w których trzeba było się pobawić w wykorzystywanie słabości danych poków, czy użycie tego lub innego megasa w danej chwili. W ORASie nawet tego brakuje i po prostu prze się do przodu i po tych trzydziestukilku godzinach miałem zmaxowane poki i praktycznie nic do roboty w singlu. Brakuje sensownego postgame, który tak przecież błyszczał przy odniowionej drugiej generacji, czy Black2/White2. Usunięto nawet tak przyjemne pierdoły jak zbieranie ciuszków, nie ma walki o jakieś mało znaczące tytuły. No i w dalszym ciągu GF nie potrafi zoptymalizować silnika, by nie dostawał czkawek przy niektórych animacjach bitewnych poków na starym 3DSie. Nic, schluss, basta.

Narzekania kończą się tutaj. Swoje jednak w tę grę obgrałem mimo wszystko, ten wciągający pokemoniasty myk w tej grze ciągle jest. Z nowości na pewno najfajniej wypadało latanie pokami w przestworzach. Świetnie to wyszło i mam nadzieję, że GF nie odwali tutaj "ubrania są tylko dla Kalos" i rozwinie tę opcję w kolejnych odsłonach. Kolejny ficzer, który powinien zostać na stałe, to genialny radar i kompletowanie mapek. "Złap je wszystkie" staje się przyjemniejsze dla graczy, którzy nie tylko skupiają się na kieszonkowych stworach. Do tego fajne jest łapanie legend po zakończeniu fabuły - może trochę umniejsza respekt na dzielni z posiadania tego "mitycznego poka numer 5", ale trochę przybliża stare legendy dla nowych/mających przerwę graczy. Ogólnie jest średnio dobrze, acz grywalnie, czekam na Z-kę.

 

6. Senran Kagura 2: Deep Crimson

37:06

 

Jakby to powiedział pewien znany letsplayowiec i streamer: witam witam, cycki.

Wesołe przygody hojnie obdarzonych dziewoj ninja, odsłona druga. Na pierwszą część napatoczyłem się trochę przypadkiem i żartem, a skończyło się na ponad czterdziestu godzinach przedniej beat’em upowej zabawy polanej fanserwisem. Druga część, gdy została zapowiedziana na zachodzie, stała się więc jednym z ważniejszych tytułów do zagrania w roku 2015. I nie zawiodłem się, bo Deep Crimson to więcej i lepiej starego mięsa, jak i sporo nowości. Wesoła intensywna historia, fanserwis który imo nie przegina jak w odsłonach na Vitę, wciągający gameplay machający się od 2.5d beat’em upa do sieczki przypominającej gry z serii Musou. Cały miks w podstawce świetnie mi się ograło, do tego część postaci wnerwiających mnie w jedynce, sporo zaplusowała i rozwinęła się w drugiej odsłonie (chociażby Hibari). Do tego dlcki, które są klasą samą w sobie - jeden nawet zamienia grę w całkiem [url=https://media.giphy.com/media/xTiTnuS1ghSZ0bcQUg/giphy.gif]fajnego shoot’em upa[/url].  Jeśli chodzi o minusy - imo jest trochę prościej z przejściem fabuły niż w jedynce, bo druga postać potrafi ładnie uratować tyłek w razie potrzeby. No i trochę krótko mimo wszystko.

Ps.: europejska limitka z soundtrackiem jest bardzo spoko.

 

5. Pokemon Platinum

37:14

 

Eine kolejne Pokemony na liście. Moje pierwsze spotkanie z czwartą generację ogólnie i całkiem na plus. Mile było zagrać w coś, co samo nie pcha gracza do przodu i wymaga trochę odpowiedniego ustawienia składu stworków i ich wystawiania pod kolejnych trenerów. Oczywiście dochodzi tutaj lekka grindówa w pewnych momentach, ale po ORASie było to wręcz odświeżające przeżycie dla kogoś zagrywającego się kiedyś godzinami w pierwszą i drugą generację. Z drugiej strony, pewne rzeczy mogłem docenić w nowszych odsłonach - odsłony sinnohowe mają straszliwie ślamazarny silnik walki. Gamefreak, Gamefreak nigdy się nie zmienia i coś zawsze pod względem technicznym skopać powinien. Ot taka wesoła tradycja. Do tego startery z Platinum są imo nijakie klimatycznie i pod względem umiejek, w porównaniu do tych z innych części. Są z rodzaju tych mocno obojętnych  graczowi. Ogólnie jednak platynowa jazda była raczej bardzo wesoła.

 

4. Theatrythm Final Fantasy: Curtain Call

39:40

 

Moja znajomość z serią Final Fantasy można określić bardziej jako "znam i kojarzę", niż "ograłem". A z rzeczy które się "zna/kojarzy" z tego multiwersum, muzyka jest na jednym z czołowych miejsc. To jeden z głównych powodów zainteresowania TFFem, acz poza tym, mam takie lekkie pozytywne uczucie do gier muzycznych. Mimo swojego mocno średniego skilla w nich, szczegół. Zakup został dokonany i szybko okazało się, że zaserwowano mi "jakie to dobre" danie 3DSowe do którego będę wracał wielokrotnie. TONY muzyki z niemal każdej odsłony Fajnala, połączona z naprawdę genialnym i wciągającym pacaniem po ekranie/naciskaniem przycisków. Właśnie, naciskaniem, które w tym przypadku sprawdziło się u mnie dużo lepiej, niż we wcześniej wymienionym Project Mirai. Rysikiem idzie mi gorzej z wyczuciem rytmu, ogólnym wejściem w dane utwory. Sama gra proponuje szybko urozmaicenie w obgrywaniu muzyki. Questy są świetnym sposobem obgrywania kolejnych kawałków, będąc swoistymi playlistami. Zaliczałem je dość często i nawet przelazłem na średni poziom trudności przy większości kawałków. Następne multi, które mimo aktualnie już trochę średniej popularności, zostało bardzo fajnie zrobione ze wszystkimi power-upami i przeszkadzajkami. Trzymanie się blisko punktowo jakiegoś mieszkańca KWW to bardzo satysfakcjonujące uczucie. Są też singlowe wyzwania zrobione na modłę tych przeciw graczom i można pobawić się solo w zdobywaniu coraz to lepszych pozycji. No i jeszcze jest masa bonusów do odblokowania, a dla spragnionych więcej kawałków w dlckach. TONY kawałków z Fajnali, jak i innych gier Square (Enix) - od Chrono Trigger do Bravely Default.

Teoretycznie i pewnie praktycznie TFF:CC najlepiej smakuje ze znajomością kolejnych odsłon tej ikonicznej serii. Ale jeśli nawet nie zna się zbyt dobrze Fajnali, to imo Curtain Call jest pozycją obowiązkową na 3DSa. Świetny zestaw muzyki plus świetny gameplay.  

 

3. Project X Zone

58:24

 

Lubię crossovery. Zwykle takie miksy filmowe, animowane, czy growe podchodzą do najróżniejszych składów w lżejszy i bardziej wesoły sposób, nie tracąc przy tym masy akcji przy okazji. Tak jest i przy PxZ, gdzie banda postaci z japońskich tworów, robi sobie masową wycieczkę międzywymiarową połączoną z ganianiem "za tymi złymi", tworząc zabawne interakcje przy okazji. Przypomniałem sobie paru starych znajomych (Zengar i jego fetysz mieczowy), jak i parę produkcji doszło na "kiedyś bliżej się zainteresować" (najbardziej Sakura Taisen i Resonance of Fate, jak kiedyś będę miał odpowiednie konsole). Sam gameplay, który wcześniej już przez demo poznałem, można określić jako rzemieślniczy poziom. Są pewne rzeczy do których trzeba się było chwilę przyzwyczaić (trochę zręcznościowy system tur), do tego każda nowa parka i solo jednostki wprowadzały trochę świeżości. Niestety po odkryciu większości kompanii, zabawa zaczyna trochę przynużać, a w końcówce odwala lekki bullshit spamując jednostkami bossowymi. Jeśli ktoś jednak lubi srpgi i siedzi w japońszczyźnie - takie rzeczy już pewnie widział, a dla fanserwisu warto.

 

2. Pokemon Shuffle

62:07

 

Oh boy, here we go. Z trzech tytułów pokemoniastych, które najwięcej czasu mi zżarły w 2015 roku, najwyżej znalazł się tytuł f2p z mikrotranzakcjami i ograniczeniami. Sam osobiście wydałem na produkcje równe zero złociszy i należę do osób, które raczej świetnie się bawiły tym tytułem. Przelazłem podstawową kolejkę poków z premierowego wydania, złapałem parę stworków z EX-Stage czy  megasów. Ludzie narzekali przy tej produkcji na ograniczenia, ale filozofia stojąca za Shufflem jest dość typowa dla mobilek - krótkie partyjki pomiędzy innymi czynnościami/grami i człowiek spokojnie olewa limit serduch, a ilość złota jest wystarczająca.

No i patrząc pod względem ogólnym, to Shuffle jest jednym z tych kroczków Nintendo do uwspółcześnienia. Czy ktoś pod koniec 2014 roku powiedziałby, że doczekamy się tytułów od N na komórki? Trochę z ciekawością, trochę z obawami, czekam na to co nam Marianowa firma przyniesie podczas następnych 12 miesięcy i to nie tylko pod względem NXa.

 

1. Etrian Odyssey IV: Legends of the Titan

96:47

 

Jestem z natury leniwym człowiekiem wolącym domowe zacisze, ale czasami udaje mi się wyczłapać z domu na przysłowiowe łono natury. Trudnym to nie jest, bo mieszkam w raczej małej miejscowości, lasy niedaleko, pola jeszcze bliżej. Lubię wtedy rowerem czy z buta, przemierzać swoje okolice i oglądać najróżniejsze lokalne krajobrazy, słuchając jakichś spokojnych instrumentalnych kawałków. Taki eksplorator dla własnej wiedzy i odczuć. Jesienne lasy, letnie łąki, wiosenny park i muzyka, dajmy na to, Jeremiego Soulsa. Bueno. A w tym roku dołączyć jeszcze jeden kompozytor do ewentualnej playlisty - tak, Yuzo Koshiro.

Wcześniej z dungeon crawlerami miałem chwilowe spotkania - czy to kiedyś z Wizardrami 7 (kiedyś wreszcie dobrze zajmę się tym tytułem), którąś częścią Might and Magic, czy to bliżej naszych czasów z Labyrinth of Touhou (hijack lol) i Personą Q. Zwykle od takich tytułów odchodziłem, mimo że były dobre, z powodów ich złożoności, długości, czy po prostu innych pilniejszych rzeczy na liście. Etrian IV jednak kupił mnie na dłużej z powodu odczucia całej gry. Czujesz się jak odkrywca, który łazi po dzikich terenach i za każdym zakrętem może spotkać coś nowego i ciekawego. Do tego dochodzi rysowanie map, genialnie zrobione, gdzie twoje odkrycia zostają na dłużej i niczym za czasów nieinternetowych człowiek musiał ważniejsze rzeczy sobie zanotować gdzieś na boku. Osobiście też stroniłem, przy przechodzeniu tej gry, od wszelakich pomocy. Szukanie przejścia we mgle, aktywowania danych przełączników, czy sprawdzanie niewidocznej podłogi. Wszystko chciałem zbadać i rozrysować sam, poświęcić temu czas. Podobnie było z ustawieniem ekipy, ich umiejętności czy ekwipunku - gra po prostu była warta każdej poświęconej minuty i warto było też ominąć większość możliwych poradników.

Tym sposobem zakochałem się w tym stylu rozgrywki. Trochę się boję, że z nadejściem kolejnego handhelda wielkiego N może skończyć się era drugiego ekranu i rysowania map po nim, ale z drugiej strony magicy z Atlusa swoje potrafią już od wielu lat. A nawet jeśli czeka nas dłuższa przerwa od eksploracji Yggdrasilów, to ciągle czeka na mnie dokończenie EMD, ruszenie innych odsłon serii, lub powrót do Persony Q z większą ochotą. F.O.E. i do przodu.

 

Post game, czyli rok następny

Co w następnym roku w kwestiach 3DSowych? Z pewnością dokończenie rozpoczętych tytułów, jak EMD, Fire Emblem, czy niewymienione tutaj Rune Factory 4 i Samurai Warriors Chronicles 3. Do tego dojdzie od groma jrpgów, które muszę zaliczyć prędzej niż później, z naciskiem na Bravely Second i Etrian Odyssey Untold 2. No i kupka wstydu, acz tutaj sporo pewnie namieszają tytuły piecowe (Nep!), ewentualnie inne konsole. Ewentualnie, bo od jakiegoś czasu mam cichą chcicę na Wii U ze względu na Xenoblade X i Mario Karta, a zbliżający się Fire Emblem x Atlus (aka Persona U) może mnie kompletnie złamać.

Ewentualnie, ewentualnie NX. Właśnie w tej kwestii pozostaje największa niewiadoma roku następnego. Stacjonarka, handheld czy hybryda. To ostatnie chyba by mnie najbardziej zadowoliło, bo Nintendo growo skupiłoby się na jednej platformie - ostatnie parę lat z mieszaniem produkcji to na 3DSa, to na Wju, zwykle kończyło się szczuplejszym okresem na którejś konsoli. Co z tego ostatecznie wyjdzie, to się pewnie okaże wcześniej (nagła zapowiedź) lub później (E3), ale czekam z lekką niecierpliwością.

Wracając jeszcze do rzeczy 3DSowych - osobiście bym się nie obraził jeszcze na zdjęcie tego nieszczęsnego region locka. W innym wypadku, chętnie bym zobaczył pewnie zapowiedzi lokalizacji paru wesołych tytułów, z Rhythm Tengoku Best Plus na czele. Na szybkie przeniesienie MonHun Stories, SMT IV Final, czy 7th Dragon III Code: VFO też się nie obrażę.

Pomijam to, że i tak tego wszystkiego nie ogram za Chiny Ludowe.

No i pewnie kupię kolejne amiibosy. Ale to szczegół.

Dziękuje za uwagę i do następnego przeczytania.

 

Tagi: 2015 3ds gry Nintendo podsumowanie roku

Oceń notkę
+ +16 -

Top Satyr
Oceń profil
+ +56 -
Princess Nue
Ranking: 238 Poziom: 56
PD: 22704
REPUTACJA: 7147