Days Gone - do trzech razy sztuka?
Jestem znany z tego, że często gier nie kończę, odbijam się szybko, albo wracam ponownie po długim czasie. Nie jest to powód do dumy, i nie ma się wcale czym chwalić. Nie inaczej jest z Days Gone, który przebył ze mną prawdziwy wyboisty tor przeszkód, z którym zmagałem się od dnia premiery. Zawsze odkładałem kontroler w podobnym czasie. Jednak pewnego dnia, podciagnąłem kalesony wyżej niż zazwyczaj, przygryzłem język w połowie jego długości i zaparłem się, iż tym razem spróbuję grać na "całego" choć by nie wiem co. Teraz albo nigdy. I wiecie co? Zadziałało! Zapraszam serdecznie, a gracze z motorami bardzo mile widziani.
TO CO JEDZIEM?

A jeszcze chwilkę, zaznaczam że nie jest to recenzja gry, a opis mojej przygody związany z tym tytułem.
DAYS GONE - O CHŁOPIE CO JEŹDZIŁ MOTOREM...

Cześć wszystkim. Na pewno o Days Gone powiedziano już wiele, jeśli nie wszystko. Pewnie większość ma tytuł już dawno za sobą na poczciwym PlayStation 4, inni na PS5, no i niech będzie - i pewnie nawet piecetach. Oczywiście ja jak zwykle do tyłu ze wszystkim. Ale nie mam czego żałować, bo gry ekskluzywne SONY, uczestniczą ostatnio w pewnym trendzie, gdzie zamiast się godnie postarzeć, wyglądają jeszcze lepiej (ach te kochane remastery pięknych gier). Co by jednak to nie było, nawet bez tego, ekskluzywy na plejke starzeją się bardzo wolno.

26 KWIETNIA 2019 ROKU, zakupiłem cyfrowo najnowszą wtedy grę DAYS GONE, na "zwykłe" PS4. Pamiętam, że byłem dość podekscytowany, ponieważ tytuł zapowiadał się z różnych stron naprawdę świetnie. Pierwsze może z dwie godziny byłem zachwycony i zadowolony z zakupu. Niestety czym dalej w lasy stanu OREGON, tym bardziej kręciłem nosem. Mówiąc krócej - odbiłem się dość srogo. Czemu ktoś pytnie na pół śmiało - hmm, tego chyba nie wiedzo najstarsi Kociewiacy, a może wiedzo, ale powiedzieć nie chco?..


Czy tego oczekiwałem? Czy tego się spodziewałem? Na pewno podszedłem wtedy źle i inaczej sobie wyobrażałem przebieg samych możliwości czy mechanik. Gra mogła wydawać się za trudna, jeśli ktoś chciał iść w bój na RAMBO, co w takim świecie, w takich okolicznościach było z góry skazane na porażkę i dostanie w ciery od praktycznie każdego napotkanego żywego przeciwnika, czy nieumarłej kreatury. Możecie wziąć teraz pasek od spodni, albo jakiś kabel i dać mi lanie bo uwaga - myślałem nawet, że będzie to coś w stylu FAR CRY. Tak wiem, no sorry to było dawno. Takie było pierwsze podejście.


I nie odbiłem się w ogóle przez to jak działała gra na premierę na PS4, jak wyglądała itp. To były przesadzone wtedy krzyki i krytyka moim zdaniem, bo owszem, tytuł miał jakieś tam przeróżne bugi, niedociągnięcia, ale dało się grać jak najbardziej. No chyba, że było źle w dalszej części gry, do których nie dotarłem wtedy jeszcze, to zwracam jak najbardziej honor. Nie mniej jednak, w porównaniu do tego co wychodzi dzisiaj, był to dopracowany projekt trzysta pięćdziesiąt i jedna czwarta razy lepiej. Zresztą wiedziałbym od pierwszych sekund, gdyby to było powodem.

Podejście drugie odbyło się już po kupnie PLAYSTATION 5, gdzie cieszyłem się z zachwalanych wszędzie 60 klatkach na sekundę i stałej wysokiej rozdzielczości obrazu. Różnice w porównaniu ze starszą wersją na starszą generację były odczuwalne i zauważalne od pierwszych chwil. I to niby "tylko" w ramach wstecznej kompatybilności. I logicznie rzecz biorąc, powinienem zacząć grać, wchłaniać i cieszyć się każdą sekundą. Bo jakby nie patrzeć - nowszy sprzęt, ulepszony szpil. A gdzie tam, znowu się odbiłem i zmiany na lepsze nic nie dały. Zastanawiałem się gdzie leży problem. Poziom trudności? Gra jako całość? Bo w wyglądzie gry nic nie można zarzucić jeszcze przed PS5.

DO TRZECH RAZY SZTUKA. Czas mijał, Wy się starzeliście, ja nie młodniałem, samochody elektryczne zaczynały zdobywać coraz większą popularność, naprawiono CYBERPUNK 2077, sporo czytelników skończyło z banami, świat ogólnie poszedł do przodu, powstało PS5 PRO, i ukazał się "REMASTER" DAYS GONE. A na co to komu, a po co, nie jeden z Was pytał. Ja tego nie wiem, nie do mnie z tymi pytaniami. Wiem natomiast, iż teraz jest ostatnia szansa, aby wydobyć jeszcze z gry, przekonać się w końcu, zrozumieć, bo jeśli nie teraz, w tych okolicznościach, to już raczej nigdy. I powiedziałem sobie głośno - na spokojnie, nic na siłę, co będzie to będzie, trudno. I nie chodzi absolutnie o to, że ukazał się remaster, czy pojawiło się podrasowane PlayStation 5, lecz po prostu tak wyszło. Bez żadnych teorii spiskowych, czy udziału sił pozaziemskich. Po prostu. Ja chyba już tak mam, czy nie tylko ja.


Dziś uważam tytuł za jeden z lepszych w jakie dane mi było zagrać. Nie idealny, nie bez skazy, nie bez bolączek. Ale jedyny i wyjątkowy w swoim rodzaju. I nie dziwię się dlaczego panuje złość wśród graczy, że nie powstanie (prawdopodobnie) już kolejna część. Też nie rozumiem, bo z reguły kolejne części poprawiają grzeszki ich pierwotnych przedstawicieli jak to było na przykład w pierwszych odsłonach serii Assassin's Creed.


MOTOR w DG, jest dla nas jak koń w Red Dead Redempionach, czy miotła w Howgarts Legacy. CHOPPER CZY BOBBER, to rodzaj jednośladu którym nasz bohater przemierza tereny, niegdyś wyjątkowego regionu. Skleciony ze znalezionych części o dość sporej mocy, jeśli za cel wzięliśmy sobie sami go ulepszyć. Tak, to jest kwintesencja tego tytułu, gdzie ważną rolę odgrywa w pewnych kwestiach nasza maszyna. Jeździ się niesamowicie przyjemnie, trzeba dbać i pilnować stanu technicznego jak i poziomu paliwa. Nie pamiętam w jakiej innej grze na rynku, było to tak zrobione względem dwukołowca. Topka i nie tylko zwykły motor, a "motor" napędowy całej produkcji i wszystkiego co z tym związane. Stare ROMETY, albo MOTORYNKI co robiły "TRYTY TRY, TRYT, TRYT", mogą się schować, tu mamy prawdziwe "BRUUM,BRUUM, ŁU,ŁUŁU".


KLIMAT, klimat, klimat i jeszcze tak z sześć razy klimat. Tego nie można grze odmówić, zabrać, czy ukraść. Oregon jest piękny z jego naturą jeziorami, lasami, miejscami, górami, zabudowaniami. Nawet pomimo faktu, iż wydarzyło się coś niekoniecznie dobrego, a cały region to surowe POST-APO. Może nie widać zniszczeń jakby to miało miejsce w wielkich miastach czy miejscach - patrz THE DIVISION, MAD MAX, bo jest na co popatrzeć, niestety życia tu już nie ma (jakie znamy) i trzeba walczyć o przetrwanie z wszystkimi innymi, nawet w tak wyjątkowym, klimatycznym miejscu. Poczucie bezpieczeństwa w obozie, niebezpieczeństwa poza nim. Zmiany pogody, pory dnia, dźwięki, ryki motorowych silników. To mnie przyciągało za każdym razem i było jednym z powodów, że nie odpuściłem.


WIELOWĄTKOWA wciągająca fabuła. Napotkane postacie, zadania do wykonania, główne jak i poboczne. Czyszczenie miejsc, walka. To wszystko w końcu mnie pochłonęło i podchodzę do tego z szacunkiem i z głową. Wtapiam się w ten świat na swój sposób, jeśli czegoś nie można zrobić za pierwszym razem, próbuję innych sposobów. Zawsze jest ogromna satysfakcja po zrobieniu czegoś, po kilku próbach. Nikt mnie za rączkę nie prowadzi i po głowie nie głaszcze, dlatego zawsze muszę uważać gdzie stawiam kroki i na co się sadzę. To druga esencja produkcji, która sprawia mi wyzwanie, ale i też wynagradza za cierpliwość i podejście. Życzyłbym sobie, abym mógł zbierać, przechowywać więcej zasobów, ale naprawdę nie miała być to sielanka jak na ognisku w naszej lokalnej leśniczówce, (*te ogniska za młodu). TRZEBA BYĆ TWARDYM A NIE MIENTKIM, CHŁOPAKI NA MOTORACH NIE PŁACZĄ. I też tego się teraz trzymam.


Hordy omijam z daleka, nie mam jeszcze siły i odwagi aby się z nimi mierzyć. A jeśli już takie napotkam to "spierdzielam" gdzie tylko mogę, nawet na drzewo... czy podejmę się wyzwania nie wiem. Słyszałem że to wcale nie jest tak przerażające, bądź niewykonalne, może kiedyś, jak poczuję się pewniej, bo narazie to spotkanie z "misiem" nie jest spacerkiem przez park narodowy.


Chowanie, skradanie - klucz do sukcesu. I bywały momenty, że się bardzo starałem, to nie raz i nie dwa poległem jak bramkarz przy idealnym karnym. Czy byłem zły? Oczywiście, bo nie lubię flustracji, ale na tym to polega, aby wracać silniejszym, bardziej zdeterminowanym i gotowym na kolejne wyzwania. Nie jest to poziom SOULSLIKE, choć pewnie dla niektórych soczysta bułka z masłem. Tu też pasuje pewne powiedzenie GRAMY, GRAMY, NIE ZWIEDZAMY, bo nie wiadomo co się może za chwilę wydarzyć, jeśli podziwiasz sobie widoczki na wątpliwych terenach.


UNREAL ENGINE 4 POKAZAŁ PAZUR. Kiedy pierwszy raz usłyszałem, że produkcja ekskluzywna SONY powstaje na zewnętrznym silniku, nie kryłem zdziwienia. Do tamtej pory gry od ich studiów powstawały i działały na własnych, wewnętrznych narzędziach i technologiach. Nie żebym miał coś do takiej decyzji, bo już kilkanaście razy pisałem jak świetnie wyglądają gry na jego poprzedniku z numerkiem 3, a teraz będzie to UNREAL ENGINE 4, którego możliwości pokazało już wcześniej kilka innych projektów. I po czasie zrozumiałem dlaczego postawiono właśnie na tę czwartą jego odmianę.

Bardzo dobre oświetlenie, realistyczne zmiany pory dnia i nocy, efekty pogodowe, efekty cząsteczkowe, wymieniać mógłbym tak do marca. Ale chyba największe wrażenia robi deszczyk z burzami i kiedy pada śnieżek. Zamiecie i zawieje i już ledwo co widać. Bardzo fajnie dodaje to immersji na żywo w grze, gdzie nie tylko przygrzewa nam słońce dostarczając witaminki D. Te same krajobrazy wyglądają wtedy zupełnie odmiennie. To z tego powodu między innymi eksploracja wypada tu tak miodnie i chce się zaglądnąć w każdą najmniejszą szparę. Wcześniej nie wiedziałem też, że UE4 potrafi takie cuda, co udowadnia ile można osiągnąć tworząc na jeden konkretny kawałek krzemu.


Czy też uważacie że rodzimy dubbing troszkę nie do końca się udał? Zakłóca inne głosy i czasami nie do końca rozumiem co mówią. Zresztą po zmianie na angielski wcale dużo lepiej nie jest. Czy to u mnie tylko tak jest, czy to znany mankament.


Kiedy już wszystko wiem co, gdzie i jak, gra mi się niezwykle "przyjemnie" zaczynam rozumieć o co chodzi, jak co działa, co znaczą "ikonki" na mapie, znaczniki, dlaczego znikają znaki zapytania. Teraz już nie będzie odwrotu i wymówek. Załapało na całego i najwyższa pora w końcu grę ukończyć, na wszelkie możliwe sposoby. Trochę to zajęło nie powiem, ale cieszę się, że się w końcu przekonałem, bo skreślić ten szpil całkowicie, to byłby chyba największy błąd w mojej karierze gracza, a było całkiem blisko.

Wiem, że w gronie znajomych, którzy ten szpil uważają za majstersztyk, tli się jeszcze nadzieja na kolejną część i wierzą, iż Sony pójdzie jeszcze po rozum do głowy. Tylko kurczę teraz? Kiedy pewnie nie jest to to samo studio co kiedyś, i nie wiadomo co by z tego wyszło?. Zamiast iść wtedy za ciosem, całkiem możliwe byłoby, że dziś mielibyśmy zacną trylogię. Gdzie tu sprawiedliwość.

Pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia.