Wóz Drzymały

czyli o retro grach Arcade słów kilka.

Ciapo Ciapo 25.02.2016, 14:55
Wóz Drzymały S03E04, Battletoads.
7722V

Wóz Drzymały S03E04, Battletoads.

W tym odcinku Wozu Drzymały zajmę się grą, której tytuł kojarzy większość starych wyjadaczy, pamiętających czasy NES'a. Ta konkretna gra jest ostatnią, piątą już częścią serii o wojowniczych, kosmicznych żabach i nie została wydana, na żaden z domowych sprzętów. Mowa oczywiście o Battletoads. Jest to beat'em up wydany w 1994 roku przez Electronic Arts, a stworzony przez Rare. Zapraszam do środka.

Na początek oczywiście podkład muzyczny dla zainteresowanych. Tym razem jest to tak zwany Music Disk stworzony przez scenową grupę Phenomena na Amidze.

O tej grze internety wiedzą już nieco więcej i udało mi się znaleźć zdjęcia oryginalnego automatu przygotowanego z myślą o niej. Jest to konstrukcja przeznaczona dla trzech graczy i wygląda mniej więcej tak.

Automat Battletoads
Automat Battletoads

Oraz zbliżenie na panel sterowania.

Panel sterowania Battletoads
Panel sterowania Battletoads

Bez większych problemów udało się też znaleźć ulotkę reklamową do tej gry. Co prawda tylko jedna wersja i nie wiem czy były w ogóle jakieś inne, bo w tamtych czasach nawet nie wiedziałem, że takie bajery istnieją.

Ulotka reklamowa Battletoads, przód Ulotka reklamowa Battletoads, tył
Ulotka reklamowa Battletoads

Teraz rozpoczynamy część główną.

Tytuł: Battletoads
Producent: Rare
Rok wydania: 1994
Liczba graczy: 1-3 (jednocześnie co-op)
Używanych przycisków: 2

 

Battletoads (Rare, 1994 rok)
Battletoads (Rare, 1994 rok)

Gra nie została wydana na żaden inny sprzęt niż automaty Arcade. Jest piątą i ostatnią częścią serii, a w skład całej serii wchodzą następujące tytuły.

  1. Battletoads (NES, 1991 rok)
  2. Battletoads and Double Dragon (NES, 1993 rok)
  3. Battletoads in Battlemaniacs (SNES, 1993 rok)
  4. Battletoads in Ragnarok's World (GameBoy, 1993 rok)
  5. Battletoads (Arcade, 1994 rok)

Swego czasu pojawiły się plotki o tym, że Battletoads ma powrócić na najnowszą konsolę Microsoftu, Xbox One. Nie wiadomo w tej chwili, czy ma to być całkiem nowa gra, czy tylko przeróbka tej, o której będę teraz pisał. Wiadomo tylko, że mają ją stworzyć ludzie z Rare, czyli ta sama firma, która stworzyła to uniwersum. Pytanie tylko, czy w tej firmie pracuje jeszcze ktoś, kto pamiętałby czasy, kiedy powstawały pierwsze części wojowniczych żab. Nie wspominając już o tym, że blask tej firmy skończył się dawno, dawno temu.

Wracamy jednak do sedna sprawy. W sumie fabuła, może nim do końca nie jest. Jak zwykle w tego typu grach fabuła nie jest konieczna do tego by czerpać satysfakcję z rozgrywki. Tutaj nie ma jej zbyt wiele. Mamy trzy kosmiczne żaby, które są czymś w rodzaju łowców głów. Niestety nie miałem okazji zaznajomić się z poprzednimi odsłonami tej serii, więc oprę się tylko na tym, czego możemy dowiedzieć się w tej grze, a dowiedzieć się możemy niewiele ;) Nasze żaby otrzymują wiadomości z pogróżkami od różnych kreatur i natychmiast udają się na misję w celu wyeliminowania problemu. Nie ma tutaj mowy o braniu jeńców. Każdy z wrogów kończy swoje żywota i nikt nie zamierza go zamykać do więźnia. W sumie to tyle jeśli chodzi o samą fabułę. Po prostu misja: zrobić porządek. I w sumie to wystarczy żeby dobrze się bawić.

Postaci dostępnych w grze mamy trzy. Pimple, typowy mięśniak. Najwolniejszy i najsilniejszy w grupie. Porusza się raczej powoli, ale jeśli wyprowadzi cios i trafi to nie musi już powtarzać, bo z przeciwnika zostaje mokra plama. Druga z żabek to niejaki Rash. Jest zupełnym przeciwieństwem Pimpla. Szybki, zwinny i raczej niezbyt silny. Trzeci zawodnik to Zitz. Jak nie trudno się domyśleć jest to zawodnik ustawiający się pośrodku, czyli średnio szybki i średnio silny. Tak więc każdy znajdzie idealne rozwiązanie, dostosowane do swojego stylu gry. Nasi chłopcy potrafią powiększać swoje kończyny i zamieniać je w różnego rodzaju narzędzia typu wielki świder, kowadło, łyżkę spychacza, czy inny topór, albo piłę łańcuchową,, co wygląda całkiem zabawnie, a do tego jest skuteczne.

Battletoads (wybór postaci)
Battletoads (ekran wyboru postaci)

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

Przeciwnicy. Jest ich w grze całkiem sporo. Pojawiają się w średnio dużych ilościach, jednak grupa dwóch wrogów potrafi zrobić nam krzywdę. Niestety zróżnicowanie jest tylko pozorne, bo autorzy tutaj bardzo mocno wykorzystali zamiany kolorów. Najczęściej spotykanych przeciwników w grze jest aż siedem odmian, a większość wrogów jakich spotykamy w grze występuje w minimum trzech wersjach kolorystycznych. W końcowym rozrachunku wychodzi, że jeśli chodzi o rodzaje to nie jest ich zbyt wiele. Przeciwnicy to w większości różnego rodzaju szczurki. Mniejsze, większe, uzbrojone w karabiny laserowe. Zdarzają się też świniaki, czy małe latające stworki przypominające jakieś zmutowane króliki. Natkniemy się też na dziwne twarze, przyczepione do ścian i atakujące nas oczami wysuwanymi na długich mackach, czy dziwne kolczaste węże. Na ostatnim poziomie toczymy walkę głównie z różnego rodzaju mechanicznymi przeciwnikami. Latające kule o różnych właściwościach, roboty strzelające rakietami, czy ogniste kule. O te ostatnie występują tylko w jednym kolorze. Przeciwnicy w większości przypadków walczą wręcz, jednak znajdą się i uzbrojeni, jak wcześniej wspomniałem w karabinki laserowe, które możemy podnieść. Wielkie, kolczaste kule na drążku, dodatkowo podłączone do prądu. Tych podnosić nie możemy. Oraz sporych rozmiarów klucze, bynajmniej nie takie do otwierania zamków, ani wiolinowe, których też nie możemy podnosić gdyż przeciwnicy w nie uzbrojeni wypuszczają je z ręki dopiero kiedy giną i klucze te znikają razem z przeciwnikami.

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

Lokacje. Jeżeli chodzi o każdą lokację z osobna, to są one dość mało zróżnicowane. Przez cały poziom wszystko wygląda tak samo. Jednak są całkiem przemyślnie skonstruowane. Pierwsza jest pierwsza, czyli tutaj akurat jest efektowni, w kosmosie idziemy po dachu statku kosmicznego. W tle przelatuje armada innych wielkich statków. Konstrukcja planszy jest standardowa. Idziemy przed siebie i niszczymy. Druga plansza rozgrywa się w lodowych korytarzach. Schodzimy poziomami w dół, czasami podchodzimy pod górkę. Pada śnieg, więc jest ślisko i trzeba dokładniej planować swoje ruchy. Trzecia plansza składa się z dwóch części. Najpierw lecimy używając jet pack'a. Lecimy to może złe słowo. Opadamy, bo poruszamy się w studni spadając coraz niżej. Ten poziom jest nawiązaniem do oryginału z NES'a gdzie występował podobny poziom i nawet podobni przeciwnicy. Kiedy dolecimy na dół, po prostu wylatujemy z ekranu i zaczynamy już tradycyjny nawalankowy kawałek planszy, który rozgrywa się wewnątrz statku kosmicznego i tym razem czeka nas wspinaczka pod górę. Czwarty poziom to jakaś dziwna lokacja przypominająca ostatnią planszę z pierwszej części Double Dragon. Standardowa walka z coraz więkzą ilością przeciwników. Ciekawostką są lecące w dwóch miejscach, z głębi ekranu wielkie kule. Najpierw złote, później srebrne. Trzeba ich unikać bo inaczej nas rozgniotą. Ostatnia plansza zaś to bardziej shoot'em up. Stoimy na lecącej platformie, dostajemy w łapy karabin i lecimy strzelając do wszystkiego co się rusza. Latają tu nawet powerupy zmieniające nam strzelanie. Sam poziom i walka z bossem nie są jakoś wyjątkowo trudne. Trudniej jest wcześniej. Jak widać lokacje są dość zróżnicowane w stosunku do siebie i widać, że autorzy chcieli trochę urozmaicić standardową konwencje beat'em up'a. W ogólnym rozrachunku same poziomy są przygotowane naprawdę dobrze.

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

Grafika. Tutaj gra zdecydowanie prezentuje się bardzo okazale. Gra jest ładna, kolorowa i do tego zabawnie rysowana. Przy okazji dość krwawa. Nasi bohaterowie mają kilka sposobów znęcania się nad wrogami. Zdarzają się odcięte kończyny i głowy. Wrogowie po śmierci zamieniają się w kupki kości. Dobicia też są dość brutalne. Przebicie na wylot głowy powiększonymi pazurami, czy przewiercenie głowy wielkim świdrem. Rozpryski krwi niczym z japońskich filmów o samurajach ;) Postaci narysowane są z dość sporą dbałością o szczegóły. Nie są zbyt duże, ale nie można powiedzieć, że są małe. Czasami jednak mogą zdarzyć się zadymki, w których możemy stracić orientacje i zgubić naszego zawodnika z oczu. Gra posiada też efektowne, statyczne obrazki oraz ładnie zrobione cut-scenki, a w zasadzie cut-scenka. Jest jedna, taka sama przed każdą misją, ale ładnie zrobiona. Tła nie są za bardzo interaktywne ale wyglądają w porządku. Na zimowej planszy pada śnieg. Zdarzają się momenty, że elementy tła są na pierwszym planie i przesłaniają widok. Powiększające się, zmieniające kształty i zmieniające się w dziwne rzeczy kończyny naszych zawodników, dają zabawne zabarwienie oprawie graficznej. Zdarzają się też momenty kiedy blisko ekranu pojawiają się przeciwnicy, z którymi walczymy. Czasami możemy ich kopnąć w stronę ekranu. A świetnie zrobiona została walka z pierwszym bossem. Kiedy po każdym naszym mocniejszym ataku wypada właśnie tak w stronę ekranu, to po chwili pojawia się obrazek wkurzonego bossa zajmujący połowę ekranu i po chwili boss wskakuje na pole walki.

Jeśli musiałbym się do czegoś przyczepić w stosunku do oprawy graficznej, to zdecydowanie byłaby to animacja. Niestety tutaj gra bardzo cierpi. Animacja jest bardzo koślawa i zdecydowanie mogłaby mieć trochę więcej klatek. Postacie zarówno naszych herosów jak i przeciwników poruszają się jakoś tak koślawo. Jednak jeśli chodzi o grafikę to tylko ten jeden detal psuje ogólne wrażenie.

Teraz kilka słów o muzyce. Tutaj też zdecydowanie należy się pochwała. Utwory skomponowane do gry są zróżnicowane i każda plansza ma swój niepowtarzalny klimat odzwierciedlony również w postaci tego co słyszymy. Na przykład w drugiej planszy, tej skutej lodem i zasypanej śniegiem jest wręcz świąteczna. Pojawiają się nawet dzwoneczki jednoznacznie kojarzące się ze świętami. Wszystkie utwory zdradzają zafascynowanie twórców cięższymi brzmieniami. Jeśli ktoś pamięta taki serial animowany jak Moto Myszy z Marsa to będzie wiedział o jakie klimaty muzyczne chodzi. Znajdziemy też spokojne brzmienia, tak dla równowagi. Cała ścieżka dźwiękowa jest w moim odczuciu bardzo dobra. Buduje klimat i nakręca do walki.

Efekty dźwiękowe też stoją na wysokim poziomie. Oklepywane szczurki stękają i cienko piszczą, wielcy przeciwnicy krzyczą basem i śmieją się z nas. Odgłosy uderzeń też są różnorodne. Każda z broni wydaje jakieś odgłosy. Jest tych dźwięków naprawdę sporo i urozmaicają rozgrywkę, czasami zabawnie ilustrując daną sytuację.

Teraz przejdziemy do sedna, czyli do samej rozgrywki. Tutaj w teorii, na pierwszy rzut oka wszystko wygląda ok. Ładna grafika. Muzyka na wysokim poziomie. Zabawnie wygląda. Ciosy wykonywane przez żaby wyglądają zabawnie więc co jest nie tak z tą grą? Poziom trudności. Na piszę o tym za chwilę. Do sterowania oczywiście używamy gałki i dwóch przycisków. Jeden to atak, drugi skok. Tutaj bez szaleństw. Dodatkowo jednak, sterowanie trochę zmienia się w kilku miejscach. Na przykład w pierwszym etapie trzeciej planszy lecimy używając jet pack'a więc siłą rzeczy nie możemy skakać. Dlatego w tym etapie wciśnięcie przycisku skoku odpala atak specjalny. Nasz bohater zamienia się w kolczastą kulę i odbijają się od ścian i wrogów oczyszcza nam pole walki. Takich ataków możemy odpalić trzy na jednym życiu. Czasami więcej, gry uda nam się zebrać specjalny przedmiot zwiększający ilość posiadanych ataków specjalnych o jeden.

Bomba
Dodatkowa bomba

Na planszy ostatniej również zmienia się sterowanie. Tam kiedy trzymamy przycisk ataku, nasz zawodnik będzie prowadził, nieprzerwany, automatyczny ogień w jednym z kierunków. Aby przesunąć się w lewo lub prawo, bo tylko takie mamy możliwości w tej planszy, trzeba puścić przycisk strzelania. Wtedy możemy swobodnie poruszać się na boki. Rozpoczynamy tą planszę z podstawowym strzelaniem, które jest dość słabe i ciężko z nim tak naprawdę coś wskórać. Możemy zestrzeliwać, a potem podnosić strzelając do nich, dodatkowe rodzaje broni. Latają one najpierw w postaci znaku zapytania.

Niespodzianka
Niespodzianka

Po zestrzeleniu tego znaku zapytania, powstanie z niego jeden z trzech rodzajów strzelania. Cyfra 3 oznacza strzelanie typu 3-way, czyli rozpylające w trzech kierunkach jednocześnie. Jest to średnio mocna ale posiadająca największy zasięg broń. Możemy trafić na literkę F co jest skrótem od flamethrower, czyli po prostu miotacz ognia. Broń posiada dużą moc, ale jest ona skupiona w jednym punkcie i ma nie największy zasięg. Ostatnią możliwością jest zdobycie literki L co jest chyba skrótem od laser. Strzelanie w zasadzie takie samo jak ogień, tylko wystrzeliwuje wiązkę wyładowań elektrycznych. Wady i zalety takie same jak przy miotaczu ognia.

3-Way Flamethrower Laser
Od lewej, 3-Way, Flamethrower, Laser

Jak widzicie więc, sterowanie bywa różne w jednej grze. Przy okazji samego sterowania wyjaśniłem wszystkie power up'y ;)

Wcześniej sugerowałem, że coś jest nie tak z tą grą. Chodziło mi o poziom trudności. O ile wiem, że gra musi być trudna, żeby mogła być zaliczona jako pełnoprawna część serii. Wersje na domowe konsole, ze szczególnym wskazaniem na NES'a były masakrycznie trudne. Battletoads z NES'a jest nieraz uznawane za najtrudniejszą grą na tę właśnie konsolę.

Wersja automatowa zdecydowanie trzyma poziom. Mimo, że jest na pewno łatwiejsza od pierwowzoru to też nie można powiedzieć, że jest łatwa. Czasami gra nawet oszukuje, a przynajmniej takie to sprawia wrażenie. Do częstych oszustw można zaliczyć na przykład to, że przeciwnicy stojący wyżej, lub niżej potrafią nas uderzać znacznie wcześniej niż my ich. Ogólnie w tej grze nie można po prostu stać i naparzać przycisk do czasu aż ostatni przeciwnik padnie. Trzeba wykorzystywać wszystkie możliwe sposoby na atakowanie wrogów, a mamy kilka na to sposobów. Często pojawiają się skrzynie, którymi możemy cisnąć we wroga, a one jeszcze dodatkowo wybuchają.

Skrzynia Skrzynia Skrzynia
Kolorowe skrzynki

Poza tym często możemy znaleźć karykaturalnie wielkie pały zrobione ze słupa od znaku drogowego i wyrwana z ziemi razem z betonem. Kolor nie ma znaczenia. Zmienia się w zależności od koloru podłoża. Podnosząc taką pałę musimy uważać, bo przy jej podnoszeniu przez chwilę jesteśmy bezbronni. Jeśli już ją mamy to możemy kilka razy nią uderzyć zgniatając przeciwników.

Pała Pała Pała
Betonowe pały

Jest jeszcze jedna broń. Karabinek laserowy. Można go wytarmosić od Swat Rat'ów. Możemy z niego oddać cztery strzały, które mają dosyć sporą siłę i duży zasięg.

Karabinek laserowy
Karabinek laserowy

Ogólnie w grze jest zasada, że trzeba jak najszybciej wykorzystywać wszystkie dostępne bronie. Walka na gołe pięści to ostateczność, bo w tym przypadku jesteśmy traktowani bardzo niesprawiedliwie. Do tego, że gra jest trudna, dokłada swoją cegiełkę bardzo ograniczona dostępność przedmiotów dodających energii. Tak naprawdę występuje w grze tylko jeden rodzaj takich przedmiotów. Do tego latający i czasami może nam uciec. Jest nim przysmak żab, czyli mucha.

Mucha
Mucha

Pojawiają się w kilku miejscach w grze i trzeba je łapać wciskając przycisk ataku. Żeby nie było za łatwo to pojawia się ich zawsze około dziesięciu. Żeby uzupełnić jedną kratkę energii trzeba zjeść takie trzy. Więc jak widać trudno jest odnowić nadszarpnięty zapas energii, biorąc pod uwagę, że pełne życie to jedenaście kratek energii.

Do tego gra jest małym wrednym wyciągaczem żetonów ;) Na przykład grając na pierwszym kredycie, wrogowie zabierają nam jakieś duże ilości energii. Po dołączeniu się jest już jakoś łatwiej ;) Że nie wspomnę, że po dołączeniu się startujemy z jednym życiem mniej. Przejście tych pięciu plansz, pochłania mi w obecnej chwili jakieś 20-30 kredytów co jest dla mnie aż niepojęte. Jak można tak wyciągać żetony od biednych dzieciaków, ale wiem też że tradycja zobowiązuje ;)

Sam system walki też jest nieco niesprawiedliwy. Wspominałem wcześniej o tym, że przeciwnicy mogą nas atakować szybciej niż my to możemy zrobić, więc stanie w miejscu i naparzanie przycisku skończy się po prostu łomotem. Druga sprawa to fakt, że wszystkie finishery, czyli ciosy kończące jakieś combo mają straszne opóźnienie. Polega to na tym, że zakańczając każde combo nasz zawodnik zostaje na dłuższą chwilę w tej kończącej pozycji. To powoduje, że nie możemy przez około sekundę kontrolować naszej postaci. Za to przeciwnicy bez problemu mogą nas zaatakować. Takie samo opóźnienie występuje kiedy podnosimy jakąś broń. Nasza żaba schyla się po nią, wymawia jakąś sentencję typu „all right” i dopiero wtedy podnosi się, a przez ten czas możemy dostać gonga. Również jakaś połowa przeciwników nic sobie nie robi z tego, że są atakowani i potrafi wsadzić bułę między nasze ciosy. Tak, że jeśli szukacie sprawiedliwego systemu, to nie znajdziecie go tutaj ;)

Podsumowując. Battletoads w wersji Arcade jest pozycją na pewno obowiązkową dla fanów gry z NES'a. Jest ładniejsza, bardziej dopracowana, posiada świetną ścieżkę dźwiękową i po prostu więcej, mocniej, lepiej. Jednak nie jest aż tak trudna. Czy to zaleta, czy wada, oceńcie sami. Dla tych, którzy wcześniej żab nie znali. Uważajcie, gra jest naprawdę trudna i żeby gdzieś dojść trzeba się mocno przyłożyć. Gra jest stosunkowo ładna, ma dobrą oprawę dźwiękową. Trochę kuleje sam system walki. Jest to dla mnie gra ciężka do sklasyfikowania. Z jednej strony bardzo mi się podoba jej oprawa, a z drugiej zniechęca do głębszego zapoznawania się poprzez wykręcony poziom trudności.

Na koniec, dla tych, którzy chcieliby zobaczyć jak gra się prezentuje, poniżej postanowiłem zamieścić zapis swojego kaleczenia w tę grę :)

To już wszystko na dzisiaj. Jak zwykle dziękuję za poświęcony czas. Zapraszam do oddania głosu w sondzie i przyczynienia się do wyboru tekstu do następnego odcinka Wozu Drzymały.

 

Tekst można też znaleźć na mojej stronie www.retro-granie.info.

Tagi: arcade Battletoads Rare salon gier wóz drzymały

Oceń notkę
+ +28 -

Drzymała
Oceń profil
+ +97 -
Ciapo
Ranking: 175 Poziom: 63
PD: 32879
REPUTACJA: 13073