Dying Light 2 - a mogłobyć tak pięknie?
A w zasadzie jest trochę pięknie, bo to co zrobiono z grą od czasu jej debiutu jest prawie tak piękne, jak to co zrobiono z Cyberpunkiem 2077. Kiedy fan czekając tyle lat na kontynuację dostaje na początek tak słaby Dying Light, to wyobraźcie sobie jeśli potraficie, jaki smutek, żal i zawód musiał towarzyszyć w tamtym niechlubnym dniu i latach. Szczególnie po części pierwszej, która już przeszła do historii jako jedna z najlepszych gier w ogóle, a nie tylko o tematyce gnijącyh żywych truposzy, które chcą Cię ugryźć na każdym kroku i wyciągają łapska do Ciebie aby co? Chcą zatańczyć czy jak? czy dać przytulasa? No miło by było, ale raczej chcą Cię dopisać do swojego menu wyjątkowej kolacyjki. Pyszności co, taki zakolak, piwniczak i przegryw na pewno będzie smakować, jeszcze niech sobie octem zapije gupi zgnilak. Ja tym razem zapraszam na opis, opinię gry z mojego punktu widzenia, bez spojlerów, zdradzania za dużo, czy coś się zmieniło i czy w ogóle warto dać szansę. Wróćmy w końcu trochę do gier 😉

Witam serdecznie wszystkich przybyłych teraz, jak i spóźnialskich. Witam również fanów jak ja gier z serii DYING LIGHT, którzy również mocno zawiedli się w dniu premiery tego tytułu. Ale nie stracili nadzieji, że jeszcze da się z tego coś wyciągnąć. Że wyjdzie na prostą i będzie chociaż przyzwoicie. Bo ciężko było pomyśleć wtedy, a co dopiero uwierzyć, że tak już zostanie i nie będzie zmiany o 180 stopni. Oj były emocje wtedy, nerwy, niedowierzanie, niemożność zrobienia czegokolwiek i strach. Strach co dalej, jak to będzie, jak bardzo jest źle, ile to potrwa i czy sam jeszcze wrócę po takiej wpadce. Czy zaufam ponownie. Zamiast katować DUALSENSE, to takie zagwozdki przesłaniają mi powrót do brutalnego świata. Dasz wiarę?

Kiedy DL2 zadebiutował jeszcze jako CROSS-GEN, z PS4 na PS5, nie mogłem uwierzyć w to co właśnie zobaczyłem. Po tak, może nie ogromnych oczekiwaniach, ale conajmniej sporych, wiedząc jak świetny był poprzednik. To był dosłownie jakiś żart i kpina. To wtedy nawet obok godnego następcy nie stało. Zastanawiałem się o co tu chodzi, mam PS5, a gram w jakąś wersję z PS4 z dodatkowymi 60 klatkami? No przepraszam bardzo, ale nie tak to miało wyglądać i nie tego fani pierwszej, genialnej części oczekiwali. Pukam się w czoło z płaskiej i głośno uśmiecham. Niestety to ponury i smutny uśmiech 😯

No dobrze, sam początek nie był wcale taki zły. Zanim dotarliśmy do miasta było naprawdę obiecująco. Już wtedy był jeden z pięknych momentów, kiedy ze SPIKEM, odwiedziłem jeden z opuszczonych domów, gdzie ludzie skończyli tam ostatnią imprezę na "własnych zasadach". To było przejmujące i dość mocne. No nieźle się zapowiada - myślę sobie, a tam nieźle - epicko kurła, no było ciekawie i wciagająco, i to już w pierwszych minutach, kiedy to po przekroczeniu murów miasta cały czar prysł. Nie pamiętam za bardzo co mnie wtedy tak mocno walnęło. Czuję to do teraz. Co to dokładnie było hmmm... jedziesz sobie Ferrari, a tu za chwilę ktoś wyskakuje, każe Ci się zatrzymać, podstawia Poloneza i masz jechać dalej. No to możesz wiedzieć jaka była dalsza jazda. A mieli przez te pierwsze chwile ten "złoty róg".

Ze skrzywioną miną grałem jeszcze trochę dalej, ale ilość złych decyzji, jak stamina wspinania się - serio? w grze gdzie kwintesencją jest wolność, swoboda, eksploracja, zostałem przywiązany do łancucha. Wizualne artefakty, i ogólny feeling gry niedokończonej skutecznie odwiódł mnie od dalszego poznawania przygody, choć pod pewnymi względami nie było aż tak tragicznie. Zdecydowałem się jednak nie męczyć i poczekać.

Co jakiś czas można było usłyszeć informacje, że jest coraz lepiej, gra jest naprawiana i śledzić postępy. Jednak najlepszy powrót okazał się wtedy, kiedy odcięto się całkowicie od portu poprzedniej generacji, a w jego miejsce wstawiono całkiem nową produkcję, zmienioną nie do poznania, jak przystało na konsolę PS5, natywnie w formie NEXT GENA. Zmieniono na ogromny plus poruszanie się, walkę z zombiakami i oprawę graficzną. Mogę się wspinać gdzie chcę, kiedy chcę i ile chcę. Teraz to godny następca swego protoplasty, nie musi się wstydzić czym teraz jest. Chociaż nie idealny, lecz już na tyle dobry, grywalny, że można zacząć pozytywnie rozmawiać i czerpać z tytułu garściami.

Moim skromnym zdaniem, to jak gra została zmieniona, naprawiona i doprowadzona do ładu, skalą przypomina słynną metamorfozę CYBERPUNK 2077. Zupełnie inna gra w porównaniu z tym co było w dniu premiery. Z chęcią i przyjemnością wracam do VILLEDOR, aby zaliczać kolejne misje, posłuchać przygrywającej, fajnej muzyki, próbować swoich sił w wyzwaniach, latać na lotni. To wciąga. Na tyle że nie pamiętam już jak źle wcześniej było. Nie muszę krzywić miny już, nie zgrzytam zębami. Minimum zostało spełnione, aczkolwiek jasne, że tu czy tam można byłoby coś jeszcze zmienić poprawić, zrobić inaczej, ale niech już będzie. Jako fan jestem zadowolony i wybaczam początkową wtopę, tak jak zrobiłem to dla CDPR. Wiem że nie powinno się tak robić do końca, ale to są wyjątki i kolejnej taryfy ulgowej nie będzie. Dla nikogo.

Jeden z ostatnich UPDATE, przyniósł dość ciekawe ulepszenia i ostateczne szlify dla PS5 PRO. Wszystko śmiga jak masełko, ponad 60 klatek, widać kilka ulepszeń i dodatkowe efekty. Jest naprawdę świetnie. Niestety jako wielbiciel gier z HDR-em, ubolewam że nie zaimplementowano go do DYING Light 2, i pewnie raczej już tak się nie stanie. Szkoda, bo pomimo iż ogólnie nie jest to wielki problem, a oświetlenie zombiakowej opowieści już samo w sobie jest świetne, to dodatkowa głębia i wyciągnięcie więcej z detali i cieni miasta zawsze mile widziane. Szczególnie jeśli masz porządny odbiornik. No cóż, nie płaczę i jak to kiedyś mówiła w swoim krótkim klipie na jutube panikapanika - będzieee dobrze. Ja tam jej ufam 😆

No to wiemy że szpilek jest już grywalny, warty zainteresowania, poświęcenia czasu, i przeszedł drogę "od zera do bohatera" co jeszcze? Ano kilka składowych. Pod względem zawartości jest to kolos o gigantycznych rozmiarach. Jeśli już wkroczymy w ten świat nudzić się nie będziemy. To wielki pozytyw, dla tych co gustują w długich i dużo oferujących tytułach. Natomiast dla przeciwników, może być tego zdecydowanie za dużo. Jednak nie trzeba robić wszystkiego co gra oferuje, można skupić się tylko na historii, jak i pomniejszych zadaniach i też będzie dobrze. Nikt do niczego nie zmusza. Robienie wszystkiego jest dla totalnych maniaków, którzy czują się tam wyśmienicie i lecą z nurtem "vibe".

Albo wsiąkniesz na całego, poczujesz to coś, zrozumiesz ile pracy, serca, wysiłku, umiejętności włożono ostatecznie w ten projekt, albo odbijesz tak mocno, że dłuższą chwilę Ci zajmie ogarnięcie co się właśnie wydarzyło i dlaczego. To nie jest najlepsza gra na świecie, ma swoje bolączki, lecz zasługuje w swoim tytule na nazwę DYING LIGHT. Jest tu tyle zaskakującyh, wyjątkowych momentów, pomysłów, wydarzeń i nawet dobrej fabuły, że pomniejsze minusy są przez to gładziutko i równiutko przykrywane. Są chwile słabsze, są gorsze, ale są i z konkretnym pierdyknięciem, wywołującym kilka sekundowym WOW i lekki szok.

Jest za dużo znaczników, znaków zapytania, aktywności nocnych, których osobiście nie za bardzo lubię jak zresztą w części pierwszej, ale to wybór, zachęta, nie przymus. Można pominąć, zignorować, a można pokusić się o odkrycie tych wszystkich ikon, miejsc, zagadek itp, co daje pewną satysfakcję. Kombinować jak dostać się w niektóre ciężko i wysoko położone miejsca. Wysilić szare komórki, a kiedy już to się uda, satysfakcja gwarantowana. Tu określił bym to jak KALIBER 44 - PLUS I MINUS. Zależy co kto lubi, jak go to bawi. Dla mnie to plus, ale dla Pana Waldemara z Kościerzyny może być to minus i ok, nie ma najmniejszego problemu, jedziemy dalej.

AIDEN w którego skórze będziemy robić wszystko, aby przetrwać i pomagać ludziom, z pozoru miał tylko odszukać siostrę. Na imię ma MIA. Niestety nie będzie to takie proste a główny cel przerodzi się w wielowymiarowe opowiadanie, gdzie na spokojnie i pomału poznajemy więcej co jak i dlaczego. Nudy? W żadnym wypadku i nie w tym przypadku. Coś fajnego dla odmiany w mechanikach? Mi się bardzo podoba odnajdywanie murali, kiedy musimy znaleźć koszyk/pudło z farbami gdzieś w okolicy, a potem wchodząc w specjalną zakładkę w menu gry, przedmioty kolekcjonarskie, możemy zobaczyć ponownie "graffiti" wraz z opisem, a te warto czytać bo są bardzo ciekawe. Gorąco polecam tę aktywność. Nie zapomnę też kiedy pierwszy raz musiałem dostać się ze starego miasta, do części nowoczesnej z wieżowcami, krótko po pewnych dość intensywnych wydarzeniach w fabryce samochodów. Zapadło mi to w pamięć.



Zdradzę troszkę w tym momencie, że powróci para braci bliźniaków - "wynalazców" 😁 taa jasne, prędzej ZNAFCUF, których pamiętacie albo i nie z DYING LIGHT 1, co to mieli kosmiczne pomysły, (ci od rakiety), że czasami nie wiedziałem czy brać ich na poważnie, czy ignorować. Ale jednocześnie trzeba przyznać - to istne ananasy i jakże się ucieszyłem kiedy znowu miałem z nimi styczność w drugiej odsłonie, a to z automatu oznacza, że na pewno będzie co robić i zapamiętamy te chwile pozytywnie. W ogóle byłem mocno zaskoczony pod pewnymi względami, bo nie tego się spodziewałem.

Widziałem tu na stronie w komentarzach, w tonie niezadowolenia z nutą krytyki, że immersji i wiarygodności psuje wszelka roślinność na dachach, drzewa i krzaki. Czy naprawdę to przeszkadza? Czy to normalne w rzeczywistości? A kto by tam sobie tym głowę zawracał. Szczerze nie wiem. Może natura upomina się o swoje, jak to natura. Ale że tak wysoko? No nie wiem, mi to tam lotto, ale rozumiem jeśli ktoś przywiązuje uwagę, do tego typu rzeczy i niech będzie że przesunę to w stronę, gdzie znajduje się słoik z mniejszymi minusami. Mógłbym to też wytłumaczyć tym, iż znajdują się tam "ule", czy rumianek w tych miejscach, z którego robimy sobie sami potem apteczki. I że jest trochę zieleni i żółtych liści w tym całym betonowym, smutnym jak... mieście. No cóż.

Dlaczego gry nigdy nie skreśliłem, dlaczego tyle czekałem, dałem szansę? To prostrze niż mogłoby się wydawać - uwielbiam gry w temacie ZOMBIE, i uwielbiam gry w klimacie POST-APO. Dead Island, Residenty, Mad Max. Pamiętacie pewien film z Denzelem Washingtonem KSIĘGA OCALENIA? To dopiero mogłaby być gra marzenie. Modliłem się, trzymałem kciuki i sam do siebie mówiłem, że to nie może się tak skończyć. DL2 musi powstać jak Feniks z popiołów, niech dzwonią do Cidi projekt po rady jak uniknąć katastrofy, jak zrobić coś co wydaje się wręcz niemożliwe. Jak ja byłem wściekły wtedy. Co oni zrobili! Nosz proszę Ciebie jak tak można było. Poczekałbym te dwa lata jeszcze dodatkowe, a tak świecące oczy niepotrzebnie. Szczególnie widząc i wiedząc, że tam za tym wszystkim co było widać wtedy, jak za mgłą, za warstwą nijakości, technicznego failu, skopanych mechanik, niespójności, kryje się coś o ogromnym potencjale i z duszą. A mogłobyć tak pięknie, już na samiuśkim początku, w dniu premiery, z wysoką sprzedażą a TECHLAND nie musiałby zostać sprzedany.

Teraz kiedy grając w DYING LIGHT THE BEAST, dostrzegam ile wniosków wyciągnięto od tamtego czasu ogólnie i przy naprawie sequela. Powrót na właściwe tory sprawił, iż z przyjemnością i radością wracam do VILLEDOR, które to bez wątpienia wpłynęło na to jak dooooobra jest teraz "bestia". Ile wody w Wiśle musiało upłynąć, aby docenić w końcu i polubić się z następca przygód w HARRANIE. Czy nie można było tak odrazu, potrzebne były te wszystkie negatywne wrażenia, złe początki, wylane szambo i słuszna krytyka od graczy, którzy jak ja uwielbiają francyzę i nie tylko? No nie. Szkoda. Moglibyśmy dziś dyskutować w lepszym tonie, w lepszej atmosferze, a tak rozumiem całkowitą odwrotność, bo ciężko wymazać ten pierwszy kontakt i ogromny zawód. Tyle się działo, tyle przeżyło, wycierpiało, a ja dalej spintalam przed tymi nocami gdzie pieprz rośnie.

To ciemna i niewygodna przeszłość, lecz dziś na szczęście przeszłość, bo tytuł to zupełnie co innego od tego co uruchamiałem w tamtym czasie. I pomimo, iż nie jest idealnie i nie wszstkim podoba się kierunek, pewne zmiany, to trzeba powiedzieć, że był to jeden z największych powrotów i przykład ratunku, z którego mogłoby kilka gier skorzystać jako przykład, (choć oczywiste że takie coś w ogóle nie powinno mieć miejsca), zaraz obok naszego rodzimego CYBERPUNKA 2077. I z początkowego 6/10, zrobiło się po niewyobrażalnych i rzadko spotykanych cierpieniach zasłużone 8/10.

Okey. Jeszcze chwilę, to nie wszystko, bo czym byłaby dobra gra, bez równie dobrej muzyki. A jak. PAWŁA BŁASZCZAKA ( cudowny soundtrack do DL1), zastąpił OLIVIER DERIVIÈRE. Miałem tu pewne obawy, bo tak myślę, nie znam gościa, czemu on, przecież Pawcio zrobił to wcześniej że palce lizać. Czemu tak wybrano - nie wiem. Wiem natomiast że nie muszę się więcej martwić, iż nuty z kontynuacji są również warte odsłuchania, a niektóre z nich bez krzty przesady wspaniałe. Niech świadczy o tym to, że często kawałki te goszczą w moich głośnikach. Jest moc.
Dwa ambitne studia, dwa "nasze" studia i dwie wpadki które przejdą do historii i o których będzie się jeszcze długo dyskutować. Ale to też przykład determinacji i jak łatwo coś może pójść nie tak. I oby się już więcej nie powtórzyło. Kto nie grał polecam, kto grał ten jest negatywnie nastawiony, albo szczęśliwy i zadowolony. Dzisiejszy omawiany tytuł może i nie dorównał pierwszej legendzie, ale KYLE CRANE, może raczej spać spokojnie i bez oobaw. Ja również odetchnąłem z ulgą. Zostań człowiekiem - Dying Light 2.

Dzięki za chwilę, pozdrawiam i do usłyszenia.