Blog użytkownika veteranus

veteranus

veteranus veteranus 25.04.2014, 14:34
Z cyklu: co się stało z tamtymi seriami? Dino Crisis.
2285V

Z cyklu: co się stało z tamtymi seriami? Dino Crisis.

Jednym ze skojarzeń mojego dzieciństwa był Park Jurajski. Pamiętam jak na bazie szaleństwa prehistorycznymi gadami ożywionymi przez specjalistów z Industrial Light & Magic wybuchła mania na punkcie tyranozaurów, brontozaurów i pterodaktyli. 

Mnie też się udzieliła i przejawiała się poprzez kupowanie zeszytów czy gazetek naukowych o dinozaurach, o zabawkach w kiosku nie wspominając. Także w branży gier video mimo upływu czasu wymarłe gady gościły wcale rzadko: Lost World, Jurassic Park, Turok, Lost World od Segi, a także… Dino Crisis.

 

Co jest wspólnym mianownikiem dinozaurów, eksperymentów genetycznych, rozpoczętej manii na survival horrory? Odpowiedź jest prosta: Capcom. Były eksperymenty z wirusem zamieniającym ludzi w zombie. W 1999 roku przyszła pora na eksperymenty mające na celu wywrócić do góry łańcuch pokarmowy, sprowadzając „koronę stworzenia”, za jaką ewolucjoniści uważają gatunek homo sapiens sapiens do roli pożywienia dla wiecznie wygłodniałych i szczerzących kłami większymi i ostrzejszymi aniżeli arabskie sejmitary, dinozaurów.

Dino Crisis. Capcom 1999, Playstation, 2000 Dreamcast.

Złośliwi nazywali to różnie: kalką RE, a nawet przystawką przed daniem głównym, jakim był RE: Nemesis. Sam uważam, że DC to dobra, ale jednak kalka zombiakowej serii z wymarłymi gadami, które zastąpiły powłóczących nogami cuchnących I rozkładających się sztywniaków. Fabuła niezbyt wysokich lotów mówi o profesorze Kirku pracującym na zlecenie rządu USA nad nowymi źródłami energii, który „znikł” i po jakimś czasie odnajduje się na wyspie Ibis. Czwórka agentów ma sprowadzić psorka, który upozorował własny zgon, z powrotem pod skrzydła „troskliwego” rządu UłeSA. Odkrywcze? Schematyczne, typowo Capcomowe. Trudno oprzeć się wrażeniu, że poza zmienionymi szatami i kilkoma dodatkami, to wciąż RE. Bo sterowanie, jest niemal identyczne. Drobne różnice dotyczą głównie tego, że główna bohaterka potrafi chodzić z bronią gotową do strzału; potrafi też nacelować spluwę na szczerzący kłami cel. Broni jest niewiele, ale można je upgrade’ować, łącząc je np. z rozmaitymi znajdźkami. Przy odpowiednim „tunningu” dziką bestię można położyć jednym strzałem. A same bestie?

No cóż, tytuł zobowiązuje. Nie znajdziecie tu żadnych kreatur, których stworzenia nie powstydziliby się najbardziej skrzywieni nazistowscy uczeni. Są same prehistoryczne gady w różnych odmianach i kolorach. Nic specjalnego. Nie budzą tyle strachu co zewsząd otaczające truposze, ale i wymagają intensywniejszego „pieszczenia” ołowiem. Oczywista sprawa. Oprócz tego znajdziemy też niemało łamigłówek, szukania kluczy i innych pierdółek. To, co stanowiło o sile tego „zakamuflowanego” RE to ciekawa praca „jeżdżącej” kamery oraz – to ważne! – nieliniowość akcji. Bo, oprócz Reginy i samego psorka w grze są dwaj kompani z zespołu Rudzielca – mięśniak Gail i technik Rick i zdarza się kilka momentów, kiedy musimy podjąć decyzję, jak dalej postępować: czy na modłę Ricka – siejąc i prując amunicją dookoła, co nie jest raczej wskazane, bo tej w grze zbyt wiele nie ma, czy jako Rick. Daje to wrażenie, że jednak mamy jakąś możliwość wyboru i wpływ na przebieg rozgrywki. Oprawa muzyczna sprawia wrażenie oszczędnej, choć niektóre kawałki wpadają w ucho i budują klimat. Grafika zaś… cóż, zatrzymała się na poziomie RE2. Niby nic dziwnego, bo był to rok 1999 i z PSX ciężko było cokolwiek więcej wycisnąć, choć niektórym się udawało ucieszyć oko, niemniej wszystko ma swoje granice. Architektura Szaraczka też.

Dobry, aczkolwiek schematyczny tytuł. Dla wielu zaledwie przystawka przed Nemesisowym daniem głównym, dla innych porządny zaczątek serii…

 

Dino Crisis 2. Capcom 2000, Playstation.

Rok po pierwszej odsłonie „Residenta z dinozaurami” Capcom wypuścił drugą część, znacznie lepszą od poprzedniczki i to w wielu aspektach. Zacznijmy od jednego dosłownie zdania na temat fabuły, która i tak odgrywa tu drugo- a nawet trzeciorzędną rolę. Regina i jej nowy kompan, Dylan, przeniesieni zostają do innego czasu i innego świata i zgodnie z tytułem, zmierzyć się będą musieli z dinozaurami by przeżyć. „Oryginalne”, nie powiem… Ale, powtórzę się, fabuła w tej grze nie odgrywa zbyt wielkiej roli. Ważne jest to, że druga część pod względem graficznym prezentuje się o wiele lepiej. Przede wszystkim świetnie prezentują się prerenderowane poziomy oraz postaci, na których zastosowano efekt rozmycia. Świetnie się to prezentowało na archaicznej maszynce Sony i to mniej więcej w momencie, gdy głodny jeszcze większego sukcesu japoński koncern „spuszczał ze smyczy następcę. Po drugie, nie ma mowy o wtórności.

Mamy dwójkę wspomnianych bohaterów, którymi będziemy kierować na przemian. Każde z nich ma unikalny i typowy dla siebie zestaw broni, ciosów i osobistych gadżetów. Po trzecie, charakter gry zmienił się dość znacząco i choć są tu nadal elementy typowe dla przygodówek, to jednak przez lwią część czasu spędzonego przy grze (dla wprawionego gracza będzie to kilkanaście godzin) nasze działania naznaczone będą głównie przez odstrzeliwanie prehistorycznych kreatur. Za ukatrupienie każdej gadziny dostajemy punkty. Za zdobyte punkty przy odpowiednich terminalach kupujemy broń, amunicję i inne potrzebne bajery potrzebne do wykonania zadań. Te nie grzeszą rozmaitością i ograniczają się do znalezienia klucza, przyniesienia przedmiotu, przy okazji do wyrżnięcia hord dinozaurów. To „przy okazji”. Po skończeniu gry warto raz jeszcze odpalić tytuł, bo pojawiają się dwa tryby rozgrywki oraz rozmaite bonusy, jak np. kupowanie potworów. Są i mini gry, które wydłużają niezbyt długi czas rozgrywki, o czym wspomniałem powyżej.

Największy postęp uczyniono w kwestii oprawy technicznej, wyciskając z Szaraka nieosiągalny technicznie efekt rozmycia. Sama gra zaczęła ewoluować w kierunku shootera. Czy dobrze? Czas pokazał. 

 

Dino Crisis: Gun Survivor 3/Dino Stalker. Capcom 2002, PS2.

Co by się tu rozwodzić? Kolejny tytuł z serii, bogaty w historię, sprowadzony do zwykłego rail shootera. Coś w stylu RE: Dead Aim, bez powalającej oprawy za to z obsługą pistoletu. I to jest największa siła tego co najwyżej przyzwoitego tytułu. Bo i historyjka jest banalna, gdyż opowiada o pilocie z czasów II wojny światowej, który przez wyrwę czasoprzestrzenną cofa się o kilka milionów lat wstecz i walczy o przetrwanie ubijając kolejne chmary dinozaurów. Bo grafika nie wyciska z PS2 ostatnich potów, bo i to typowa arcade’owa strzelanka na jedną noc. Mamy co prawda kilka fajnych motywów żywcem zerżniętych z kultowego dzieła Spielberga (np. ucieczka przed T-Rexem).

Słowem: rail shootery umierają od ponad dekady, a ja wolałem Lost World od Segi.

 

Dino Crisis 3, Capcom 2003, Xbox.

Dla mnie w zupełności niezrozumiałe jest, jak to możliwe, że pierwszy Xbox pomimo suportu zagwarantowanego przez gruby portfel Bila nie sprzedał się lepiej niż w cirka 26 milionach egzemplarzy. O odpowiedni suport zadbał też Capcom, tworząc na wyłączność trzecie Dino Crisis. Gra pomimo wielu wad, była bardzo dobrym produktem. Z poprzednimi częściami łączyły ją tytuł, dinozaury i developer. Sama historia to już zupełnie inna ballada. Odległa przyszłość, samoistnie na pierwszy rzut oka dryfujący statek kosmiczny i zmutowane gadziny na pokładzie, dla których członkowie grupy SOAR stanowią posiłek. Zadaniem gracza jest zaprowadzenie porządku na opanowanym przez genetycznie zmodyfikowane tałałajstwo statku zmierzającym ku Ziemi. Już sama kosmiczna sceneria jest znaczącą zmianą w stosunku do poprzednich odsłon. Ale, to nie ich koniec. Przede wszystkim odziany w pancerz Patrick (i potem wciśnięta w ciasny kostium Sonya) to nowi bohaterowie „kosmicznych dinozaurów”.

Pancerz, w który wciśnięty jest Patrick dysponuje jetpackiem, co niejednokrotnie pozwala uniknąć (na boki i poprzez skoki w górę) starcia z pędzącymi gadzinami. Do pancerza przypięty jest karabin, który ma dwa tryby: zwykłej pukawki oraz z celowaniem laserowym. Jest jeszcze tzw. broń wspomagająca, za pomocą której można wystrzeliwać mini drony ostrzeliwujące wroga. Jetpack i oryginalna zbroja to nie koniec ciekawostek. Kolejną jest zmiana kształtu okrętu, na którym toczy się akcja gry. Prowadzi to niekiedy do ponownego zwiedzania znanych miejscówek, ale nie uznałbym tego za minus. Raczej ciekawostkę. By DC3, który poszedł w kierunku shootera szybko się nie znudził, autorzy wprowadzili punkty, które się dostaje i które można zamienić na dodatkowe wyposażenie. Wielkie wrażenie robiła oprawa graficzna. DC3 to kolejny tytuł, który pokazywał swego czasu, co potrafi Xbox. Kreatury ociekały szczegółami, były pięknie animowane. Otoczenie żyło: a to jakieś drzwi się uchyliły, a to jakaś kolumna się przesunęła. Efekty specjalne również cieszyły oko: świetna gra świateł i cieni, efekt załamania powietrza… Fajnie to wyglądało. A jakieś minusy? No, znikanie ciał czy „rozmnażanie się” kreatur można jeszcze wybaczyć. Cienie w kształcie placka, typowe dla gier epoki PSX też. Wpieniały częste loadingi, powtarzalność w scenariuszu, w którym pojawiały się typowo capcomowe naleciałości: eksperymenty, mutanty, uwięzieni rozbitkowie…

Największą zmianą w DC3 było porzucenie koncepcji rozgrywki typowej dla survival horroru i nastawienie jej na rzecz niczym nieskrępowanej strzelanki. Dla gry wyszło to nieźle, żeby nie powiedzieć dobrze…

 

…A dla serii? No cóż… Od czasu wydania DC3 minęła ponad dekada, Capcom skupił się na kolejnych odsłonach Residenta, DMC czy Street Fighterze. Nie wspominam o Striderze czy popierdółce typu Bionic Commando, ale starym wygom tęskni się za zmutowanymi dinozaurami. I zamianę DC3 na shooter zaliczają jako duży minus. Chyba słusznie, bo skoro Silent Hill wytrzymał konkurencję, forma Residenta pikuje… może by tak napisać zbiorową petycję do Capcomu by wskrzesili serię. Tym bardziej, że o dinozaurach gier ostatnio tyle co kot napłakał…

Przypominam, że prace nad Turokiem 2 zakończyły się na etapie grafik koncepcyjnych, a cały projekt trafił do kosza.

 

Veteranus

Tagi:

Oceń notkę
+ +34 -

Oceń profil
+ +72 -
veteranus
Ranking: 53 Poziom: 72
PD: 47679
REPUTACJA: 19763