Weekendowe granie #10
W tym tygodniu niestety weekend ukrócony, ale nic na to nie poradzimy. Trzeba się cieszyć i chwytać dzień jak to mówią. Póki jeszcze ciepły. Rozpoczynamy kolejne Weekendowe granie. Tym razem odcinek #10. Zapraszam :).
W minionym tygodniu przeszedłem fabułę w Mafii, po raz kolejny. Nie wiem który już raz. Dwudziesty? Nieważne. Znów bawiłem się przednio, ale jednak gdyby nie to, że gdzieś zaginęły mi pliki z zapisami to grałbym w Neverwinter Nights albo Warcraft III jeśli już przy kompach jesteśmy. Nie kończę jednak jeszcze przygody z gangsterskim Zagubionym Niebem. Pozostało mi jeszcze przejść tryb Jazdy Ekstremalnej i tym samym zdobycie wszystkich samochodów. Ale to na spokojnie, jak przyjdzie ochota. Gra jest ogólnie genialna, ale mówiłem już o tym. Jedyne czego jej brakuje (moim zdaniem) to więcej do roboty poza wątkiem głównym – coś co oferowała seria Grand Theft Auto i żyjące miasto nie tylko podczas misji. Kiedy jeździmy swobodnie to w zasadzie nic się nie dzieje. Ludzie sobie spacerują, jeżdżą samochodami lub z nich wysiadają i stoją na środku ulicy. Podczas misji jest inaczej: jacyś robole coś tam sobie kombinują, w nocy samobójca pokazuje wszystkim jak fajnie umie skakać z mostu (szkoda, że jak się zatrzymałem i dołączyłem do gapiów to wszyscy staliśmy w milczeniu – chyba już uczciliśmy go minutą ciszy). No i te bugi, które nieraz po prostu rujnują klimat. Jakby nie było, gra jak najbardziej godna polecenia. Dla mnie mocne 9/10 (no dobra 8,5/10).
Po ukończeniu Mafii mogę bardziej skupić się na Final Fantasy XII, w którą gram już ponad 240 godzin. W końcu udało mi się pokonać tego przebrzydłego Yiazmata i gra od razu stała się przyjemniejsza. Wracam do łowienia potworków. Zostało ich tylko kilkanaście, potem jeszcze pokonam kilku pozostałych Esperów i innych potworów, których mi brakuje. Ale to wszystko na spokojnie. Jestem teraz w Sochen Cave Palace i poluję na Cubusa, odmianę maszkary imieniem Oiling. Z tego co widzę problemów ze znalezieniem go nie będzie.
W tym momencie najbardziej skupiam się na Final Fantasy II z pakietu Origins na PlayStation. Chcę jak najszybciej uporać się z tym tytułem, by sobie odświeżyć jakiegoś innego jRPG. W kolejce czeka kolejne przejście Valkyrie Profile 2: Silmeria oraz Xenosaga Episode II (do którego ciągnie mnie najbardziej) lub jeszcze Star Ocean 3: Till the End of Time. Tyle gier, a tak mało czasu ;). Co do drugiego „fajnala” to w jakiś sposób jest przyjemniejszy od części pierwszej. Może dlatego, że zrezygnowano bądź poprawiono kilka rozwiązań. Z kolei inne zostały zmienione w nieodpowiedni sposób – jak choćby skrajne ograniczenie ekwipunku: wszystkich przedmiotów możemy mieć tylko 64 i to nie na zasadzie że jedno miejsce może mieścić w sobie 99 butelek z mikstura leczniczą. Każda miksturka zajmuje jedno miejsce spośród tych 64. Trochę słabo, ale na razie daję sobie radę. Nie jest tak ciężko jak w poprzedniku, więc nie muszę zaopatrywać się w 99 Potionów przed wejściem do każdego dungeonu. Ale właśnie po raz pierwszy musiałem się wycofać z twierdzy Kas’ion, bo prawie zginąłem na czwartym piętrze. Gusowi i Firionowi zostało po jakieś 30-40 HP, a Maria którą obdarowałem czarem Warp leżała nieprzytomna. W dodatku tylko ona posiada czar Life, a Phoenix Down nie miałem, bo cwaniak kosztuje aż 5000 Gil. Na szczęście jakoś udało mi się uciec na pierwsze piętro, gdzie potwory były na tyle słabe, że nie potrafiły mnie zranić i stamtąd opuściłem twierdzę i na Chocobo udałem się do najbliższego miasteczka o nazwie Bafsk. Na duży plus zasługuje zmiana w prowadzeniu fabuły, ale z drugiej strony denerwuje mnie fakt, że jest trójka głównych bohaterów i na czwartego dołączają na jakiś czas spotykane postacie. Jeden z nich zginął i z tego co się orientuję zabrał mi jeden z najlepszych ekwipunków. Niech go pierun. Ogólnie przegrałem trochę ponad osiem godzin i jest bardzo dobrze, ale nie tak jak w przypadku „szóstki” (WIADOMO PRZECA). No i World Theme mi wpadł w ucho. Jeden z ładniejszych.
Ja na tym się skupiam w tygodniowej końcówce (że niby wiem co znaczy weekend) tego tygodnia. Tak sobie będę grał jak tylko zwyciężę te złe Buby co mi weekend zabierają. Uchodźcie, powiadam im, ale nie słuchają. Na zakończenie utwór którego nie mogę przestać słuchać. Ostatnio.
No i standardowo, co by zmian nie było nagle zbyt wiele: Ciekawi mnie w co Wy teraz gracie? A może nie macie wolnego jak ja i się snujecie gdzieś po nieznanych kątach, albo spędzacie czas w ogóle inaczej? Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do dyskusji :D.