Play MORE #185 - EA SPORTS NHL 26

BLOG RECENZJA GRY
11V
user-49414 main blog image
drunkparis | Dzisiaj, 09:28

Hokej na lodzie nie dorównuje popularnością serii EA SPORTS FC, ale kanadyjskie studio co roku dostarcza nową odsłonę swojej symulacji tej dyscypliny. Tegoroczna edycja rozwija fundamenty z poprzedniej części i wprowadza kilka nowości, choć trudno mówić o rewolucji. Niestety, część problemów znanych z wcześniejszych odsłon wciąż pozostaje i bez poważniejszej przebudowy serii raczej szybko nie zniknie.

 

 

Implementacja technologii ICE-Q w poprzedniej odsłonie serii wyraźnie podniosła standard rozgrywki, a jej udoskonalona wersja w najnowszej części stanowi konsekwentny krok w stronę jeszcze wierniejszej symulacji hokeja. Rozszerzony zakres analizowanych danych sprawia, że ICE-Q 2.0 z większą dokładnością oddaje zachowania zawodników na tafli. Wprowadzone modyfikacje wyraźniej akcentują różnice między ligowymi gwiazdami a solidnymi rzemieślnikami drugiego planu. Kluczowe parametry — przyspieszenie, szybkość maksymalna czy moc uderzenia — przekładają się bezpośrednio na przebieg widowiska. Dzięki temu kontrast pomiędzy potentatami a słabszymi ekipami staje się bardziej czytelny, a całość oferuje zróżnicowane i bliższe rzeczywistości doświadczenie.

Rozbudowany system przenika większość dostępnych trybów. Odpowiada przede wszystkim za działanie sztucznej inteligencji, a więc wpływa na niemal każde spotkanie rozgrywane przeciwko komputerowi. To właśnie ten fundament kształtuje dynamikę meczu, ustawianie się formacji oraz decyzje podejmowane w ułamku sekundy. Uzupełnieniem tej koncepcji pozostają mechaniki X-Factor, obecne w wielu wariantach zabawy. Najlepsi hokeiści dysponują unikalnymi zdolnościami, które zwiększają ich efektywność i dodatkowo podkreślają różnice jakościowe między zawodnikami.

ICE-Q 2.0 kieruje algorytmy w stronę analizy opartej na prawdopodobieństwie. Wykorzystując dane NHL Edge, system kalkuluje najbardziej opłacalne rozwiązanie w danym kontekście — czy będzie to podanie, uderzenie na bramkę, czy dynamiczne wejście w tercję ofensywną. W przeciwieństwie do poprzedniej edycji, gdzie komputer często trzymał się wyuczonych, powtarzalnych schematów, nowa wersja premiuje ocenę ryzyka. W efekcie zawodnik po przekroczeniu niebieskiej linii potrafi wycofać akcję, zmienić kierunek natarcia lub poszukać wsparcia partnerów, zamiast forsować atak za wszelką cenę. To zauważalny postęp względem wcześniejszej części.

RECENZJA W YOUTUBE

Model rozgrywki oraz system kontroli sprawiają wrażenie starannie doszlifowanych. Szczególnie efektownie wypadają powtórki w zwolnionym tempie, w których fizyka zderzeń została wyraźnie wyeksponowana i nadaje starciom odpowiednią masę. Tegoroczna edycja oferuje bardziej elastyczny i dynamiczny schemat poruszania się, dzięki czemu hokeiści szybciej odpowiadają na komendy użytkownika. Równocześnie SI rywali wciąż agresywnie naciska na zawodnika z krążkiem i momentami zdaje się reagować ułamki sekund szybciej, co może sprawiać wrażenie subtelnej przewagi algorytmu.

Najmocniejszą stroną pozostaje jednak zwiększona nieprzewidywalność wydarzeń na tafli. Wirtualni gracze popełniają pomyłki przypominające te znane z transmisji ligowych, a dynamika spotkań bywa rwąca i niekiedy chaotyczna. Gubione krążki, niedokładne podania czy ryzykowne decyzje defensorów wzmacniają poczucie realizmu, którego wcześniej brakowało. Nawet jeśli część błędów wydaje się przeszarżowana, wprowadzają one dodatkową energię — zamiast przewidywalnej, niemal bezbłędnej obrony otrzymujemy widowisko bliższe sportowej rzeczywistości.

Korzystniej prezentuje się również zachowanie partnerów sterowanych przez komputer. Wspierają ataki w przemyślany sposób, aktywnie walczą o krążek i zajmują racjonalne pozycje w poszczególnych sektorach lodowiska. Szczególnie wyraźnie widać to w trybie Be a Pro, gdzie czytanie gry i odpowiednie ustawienie mają kluczowe znaczenie dla płynności akcji. Niestety, mechanika podań nadal wymaga gruntownej rekonstrukcji — bywa kapryśna i nie zawsze trafnie odwzorowuje zamiary użytkownika. Zbliżone uwagi dotyczą wznowień, które od kilku odsłon pozostają jednym z najsłabszych ogniw systemu.

Obsada bramki otrzymała pakiet 81 nowych animacji interwencji przy uderzeniach z bliskiej odległości oraz próbach z dystansu. Wizualnie to wyraźny progres i większa różnorodność reakcji. W praktyce rezultaty są jednak niejednoznaczne. Zdarzają się sytuacje, w których dalekie strzały i rykoszety pozostają bez jakiejkolwiek reakcji bramkarza. Owszem, element losowości jest wpisany w naturę hokeja, lecz podobne mankamenty nie są dla serii niczym nowym. Mimo wszystko na plus należy zaliczyć poprawioną orientację sytuacyjną — bramkarze szybciej rozpoznają zagrożenie i sprawniej reagują, co szczególnie wyraźnie widać w analizie powtórek.

Rozczarowuje natomiast marginalne znaczenie bójek. Choć teoretycznie pozostają częścią mechaniki, w praktyce niemal nie występują. Brakuje wyraźnych sygnałów pozwalających na ich inicjację po gwizdku, nawet w momentach podwyższonego napięcia, jak remisowy rezultat w końcówce meczu. W rezultacie element ten sprawia wrażenie symbolicznej obecności, pozbawionej realnego wpływu na przebieg widowiska.

Jeśli chodzi o zabawę w trybie Be a Pro, można dostrzec kilka usprawnień, jednak w ogólnym rozrachunku pozostaje to w dużej mierze ten sam tryb co rok temu. Przede wszystkim ograniczono liczbę przerywników dialogowych, a interakcje z trenerem nie przerywają już rozgrywki tak nachalnie jak wcześniej, co potrafiło być naprawdę irytujące. Na wczesnym etapie kariery pojawia się też możliwość wyboru własnego X-Factora, a dodatkowe zdolności można odblokować jeszcze przed draftem. Po raz pierwszy gracz otrzymuje realne poczucie wpływu zarówno na kierunek rozwoju zawodnika, jak i na preferowany styl gry. W połączeniu z fundamentami systemu ICE-Q 2.0 przekłada się to na wyraźnie odczuwalny krok naprzód w warstwie czysto boiskowej.

Nowy koncept konferencji prasowych w końcu zasługuje na uwagę. Już na wczesnym etapie kariery pojawiają się pytania, które pomagają zdefiniować boiskowy charakter zawodnika oraz nadają całemu trybowi wyraźniejszy kontekst narracyjny. Co istotne, dziennikarze nie ograniczają się wyłącznie do tekstowych plansz — kwestie zostały udźwiękowione, co wzmacnia immersję i sprawia, że interakcje brzmią bardziej naturalnie. Pytania dotyczą m.in. podejścia do wolnej agentury czy celów drużyny, a udzielane odpowiedzi przekładają się na konkretne parametry: jedne poprawiają relacje w szatni, inne wzmacniają wizerunek i wartość marketingową. To przemyślana próba powiązania narracji z systemem rozwoju postaci. Z czasem jednak początkowe wrażenie świeżości ustępuje miejsca znużeniu. Seria konferencji następujących bezpośrednio po sobie obnaża ograniczoną pulę tematów oraz powtarzalność dialogów. Mechanika, która miała budować dramaturgię sezonu, zaczyna sprawiać wrażenie odtwórczej. Nadmierna dosłowność dodatkowo potęguje ten efekt — pytania w rodzaju „jak oceniasz brak zwycięstwa w dywizji?” brzmią równie sztampowo jak najbardziej przewidywalne wypowiedzi z realnych spotkań z mediami. W efekcie element ten, zamiast wzbogacać narrację, bywa sprowadzony do formalności odhaczanej między kolejnymi meczami.

Na tym jednak lista zastrzeżeń się nie kończy. Nowy system zarządzania energią i rozwojem, który miał uporządkować progresję, wprowadza więcej komplikacji niż satysfakcji. Zamiast tradycyjnego schematu treningów systematycznie podnoszących statystyki, zastosowano model alokowania punktów w różne obszary kariery: wizerunek, relacje w drużynie, rozwój atrybutów, zdolności X-Factor czy kondycję. W teorii brzmi to jak krok w stronę większej kontroli strategicznej i głębszej symulacji. W praktyce balans mechaniki pozostawia wiele do życzenia. W trakcie intensywnych rozgrywek pasek zdrowia — podzielony na sześć segmentów — potrafi zostać wyczerpany już po jednym spotkaniu. Odbudowa formy wymaga wydawania ograniczonej puli punktów energii (maksymalnie sześciu tygodniowo) lub korzystania z dni odpoczynku. Problem polega na wyraźnej dysproporcji: tempo spadku kondycji znacząco przewyższa możliwości regeneracji. Pojedynczy punkt energii przywraca jedynie fragment utraconego segmentu, co sprawia, że powrót do pełnej sprawności trwa nieproporcjonalnie długo. Dodatkowo stan wyczerpania wiąże się z karą rzędu około 15% do wybranych atrybutów, co jeszcze silniej ogranicza skuteczność na lodzie. Mechanizm, który miał odzwierciedlać realne zarządzanie obciążeniem organizmu, w obecnej formie częściej blokuje rozwój, niż go wspiera.

Zastrzeżenia budzi również konstrukcja samej ścieżki kariery. Debiut w NHL otrzymuje odpowiednią oprawę — medialne zapowiedzi, przemowę szkoleniowca i podniosłą atmosferę — jednak inscenizacja bywa niespójna oraz niedopasowana do kontekstu sezonu. Brakuje przy tym kilku tradycyjnych akcentów, które w rzeczywistości nadają pierwszemu występowi szczególną rangę. W efekcie celebracja awansu sprawia wrażenie formalności, a nie kulminacyjnego momentu sportowej drogi.

Najpoważniejszy zarzut dotyczy jednak czasu spędzanego na lodzie. Zdarzają się sytuacje, w których zawodnik otrzymuje marginalną liczbę zmian w meczu, co w praktyce sprowadza udział w spotkaniu do symulowania kolejnych fragmentów gry. System ocen i nagłówków medialnych nie zawsze uwzględnia ograniczony czas gry, przez co narracja potrafi krytykować za brak wpływu na wynik mimo minimalnych szans na realne zaistnienie w meczu. W efekcie tryb, który ma opowiadać historię drogi od draftu do statusu gwiazdy, momentami ogranicza podstawową możliwość aktywnego uczestnictwa w rozgrywce.

Be a Pro oferuje kilka trafionych pomysłów i wyraźne usprawnienia w porównaniu z poprzednimi edycjami, jednak nierówny balans mechanik oraz problemy z logiką systemów zarządzających karierą sprawiają, że potencjał tego trybu wciąż nie został w pełni wykorzystany.

Sezony stanowi nową propozycję w ramach Hockey Ultimate Team i jest wyraźnie skierowane do graczy, którzy czerpią satysfakcję z budowania składu poprzez system paczek oraz stopniowe wzmacnianie drużyny. Tryb oferuje 18-meczowy sezon offline z nagrodami za postępy oraz dwurundową fazą play-off, co nadaje rozgrywce bardziej uporządkowaną strukturę i cel długoterminowy. Dla osób preferujących rywalizację z SI zamiast bezpośrednich starć online może to być atrakcyjna alternatywa. Trzeba jednak jasno zaznaczyć, że fundament pozostaje niezmienny — to wciąż HUT, a więc model oparty na kartach zawodników i mikropłatnościach. Gra wyraźnie eksponuje możliwość zakupu pakietów, a ceny najwyższych zestawów potrafią sięgać kilkuset złotówek. Określenie mikrotransakcje bywa w tym kontekście dość umowne. Owszem, system oferuje codzienne nagrody i ścieżki progresji pozwalające budować skład bez dodatkowych wydatków, jednak tempo rozwoju drużyny bez inwestycji finansowej jest wyraźnie wolniejsze.

Oprócz sezonów wprowadzono także zmiany w strukturze rywalizacji online. Nowy tryb rankingowy otwiera drogę do HUT Champions — elitarnej przestrzeni dla najbardziej zaawansowanych graczy, gdzie liczą się zarówno umiejętności, jak i jakość składu. To propozycja skierowana do społeczności nastawionej na esportowy poziom współzawodnictwa. Nie zmienia to faktu, że tryb ten pozostaje trybem silnie uzależnionym od corocznego cyklu wydawniczego. Zakupy dokonane w jednej odsłonie nie przenoszą się do kolejnej, co oznacza, że inwestycje — czasowe lub finansowe — mają ograniczoną żywotność. Dla części odbiorców jest to akceptowalny element modelu usługowego; dla innych stanowi barierę trudną do uzasadnienia.

Ostatecznie Sezony HUT poszerza wachlarz dostępnych aktywności i daje więcej opcji zabawy offline, ale rdzeń ekonomiczny trybu pozostaje bez zmian. To doświadczenie, które najlepiej odnajdą gracze świadomie akceptujący jego strukturę progresji i monetyzacji.

Niestety, pozostałe tryby nie doczekały się istotniejszej przebudowy. Tryb franczyzy funkcjonuje niemal identycznie jak w poprzedniej odsłonie — wprowadzone zmiany mają charakter kosmetyczny i w praktyce nie wpływają znacząco ani na głębię zarządzania zespołem, ani na długofalową satysfakcję z prowadzenia klubu. Odbiorca otrzymuje więc doświadczenie dobrze znane, lecz wyraźnie pozbawione świeżości i wyczuwalnego progresu.

Podobnie sytuacja przedstawia się w World of Chel, choć tutaj rdzeń rozgrywki oferuje przynajmniej pewne fundamenty rozwoju. Personalizacja wirtualnego zawodnika wykorzystywanego w meczach online opiera się na systemie ulepszeń oraz parametrów powiązanych z bardziej realistycznym, wieloaspektowym modelem gry.

Progresja została zbudowana wokół zoptymalizowanych Czynników X-Factor oraz zdolności uzależnionych od statystyk fizycznych postaci. W praktyce wymusza to świadome określenie roli na lodzie i konsekwentne dopasowanie stylu gry do wybranej specjalizacji. Rozwój nie sprowadza się już do prostego podnoszenia atrybutów, lecz wymaga budowania spójnego archetypu — ofensywnego snajpera, defensywnego specjalisty czy zawodnika wszechstronnego. Taki system zwiększa znaczenie decyzji strategicznych i realnie wpływa na sposób rywalizacji. World of Chel oferuje zatem zauważalną głębię personalizacji oraz przemyślany kierunek ewolucji postaci. Problem w tym, że nowości te nie idą w parze z całościową modernizacją trybu. Rdzeń pozostaje w dużej mierze niezmieniony, przez co wrażenie świeżości szybko ustępuje poczuciu powtarzalności.

Całościowo trudno oprzeć się wrażeniu, że rozwój części elementów został wyraźnie spowolniony. Priorytetem pozostają wybrane aspekty rozgrywki online, które cyklicznie otrzymują nowe funkcje i aktualizacje. Dla odbiorców preferujących tryby solo lub bardziej rozbudowane doświadczenie menedżerskie oznacza to stagnację — a ta w przypadku corocznej serii sportowej staje się coraz bardziej widoczna i trudna do zignorowania.

Oprawa wizualna również nie doczekała się w tym roku zauważalnych zmian. Modele twarzy zawodników wciąż pozostawiają wiele do życzenia – nawet największe gwiazdy często nie przypominają swoich rzeczywistych odpowiedników. Problem dotyczy także animacji. Gracz po raz kolejny ogląda te same sekwencje rzutów karnych, celebracji zwycięstw czy startów meczu. Naturalnie trudno oczekiwać setek unikalnych wariantów, jednak brak choćby podstawowej różnorodności sprawia, że oprawa szybko staje się przewidywalna i wtórna. W dłuższej perspektywie obniża to satysfakcję z rozgrywki.

Trybuny również nie oferują oczekiwanego poziomu realizmu. Kibice sprawiają wrażenie statycznego tła – reagują w sposób uproszczony, ograniczając się do wykrzykiwania nazwy drużyny lub buczenia przy niekorzystnym wyniku. Brakuje bardziej dynamicznych ujęć, zbliżeń na fanów w barwach klubowych czy zróżnicowanych reakcji na wydarzenia boiskowe. 

Najbardziej frustrują jednak błędy kolizji i fizyki. Kije oraz części ciał zawodników potrafią przenikać przez siebie lub przez inne obiekty. Ujęcie dośrodkowania, w którym kij przechodzi przez model rywala, skutecznie burzy iluzję realizmu. Podobnie sytuacje, w których kontakt z przeciwnikiem nie wywołuje żadnej reakcji – brak konsekwencji fizycznych odbiera wiarygodność całemu systemowi. W produkcji aspirującej do miana nowoczesnej symulacji sportowej takie niedociągnięcia nie powinny mieć miejsca.

Główne menu jest bardziej intuicyjne, czytelniejsze i utrzymane w nowocześniejszej stylistyce, co pozytywnie wpływa na pierwsze wrażenie oraz ogólną ergonomię poruszania się po poszczególnych sekcjach. Układ kategorii został uporządkowany, a dostęp do kluczowych funkcji jest bardziej bezpośredni. Niestety, mimo atrakcyjniejszej oprawy wizualnej, nowe menu nadal zmaga się z problemami technicznymi. Responsywność pozostawia wiele do życzenia — przechodzenie między zakładkami bywa odczuwalnie opóźnione, a całość działa wolno i topornie. W efekcie estetyczna modernizacja nie współgra z płynnością działania, co w codziennym użytkowaniu potrafi skutecznie obniżyć komfort nawigacji. W efekcie końcowym gracz otrzymuje doświadczenie, które wizualnie (oprócz wspomnianego menu) nie rózni się od tego sprzed roku, a nawet dwóch. Przy obecnych możliwościach technologicznych można oczekiwać większej dbałości o detale oraz większego znaczenia nawet drobnych interakcji na boisku.

Na wyraźną pochwałę zasługuje oprawa audio, która wreszcie zaczyna odgrywać istotną rolę w budowaniu immersji. Komentarz dynamicznie reaguje na bieżące wydarzenia oraz wcześniejsze osiągnięcia zawodnika, dzięki czemu transmisje nabierają bardziej spersonalizowanego charakteru. Jeśli w trybie Be A Pro padnie kluczowy gol, komentatorzy potrafią odnieść się do tego występu także w kolejnych spotkaniach, wzmacniając wrażenie ciągłości narracyjnej i sportowego kontekstu. Takie rozwiązanie sprawia, że rozgrywka przestaje być zbiorem odseparowanych meczów, a zaczyna przypominać spójną karierę, w której forma i momenty przełomowe mają swoje konsekwencje medialne. To detal, ale znacząco podnosi poziom autentyczności całej prezentacji.

Równie dobrze wypada warstwa muzyczna. Licencjonowane utwory w połączeniu ze ścieżką dźwiękową dedykowaną trybowi Be A Pro skutecznie podbijają dynamikę kluczowych momentów i wyciszają atmosferę w spokojniejszych fragmentach sezonu. Odpowiednie tempo i dobór utworów pomagają utrzymać emocjonalną równowagę, dzięki czemu mecz zyskuje bardziej naturalny rytm i dramaturgię.

Osoby oczekujące polskiej wersji językowej ponownie muszą obejść się smakiem. Produkcja nie oferuje żadnej formy lokalizacji — ani napisów, ani komentarza w języku polskim. Co więcej, brak polonizacji stał się już utrwalonym trendem w kolejnych odsłonach serii. Sytuacja utrzymuje się na tyle długo, że trudno racjonalnie zakładać, iż w najbliższych latach nastąpi w tej kwestii przełom. Dla części odbiorców nie będzie to bariera nie do pokonania, jednak dla graczy preferujących pełną lokalizację pozostaje to istotnym mankamentem, szczególnie w kontekście rozbudowanych trybów kariery i narracyjnych elementów rozgrywki.

EA SPORTS NHL 26 rozwija fundamenty poprzedniej odsłony, koncentrując się na dopracowaniu detali zamiast na rewolucyjnych zmianach. Najważniejszym usprawnieniem pozostaje ICE-Q 2.0, które poprawia płynność meczu i wyraźniej różnicuje poziom zawodników. Rozgrywka jest bardziej dynamiczna i satysfakcjonująca, choć ogólny szkielet produkcji pozostał bez większych zmian. To raczej pakiet przemyślanych korekt niż pełnoprawna przebudowa serii. Różnice są zauważalne, ale nie na tyle znaczące, by bezdyskusyjnie uzasadnić pełną cenę — zwłaszcza że część trybów sprawia wrażenie niemal niezmienionych. Dla zagorzałych fanów hokeja to wciąż najlepsza dostępna propozycja na rynku. Gracze, którzy planują okazjonalne mecze ze znajomymi, mogą jednak rozważyć zakup jednej z poprzednich, tańszych edycji, oferujących bardzo zbliżone doświadczenie.

Oceń bloga:
0

Ocena - recenzja gry NHL 26

Atuty

  • ICE-Q 2.0.
  • Zmiany w trybie Be A Pro.
  • Bardziej realistyczne animacje podczas meczów.
  • Poprawione zachowanie się bramkarzy.

Wady

  • Niewielka innowacja.
  • Grafika i prezentacja w większości bez zmian.
  • Mikrotransakcje i grind w trybach online.
  • Poza trybem Be A Pro nie widać żadnych istotnych zmian.
  • Za tę kwotę można oczekiwać znacznie więcej treści.
  • Brak wersji PC.
Avatar drunkparis

drunkparis

Z racji, że funkcje PPE nie pozwalają napisać recenzji bez wystawienia oceny, każda opisywana przeze mnie gra otrzyma najniższą możliwą notę. Oceny tej nie należy w żaden sposób brać pod uwagę, ponieważ nie jestem zwolennikiem oceniania gier w skali procentowej, jaki i liczbowej.
Grałem na: PS5

Komentarze (0)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper