DOBRY GRACZ NIE MUSI BYĆ ŚWIETNYM STRZELCEM
No właśnie, mulitplayer. Tysiące graczy całymi godzinami rozpruwa kulami przeciwników. W śród graczy mulit wyróżniamy trzy typy:
- Hardcore: Zawsze w czołówce, dziesiątki killi, nigdy nie ginie, budzi podziw wśród innych graczy.
- Średniak: Raz się uda i zabije, czasami po godzinie skradania trafi go snajper i misterny plan szlag trafi. Na koniec jego statystyki zawsze są równe.
- Lamer: Gra, bo sprawia mu to przyjemność (w odróżnieniu od jego teamu). Leci na ''pałę'' i zawsze ginie. Każdą zespołową akcję musi kolokwialnie mówiąc zepsuć. Jego deady można liczyć w dziesiątkach.
No tak, ale co z jeszcze jednym typem graczy? Rzadko udaje im się zabijać, dość często giną, ale ich wkład w grę drużyny jest zupełnie inny (równie znaczący). Najczęściej wybieraną przez nich klasą jest ''medyk''. Biegają z apteczkami i defibrylatorami, dzięki czemu zgarniają setki, a nawet tysiące punktów. Giniesz? Jeśli jest w pobliżu, na sto procent Cię uratuje, nawet jeśli będzie musiał przypłacić to własnym życiem. Czy takie granie ma sens? W pewnym sensie tak, bo jest bardzo przydatne dla drużyny. Pytanie czy tylko czy ten lekarz-amator jest usatysfakcjonowany z tego co robi?