Pijane treści

pisane bez alkoholu

drunkparis drunkparis 14.02.2020, 17:03
Nikt nie jest doskonały
561V

Nikt nie jest doskonały

Po świetnych przygodach Sheparda nowy Mass Effect miał wysoko zawieszoną poprzeczkę. Na tyle wysoko, że nowa gra musiała być idealnie oszlifowana względem fabuły i oczywiście nowej szaty graficznej choćby dlatego, że na nową część tego tytułu czekaliśmy aż pięć lat.

Duże oczekiwania nie zawsze, potrafią spełniać się w stu procentach. Niestety w tym przypadku nie jest inaczej. Andromeda na spotach reklamowych sprawiała wrażenie ciekawego produktu, by ostatecznie okazać się mocnym przeciętniakiem ze sporym niewykorzystanym potencjałem. To, że w tym tytule drzemie fajny pomysł nie jest żadną tajemnicą, a jednak nie wszystko poszło w odpowiednim kierunku.

Fabuła gry rozkręca się w dość ślimaczym tempie i tak naprawdę jej największe zalety poznamy dopiero po kilkunastu godzinach spędzonych przed monitorem. Watro, nadmienić, że tak jak w przypadku poprzednich części, tak i tutaj na samym początku gry mamy możliwość wyboru naszego alter-ego w postaci Scotta lub Sary Ryder. Niezależnie kogo wybierzemy druga postać nadal będzie odgrywać w grze istotną rolę, co akurat jest fajnym rozwiązaniem. Tak więc wcielamy się ponownie w niedoświadczonego bohatera, który zostanie wybudzony po 600 latach podróży po Hyperionie - czyli coś na wzór galaktycznej arki, która transportuje dwadzieścia tysięcy ludzi w poszukiwaniu nowej planety do osiedlenia.

Początek gry jest dość nudny i moim zdaniem trochę przegadany, ale nie jest to aż tak uciążliwe po kilku łatkach, które poprawiły animację i mimikę postaci, a z tym bywało zabawnie z dużą ilością parodii i trzeba przyznać, że goła wersja była w opłakanym stanie. Na szczęście te problemy zostały już w większości załatane. Cała opowieść jest intrygująca i ma swoje zwroty akcji, ale szczerze mówiąc, nie zaskakuje tak bardzo, jak przygody Sheparda, co nie znaczy, że nie jest warta tych kilkunastu godzin gry. Oczywiście poza naszym głównym pionierem tutaj także będziemy werbować własną drużynę, z którą przemierzymy kilka planet i zakończymy całą historię. Z dostępnych dla gracza postaci najbardziej wyróżnia się narzekający na wszystko kroganin Drack oraz turiańska najemnicza Vetra Nyx. Najbardziej zaś irytującą osobą załogi (o ile można ją tak nazwać) jest sztuczna inteligencja zaprojektowana przez Aleca Rydera - SAM. Momentami miałem serdecznie dość słuchania wszystkich porad i tych samych tekstów symulacyjnej matrycy połączonej z Ryderem, który na każdym kroku ma coś do dodania. Pozostała część załogi jest dość sztampowa bez większej charyzmy i zbytnio nie wyróżnia się w tle nawet niektórych pobocznych postaci.

Rozgrywka jest tutaj najmocniejszym punktem nowego efektu masy. Strzela się naprawdę przyjemnie i czuć moc każdej broni. Asortyment jest całkiem zjadliwy i może nie ma tutaj jakieś tony przeróżności w postaci pukawek do wykorzystania, ale myślę, że te, które są przygotowane przez twórców, spokojnie wystarczą do dobrej zabawy. Niestety jeśli chodzi o walkę, to nasi kompani nie grzeszą rozumem i potrafią konkretnie wkurzyć swoją głupotą. Nie raz byłem świadkiem niepotrzebnej brawury, która kończyła się niczym innym jak zgonem postaci i osłabieniem drużyny (choć nie oszukujmy się i tak za wiele nasi pomagierzy nie są przydatni w walce). Co ciekawe wrogowie potrafią czasem zaskoczyć i schować się za osłoną, by wykorzystać przewagę terenu, ale też nie jest to nic nadzwyczajnego, czego byśmy już nie widzieli. Tak czy inaczej, przeciwnicy myślą nieco więcej niż nasza dodatkowa dwójka w drużynie.

Nie zabraknie również elementów rozwoju naszego głównego bohatera. Tutaj sprawa jest dość prosta ponieważ nie różni się to zbytni od poprzednich części i nadal mamy trzy drzewka rozwoju do wyboru: walkę, biotykę oraz technologię. Zdobyte punkty wydajemy na odblokowanie nowych umiejętności czy profili. Jednym słowem - stara śpiewka.

W grze pojawia się także crafting, który według mnie jest słabo przemyślany. Zmusza gracza do żmudnego wydobywania surowców, a tych potrzeba pokaźną ilość, aby wyprodukować dobej jakości pancerz, czy broń. Jest to irytujący element Andromedy, tym bardziej, że tak naprawdę bez tej funkcji gra nie straciłaby zupełnie nic, a wręcz przeciwnie. Niepotrzebne wydłużanie czasu jeśli komuś zależy na fajnym ekwipunku. Co ciekawe właśnie te, które wytworzy gracz są najbardziej efektywne - mordęga.

BioWare, obiecywało spory nacisk na eksplorację i w dużej mierze tak właśnie jest, ale czy ta eksploracja jest na tyle ciekawa i fajnie zaprojektowana, jak obiecywano? Szczerzę wątpię. Większość czasu poświęcimy na przejażdżkach w Nomadzie z punktu A do B podczas wykonywania głównych, czy pobocznych misji na siedmiu grywalnych planetach, które poza atmosferycznym klimatem zbytnio nie różnią się od siebie, ba, nawet mają te same układy odnośnie zadań. Zaskakuje również i to znacząco fakt, że większość żyjących istot w postaci zwierząt na różnych od siebie planetach, które będziemy mieli okazję zbadać, wygląda identycznie i zmian można szukać tylko w kolorze. Słabe to, tym bardziej że wspomniane planety są oddalone od siebie lata świetlne, szkoda. Widać, że komuś się bardzo śpieszyło i rozwiązanie kopiuj i wklej, okazało się najszybszą metodą. Jak dla mnie jest to dość spory minus, ponieważ ta powtarzalność psuję imersję z gry. Zresztą tej monotonności w Andromedzie nie brakuje i jeśli ktoś ogrywał wcześniej Inkwizycję, odczuje podobny schemat tyle, że w oprawie sci-fi. Zadania poboczne, to tak na dużą skalę znajdź, przeskanuj i przynieś, plus ewentualnie: zabij kilku przeciwników po drodze. Przyznaję, że potrafią człowieka wynudzić konkretnie do tego stopnia, że czasem miałem ochotę kompletnie je odpuścić.

Całe szczęście zadania lojalnościowe potrafią dać kopa i są w mojej opinii naprawdę w porządku. Oczywiście główny wątek fabularny nadal pozostaje najciekawszy i oferuje najlepsze zadnia do wykonania, a jest ich w miarę sporo, co się chwali. Ogólnie jest co robić o ile wcześniej nie wynudzimy się przy mało rozwiniętych pobocznych questach i skąpych rozwiniętych dialogach.

Graficznie gra trzyma poziom, choć nie jest to poziom, który powoduje opad szczęki, ponieważ podczas moich kilkugodzinnych eksploracjach da się dostrzec niskiej jakości tekstury szczególnie wewnątrz małych budynków. Nadrabiają za to planety, które wyglądają już bardzo ładnie i po wszystkich łatkach grafika jest na miarę szytą i nie przeszkadza

Z Andromedą spędziłem blisko 60 godzin według czasu podanego w grze. Jakby nie spojrzeć jest to solidny kawałek czasu i mimo mojego narzekania w tekście można uznać, że ten tytuł wcale nie jest taki zły patrząc na ten licznik czasu, więc da się tutaj dobrze bawić do samego końca (lub po prostu była to moja zwykła upartość, aby poznać zakończenie). Spoglądając na całość z perspektywy czasu nie żałuję godzin z nowym Mass Effectem, ale też czuję spory zawód, bo po BioWare spodziewałem się czegoś znacznie lepszego i zdecydowanie bardziej dopracowanego tytułu. Nie mniej jednak warto przetestować ten tytuł, ponieważ gier w podobnej tematyce brakuje. Do drugiej części Mass Effect, Andromiedzie sporo brakuje, ale zdecydowania nadrabia intensywnością i dynamiką walk, które w mojej opinii są tutaj lepsze.

Tagi: Mass Effect: Andromeda pc ps4

Werdykt
Nikt nie jest doskonały
Grałem na: PC
  • + Przyjemny system strzelania.
  • + Ogromny świat do zwiedzania.
  • + Główny wątek może zaciekawić.
  • + Misje Lojalnościowe.
  • + Kroganin Drack.
  • - Nadal posiada sporo błędów.
  • - Momentami nudna do bólu.
  • - Słabo rozwinięte zadania poboczne.
  • - Ubogi kreator postaci.
  • - Symulacyjna Adaptacyjna Matryca.
7.5
drunkparis
drunkparis Andromeda wymaga od gracza dużej ilości czasu, aby pokazać to, co ma najlepsze i jeśli ten czas jej poświęcimy, można się tutaj dobrze bawić.
Oceń notkę
+ +13 -

Oceń profil
+ +43 -
drunkparis
Ranking: 285 Poziom: 55
PD: 22114
REPUTACJA: 3649