Blog użytkownika lorddan569

lorddan569

lorddan569 lorddan569 15.08.2015, 19:43
Weekendowe  Granie #82 - Worst Shit Ever a.k.a #nikogo
639V

Weekendowe Granie #82 - Worst Shit Ever a.k.a #nikogo

Nie spodziewaliście się mnie co? W końcu poprosiłem górę i na tyle się ogarnąłem, żeby prosto z lubuskiego lasu, Wałbrzycha i Gliwic skrobnąć kolejny odcinek tego zacnego cyklu. Od razu przepraszam za spóźnienie. Toczyłem zacięty bój z Internetem. Będzie dziwnie, nietypowo i w ogóle. Tytuł chyba mówi wszystko, więc witam w moim dziewiczym WG!

Redakcja WG. Żar leje się z nieba, w pomieszczeniach duchota godna sauny. Mistrz Hideo wyraźnie zdenerwowany biegał po wszystkich pomieszczeniach, kiedy nagle wchodzi długowłosy młodzieniec.

Hideo Kojima: A ty kim do cholery jesteś?!

Lord Dan: Nazywam się Lord Dan. Rozpowiadali, że szukasz nowych ludzi.

H.K: Lord? Hahahah!! Dobre sobie! Jedynym władcą w tej dziurze jestem JA!

Po chwili:

H.K.Nie!? Tylko kurwa nie Oni!

L.D: Mniejsza o Nich. No to jestem Dan. Słyszałem, że powinny być tu jeszcze inne osoby. Gdzie są?

H.K: Ja jestem tu od zadawania pytań! (W myślach) Przecież czasowo pozbyłem się czerwonego  i niebieskiego…sam pisać WG nie będę. Co to to nie! Nie ma nikogo innego do wykorzystania…

H.K: (szepcze pod nosem) Echh, kolejny debil, który będzie mi rzucał kłody pod nogi, choć….

Mistrz Hideo stał przez chwilę nieruchomy. Kiedy Lord Dan miał już się zapytać, to Hideo powiedział:

H.K: Siadaj i pisz! Przy dobrych wiatrach może nie przerobię cię na karmę dla Sunii51.

L.D: Kogo?

H.K: Pisz i nie zadawaj pytań!

L.D: Ale…

I nagle Hideo  wyciągnął HF Blade i zamachnął się nim w kierunku nowego współpracownika.

L.D: Co? Nie!!

Po chwili leżąc na podłodze                    

L.D:…Nie umarłem?

H.K: Nie, póki ci nie pozwolę, więc dla własnego dobra nie testuj mojej cierpliwości i pisz!

L.D: Wakarimashita!

 

 

Na pierwszy ogień leci pierwszy ukończony przeze mnie tytuł, czyli  To The Moon. Leżał na dysku ponad 2 lata, a że podobno nie jest to zbyt długie, to odpaliłem…..i nie wyłączyłem aż do końca! Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy jest dwuwymiarowa grafika przypominająca stare JRPGi  w stylu Final Fantasy 6. Osią fabuły jest przedstawienie dnia w pracy dwójki naukowców: Evy Rosalene oraz Neila Wattsa, pracujących dla korporacji Sigmund Corp, która zajmuje się z grubsza spełnianiem marzeń umierających ludzi. W ich umysłach oczywiście. Ich „klientem” jest Johnny, którego życzeniem tuż przed śmiercią jest polecieć na księżyc. Tak więc nasza dwójka widzi jego całe życie ale od tyłu. Od starca do dziecka, aby tak ułożyć jego wspomnienia, żeby poleciał na księżyc. W międzyczasie dowiadujemy się o smutnej historii jego życia. Gameplayowo gra jest mocno uproszczoną przygodówką, w której głównie szukamy rzeczy posuwających akcje do przodu. W międzyczasie śledzi się dialogi zarówno głównych bohaterów jak i Johnnego i jego przyjaciół. Są one raz żartobliwe i szydzą z popkultury, a raz są bardzo przygnębiające (i przy okazji po polsku!). Bardzo dobra była też muzyka, która dopełniała klimatu. Nie jest to szczególnie długa produkcja. Jej przejście zajmuje 4-5 godzin, ale każda jest tego warta. Gra dostała też wiele nagród w 2011 roku, między innymi za najlepszą muzykę, czy fabułę, gdzie wygrała nawet z uwielbianą przeze mnie Catherine(link) Więcej szczegółów nie będę zdradzał, bo to byłaby niewyobrażalna zbrodnia przeciw ludzkości. Powstał też swoisty interquel zwany A Bird’s Story, który ma być swoistym prologiem do kontynuacji zwanej Finding Paradise, która wyjdzie…kiedyś!  Gdyby indyki były robione na takim poziomie, to bym chętnie w nie grał, ale niestety jest to wyjątek od reguły. Polecam zagrać w ten tytuł każdemu, kto chce przerwy od ciągłego strzelania, ciachania i różnych innych form czynienia zła bliźniemu. Ściągać i grać! (Tak w ogóle ten tytuł idealnie nadawałby się na Vitę. Just saying!)

 

Drugim tytułem, którego przejścia nie planowałem była automatowa wersja Time Crisis 2 znaleziona na ośrodku wypoczynkowym. Gra jest oczywiście Rail Shooterem, w którym strzelamy w ekran z plastikowego pistoletu samemu lub w coopie z drugą osobą. Grę przeszedłem w drugiej opcji poświęcając na ten cel 3 kontynuacje i niestety tytuł był okropnie krótki. Przejście wszystkich trzech poziomów zajęło mi w porywach 25 minut, ale to w końcu to tytuł automatowy i nie może trwać kilka godzin. Plansze nie zaskakiwały. Miasto, las, pociąg i jakiś kompleks badawczy. Wzorowa sztampowość. Przeciwnicy padali po jednym strzale, oprócz bossów oczywiście. Ważnym elementem całej serii jest też ukrywanie się za osłoną przez naciskanie pedału nożnego, co również przeładowuje amunicję. Chyba nie da się nic więcej o tej grze napisać. Sztandarowy przedstawiciel „celowniczków szynowych”.

Fabułą to tylko pretekst!

 

Zapowiedź Shenmue 3 i cała szajba jaka się wokół tego rozpętała przekonała mnie, żeby w końcu spróbować tej serii i własnoręcznie zobaczyć, o co te całe halo…no i teraz to wiem, ale po kolei. Głównym celem głównego bohatera-Ryo Hazukiego jest znalezienie zabójcy jego ojca oraz odkrycia sekretów stojących za tajemniczym skradzionym lustrem. Sama gra jest mieszanką przygodówki 3D oraz gry akcji. 90% procent rozgrywki przypada na eksplorację, rozmowy z NPCami oraz filmiki z zgadniecie czym? Quick Time Event! To właśnie ten tytuł był prekursorem używania QTE w znany nam dzisiaj sposób i to Yu Suzuki ukuł ten termin. Wiecie jakiej serii jest jeszcze producentem? Virtua Fightera! I ma to swoje uzasadnienie w systemie walki, w którym niektóre ruchy i kombinacje wydają się dziwnie znajome. Same podstawy systemu są proste. Mamy ciosy z pięści, nogi, rzut oraz blok. Używając różnych kierunków mamy inne ciosy. Część mamy odblokowaną na początku, część odkrywa się „przez przypadek”, czyli wykonując jakąś kombinację po raz pierwszy możemy odblokować nowe ruchy a reszty uczy się od innych postaci lub ze zwojów kupowanych w sklepie z antykami. Wiele wydarzeń fabularnych dzieje się często w długich odstępach czasowych, w których możemy chodzić po mieście, gadać z NPCami, trenować, pójść do salonu arcade zagrać w mini gierki i trenować. Wspominałem o trenowaniu? Ono jest ważne! Idąc do dojo czy np. pustego parkingu w Duboicie  można trenować swoje ruchy, czyli powtarzać je tak długo, aż pasek opanowania danego ruchu będzie pełny. Często przekraczając dany próg opanowania ruch jest ulepszany i zmienia się jego animacja. Warto opanować kilka ruchów, dzięki czemu walki będą prostsze. Póki co zdecydowałem się poświęcić czas na treningu, bo skoro mam możliwość opanowania większości ruchów przed końcem pierwszej płyty, to z niej korzystam i przy okazji mając w palcach dane kombinacje mogę je spamować i np. czytać gazetę. Podwójny zysk ;)

 

 

Po lekkim growym kacu po skończeniu 3rd Birthday postanowiłem zacząć coś mniej przygnębiającego, więc odpaliłem drugą część jednej z najsympatyczniejszych serii na PSP, czyli Patapon! Każdy mniej więcej tą serię kojarzy, ale i tak przybliżę rozgrywkę. Armią tytułowych Pataponów steruje się na polu bitwy za pomocą rożnych komend, na które składają się 4 różne uderzenia w bębny oznaczające np. atak, obronę, wycofanie się itd. Jest to jedna z tych gier, w które muszę grać w słuchawkach, aby dobrze wystukiwać rytm. Za zrobienie tego perfekcyjnie zostaje wezwany na pole bitwy duch herosa, który niezależnie wykona atak lub udzieli wsparcia.  Wszystko w zależności od klasy lidera armii. Przy pierwszym odpaleniu miałem możliwość importu stanu gry z pierwszej części, dzięki czemu zdobyłem sporo hajsu oraz przydatnych materiałów, więc start miałem dość lekki. Jedną ze zmian jest zupełnie inny system tworzenia nowych jednostek, gdzie w drzewku zaczynamy od podstawowej jednostki, którą za pomocą hajsu i materiałów można ewoluować tworząc np. wojów odpornych na ogień lub odblokować nowe klasy. Powracają też rytmiczne mini gierki, które trzeba naprawdę długo ogrywać, żeby zagrać je perfekcyjnie i dostać dodatkowe materiały. Twórcy udostępnili też wiele dodatkowych poziomów, na których można farmić materiały, czy największy problem jedynki-niedobór lepszych broni, które są niezbędne, bo poziom trudności nie jest zbyt pobłażliwy i nawet jedna pomyłka w wybijaniu rytmu może skończyć się porażką. Niby grafika przyjemna i taka „dla dzieci” a poziom trudności sprawia, że chce się czasami człowiekowi wyrywać włosy z głowy. Nie wiem, czy nie zrobię sobie od tego tytułu przerwy, bo zaczynam skłaniać się ku drugiej wyżej wymienionej opcji.

Anime

W końcu obejrzałem do końca Beck’a. Wspominałem już o tym anime, ale dla zapominalskich przypomnę: Jest to seria o Yukio Tanace, który odkrywa miłość do ciężkich brzmień. Poznaje wkrótce gitarzystę Ryusuuke od którego dostaje gitarę i postanawia nauczyć się  na niej grać. W tym przypadku brawa nalezą się animatorom i kompozytorom, którzy połączyli siły i konkretne akordy na gryfie są takie jak w rzeczywistości. Wkrótce Koyuki(taką ma ksywę) dołącza do zespołu Ryusuuke-Beck. Grają koncerty w klubach, starają się wydać płytę i wyruszyć w większą trasę koncertową. Muzyka jest bardzo dobra i żałuję tylko, że nie ma innych serii traktujących o gitarzystach i zespołach rockowych. Fanów ciężkich brzmień nie muszę przekonywać do obejrzenia. Jakieś wady? Chyba tylko ostatni odcinek, który był streszczeniem wydarzeń, które powinny być pokazane w następnym sezonie oraz to co dzieje się niedługo po tym, ale tego albo się nie doczekamy albo będziemy czekać  do starości.

 

Kącik Muzyczny

Ostatnio słuchałem głównie albumów zespołów Thrashowych. Naszła mnie ochota na trochę naprawdę agresywnej muzyki

I na koniec polski akcent :)

 

 

Opowiadanie

Wszyscy leżą oparci o drzewa na leśnej polanie. Jako pierwszy budzi się Tanderiusz.

Tanderiusz: Gdzie my jesteśmy?

Kilka metrów od siebie widzi Freda rozpalającego ognisko. Chciał wydobyć mieć, ale nie wyczuwał go. Całe uzbrojenie drużyny leżało na jednej kupie.

Fred: O widzę, że się obudziłeś! Co chcesz? Udko, pierś?

Tanderiusz: Gdzie nas zabrałeś i co najważniejsze, czemu z nami walczyłeś?!

Budzi się reszta drużyny

Fred: Dostałem ataku furii. Nie umiem się wtedy kontrolować. Wybaczcie za to.

Lord Dan: Gdzie jesteśmy?

Fred: Na polanie niedaleko mojego domu.

Tanderiusz: Czemu akurat tutaj?

Fred: Bo dawno nie miałem gości.

Lord Dan: Nie traćmy teraz celu z oczu! Musimy znaleźć Kalwę i ExShitface-senpai! Ale moje umiejętności w tropieniu  są marne…Ale jest nadzieja! Znam technikę, dzięki której mogę poruszać się poza czasoprzestrzenią i spróbować poszukać naszych zaginionych, ale potrzebuję jakiegoś przekaźnika mocy, bo sam nie posiadam dostatecznie dużo mocy, żeby utrzymać ją w ryzach i nie zniszczyć przy okazji wszechświata!

Fred: Nie histeryzuj padalcu! Znam miejsce, gdzie możesz to przeprowadzić. Musimy udać się na pustynię, gdzie przy pełni księżyca z zachodniej części nieba przybędą jeźdźcy, których będziesz mógł użyć jako przekaźnika.

Lord Dan: Czy to dla nich bezpieczne?

Fred: Oczywiście że tak! Oni są nie do rozpierdolenia! Choć zaprowadzę cię tam.

Tanderiusz: Liczymy na ciebie Lord Danie.

Ten skinął głową i poszedł za Fredem. No i szli przez kilka godzin w ciszy pośród pustynnych piasków, aż:

Fred: Wybacz za ten rozbity nos. To nie było celowe. Bez urazy

Lord Dan: Odnosiłem gorsze rany w życiu, więc wszystko dobrze.

 

Po chwili doszli do miejsca, w którym Lord Dan miał wykonać swoją technikę. Była to mała kamienna podłoga, pewnie jakaś pozostałość po  pochłoniętej przez piaski starożytnej świątyni.

Lord Dan: Gdyby zaczęły dziać się dziwne rzeczy z czasoprzestrzenią, to będziesz musiał mnie zabić. Wtedy wszechświat nie zostanie zniszczony, ale to najgorszy scenariusz i go nie przewiduję.

Fred: Dobra, tylko kurwa tego nie spierdol, bo nie lubię mieć zabitych na sumieniu!

 

Lord Dan narysował na piasku pieczęć, następnie wyciągnął ze swojego futerału  dwie gitary- białą oraz czerwoną. Białą  wziął do rąk, a z czerwonej wyciągnął miecz, który wbił w środek pieczęci. Potem grając solówkę i pieczęć zaczęła świecić się białym światłem. Wtem krzyknął

Lord Dan: Nubsony! 

Wtedy przy każdym rogu pieczęci pojawiły się jakieś dziwne półprzezroczyste postacie

 

Fred: C-Co to kurwa jest?!

Lord Dan-Nie obawiaj się. To jedne z wielu materializacji mojej osobowości. Posiadam Zerową Arkanę, mój potencjał jest nieskończony, dlatego mogę przyzywać wiele Nubson naraz. Oto Szatan, Lucyfer, Helel, Belzebub oraz  Ball Zebul. Będę mi pomagać w otrzymywaniu pieczęci w harmonii. Teraz się przygotuj. Będę grał tą solówkę 666 razy i gdybym choć raz się pomylił, to zostawiam ci ten sztylet. Chyba wiesz co musiałbyś zrobić.

Fred: No to zaczynaj.

Wtedy w rękach Nubson pojawiły się gitary i zaczęły grać synchronicznie z Lord Danem. Wtedy też z zachodu pojawili się jeźdźcy. Przelatując obok pieczęci spora część ich potężnej mocy przeszła w miecz Lord Dana wbity w pieczęć. Wtedy też dusza Lord Dana została przeniesiona poza czasoprzestrzeń, gdzie szukając obrazu miejsca pobytu Kalwy zobaczył obraz samego siebie z przeszłości…

Rezydencja w japońskiej enklawie koło Wrocławia.  Młody chłopak wracał właśnie do domu, przed progiem którego leżała złamana tablica z nazwą dojo jego ojca. Szybko wbiegł do środka, gdzie zobaczył jakiś gangsterów z katanami, którzy najwyraźniej przeszukiwali dom. Znajdując klapę do podziemnego korytarza podążył nim w kierunku dojo. Tam zobaczył  swojego ojca całego we krwi. Nie widząc nikogo pobiegł w jego kierunku

Dan: Tato! Co się stało?! Kim są ci ludzie?!

Ojciec: Tooo… kartel….Albanii!. Przyszli po naszą legendarną Katanę.

Dan: Katanę?  Nigdy mi o tym nie mówiłeś.

Ojciec: To żeby cię chronić. Kataną jest za ołtarzem. Weź ją i uciekaj stąd!

Dan: Nie zostawię cię tutaj!

Ojciec: Idź! Dla mnie już za późno!

Dan: Pomszczę cię…obiecuję!

Dan wziął ukrytą katanę i ze łzami w oczach wrócił do podziemnego korytarza. Jednym z przejść wybiegł do lasu. W oddali widział dym unoszący się nad jego dawnym domem. Biegł tak długo aż opadł z sił. Nagle usłyszał to i obudził się w pełni sił w nieznanym sobie miejscu. Zobaczył tam trzech jegomości. Jeden umięśniony z długimi włosami,  drugi chuderlawy z również długimi włosami i trzeci o przeciętnej budowie, okularach i szarych włosach na garnek.

Jegomość  1: Widzę, że się obudziłeś.

Dan: Ja….Co się stało? Gdzie ja jestem?

Jegomość 2: (mocno przepitym głosem) Znalazłem cię w lesie, podczas poszukiwania  nowych pająków robiących jeszcze lepsze struny do basu.

Dan: Czego?

Jegomość 2: To teraz nie istotne.

Jegomość 3: Co jest istotne, to czemu leżałeś w lesie z kataną w rękach?

Dan: Mój dom został zaatakowany przez Albański kartel. Mój ojciec kazał mi wziąć katanę naszego rodu i uciekać jak najdalej. Teraz jest już pewnie martwy, ale poprzysiągłem zemstę!

Jegomość 1: Rozumiem. Aaa, gdzie nasze maniery. Jestem Eddie Nubrigs. A ty?

Dan: Jestem Dan Nubryu.

Jegomość 2: Jestem Lemmy Nubmister.

Jegomość 3: A ja Yu Nubkami.

Dan: Co to była za dziwna moc i jej dźwięk, który dodał mi sił?

Eddie Nubriggs: Wiesz co nam zostawili pradawni? Muzykę! Piękną kurwa muzykę zwaną Metalem! Zarówno jesteś w stanie leczyć współtowarzyszy jak i niszczyć swych wrogów!

Dan: Potrzebuję takiej mocy! W obecnym stanie nie mam szans w jakimkolwiek starciu!

Eddie:  Możemy cię nauczyć, ale wiedz, że ta nauka zajmie wiele lat.

Dan: Jestem gotowy na to poświęcenie w imię zemsty!

Lemmy Nubmister: No to od czego zaczynamy?

Eddia Najpierw ja go będę uczył, potem Lemmy a na końcu Yu. Skoro to skończone, to nauczę cię używać mocy Metalu! Ale to najtrudniejsza część.

Dan: Czemu najtrudniejsza?

Eddie: Bo musisz nauczyć się grać na gitarze elektrycznej!

Dan: Czy temu podołam?

Eddie: Wszystko zależy od twojej determinacji i cierpliwości. Najpierw musisz wybrać gitarę dla siebie. Oto: Stratocaster, TelecasterJazzMaster, Jaguar, Les Paul, SG, Explorer, Flying V, Moderne, ES-335 oraz Superstrat. Które wiosło przemawia do ciebie najbardziej?

Dan: Chyba…SG

Eddie: No to zaczynamy!

Poszli do chatki Eddiego. Gdzie razem ćwiczyli różne techniki, dzięki którym młody adept mógł razić prądem, podpalać czy tworzyć falę uderzeniową. Opanowanie gitary i czerpanie z niej mocy  metalu zajęło prawie rok. Po tym czasie:

Eddie: Opanowałeś wszystko czego mogłem cię nauczyć. Teraz czas na to, żebyś trenował u Nubmistera techniki leczące.

Dan: Dziękuję Eddie-sensei

Eddie: Sensei? Hahah! Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie nazwał! Jestem dla ciebie po prostu Eddie. Hej! Wróć kiedyś, to wypijemy browara.

Dan: Może kiedyś…

Dan poszedł na skraj lasu do jaskinii z której wydobywały się dziwne dźwięki , po usłyszeniu których czuł się dużo lepiej. W środku zobaczył Nubmistera, który rzekł:

Nubmister: O! Dawno cię nie widziałem. Skoro tu przychodzisz to pewnie skończyłeś już swój trening u Eddiego.

Dan: Zgadza się.

Nubmister: Skoro opanowałeś gitarę, to czas na bas! To akurat powinno ci zająć mniej czasu. Dźwięki basu służą głównie do leczenia i  czasowego wzmacniania swojej siły. Zacznijmy więc trening. Jaki bas chcesz?

Dan: O takim samym kształcie jak SG.

Nubmister: Oto ona

Trening zajął jakieś 3 miesiące. Po upływie tego czasu:

Nubmister: No to byłoby na tyle. Okazałeś się być lepszy ode mnie. Nic więcej cię nie nauczę. Idź teraz do Nubkamiego. On powinien cię nauczyć czegoś o czym ja nie mam zupełnie pojęcia.

Dan: Dziękuję ci. Do zobaczenia kiedyś.

Wychodząc usłyszał głos basisty:

Nubmister: Młody! Pamiętaj, żeby kiedyś wpaść i napić się ze mną Whisky!

Dan: (kłaniając się) Też na to liczę.

Szedł przez pół dnia, aż doszedł do domku w japońskim stylu położonego na wzniesieniu góry. Medytował tam Nubkami.

Nubkami: Skoro tu przychodzisz, to musiałeś już ukończyć treningi u Eddiego i Lemmiego. Gratulacje, zajęło ci to o dobre 3 lata krócej niż myślałem

Dan: Dziękuję. To od czego zaczynamy?

Yu: Najpierw muszę określić jego Arkanę, żeby zobaczyć jaki potencjał w nim drzemie. (łapie go za ramię)

Dan usłyszał dźwięk tłuczonego szkła i usłyszał w głowie słowa:  „Jam jest tobą, a ty mną” po czym upadł na kolana

Dan: Co to było?!

Yu: Właśnie odblokowałem twoją wewnętrzną moc. Podobnie jak ja jesteś posiadaczem Zerowej Arkany, Arkany Głupca. Posiadasz nieskończony potencjał.

Dan: Co był za głos?

Yu: To głos twojej Nubsony.

Dan: Nubsony?

Yu: To ucieleśniona personifikacja twojej psychiki.

Dan: Dalej nie rozumiem…

Yu: Ech…Krzyknij Nubsona!

Dan: Po co?

Yu: Po prostu to zrób!

Dan: Nubsona!

Wtedy pojawiła się półprzezroczysta postać czerwonego rycerza na koniu.

Yu: No nieźle. To całkiem silna Nubsona, ale przy odpowiednim treningu i rozwijaniu twoich więzi z innymi ludźmi stanie się jeszcze silniejsza oraz przy okazji będziesz mógł przyzywać inne Nubsony. Posiadasz już dwie kolejne, które zdobyłeś przy okazji treningów z Lemmim i Eddiem

Dan: Nigdy nie myślałem, że posiadam taką moc.

Yu: No to przetestujmy twoje zdolności bojowe! Nubsona! Nubizanagi!

Wtedy pojawiła się nad nim półprzezroczysta Nubsona z wielką mieczo-włócznią, która rzuciła się w kierunku Dana

Dan: Nubsona! Szatan!

Wtedy pojawiła się diabelska postać, która od razu odrzuciła Nubsonę Yu jak i jego samego.

Yu:Ngh! Nie doceniłem cię. Zabawmy się! Nubsona! Nubizanagi-No-Okami!

Ta Nubsona wyglądała podobnie do jego poprzedniej, ale była dużo silniejsza. Obaj walczyli jak równy z równym.

Yu: Dawno z nikim nie walczyłem jak równy z równym. Jeśli chodzi o używane Nubson, to widzę, że nic więcej cię nie nauczę. Jesteśmy niemal na takim samym poziomie co ja. Mogę cię za to nauczyć walki kataną. Ta którą nosisz przy pasie ma jakąś ukrytą moc, którą możesz obudzić, ale to zależy tylko o ciebie.

Dan:(wyciągając katanę) Walczmy!

Dan rzucił się w jego kierunku, ale Yu błyskawicznie wytrącił mu ostrze z ręki.

Yu: Jesteś za słaby! Z takimi fechtunkiem szybko zginiesz! Zaczynamy trening natychmiast!
 

Po półtora roku. Yu i Dan walczą katanami  jak równy z równym, aż Dan wytrąca Yu katanę i zatrzymuje ostrze tuż przed jego gardłem

Yu: Widzę, że dobrze cię nauczyłem. Na tym możemy zakończyć nasz trening. Jesteś gotowy! Idź dokonać swojej zemsty!

Dan: Dziękuję ci. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.

Yu: Ja też. Trzymaj się!

Dan wyruszył w kierunku wioski po drugiej stronie góry zwana  Nubinaba. Aby poszukać informacji udał się do tamtejszej tawerny. Usiadł przy barze i zapytał się barmana:

Dan: Kojarzysz może Albańską Mafię?

Barman: Ciszej!! (wskazując palcem) Siedzą przy tamtym stole.

Dan zobaczył wśród nich jednego z mafiosów, który był tamtego dnia w jego domu. Podszedł w kierunku stolika, kiedy jeden z nich wstał i zapytał:

Mafiozo 1: Czego tu kurwa chcesz?

Dan: Zemsty!

Wtedy Dan uderzył go w twarz z backhandu tak mocno, że odleciał na drugi koniec baru.  Wyciągając gitarę zza pleców resztę poza znajomą twarzą poraził prądem za pomocą gitarowej solówki

Mafiozo: Kim jesteś?!

Dan: Jestem Dan Nubryu!

Mafiozo: Niemożliwe! Podobno zginąłeś w płomieniach razem ze swoim starym

Te słowa go podjuszyły. Dan jednym ruchem złamał mu rękę

Mafiozo: Arghh!

Dan: Gdzie jest twój szef i reszta ludzi, którzy uczestniczyli w ataku na mój dom!

Mafiozo: Możesz poważyć!

Dan złamał mu pozostałe kończyny

Mafiozo: Arghhh! Przestań! Powiem ci! Tylko mnie oszczędź!

Dan: Mów!

Mafiozo: Nubopek i reszta są w pałacu Nubnaga w wiosce Nubaijuu przez najbliższe 3 dni.

Dan: Dzięki, ale i tak cię nie oszczędzę!

Mafiozo: Co?!

Błyskawicznym ruchem katany Dan odciął mu głowę, która przetoczyła przez podłogę baru. Wybiegł szybko tylnymi drzwiami i i szedł przez las prowadzący go coraz bliżej do dokonania ostatecznej zemsty.

Po jednym dniu, w nocy dotarł pod pałac. Zagrał solówkę , której moc otoczyła cały pałac barierą, przez którą tylko on mógł przejść

Wchodząc głównym wejściem czekała na niego armia powitalna.

Dan:(krzycząc) Dopadnę was wszystkich!

Dan wyciągnął rodzinną katanę, którą trzymał w prawej dłoni, w lewej gitarę, która po wypowiedzeniu słowa Nubedge zamieniła się w Topór Bojowy Szatana.  W zębach trzymał trzecią Katanę, którą własnoręcznie wytworzył dzięki mocy swoich Nubson i ruszył przed siebie. Kolejne zastępy przeciwników padały jak muchy, a ziemia była czerwona od ich krwi. To właśnie były straszliwe efekty jego wieloletnich treningów.  Wszedł do środka, gdzie przeciwników było już mniej, ale nie byli dużo silniejsi od swoich poprzedników. W końcu, po wytłuczeniu cholera wie jak wielu przeciwników wparował do gabinetu, gdzie zobaczył zabójcę swego ojca. Cały w tatuażach i bliznach

Nubopek: A więc Dan Nubryu. Widzę, że twoja osobista vendetta zaowocowała zabiciem wszystkim ludzi mojej rodziny poza mną! Nie mam zamiaru umrzeć, dopóki nie zdobędę tej Katany i twojej głowy!

Wyciąga rewolwer i miecz Claymore

Nubopek:  Zabawmy się!

Dan błyskawicznie rzucił się do ataku zanim jego przeciwnik zdąrzył skończyć swoje zdanie. Błyskawicznie przeciął rewolwer jak i miecz przeciwnika. Ten odskoczył

Nubopek: Co powiesz na walkę mano a mano?

Dan zawiesił cały ekwipunek na plecach i przyjął pozycję do walki wręcz. Ataki Nubopka była silne i szybkie, ale Dan nie miał problemów z ich unikaniem. Kiedy ten chciał uderzyć go z sierpa, skontrował go łapiąc za obie ręcę i wyrywając mu je ze stawów.

Nubopek: Nghh! To się nie może tak skończyć!

Dan: Owszem może! Nubsona! Nubshitsune!

Postać przypominająca samuraja odcięła mu obie ręcę. Dan wyciągnął gitarę i zagrał solówkę po której jego oponent stanął w płomieniach. Jego wrzaski bólu były nie do zniesienia, więc przemieniając swoją gitarę w topór odciął mu głowę. Po chwili:

Dan: Hahaha! Pomściłem cię ojcze! Możesz spoczywać w spokoju.

Z pokoju dochodził śmiech i klaskanie. Przed Danem pojawiła się wysoka postać w czerwonym płaszczu.

Dan: Kim jesteś?!

?: Jak jest Shitface! Od początku śledziłem twe dokonania. Mogę ci pomóc w zwiększeniu twojego potencjału, jeśli zgodzisz się być moim uczniem, albowiem czuję, że będą cię czekać wyzwania, którym nie podołasz w obecnym stanie.

Dan: Najpierw udowodnij, że jesteś tak dobry!

Rzucił się z kataną w kierunku Shitface, który z łatwością unikając cięcia, zaledwie dotknięciem rzucił Danem o ścianę. W akcie desperacji krzyknął Nubsona! Centaur! Po czym:

Shitface: Nubanicja!

Nagle Nubsona znikła, a Dan całkowicie opadł z sił.

Shitface: Widzisz? Jesteś tak naprawdę słaby! Te nuby były nic nie wartymi robakami  w przeciwieństwie do mnie. Trenuj pod moim okiem, to może udałoby ci się mnie chociaż drasnąć.

Dan: Nghh…Zgadzam się.

Shiface: Dobrze. Nubportal!

Oboje przenieśli się do dziwnego, enigmatycznego miejsca.

Dan: Co to za dziwne miejsce?

Shitface: To Pustka. Mój świat, w którym wiele rzeczy jest podporządkowanych mej woli. Oprócz tego treningi w tym miejscu mają dużo lepsze efekty. Przy moim rygorystycznym treningu w 569 dni osiągniesz limity, o których nie miałeś pojęcia!

Dan: Zaczynajmy!

 

Dan:(poza czasoprzestrzenią) To przeszłość, ale trzeba odszukać ExShitface-senpai i Kalwę!

Podróżując między i poza wydarzeniami w końcu zobaczył zaginioną dwójkę. Oboje wpadli do studni położonej na łące obok jakiejś chatki. Po kilku chwilach podświadomie wiedział, gdzie to miejsce się znajduje. Powrócił do swojego ciała i wstał.

Dan: Już wszystko wiem. Chodźmy powiedzieć reszcie.

Fred: No kurwa w końcu! Już dość się tutaj nastałem!

Była już noc, więc przejście przez pustynię było w miarę znośne. Z rana  w końcu dotarli do polany na skraju lasu, na której czekała reszta drużyny.

Tanderiusz: A więc powróciłeś. Jakie wieści niesiesz?

Lord Dan: Shitface-senpai i Kalwa wpadli do studni przy chatce po drugiej stronie lasu.

Tanderiusz: Ruszajmy!

Wszyscy skinęli głowami i ruszyli.

 

Czy zaginiona dwójka się odnajdzie? Co czeka drużynę w lesie? Co planują wszelkie siły działająe w tym świecie? Tego i wiele więcej dowiecie się wkrótce.

 

Z mojej strony to wszystko. Chwalcie się co tam ogrywaliście/oglądaliście/słuchaliście/cokolwiek innego robiliście.

Redakcja WG

Lord Dan po cichu wychodzi z redakcji po skończonej robocie. Nigdzie nie było Kojimy, więc czuł się bezpieczny.

 

Biuro Hideo Kojimy. Sobota. Godzina 19:30

H.K: (Podchodząc do komputera)Co to kurwa jest?! Czemu byłem tak głupi, żeby powierzyć stery temu randomowi…Choć niby potencjał jest…NIE!  Idę się napić, bo tego nie wytrzymam! Za jakie grzechy?!

Wychodzi i trzaska drzwiami

To be continued…

Tagi:

Oceń notkę
+ +16 -

Oceń profil
+ +5 -
lorddan569
Ranking: 1459 Poziom: 42
PD: 10073
REPUTACJA: 597