Wóz Drzymały

czyli o retro grach Arcade słów kilka.

Ciapo Ciapo 14.04.2016, 15:06
Wóz Drzymały S03E11, X-Men.
9888V

Wóz Drzymały S03E11, X-Men.

Dziś na warsztat biorę grę posiadającą status kultowej i bardzo dobrej zarazem gry, której w czasach jej świetności nie miałem okazji pomęczyć za bardzo. Jest to beat'em up wydany w 1992 roku przez firmę Konami. Jej tytuł to X-men. Zapraszam do środka.

Witam Was po raz kolejny w Wozie Drzymały, gdzie przypominam/przybliżam Wam gry z automatów video arcade.

Na początek oczywiście jak zwykle podkład muzyczny dla zainteresowanych. Tym razem jest to składanka zawierająca najlepsze muzyczki z kultowego Commodore 64.

Więc zaczynamy. Dziś zajmę się grą zatytułowaną po prostu X-men. Jest to beat'em up, który powstał w studio znanej chyba wszystkim graczom firmy Konami. Wydana została w 1992 roku i zdobyła sobie uznanie wielu graczy.

Najpierw kilka słów o wersjach gry i automatach im dedykowanych. Gra została wydana w trzech wersjach. Wersja dla dwóch graczy. Była to wersja dla tych mniej zamożnych. Nie posiadała dedykowanego automatu i pozwalała na swobodny wybór postaci.

Druga wersja posiadała już dedykowany automat. Tutaj również możemy swobodnie wybierać postać, więc też można w nią pograć na emulatorze. Sam automat wygląda całkiem imponująco. Duży ekran i miejsce na cztery zestawy kontrolerów robi wrażenie. Jednak to nic takiego specjalnego w porównaniu z ostatnią wersją.

X-men 4 players
X-men w wersji dla czterech graczy

Ostatnia z dostępnych wersji to automat, który jest w sumie rarytasem kolekcjonerskim w tej chwili i jest raczej ewenementem w kategorii gier Arcade. Zrobiona na bogatości i z przepychem. Jest to automat przeznaczony dla sześciu graczy jednocześnie. Nie wiem, czy było więcej tego typu automatów. Ja nigdy o innym nie słyszałem, ale też nigdy nie interesowałem się tym tematem. Automat jest naprawdę sporych rozmiarów. Do tego posiada patent powiększający ekran. Nie wiem dokładnie jak to działa, ale zostało zastosowane tutaj lustro, dzięki któremu obraz jest panoramiczny. W tej wersji każdy z zawodników jest przypisany do konkretnego kontrolera, więc granie w tę wersję na emulatorze raczej nie wchodzi w rachubę. Swoją drogą granie w tę grę w sześć osób jednocześnie musiało dawać naprawdę sporo radochy. Jako ciekawostkę można napisać, że król popu Michael Jackson posiadał w swojej kolekcji taką maszynę w wersji dla sześciu graczy o numerze seryjnym 10292UPC. Została ona sprzedana na aukcji w 2009 roku. Automat w wersji dla szcześciu graczy prezentuje się mniej więcej tak:

X-men 6 players
X-men w wersji dla sześciu graczy

Udało mi się znaleźć też ulotki reklamowe do gry w wersji amerykańskiej i japońskiej. Japońska posiada nawet rysunek z wymiarami automatu w wersji dla sześciu graczy.

Japońska ulotka reklamowa Japońska ulotka reklamowa (środek)

  

 Japońska ulotka reklamowa (tył)

Amerykańska ulotka reklamowa (przód) Amerykańska ulotka reklamowa (tył)
Ulotki reklamowe X-men

Gra nie pojawiła się na żadnym z domowych systemów do gier tamtych czasów. Za to w 2010 roku trafiła do usług PSN dla PS3 oraz XBLA dla Xboxa 360. Nie posiadam żadnych informacji na temat tego, czy dalej jest w nich dostępna. To już możecie sobie sprawdzić sami jeśli macie ochotę pograć w grę ;)

Tytuł: X-men
Producent: Konami
Rok wydania: 1992
Liczba graczy: 1-6 (jednocześnie, co-op)
Używanych przycisków: 3

 

X-men (Konami, 1992 rok)
X-men (Konami, 1992 rok)

To tyle odnośnie automatów, teraz zajmę się już samą grą. Na początku kilka słów o fabule, która tutaj nawet istnieje. W końcu uniwersum X-men jest dosyć rozbudowane. Historia opowiedziana w tej grze nie jest oparta chyba na żadnym komiksie i została wymyślona na potrzeby gry. Nie ma tu nic nadzwyczajnego. Jak to zwykle bywa, Magneto, czyli szef organizacji zrzeszającej mutantów, którzy chcą wyeliminować ludzi, po raz kolejny planuje wcielić swój plan w życie. Oczywiście jak zawsze przeszkadzają mu w tym X-meni, czyli podopieczni doktora Xaviera, który jest przyjacielem Magneto jednak ma odmienną wizję na temat koegzystencji ludzi i mutantów. Magneto wpadł na pomysł, że jeśli porwie doktora oraz niejaką Kitty Pride to będzie mu łatwiej osiągnąć cel, bo jego podopieczni nie będą mu przeszkadzać. Oczywiście nasi bohaterowie nie zamierzają pozostawić tych działań bez reakcji i chcą odbić porwanych towarzyszy. Do boju staje sześciu podopiecznych Doktora X, są nimi Wolverine, Cyclops, Colossus, Storm, Nightcrawler oraz Dazzler. Między planszami pojawiają się animowane wstawki z mówionymi dialogami wyjaśniające nam to co będzie się działo dalej. Tak więc fabuła jak widać jest tutaj dpść rozbudowana jak na standardy gier Arcade.

Postaci dostępnych w grze jest sześć. Tak jak pisałem wyżej są nimi Wolverine, Cyclops, Colossus, Storm, Nightcrawler i Dazzler. W sumie różnice między nimi nie są jakieś znaczące i każdą z nich da się spokojnie pograć. Największą różnicą między nimi są ich mutanckie zdolność. Każda z postaci ma inny atak specjalny, który trzeba umieć wykorzystać. Oprócz tego można wyczuć delikatne różnice w szybkości. Taki Colossus jest wolniejszy niż Storm, za to Nightrawler jest chyba najszybszą postacią. W sile ataków nie zanotowałem specjalnej różnicy. Szybkość ma znaczenie chyba tylko podczas walk z bossami.

X-Men (wybór postaci)
X-men (wybór postaci)

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

Kilka słów o przeciwnikach stających nam na drodze. Pod tym względem gra jest dość biedna. Niby w grze znajdziemy około trzydziestu rodzajów przeciwników, jednak większość z nich pojawia się sporadycznie, a głównym i najbardziej rozpowszechnionym są Sentinele, którzy występują w dziewięciu odmianach, różniących się w zasadzie tylko kolorystyką. Oprócz tego znajdziemy wielkich kolesi wyglądających podobnie jak Juggernaut uzbrojonych w wielkie armaty. Poza tym ludzie z głowami i ogonami krokodyla, różne okazy flory i fauny w postaci krwiożerczych kwiatów, czy zabójczego roju os. Spotkamy też po drodze stworki wyglądające prawie dokładnie tak jak kosmici z filmu Pan Kleks w Kosmosie ;) Oprócz żywych przeciwników natkniemy się też na różnego rodzaju sprzęty mechaniczne. Od miotaczy płomieni i działek laserowych wychodzących z ziemi, przez ruchome roboty fabryczne strzelających laserem, czy zapory elektryczne, po mechaniczne zwierzęta czy nawet hybrydy, pół maszyny na podwoziu czołgu, pół ludzie przytwierdzeni do tych podwozi. Większość przeciwników pokonuje się po prostu naparzając i nie trzeba stosować żadnych specjalnych taktyk. Jedyne co trzeba mieć na uwadze to oczywiście nie dać się okrążyć, ale to jest zasada uniwersalna dla każdego beat'em up'a. Wrogowie nie posiadają imion, ani pasków energii. Po prostu naparzamy aż zginą. W grze występują też tak zwane przejściówki. Są to przeciwnicy twardsi niż pozostali, wymagający dłuższej walki, jednak nie są oni zlokalizowani na końcu planszy, a przeważnie gdzieś w połowie. Wśród nich znajdziemy rój os razem z królową, mechanicznego smoka wraz ze stadem swoich młodych, później spotkamy się też z White Queen, czterema kopiami pierwszego bossa Pyro i na końcu Mystique w przebraniu Magneto. Co ciekawe występuje ona bezpośrednio przed samym ostatnim bosem, czyli z Magneto walczymy dwa razy. Na szczęście po pokonaniu Mystique zostaje nam odnowiona energia. Oczywiście nie mogło też zabraknąć bossów. Są to postaci znane z komiksów i należące do obozu Magneto. W opisie gry jest napisane, że gra posiada sześć poziomów, jednak z mojej obserwacji wynika, że jest ich siedem i na każdym spotkamy bossa. W kolejności od pierwszego do ostatniego są to następujący przeciwnicy. Pyro, Blob, Wendigo, Nimrod, Juggernaut. Szósty z bossów to trzy ożywione, egipskie posągi, no i ostatni boss czyli Magneto we własnej osobie.

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

Kolejny akapit będzie o lokacjach, które przyjdzie nam zwiedzać. Według opisy gry, posiada ona sześć poziomów. Jednak z moich obliczeń nie chce wyjść inaczej niż siedem lokacji. Nie wiem czemu tak jest, ale ja uznaję, że gra jest podzielona na siedem plansz. Zaczynamy naszą przygodę w jakimś mieście, następnie akcja przenosi się do tajnego laboratorium, albo innej bazy wojskowej. W trzeciej lokacji zwiedzamy sobie dżunglę, po czym przenosimy się do jaskini, aby dotrzeć nią na drugą jej stronę i podziwiać nadmorskie widoczki. W końcu docieramy do czegoś na wzór egipskiej piramidy. Po wszystkim okazuje się, że Magneto jest w swojej bazie na asteroidzie gdzieś w kosmosie. Poziomy nie są jakieś specjalnie długie i całość da się skończyć w jakieś 35-40 min, co w mojej ocenie jest całkiem niezłym wynikiem. Jeśli dodamy do tego możliwość przechodzenia gry dwukrotnie, to czas ten może się wydłużyć nawet do ponad godziny. Nie jest to co prawda Vendetta, gdzie grę możemy przechodzić nieskończoną liczbę razy na jednej blaszce, jeśli oczywiście mamy odpowiedniego skilla. Tutaj możemy grę przejść dwukrotnie zanim zobaczymy napis Game Over. Same lokacje przygotowane są z dużą dbałością o detale. Są ładnie narysowane i szczegółowe. Jest dość kolorowo i przyjemni dla oka. Może nie są one dość różnorodne, bo niektóre plansze są do siebie łudząco podobne, ale w końcu i tak nie chodzi tutaj o podziwianie plansz tylko o samą rozgrywkę, która daje dużo frajdy, a kolorowe i bogate tła są tylko dodatkiem. Jako ciekawostkę można napisać, że w drugiej planszy mamy dwie drogi prowadzące do bossa. Mniej więcej w połowie trafimy na ścianę, na której zamontowane są mechaniczne czaszki. Jeśli nie zdążymy ich zniszczyć na czas uruchomi się winda, która przeniesie nas do innej części planszy, gdzie po pierwsze jest więcej przeciwników, a po drugie nie występują Sentinele zostawiające energię. Lepiej jest więc jest poświęcić jeden atak naszej mutanckiej super mocy i pójść dalej prosto, gdzie jest znacznie łatwiej.

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

Kilka słów o grafice. Jest ona jak na tamte czasy bardzo ładna i nawet dziś myślę, że nie powinna kaleczyć oczu. Wszystko jest ładnie narysowane i nie mamy problemu z rozpoznaniem, kto jest kto. Gra jest bardzo kolorowa i przyjemnie się ją ogląda. Wybuchy wyglądają całkiem efektownie, do tego przeciwnicy rozpadają się na wiele kawałków. Czasami zdarza się, że wyrzucimy Sentinela za ekran, ten tam wybuchnie po czym jego głowa wturla się na ekran wyprzedzając nas. Do tego każdy z zawodników może dobijać przeciwnika i każdy robi to w inny sposób. Czasami Sentinele zanim wybuchną spowijają się jeszcze wyładowaniami elektrycznymi. Plansze posiadają dużo detali jednak trzeba uczciwie przyznać, że nie powalają różnorodnością. W tym temacie graficy mogliby się bardziej postarać, bo większość plansz jest w brązowo-żółtych odcieniach piasku. Niestety nie znajdziemy tutaj zbyt wielkiej interakcji z tłami. Nie da się nic zniszczyć, czasami tylko otwierają się jakieś przejścia, z których wychodzą przeciwnicy. Są też wrogowie, którzy udają elementy tła, a kiedy się do nich zbliżymy ożywają i zaczynają atakować. Co ciekawe w większości gier takie miejsca, w których ma się coś stać są widoczne na pierwszy rzut oka. Inny odcień czy nawet kolor. Tutaj do ostatniej chwili wrogowie wyglądają jak najprawdziwsze elementy tła. Postaci naszych bohaterów jak i przeciwników są dość duże, dzięki temu łatwo jest się połapać gdzie znajduje się nasz zawodnik. Zdarzają się jednak takie zadymki, że możemy mieć z tym problem. W wersji dla sześciu graczy nasze postacie jak i przeciwnicy są znacznie mniejsi, ale za to plansze są jakby większe. Mamy większe pole do działania kosztem wielkości postaci. Wynika to z tego, że wersja 6p posiada dwa ekrany tworzące jeden obraz.

Animacja w grze jest średnia. Wszystko porusza się płynnie ale troszeczkę nienaturalnie. Nie jest to jakaś wielka wada, ale czasami dziwnie wygląda. Najbardziej ubogim pod tym względem jest Wendigo. Porusza się jakoś tak nienaturalnie jakby brakowało mu kilku klatek animacji. Poza tym, raczej nie ma się do czego przyczepić. Pod względem oprawy wideo, w moim odczuciu gra stoi na całkiem wysokim poziomie i może spokojnie konkurować z innymi grami z tego okresu.

Oprawa audio również prezentuje się całkiem okazale. Pierwszą rzeczą, którą zwraca na siebie uwagę X-Men jest całkiem spora ilość mówionych dialogów. Na początku pierwszej planszy nawet komentator ekscytuje się naszymi dokonaniami. Do tego we wstawkach między planszami Doktor X często wypowiada jakieś swoje mądrości i przekazuje nam co mamy dalej zrobić. Więc już same efekty dźwiękowe robią wrażanie. W tamtych czasach usłyszenie w grze tylu mówionych wstawek nie było niczym normalnym. Do tego głosy mają zdumiewająco czyste brzmienie. Prawdopodobnie na nie właśnie poszło całe dostępne miejsce, bo reszta efektów dźwiękowych jest raczej przeciętna i nie wyróżniają się niczym specjalnym.

Muzyka przygrywająca w tle jest całkiem przyjemna jednak nie zapadła mi w pamięci jakoś specjalnie i w tej chwili nie jestem w stanie zanucić żadnego z utworów. Dla mnie jest to jednoznaczne z tym, że żaden z utworów w grze nie zrobił na mnie większego wrażenia. Co ni oznacza, że nie wpadną one nikomu w ucho. Co więcej pod koniec 1992 roku wydawnictwo King Records wydało limitowany soundtrack z tej gry, więc na pewno są ludzie, którym muzyka z gry musiała się podobać. Dla mnie oprawa audio stoi raczej na średnim poziomie ze wskazaniem na dobry. Co ciekawe często zdarzyło mi się w trakcie grania w X-Men stwierdzić, że niektóre dźwięki dobiegające moich uszu są bardzo podobne do tych, które można usłyszeć w innej kultowej grze firmy Konami, wydanej rok wcześniej, a mianowicie Vendetty. Pewnie przy grze pracował ten sam muzyk, albo korporacja próbując już wtedy ciąć koszty zastosowała gotowe sample z poprzedniej gry. Co najważniejsze muzyka i efekty dźwiękowe nie przeszkadzają w graniu.

Teraz przechodzimy do tego co tygryski lubią najbardziej, czyli samą rozgrywką. Do sterowania używamy gałki oraz trzech przycisków. Jeden przycisk odpowiedzialny jest za atak, drugi za skok, a trzecim używamy super mocy naszego mutanta. Będąc przy super mocach, to nie możemy tymi super atakami spamować cały czas. Ilość dostępnych ataków mocą jest pokazana pod naszym paskiem energii i w zależności od wersji różnie jest pokazywana. Mamy narysowaną kolorową kulkę i przy niej napis x1, czyli im więcej tych kulek zbierzemy to mamy x2, albo x3. Możemy mieć maksymalnie nazbierane trzy kulki. W innych wersjach pokazują się jedna, dwie lub trzy kulki po prostu. Możemy też użyć ataku specjalnego jeśli mamy zero kulek, jednak wtedy zabiera nam to cztery kratki energii. Magiczne kule możemy uzupełnić na dwa sposoby. Też jest to zróżnicowane w zależności od wersji. W jednej z wersji pojawiają się na planszach Specjalni Sentinele, którzy po zgonie zostawiają kulkę magii lub energię i kulka magiczna wygląda mniej więcej tak:

Magiczna kulka
Kulka dodająca jeden atak super mocą

W drugiej z wersji nie występują ci specjalni Sentinele, więc jedyny moment kiedy dostajemy dodatkową kulę mocy to przejście planszy. Po pokonaniu każdego z bossów po prostu dostajemy bonus w postaci jednego dodatkowego ataku super mocy. Każdy z mutantów ma ten super atak inny (pisałem o tych atakach przy okazji szczegółowych opisów postaci). Dlatego musimy nauczyć się dobrze wykorzystywać moc naszego ulubionego zawodnika, bo często możemy zmarnować atak nie wiedząc jak on działa i odpalając go nie zabijemy żadnego z przeciwników.

Wspomniałem o różnicach pomiędzy wersjami gry. Teraz trochę ten temat rozwinę. Jak wiadomo gra występowała w trzech wersjach. Dla dwóch, czterech lub sześciu graczy. Różnice są między nimi takie, że wersje dla dwóch i czterech graczy posiadają swobodny wybór postaci, podczas gdy wersja dla sześciu graczy ma przypisane postacie do konkretnych graczy. Więc jeśli rozważacie pogranie w tę grę na emulatorze to warto się zainteresować wersjami 2p i 4p, a odpuścić sobie wersję dla sześciu graczy, gdyż w tym przypadku żeby zagrać każdą postacią trzeba by skonfigurować sterowanie dla każdej z postaci osobno. Dodatkowo wersja dla sześciu graczy jest jeszcze trudniejsza niż 4p. Mamy tutaj większy ekran, składający się jakby z dwóch połączonych monitorów i znacznie więcej przeciwników niż w poprzednich wersjach. Nawet jeśli gramy samemu to wychodzi ich około dwa razy więcej niż w wersjach dla dwóch i czterech graczy. Wersje 2p i 4p też się między sobą różnią. Jeśli ktoś wcześniej nie grał w tę grę i chciałby się z nią zapoznać to na początek poleciłbym wersję 2p, a to z tego prostego powodu, że jest znacznie łatwiejsza. Łatwiejsza jest z tego względu, że w wersji dla dwóch graczy pojawiają się wspomniani wcześniej Sentinele w kolorze różowo-srebrnym, którzy po zgonie zostawiają energię albo kulę magiczną. W wersji dla czterech graczy ci przeciwnicy nie występują, więc odnowić energie czy ataki magiczne możemy tylko po przejściu planszy. Dlatego wersję 4p polecam zaawansowanym graczom, którzy znają grę już dobrze i uważają, że jest ona za łatwa, a wersja 6p dla ekspertów, którzy obie poprzednie wersje kończą z palcem w... nosie.

Ja w chwili obecnej ćwiczę sobie wersję dla dwóch graczy ponieważ jest ona zdecydowanie najłatwiejsza. Choćby ze względu na występujące w grze piguły leczące. Co ciekawe w grze nie uświadczymy żadnych znajdziek, ani dodatkowych broni. Nie ma też żadnych przedmiotów dodających punkty. To akurat jest spowodowane tym, że w grze nie ma punktów. Gra zlicza po prostu zaciukanych przez nas wrogów. Dlatego też nie było sensu tworzenia dodających punkty przedmiotów. W grze występują tylko dwie znajdźki. Magiczna kula dodająca możliwość bezkarnego użycia mocy mutanta i druga będąca pigułą odnawiającą energię. Wygląda ona tak:

Żarcie
Żarcie

Przedmiot ten dodaje energię do pełna. Autorzy gry nie bawili się w tworzenie kilku różnych żarć dodających różne ilości energii. Jest jeden przedmiot i dodaje do pełna. Oba pojawiające się w grze przedmioty trzeba zebrać w określonym czasie, bo jeśli tego nie zrobimy, to po prostu znikają. Jeśli zbierzemy energię mając pełny pasek, lub magiczną kulę posiadając już trzy na w kolekcji to nic się nie stanie. Nie dostaniemy za to żadnego bonusu. W takiej sytuacji możemy równie dobrze pozwolić przedmiotowi zniknąć. Efekt w obu przypadkach będzie taki sam.

Gra posiada dosyć uczciwy system walki. Nie dostajemy do dyspozycji żadnych ciosów specjalnych. Możemy tylko uderzać, skakać i używać mocy mutanta. Nie dysponujemy nawet klasycznym atakiem odpalanym przez wciśnięcie obu przycisków naraz. Ten cios możemy z powodzeniem zastąpić użyciem wspomnianej mocy. Nawet kiedy boss nas złapie i trzyma przez chwilę w powietrzu zanim nami rzuci i zdążymy w tym czasie odpalić atak specjalny to uda nam się zaoszczędzić energię bo boss dostanie lampę i nas upuści. W większości gier, w których nie mamy ciosu rozganiającego wszystkich przeciwników wokół nas i damy się okrążyć, to jesteśmy tak naprawdę skończeni, bo wrogowie nie dadzą się nam już wyrwać. Jednak nie w grze X-Men. Tutaj w takiej sytuacji wystarczy bijąc przeciwników przed nami, wychylić gałkę w przeciwnym kierunku aby nasz mutant wyprowadził mocny cios przewracający nadchodzących z przeciwnej strony wrogów. Do tego nawet jeśli zostaniemy zaatakowani od tyłu ale zdążymy przed drugim ciosem przeciwnika wykonać ten cios odrzucający wrogów to gra nie zabierze nam ani kratki energii. Dzięki temu, nawet jeśli zostanie nam jedna kreska życia, mamy szansę wyłapać gonga i nie umrzeć. Dlatego uważam, że system walki w tej grze jest dość sprawiedliwy, a nawet dający szansę komuś kto popełnia błędy.

Co prawda z drugiej strony zdarzają się też sytuacje, w których ma się ochotę sprzedać bułę w telewizor. Na przykład miotacze płomieni wyskakujące nagle spod ziemi. Zieją one ogniem tak długo, że jeśli damy się trafić w miejscu gdzie płomień ten sięga aż do końca ekranu, to za każdym razem kiedy będziemy się podnosić z ziemi, od razu będziemy po raz kolejny padać bo znowu trafi nas ogień. Stracimy w ten sposób całe życie, a jedyne co będziemy mogli zrobić to patrzeć jak nasza postać podnosi się, dostaje ogniem i pada znowu na ziemię. Dopiero po stracie życia zyskujemy chwilową nieśmiertelność i możemy odejść z feralnego miejsca. Przydał by się tutaj patent ze wspomnianej Vendetty, dzięki któremu jeśli nie będziemy naciskać przycisków ani ruszać gałką kiedy leżymy, to nasza postać po prostu będzie grzecznie leżeć na ziemi i czekać. Niestety jakoś pod tym względem autorzy gry nie chcieli skorzystać z dobrodziejstw wcześniejszej gry ich studia.

Gra pozwala na molestowanie leżących przeciwników. Jest to bardzo przydatna opcja. Każdy z mutantów leży kopiącego w inny sposób, no prawie. Colossus uderza leżącego pięścią, Cyclops i Dazzler po prostu kopią, Wolverine oczywiście dźga swoimi pazurami. Storm i Night Crawler mają najciekawsze dobitki. Ta pierwsza dotyka swojej ofiary po czym razi prądem (do tego jeśli zaczniemy dobijać idąc z dołu do góry to ponętnie przy tym eksponując tyłeczek), wygląda to fajnie, bo po prostu trzyma ofiarę dopóki ta nie zejdzie z tego świata, mimo że my musimy naparzać przycisk, nie możemy go po prostu przytrzymać. Night Crawler za to wskakuje na przeciwnika i beztrosko po nim skacze.

Dobijanie jest ważnym elementem tej gry. Dzięki temu możemy pozbyć się przeciwnika nie pozwalając mu wstać z ziemi. W innych grach tego typu jeśli zaczniemy kogoś dobijać to po kilku ciosach ten wstanie niezależnie od tego czy dalej go kopiemy, czy przestaliśmy, no chyba, że biedulka zemrze w trakcie. W tej grze, jeśli dopadniemy leżącego przeciwnika i nie przeszkodzą nam w tym żadni inni wrogowie, możemy skatować biedaka na śmierć niezależnie od tego il pozostało mu jeszcze energii. Nie podniesie się dopóki nie przestaniemy bić. Dlatego ten element jest w X-Men'ach bardzo ważny. Najbardziej upierdliwych przeciwników najlepiej jest pozbywać się właśnie tak, że powalić na ziemie, a potem naparzać do zgonu.

Kolejną ciekawostką na temat tej gry, która zapadła w pamięci graczy obcujących z tym tytułem i za co gra była dość mocno krytykowana to drewniany vioce acting i błędy językowe. Wspomniane wcześniej w tekście słynne Welcome to die to nie jedyny taki kwiatek w grze. Innym dobrze zapamiętanym tekstem jest: I am Magneto, master of magnet. Dowodzi to, tego, że Japończycy w tamtych czasach nie specjalnie znali język angielski i kaleczyli go wyśmienicie, bo to nie jest pierwsza gra, którą opisuję i w której zauważyłem dziwną składnię ;) W sumie zarzut o drewniany voice acting w czasach kiedy w grach wstawki mówione można było policzyć na palcach jednej ręki dobrego stolarza też jest trochę wyssany z dupy, ekhm z palca, przepraszam. W końcu skąd ci ludzie mieli wiedzieć jak się podkłada głosy do gier skoro nikt wcześniej tego nie robił? No ale ludzie oczekiwali, że jak już coś takiego w grze się pojawi, to od razu będzie pełna profeska. Niestety, nie wyszło, chociaż może to i lepiej, bo dzięki temu gra lepiej zapadła ludziom w pamięć.

Ogólnie rzecz biorąc X-Men w wykonaniu Konami to kawał solidnej rozrywki, która podejrzewam może spodobać się graczom nawet dziś. Przyznam się, że sceptycznie do niej podchodziłem kiedy zabierałem się do tego tekstu. Nie byłem przekonany, czy będę umiał w nią grać teraz. Okazało się, że gra wciągnęła i spodobała mi się na tyle, że jestem skłonny do poćwiczenia w nią żeby ukończyć ją na jednej blaszce i zawsze w ciągu dnia znajduję chwilkę żeby przy niej posiedzieć. Wśród graczy retro krąży opinia, że ludzie grają w retro gry, które pamiętają z dzieciństwa jednak nie zagłębiają się w produkcje, które ich w tamtych czasach ominęły. X-Men jest doskonałym przykładem, że to nie prawda, a może tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę?

Na zakończenie dla najwytrwalszych zamieszczam filmik prezentujący grę w akcji.

Podsumowując X-Men posiada ładną, kolorową grafikę, przeciętną muzykę i efekty dźwiękowe, jednak zawierającą wstawki mówione, a co najważniejsze daje dużo frajdy ze spędzania z nią czasu i myślę, że każdy fan retro powinien chociaż spróbować dać tej grze szansę, bo możliwe, że tak jak ja, odkryjecie perełkę, o istnieniu której nie mieliście zielonego pojęcia i okaże się, że nawet po ponad dwudziestu latach gra nie straciła wiele na swojej wartości i co najważniejsze grywalności. Zdecydowanie polecam.

Na dzisiaj to już wszystko co dla Was przygotowałem. Dziękuję za poświęcony czas i mam nadzieję, że w takim samym gronie spotkamy się już za tydzień w następnym odcinku Wozu Drzymały, w którym przedstawię Wam kolejną retro grę z automatów VideoArcade. Teraz się z Wami żegnam i zapraszam do oddania głosu w sondzie. Dzięki temu możecie przyczynić się do wyboru tekstu, który pojawi się tutaj już za tydzień. Trzymajcie się.

 

Tekst pochodzi z mojej strony www.Retro-Granie.info.

Tagi: arcade konami salon gier wóz drzymały X-Men

Oceń notkę
+ +18 -

Drzymała
Oceń profil
+ +98 -
Ciapo
Ranking: 141 Poziom: 63
PD: 31950
REPUTACJA: 13016