Blog użytkownika RimasK

RimasK RimasK 13.12.2015, 21:03
WSTECZNA KOMPATYBILNOŚĆ? PO CO TO KOMU?
331V

WSTECZNA KOMPATYBILNOŚĆ? PO CO TO KOMU?

Wpis zawiera moje przemyślenia na temat wstecznej kompatybilności konsol o której ostatnio się często mówi, a producenci konsol używają tego do promocji własnego sprzętu.


 

Słowem wstępu…

głośno ostanio się zrobilo o tej wstecznej kompatybilności konsol i o tym jak to nasze ulubione gry z poprzednich generacji można będzie ograć na obecnych platformach. Zastanawia mnie jednak jedna rzecz, dlaczego teraz? 2 lata po tym jak next geny stały się current genami nagle ktoś pomyślał że tak prosta i wcześniej oczywista sprawa może być czymś co wyróżni jedną konsolę od drugiej w walce o klienta i dobre imię marki.


 

WSTECZNA KOMPATYBILNOŚĆ? PO CO TO KUMU?

Wsteczna kompatybilność konsol to temat “stary jak świat”, ponieważ np. już na takim Sega Genesis można było grać w gy z jego poprzednika Sega Master System. Zabawa polegała na tym że małym kosztem lub żadnym można było grać w gry z poprzedniej konsoli producenta. Celem takiego zabiegu było poszerzenie biblioteki danej konsoli o tą z jej porzednika (najczęściej), a tym samym przekonanie klienta do tego jedynego właściwego zakupu. Producent samymi już cyferkami (ilością dostępnych tytułów) mógł przekonywać klienta do tego że zakup jego sprzętu jest najbardziej opłacalnym. Tym samym, niejako, przywiązując klienta do danej konsoli producenta, bo dlaczego klient ma porzycać swoją kolekcję gier na poczet nowej konsoli/konsoli rywala, jeżeli może dalej grać w “stare” gry na nowej konsoli a tym samym czekać na nowe produkcje tworzone na nową platformę?

Kompatybilność wsteczną firmy reklamowały na początku żywota konsoli, miało to zaspokoić potrzeby klienta podczas „suchych” okresów na początku każdej generacji. Dawało to czas potrzebny na rozkręcenie się nowym konsolom, na przygotowanie nowych gier które miały utwierdzić klienta o tym że nowa jakość nadeszłą, lecz... czasy się zmieniły.


 

MARKETING DZWIGNIĄ HANDLU…

bo trzeba wyróżniać swoje najleprze cechy i wytykać najgorsze rywala. Microsoft ostatnio wyciągnął wsteczną kompatybilność na piedestał, próbuje wytknąć Sony wady ich polityki z poprzedniej generacji (tu mam na myśli złożoną architekturę PS3 i trudności z jej emulacją na obecnym sprzęcie). Te 2 lata, wcześniej były okresem podczas którego wsteczna kompatybilność miała sens i zastosowanie. Teraz natomiast, gier na current geny jest pod dostatkiem i dziwi mnie takie zagranie i to że ktoś się tym zachwyca.

Sony z kolei kusi klientów usługą PS Now, ciska na PS4 gry z PS2, niby odświeżone wersje klasyków znanych i lubianych, ale nie koniecznie chcianych, za nie małe pieniądze. Po co mi San Andreas z czasów PS2 jeżeli mamy San Andreas z czasów PS3/PS4?

Nintendo natomiast wydawało by się że wsteczną kompatybilność traktuje jako oczywistą oczywistość i taką opcję implementuje w swoim sprzęcie. Nie słyszy się aby Big N krzyczało jaki to wypas że na Wii U można pogrywać w gry z Wii. Jeżeli tak było, to było jak wcześniej, na początku życia konsolki, A NIE PO 2 LATACH OD PREMIERY.

DO CZEGO PIJĘ...

 na ostatnich targach E3 Microsoft ujawnił że na XO będzie można grać w część gier z X360. Zabieg taki jest bezpłatny, wymaga tylko podłączenia do internetu i ściągnięcia odpowiednich plików na dysk konsoli. Za kulisami przebonkuje się jeszcze że, być może, w przyszłości będziemy mogli zagrać w gry z pierwszego Xboxa. Ze strony korporacji jest to ukłon w stronę konsumenta. Ruch jak najbardziej pozytywny i mile widziany w branży, zwłaszcza ze strony firmy która chciała zabić rynek gier używanych na początku generacji. Ale... u licha czy ta generacja jest na tyle nieudana i marna pod względem gier, że po 2 latach wsteczna kompatybilność jest jeszcze tak ważna? Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy? Słabe gry? Ich brak?

 

 

Komentujcie, polemizujcie i krytykujcie.


 


 



 

 

Tagi:

Oceń notkę
+ -6 -

Oceń profil
+ 0 -
RimasK
Ranking: 3119 Poziom: 31
PD: 4440
REPUTACJA: 8