Random Sanity

sweet moon sugar

Rankin Rankin 05.01.2021, 13:51
le 2020 podsumowanie face
127V

le 2020 podsumowanie face

Witam witam w spóźnionym względem poprzednich lat podsumowaniu rzeczy ogranych przez wyżej podpisanego po raz pierwszy w roku 2020-tym.

Metro Exodus

Na sam koniec zeszłego roku ale już po publikacji poprzedniej listy zgarnąłem za grosze gamepass na PC i wykorzystałem go do ogrania paru gier co do których miałem pewne wątpliwości co do tego, czy warto na nie wydawać poważniejsze pieniądze (odpowiedź we wszystkich trzech przypadkach to "nie warto"). Jedną z nich było Metro Exodus; Metro zawsze traktowałem jako takiego popcorn Stalkera - gry bardzo ładne i bardzo nastrojowe, z całkiem OK strzelaniem, ale cholernie liniowe, ciasne, oraz opatrzone w idiotyczny system "punktów moralności" dyktujący ending. 2033 podobało mi się całkiem, ale Last Light już mniej, a Exodus rzuciłem po paru godzinach gry - wydajność tragiczna, fabuła głupia, strzelanie dość nieprzyjemne, na dobitkę tony bugów typu dekoracje wiszące metr nad ziemią w cutscenkach.

pnieważ embedy webmów nie działają - typowy poziom "dbałości" o detale w m:x

Blair Witch

Blair Witch od polskiego cycochy boober bloober team jest bodaj najnudniejszym horrorem w jaki w życiu grałem, a grałem w stare Blair Witch part 2 i 3. Obrzydliwie nieciekawy gameplay loop polegający na łażeniu w kółko za psem aż się coś stanie, ew. przewijanie dwuminutowych klipów do skutku, fabuła tak przewidywalna że w połowie odgadłem prawidłowo zakończenie, oraz ciekawostka - alternatywny ending który wymaga dokładnej znajomości rozstawienia wrogów i robienia wszystkiego nie tak jak ci każe sama gra. Generalnie gniot straszny i największe poczucie zmarnowanego czasu.

Superhot

super

hot

super hot sam w sobie nie jest złą grą, ba jest bardzo fajną stylizowaną grą-łamigłówką. Problem jest taki, że grałem już w wersję dostępną za darmo i moim zdaniem wersja płatna nie oferuje dostatecznie dużo zawartości aby uzasadnić wydanie na nią pieniędzy - całość nadal zamyka się w niecałej godzinie (bodaj 40 minut miałem na liczniku), oferuje ledwo garstkę poziomów, a nowa mechanika (przejęcie kontroli) jest bardziej uciążliwością niż urozmaiceniem gry. Szkoda, system aż prosi o jakieś nwm 40 coraz bardziej skomplikowanych leveli-łamigłówek do rozgryzienia, a zamiast tego jest średnio fascynująca ~fabuła~ o którą nikt nie prosił i tylko paręnaście leveli.

super

hot

 

Disco Elysium

Kompletnie znikąd przyszedł RPG który wszystkim aktualnie żywym (i wielu już dawno martwym) weteranom gatunku pokazał jak to wszystko należy robić. Osadzone w dziwacznym świecie gdzie wysepki istnienia rozdzielają morza nicości DE przedstawia historię mocno dysfunkcjonalnego detektywa który może nie pamięta jak się nazywa, nie pamięta jak się tu dostał i nie pamięta co w ogóle ma zrobić, ale nie ma najmniejszego zamiaru pozwolić takim trywialnym detalom przeszkodzić w osiągnięciu celu.

Disco Elysium oferuje pełen wachlarz emocji - potrafi być powalająco zabawne i pełne wiecznie cytowalnych kwestii (Fuck does Cuno care?), potrafi być grobowo poważne, przygnębiające, albo z głupiej sprawy zeskoczenia z muru przekonująco upleść epicką scenę. Wszystko wspiera fascynująca mechanika "psychiki" detektywa, która zasadza się na tym że wszystkie rozwijalne umiejętności są niejako osobnymi może nie tyle postaciami, ale głosikami rozlegającymi się w głowie, podsuwającymi rozwiązania, wskazującymi szczegóły i ogólnie mającymi olbrzymi wpływ na postrzeganie świata i możliwe do podjęcia kroki.

Co tu dużo mówić, to najlepszy gadany RPG w historii i jedna z najważniejszych gier dekady.

WORLD OF HORROR

Czym jest WORLD OF HORROR? Jest to gra pseudo-RPG z powiedzmy gatunku roguelite, ponadto - podobnie jak stary już Consuming Shadow - jest to horror. Meritum gry zasadza się w obranej stylizacji - z jednej strony na stare, monochromatyczne komputery, a z drugiej, daleko ważniejszej - na japońskie horrory, w szczególności twórczość Junji Ito.

Dla ludzi którzy prace Junji Ito znają i szanują WOH jest pozycją po prostu obowiązkową, ale wszyscy inni też raczej nie poczują się zawiedzeni, klimat jest całkiem mocny, sesje krótkie i przyjemne, a gra w ogóle kosztuje grosze.

Daemon x Machina

DxM jest grą na którą czekałem od dłuższego czasu i tym bardziej się na niej zawiodłem. Nudne, żmudne, strzelanie do gąbek zżerających masowo lecące w ich stronę pociski bez zauważalnego efektu, taka se oprawa graficzna, nieinteresująca fabuła, oraz - co najgorsze - rozbudowa robota.

Z jednej strony pierdyliard nic nie mówiących statystyk (zmieniłem głowę i mój stat "LOCKON" zmienił się z "200S" na "300R:200S" - co się zmieniło? Ni ch.. nie mam pojęcia po dziś dzień) nawet nie zmieniających się w jakiś przewidywalny sposób - niektórych statystyk więcej jest lepiej, innych więcej jest gorzej, a jeszcze innych jak kto woli. Z drugiej strony - realnie bronie są co najwyżej sidegrade jeśli nie w ogóle downgrade względem najnudniejszego dostępnego startowego karabinu co jest grzechem kardynalnym. Z trzeciej wreszcie strony - jakieś 95% nowego sprzętu jest zamknięte za randomowymi dropami, czy to bezpośrednio, czy jako coś craftowanego wyłącznie z innej dropionej części (albo craftowanego z craftowanego itd itd). Wszystko to razem oznacza że albo zlewasz kompletnie rozbudowę maszyny albo spędzasz godziny grindując w kółko te same mapki aby wycraftować nowy sprzęt który będzie się różnił od starego tym, że jest nowy i nic poza tym.

Dosłownie ręce opadają i grać się odechciewa.

Boomer shootery

Było ich trochę w pierwszej połowie roku, wrażenia zebrałem w dwóch wpisach:

pierwszy
drugi

Doom Eternal + dodatek

Nowy Doot to gra na którą czekałem z niecierpliwością, ale też z pewną obawą - na szczęście nie zawiódł. Ta gra po prostu nie ma sobie równej, ba, nie istnieje żaden FPS oferujący choćby zbliżone doznania hiperszybkiej masowej rozpierduchy jeden na wszystkich. Potężne dozy adrenaliny w każdym starciu, test w równym stopniu refleksów, taktyki i strategii, mnóstwo przeróżnych narzędzi oferujących wielką swobodę prowadzenia rozgrywki. Do tego poziom trudności dla mnie idealny na UV i przyjemnie wymagający na Nightmare oraz dodatek który trzyma poziom (szczególnie trudności). Jak dla mnie - GOTY 2020 bez dwóch zdań.

XCOM Chimera Squad
(z gościnnym występem xcom 2)

Nie jest tajemnicą zbytnią iż obie odsłony rebootu XCOM szanuję mocno, mocniej niż oryginały. Dlatego też nowy spin-off kupiłem na premierę, tym bardziej że był względnie tani.

Po godzinie poprosiłem Steam o zwrot pieniędzy, klnąc żywy kamień. Z jednej strony gra na premierę ekstra niedorobiona, sypały mi się mechaniki, skrypty, interakcje, wszystko. Z drugiej strony mechanika spłycona (breach był fajny ale nie na tyle fajny żeby zrobić z niego całą grę) i sztucznie utrudniona faktem że śmierć dowolnej postaci skutkuje natychmiastowym końcem gry. Z trzeciej strony jak na grę stawiającą na fabułę bardzo skutecznie udało się twórcom sprawić że wszystkich głównych bohaterów poza sektoidem traktowałem z mieszanką obojętności i antypatii.

Na poprawę humoru zgarnąłem Legacy dlc do XCOM 2 WotC. Warto posiadać dla opcjonalnego OST stylizowanego na muzę z oryginalnego XCOM ale synthwave i trance, ogromne ulepszenie względem standardowej muzyki w grze.

 

Helltaker

Quantum Break

Do gier Remedy mam sentyment od czasu Max Payne i nie zdołał tego zmienić nawet dodatek do Alan Wake. Niestety QB nieco schłodziło uczucia jakimi darzę Remedy gdyż gra leży na całej linii. Walka jest żmudna i jest jej o wiele za dużo, wstawki z aktorami są na poziomie bardzo budżetowego netflixa, optymalizacja leży, a gra z reguły nie wygląda aż tak dobrze. Gdyby nie intrygująca i w miarę dobrze poprowadzona fabuła i co bardziej odjechane akcje wizualne (jak lokacja z turbozmianą czasu) nie miałbym może cierpliwości kończyć tej młócki.

The Vagrant

Gry Vanillaware to obok Bloodborne najczęstszy przypadek powodujący że sporadycznie rozważam zakup konsoli Sony (na szczęście szybko mi przechodzi). Dlatego też The Vagrant łyknąłem jak bocian żabę - zarówno stylistyka jak i rozgrywka bardzo aktywnie kopiują dzieła Vanillaware. Z początku lekko nudnawo, ale po odblokowaniu paru ataków i paru broni robi się naprawdę przyjemny i bardzo ładny sidescroller. Dużo siekania, odrobina eksploracji, bossowie czasem wredni czasem - niezbyt i generalnie bardzo sympatycznie było.

Strider

Strider to gra którą zgarnąłem wiele lat temu z humble bundle, po czym zostawiłem ją w zakurzonym rogu biblioteki steam aż do zeszłego roku, gdy przekopując gierki według ostatniego zagrania z pewnym zaskoczeniem stwierdziłem, że akurat w Strider nigdy nie grałem. Odpaliłem i wciągnąłem się mocno - Strider to metroidvania gdzie bohaterem jest super atletyczny futurystyczny ninja. Mnóstwo biegania po futurystycznym mieście, mnóstwo skakania, odbijania laserowym mieczem pocisków, klepania gigantycznych wrogów i generalnie super impreza. Do tego theme głównej sekcji miasta to prawdziwy banger.

Minecraft

Wcale nie dlatego że w tym roku oglądałem trochę vtuberek zgarnąłem Minecraft na Switcha. Pograłem na razie tylko jakieś 10-20 godzin gdyż wziąłem go przede wszystkim jako coś do odpalenia np. na wakacjach czy ogólnie w podróży, a jaki 2020 był to każdy wie i nie trzeba nic dodawać. Generalnie wrażenia sympatyczne - wiedziałem że to nie będzie spójny eksperiens a la Terraria (choć i tak wolę Terrarię) więc się ostrożnie szlajam po tym świecie, buduję pomału bazę itd.

Terminator: Resistance

Terminator: Resistance to jedna z wielu gier na licencji znanej marki filmowej. Ogólnie mówiąc Alien: Isolation to nie jest ale wielkiej tragedii też nie ma. Ogromną zaletą gry jest utrzymany mocno klimat scen z "przyszłości" Terminatora 1 i 2, czyli mroczno, apokaliptycznie i dużo robotów do strzelania, a wszystko w charakterystycznej stylizacji na przyszłość ale widzianą z lat 80-tych. Fabuła jest OK i finałowe sekwencje map też są OK. Co nie jest OK to to że większość gry to openworldowy survival-crafiting ale mało map i ogólnie mało do zobaczenia - tak po pierwszej godzinie z 11 jakie mi zajęło przejście gry widziałem już dosłownie wszystkie rodzaje wrogów w grze, po drugiej już miałem działa plazmowe, po trzeciej prawie najlepsze działa plazmowe, a gdzie tu do końca gry. Na dobitkę połowa open-worldowych map jest wykorzystywana parokrotnie aby minimalnym kosztem wydłużyć grę. Ot na moje takie 6/10.

G-String

Kolejna sroga nauczka jaką otrzymałem w zeszłym roku na temat ograniczenia impulsywnego kupowania gier "bo może być fajnie". Na papierze intrygująca gra cyberpunkowa w obco wyglądającym świecie oferująca intrygę, tajemnice i nastrój. W praktyce odpadłem po 5 godzinach przebijania się przez identyczne zapuszczone blokowiska (z okazjonalnym urozmaiceniem typu kanał, po którym szybko blokowiska wracały), walczenia z identycznymi wrogami i użerania się z równie uciążliwym projektem map, który zna w zasadzie cztery sztuczki - wąski korytarz, wąska kładka nad kwasem, wąska kładka nad instakillową przepaścią, oraz skakanie z kładki na kładkę nad instakillową przepaścią. Fabuły było przez ten czas doslownie nic. Na dobitkę gra wszystko bezczelnie zrzynała z half-life 2 - żołnierze to dosłownie reskinowani combine, większość tekstur znajoma, pseudo-gravgun w ręku itp. itd. A mogłem te 5 godzin spożytkować klepiąc bandytów w EYE z daleko większą frajdą...


Najciekawsza część gry - początek. Większość z pokazanych rzeczy powtarza się w kółko do końca gry.

Arcane Dimensions

Niedawno wyszła aktualizacja Arcane Dimensions (map-pack do quake 1) zawierająca parę nowych mapek. Jak było? ano tak:

Dreadstar

Dreadstar to wtopa kalibru G-String. Gra kreuje się na krewnego Tyriana albo Jets'n'Guns, to jest klepiesz wrogów, dostajesz fundusze, kupujesz lepszy sprzęt dla swojego myśliwca. W praktyce? Grindujesz jak debil jedną i tę samą mapkę aby wreszcie kupić minimalnie lepszą broń od posiadanej i za jej pomocą dalej grindujesz tę samą mapkę, z następną bronią może będziesz mógł grindować drugi level. A leveli w sumie jest pięć. Nie pięćdziesiąt. Nie piętnaście. Pięć.

Control

Niech ktoś do jasnej cholery zamknie Remedy albo inaczej zakaże im robienia gier a Samowi Lake da jakiś serial na Netfliksie czy coś. Control to gra Remedy czerpiąca z creepypast i fundacji SCP. Pozornie materiał na czysty geld, ale tylko pozornie - strzelanie jest równie złe co było w QB albo wręcz gorsze bo brak mocy czasowych, eksplorację utrudniają wiecznie respiący się wrogowie, główna fabuła robi się trywialniejsza i mniej interesująca im więcej rzeczy zostaje ujawnione, a paranormalne obiekty robiące za ogólne tło nastrojowe "fundacji" są - poza paroma wyjątkami - straszną cienizną. Dobrnąłem gdzieś do połowy i kompletnie odechciało mi się grać.

MASS Builder

Na razie bez wielkiego komentarza bo gra nadal Early Access i tylko ułamek obiecywanego contentu, w telegraficznym skrócie: olbrzymie możliwości wizualnego tuningowania maszyny, uniknięcie większości wad DxM, trochę tankowaci wrogowie ale dalej pojawiają się nowe typy, absolutnie fantastyczna grafika. Na razie 13 misji fabularnych + 4 "polowania".

Tym pozytywnym akcentem kończę - do przyszłego!

Tagi:

Oceń notkę
+ +8 -

DA NYA
Oceń profil
+ +84 -
Rankin
Ranking: 301 Poziom: 57
PD: 24737
REPUTACJA: 13084