Wyleciało mi z głowy

a pozostać w niej powinno.

kALWa888 kALWa888 19.03.2017, 03:47
Weekendowe Granie #162 - THIS CANNOT CONTINUE
1605V

Weekendowe Granie #162 - THIS CANNOT CONTINUE

Tak nie może być. Ostatnim razem WG nie było, więc tym razem trzeba to nadrobić, nawet z opóźnieniem. Jedziemy!

Zacznę od powrotów do gier, które znam i kocham już długi czas. Ostatnim razem zdarzyło mi się odświeżyć Silent Hill 2 (PS2), bo to od tej gry zacząłem. Na ten temat powiedziano już wszystko, więc rozpisywać się nie będę (a chyba niedawno o niej pisałem tutaj). Wystarczy że napiszę, że to jedna z najwspanialszych rzeczy jakie przytrafiły się branży gier. Opowieść, którą zaserwowali nam scenarzyści z Team Silent i cały ten świat jaki wykreowali, to coś niepowtarzalnego. Do dzisiaj nie spotkałem się z grą, która tak świetnie poruszyła tę tematykę. W sumie niewiele gier w ogóle ją poruszyło. Z drugiej jednak strony – co ja tam wiem! Zaznaczę jednocześnie, że powtarzałem tę produkcję za sprawą wydania HD, które jest po prostu zepsute. Ja wiem, że nie mieli dostępu do oryginalnych assetów, ale mimo wszystko niektóre dźwięki brzmiały gorzej, przez co grało mi się nieprzyjemnie.

W ten sam sposób chciałem też przypomnieć sobie Silent Hill 3 (PS2), ale niestety wersja HD odrzuciła mnie już na samym początku. Sam dźwięk wydawany przez Heather podczas ataku nożem brzmiał po prostu śmiesznie. Nowych głosów nie byłem więc póki co w stanie sprawdzić, a w przeciwieństwie do drugiej części, tutaj nie można ich przywrócić do oryginalnych. Stwierdziłem więc, że lepiej powrócić do wersji na PlayStation 2, tym bardziej że towarzyszyła mi w graniu moja ukochana – nie chciałem jej psuć wrażeń. W „trójkę” grało mi się świetnie. Stęskniłem się za tą grą. To co twórcy tutaj zrobili z otoczeniem i designem przekracza wszystko co widziałem w grach. Ta krew poruszająca się po ścianach i postaciach, to mięcho. Serio, do dzisiaj nie widziałem w żadnej innej grze czegoś takiego i aż się dziwię, że tego nigdzie indziej nie wykorzystano. Albo może wykorzystano, ale w jakimś tytule o którym nie mam pojęcia. Niemniej, Silent Hill 3 pod tym względem rządzi. Klimat jest na tyle mocny, że Angela ostatecznie musiała odpocząć od tego i trzeba było zagrać w coś lżejszego.

Wtedy padło na Metal Gear Solid (PS One). Ta gra nie zestarzała się ani trochę! Co prawda, brak oczu u postaci, ich trzepiące się głowy podczas mówienia mogą dzisiaj niektórych odstraszyć – aczkolwiek, nie! To ze sterowaniem mieliby chyba największy problem. To jednak nic w obliczu ogromnych zalet. Świetnie napisana fabuła (która mogłaby nie być kontynuowana), perfekcyjnie zachowany balans pomiędzy grą a filmem (albo oglądasz albo grasz), cudowny klimat i oprawa dźwiękowa. Przypomnienie sobie tej opowieści było samą przyjemnością. Ku mojemu zaskoczeniu (choć nie do końca) gra się bardzo spodobała Angeli, bo było to pierwsze jej spotkanie z tą legendą. Ogólnie Solid ma tu najlepszy głos, Psycho Mantis to najlepszy antagonista ever, Liquid ze swoją elokwencją zmiata wszystko, a Grey Fox to po prostu cudo. Nigdy nie udaje mi się powstrzymać łez przy pewnych scenach, a mam wrażenie że przeszedłem tę grę ze 100 razy.

Następne było Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty (PS2). Pamiętam jak pierwszy raz, jeszcze za gnoja kiedy byłem już wielkim fanem „jedynki” zobaczyłem w jakimś czasopiśmie pierwsze screeny z gry. Przedstawiały Snake’a który jednocześnie LEŻAŁ I STRZELAŁ, chował trupy do szafy i ogólnie wyglądał jak wyjęty z filmu. Nie zagrałem jednak zbyt szybko w tę grę, bo na swoje PS2 czekałem długo, ale zanim się doczekałem mogłem to ograć u kumpla który miał stosunkowo szybko po premierze. Zachwytów było mnóstwo… Dopóki nie pojawił się Raiden. Albo raczej dopóki nie ściągnął maski. „Co to za pedał?!”, rozpaczaliśmy z kumplem. Wtedy byłem jednak młody i głupi i dopiero po jakimś czasie doceniłem ten zabieg. Gra jest genialna, a postać Raidena ostatecznie bardzo mi się spodobała. Wciąż jednak żałuję, że nie mieliśmy okazji wcielić się w Snake’a w epizodzie na Big Shell. Kiedy kupowałem Metal Gear Solid 2: Substance (PS2), myślałem że to w tej wersji będzie możliwe, ale niestety tyczy się to tylko jakichś dodatkowych misji z treścią nienależącą do kanonu. Mimo wszystko fabuła wciąż jest genialna, ale przy ostatnim ogrywaniu zauważyłem że nie jest mi tak łatwo przyswoić tę całą paplaninę o masonach (których Kojima nazwał The Patriots). Nie sposób jednak nie docenić głębi fabularnej i przekazu oraz tego całego mózgojebania, które stało się pod koniec gry. No i Raiden jest naprawdę świetnie napisaną postacią. Fajne jest też obserwowanie Snake’a z oczu żółtodzioba. W sumie cały zabieg polegał na tym, że Raiden był graczem – Kojima często jednak mówił o nim jak o kimś nowym, niedoświadczonym. Gdyby wszystko uprościć, można powiedzieć że „dwójka” to powtórka z pierwszej części, ale w innych szatach. Na szczęście jest w tym coś więcej i daleko szukać nie trzeba. Angela mimo, iż początkowo była lekko niezadowolona (bo Raiden), ostatecznie stwierdziła że ta część też jest genialna, ale na inny sposób. Nietypowa forma, zabawa nią i łamanie czwartej ściany wybija produkcję ponad przeciętność.

Po tym sięgnęliśmy po Silent Hill 4: The Room (PS2). Pisałem o tej odsłonie jakiś czas temu na łamach WG. Wtedy podobała mi się chyba bardziej – nie wiem, może dlatego że przed nią przeszedłem Silent Hill Downpour (PS3)? Łatwiej było mi docenić nawet średnią grę po czymś mega słabym. Jednak gdy grałem ostatni raz, bardzo się zmęczyłem i przyznam szczerze, że nawet wynudziłem. W scenariuszu przez większość gry mało się dzieje, choć sam motyw i otoczka są naprawdę cudowne. Szkoda tylko, że bohater główny jest tak mało przekonujący, a całość mniej subtelna i tajemnicza od poprzednich odsłon. Wszystko zdaje się nazbyt dosłowne, mniej złożone – począwszy od scenariusza, a na potworach kończąc. Jeśli dodać do tego wiele głupich i niepotrzebnych rozwiązań w rozgrywce, dostajemy średnią grę z bardzo fajnym klimatem i przepiękną ścieżką dźwiękową. Znów zrobiłem to samo zakończenie, czego trochę żałuję. Chciałbym poznać resztę z nich, ale prędko nie powrócę do tej odsłony. Już wolę przechodzić poprzednie po kilkanaście razy i w nich osiągać perfekcję. Czwarta część musi poczekać na swoją kolej dłużej niż pozostałe

Podczas grania w Silent Hill 4: The Room byliśmy bliscy porzucenia jej, zrobienia sobie chwilowej przerwy i zaczęcia Metal Gear Solid 3: Snake Eater (PS2). Nie zrobiliśmy tego jednak, bo wiadomo było że później prędko do przygód Henry’ego nie wrócimy. Zaczęliśmy więc opowieść Big Bossa po ukończeniu „Pokoju”. Ledwie zaczęliśmy początek i w sumie nie jest to wersja podstawowa, a Substistence z wieloma dodatkami i nową kamerą. Jest ona jednak niewygodna, bo przycisk strzału jest pod kwadratem. Nie sposób więc jednocześnie strzelać i obsługiwać kamerę. Przyznam szczerze, że jest to część w której filmiki oglądałem najczęściej. Jakoś najlepiej mi to szło, gdzie w innych zdarzało mi się pomijać co niektóre. Tutaj łykam wszystkie bez popity. Bardzo spodobała mi się muzyka, którą uważam chyba za najlepszą spośród dwóch odsłon z PS2. Na razie nic więcej nie napiszę – ot, po prostu zaczęliśmy. Krzyknęliśmy THIS CANNOT CONTINUE i zabraliśmy się za Nier Automata. O tym jednak za chwilę.

To wszystko jeśli chodzi o moje ostatnie odświeżanie znanych mi gier. Ukończyłem fabułę Dragon's Dogma: Dark Arisen (PS3) i muszę przyznać, że końcówka nie była czymś czego się spodziewałem. Była… dziwna i nastąpiła szybciej niż się spodziewałem. Ponadto, coś tam po drodze pomieszałem zapominając, że gra jakby śledzi przywiązanie naszej postaci do NPCów. Pod koniec gry miałem nie lada niespodziankę. Postawiono mnie przed wyborem uratowania bądź poświęcenia ukochanej osoby. Do pewnego momentu nie wiedziałem dlaczego akurat jakiś gość tam biega i patrzy na mojego Kurisu błagalnym wzrokiem. Kiedy nastąpiła scena przy ognisku, wszystko stało się jasne. Ostrzegam więc, że jeśli nie jesteście entuzjastami zabiegów BioWare, to zadbajcie o relację z przedstawicielem odpowiedniej dla Was płci. Poza tym gra mi się naprawdę spodobała i jak tylko będę miał czas i ochotę na powrót do PlayStation 3 to będę grał w Dark Arisen. Teraz robię wszystkie zadania poboczne, zamierzam ukończyć grę jeszcze raz i wbić platynę. Bawiłem się na tyle świetnie, że zrobię to z przyjemnością. Chciałbym jednak się przemóc i (mimo iż nie jest to wymagane) sprawdzić Bitterblack Isle – dodatkową lokację z lepszym uzbrojeniem i bardzo trudnymi przeciwnikami. Grę ogólnie polecam, choć pewnie niektórych znudzi bieganie po wielkich obszarach. Ode mnie gra dostaje mocne 9/10.

No i przechodzimy do gwiazdy dzisiejszego odcinka! W końcu mogę coś napisać, bo nie było okazji. Nie dość, że nie chciałem pisać o tym w WG przed oddaniem recenzji, to tak naprawdę nie miałem chęci i czasu, aby do WG przysiąść. Jak się okazało, inni też! Wybaczcie więc ten brak. Oby nie powtórzyło się to więcej, bo trzeba będzie redakcję przeczesać i zatrudnić kogoś nowego. Tak czy siak. Rozpisywać się zbytnio nie będę, bo chciałbym uniknąć spoilerów i też nie chcę już przedłużać. Chodzi oczywiście o NieR Automata (PS4). Grę, która zmiotła mnie z krzesła i owinęła w dywan już przy pierwszej zapowiedzi. Jak na ekranie podczas zapowiedzi najpierw pojawiło się Square Enix, później Platinum Games, a następnie nazwisko Taro Yoko (wtedy zacząłem się trząść), Keichii Okabe a ostatecznie tytuł gry, nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Bo NieR (PS3) nie jest grą, którą się kontynuuje. To wręcz coś w rodzaju niechcianego dziecka. Swoje zachwyty przelałem do recenzji, więc nie będę się powtarzał. Ogólnie zamierzam przysiadać do tej gry kiedy tylko nadarzy się okazja i powoli zbliżać się do platyny. Gra się w to tak przyjemnie, że co jakiś czas po prostu sobie siadam i gram. Sprzyja temu konstrukcja gry, bo po zobaczeniu wszystkich zakończeń mogę swobodnie skakać po rozdziałach i zrobić to, co pominąłem przy przechodzeniu do recki.

Żebyście tam byli! Jak ta muzyka gra, zaczynasz walkę, a tu JEB – wchodzi wokal i cię miażdży. Tego nie da się opisać. Kurde, jestem bliski stwierdzenia że muzyka jest lepsza niż w poprzedniku, a to naprawdę dużo znaczy. Z miejsca wiem, że jest to moja gra roku, tym bardziej że konkurencji NIE MOŻE już być (Kingdom Hearts III (PS4) w tym roku nie wyjdzie xD). Tak czy siak, miałem lekkie obawy że wiele elementów nie zagra. Że Nier Automata będzie zwykłą grą akcji z ugrzecznioną fabułą. Okazało się, że byłem w ogromnym błędzie. Taro Yoko zdaje się zrobił wszystkim niecierpliwym parówom na złość i uczynił pierwsze przejście gry… nic nie znaczącym. On nie mógł po prostu zrobić gry, która zachwyci wszystkich od początku do końca. Musiał wydziwiać i dać to co najlepsze tym najbardziej wytrwałym. Trochę żałuję, że nie grałem dokładniej, bo pominąłem dużą część zadań pobocznych, no ale czas był mocno ograniczony. I tak mocno spóźniłem się z recenzją. Tytuł polecam. To chyba najlepsza gra Taro Yoko. Jest inna niż jego poprzednie dzieła i nie wpływa tak na emocje jak Nier, ale to nie znaczy że mamy tu coś gorszego. Oby nie była to jego ostatnia gra! Czekam na Drakengard 4. Albo chociaż remastery Drakengard 1 i Nier.

BECOME AS GODS.

Tyle ode mnie. Znikam. Czeka mnie dużo grania w kolejne gry do recki, o których za dużo powiedzieć nie mogę, więc i Nier Automata poczeka. Ale jak już wrócę to… OJOJOJ.

No nic, zostawiam Wam komentarze.

Tagi:

Oceń notkę
+ +16 -

Oceń profil
+ +19 -
kALWa888
Ranking: 440 Poziom: 50
PD: 17196
REPUTACJA: 3446