kwadratowy blog

squaresofter

squaresofter squaresofter 24.12.2015, 19:58
Kącik Otaku #16
884V

Kącik Otaku #16

Dziś w kąciku otaku anime Fairy Tail oraz uwaga, uwaga, najnowsza część Gwiezdnych Wojen. Wpis dedykuję Shichibukaiowi, który przeszedł na emeryturę we w co gracie w weekend a chciałem mu się jakoś odwdzięczyć za jego wkład w najdłuższy cykl ppe.pl. Blog zawiera spoilery i wchodzisz do niego na własne ryzyko.

Fairy Tail (Satelight, A-1 Pictures, Bridge, 2009-dziś)

Krzychu007 katował blondyną prawie w każdym W co gracie w weekend? przez ostatnie dwa lata a może i więcej. Parę razy wrzucił muzykę z tego shonena, no i nie wytrzymałem. Obejrzałem i przepadłem. W mniej niż miesiąc obejrzałem połowę tego cholerstwa i nawet powtarzanie wątków (walka z ogromnym pająkiem była dwa razy) i żenujący fan service dla gimbusów nie są w stanie oderwać mnie od tej serii.

W każdym przedstawicielu tego gatunku są leszcze od dostawania po gębie, źli którzy przechodzą na stronę tych dobrych, jacyś zdrajcy, no i główny bohater, który rozstawia wszystkich po kątach, ale jest coś w Fairy Tail, czego w innych tasiemcach nie znajdziecie, to magia, celtycka muzyka z domieszką metalu oraz kapitalne motywy organowe.

Byłem sceptycznie nastawiony do magów pracujących dla swojej ukochanej gildii a potem...no cóż, a potem pojawiły się ich historie chwytające za serce i dziś mówię z Lucy jednym głosem.

Nigdy stąd nie odejdę, bo kocham Fairy Tail.

Lucy Heartfilia

Z początku brałem członków Fairy Tail za magów komunistów, którzy ciągle coś trują o przyjaźni, wspólnym przeżywaniu smutku i radości. Ludzie, co z Wami? Komuna już upadła i nigdy nie wróci.

Wróćmy jednak do tematu. Magowie wykonują zadania i otrzymują za to zapłatę. Misje podzielone są na kategorie w zależności od ich poziomu trudności.

Natsu, Lucy i Gray byli jednak zbyt słabi na misję klasy S. Ich mistrz zabronił im brać udział w tak niebezpiecznym przedsięwzięciu.

I wtedy wszystko się zaczęło.

To było mniej więcej w momencie, gry miałem Graya Fullbustera, używającego magii lodu, za idiotę, który za bardzo lubi się rozbierać przed ludźmi i kłóci się bez przerwy z Natsu Dragneelem.

Jeden zimny jak lód a drugi kąpany w gorącej wodzie albo raczej w ogniu.

Lód i ogień to przeciwieństwa, a gdy dochodzi do swarów pomiędzy osobami, które nigdy nie odpuszczą, to są tylko dwie możliwości, albo zrównają gildię z ziemią albo pozabijają się nawzajem.

Tak by się to pewnie wszystko skończyła, gdyby nie potwór niszczący góry jednym kopniakiem, Erza Scarlet.

Choć kobiece bohaterki nie znaczą wiele w animcach przeznaczonych dla nastoletnich chłopaków, to ta jedna potrafi im dać taki wycisk, że w strachu przed Tytanią w sekundę z największych wrogów staną się największymi przyjaciółmi. Muszą, bo inaczej dostaną w zęby.

Natsu wciąga zatem Lucy w misję klasy S. Posiada ona klucze, dzięki którym potrafi wzywać przeróżne duchy astralne. We wszystko wplątuje się Gray i z pozoru kolejna nic nie znacząca misja pokazuje jak świetnie rozpisani są niektórzy bohaterowie w tej serii.

Myślisz z początku, że twórcy nie mają pomysłu na nowe gagi, więc Gray chodzi ciągle z gołą klatą. Pierwszy raz to było nawet śmieszne, ale potem...szkoda gadać. I kiedy wydaje Ci się, że tracisz czas na jakąś japońską tandetę, poznajesz jego historię, po której już nigdy nie spojrzysz na niego w ten sam sposób. Wtedy jego ekshibicjonizm będzie jakby mniej przeszkadzał widzowi. Pewnie dlatego, że chwila, w której Gray jest śmiertelnie poważny i zdecydowany na wszystko zapada na długo w pamięć.

Natsu był wychowywany przez smoka Dragneela, który zniknął bez słowa. Wtedy młody chłopak, dla którego ogień z pochodni jest przepyszną przekąską trafia do gildii.

Wiele osób oglądających Fairy Tail śmieje się z niego, bo wygrywa starcia, których nie powinien wygrać, ale mi to nie przeszkadza. Nie patrzę tylko na walki w shonenach. Mi wystarczy, że staje on murem za swoimi przyjaciółmi i potrafi ich odwieść od najgłupszych decyzji, których nie tylko oni mogliby później żałować.

To on pomaga spełnić Lucy jej wielkie marzenie i wciąga ją do gildii. Choć blondyna nie jest zbyt silna, to jestem w niezłym szoku, że potrafi wykorzystać swoje słabe punkty do pokonywania przeciwników. Uwielbiam też, że jak nikt inny traktuje po przyjacielsku duchy. Jej przeszłość wcale nie wywarła na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia, za to to jak rozwiązała sprawę Lokiego i to jak walczy o dobro gwiezdnych duchów, dla których jest prawdziwym natchnieniem, już tak.

Jednak moją ulubioną postacią w tej chińskiej bajce jest Erza Scarlet.

Z początku myślałem, że jej strój, który jest połączeniem szkolnej spódniczki i zbroi jest bezsensowny a widziałem już niejeden bezsens w animcach.

Używa ona magii podmiany i jest w stanie przywołać dowolną zbroję (strój) oraz broń. Ma podobno sto takich pancerzy, ale wierzę w to tak samo, jak wierzę w sto osiem tajnych umiejętności Mokony z Tsubasa Chronicles.

Jakbyśmy jednak nie patrzyli na ten pomysł, można dzięki temu tworzyć zupełnie różne scenariusze w potyczkach, w których bierze udział i tak zazwyczaj jest.

Ktoś używa ognia albo piorunów? Żaden problem. Erza może przywołać zbroję dającą jej obronę na dowolny żywioł. Erza ma przed sobą dziesiątki wrogów? Żaden problem. Wystarczy, że przywoła dużą ilość broni i po kłopocie. Jednak to nie jej umiejętności w walce zrobiły na mnie największe wrażenie.

Wszystko rozbija się o jej charakter.

Nie zrozumie Erzy ten, kto nigdy nie dowie się czym jest broń, którą przyzywa.

Nie zrozumie jej ten, kto nie zobaczy jak przyjmuje na siebie atak, który zniszczyłby całą gildię, tylko po to, by na wpół przytomna walczyła o nią dalej.

Nie zrozumie jej ten, kto nie zobaczy jej łez i rozpaczy po utracie ukochanego.

Jej siła nie tkwi wcale w jej magii, tylko w dobroci serca. Każdy kto przeżył to co ona pogrążyłby się w niewyobrażalnym smutku. Ona jest na to zbyt silna. Gdy straci swoją nadzieje i zrezygnuje z własnych marzeń, roztrzęsiona podejdzie do Wendy, której całe życie okazało się kłamstwem i powie tak po prostu :

Chodź. Chodź z nami do Fairy Tail.

Erza Scarlet

 

Dopiero wtedy zrozumiecie w czym tkwi jej siła.


Czwórka głównych bohaterów FT to jedynie czubek góry lodowej. Postaci, które lubię w tym anime jest dziesiątki. Może jeszcze kiedyś o którychś z nich wspomnę w kolejnych kącikach. Niczego jednak nie obiecuję. Zamiast tego proponuję trochę muzyki z tej serii oraz parę moich ulubionych openingów i endingów.

Święta mamy. Krzysiek, nie wiedziałem, że będziesz robił za Świętego Mikołaja i znajdziesz mi wreszcie anime z muzyką dorównującą Tsubasie. Dzięki.


Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy (Lucasfilm, Walt Disney Pictures, Bad Robot Productions, 2015)

No i stało się. Jako wieloletni fan Gwiezdnych Wojen doczekałem się w końcu kontynuacji jednej z serii moich ulubionych filmów. Mój wewnętrzny rycerz jedi przebudził się na nowo.

Akcja filmu toczy się trzydzieści lat po szóstym epizodzie. Pomimo tego, że historia tego cyklu została w nim zakończona, to przecież nie zabija się kury znoszącej złote jaja, tym bardziej, że są to jedne z największych jaj w historii kinematografii.

W Przebudzeniu Mocy pełno jest fan service'u. I bardzo dobrze. Spotkamy tu [bardzo] starych znajomych i wiele innych smaczków odnoszących się do poprzednich części. Scenariusz filmu jest praktycznie kopią Nowej Nadziei i to, co kiedyś było wyjątkowe tu jest gwiezdno-wojenną sztampą.

Czy to źle? I tak, i nie. Nie spodziewałem się po tym filmie historii porównywalnej ze Star Wars: The Knights of the Old Republic, ale myślę, że niejeden fan tego uniwersum chciał zobaczyć kolejne pojedynki na miecze świetlne, walkę tych złych z tymi dobrymi, potyczki w kosmosie, szturmowców, którzy nie trafiliby w stodołę, droidy, nowych kosmitów i stwory oraz moc w pełnej krasie.

Najbardziej ze wszystkiego i tak ciekawiło mnie jak wypadną młodzi aktorzy, bo przecież na ich barkach spoczywa ciężar, jakim jest udźwignięcie nowej trylogii. Wiadomo, że nic nie pobije tej oryginalnej, ale uważam, że spisali się dobrze.

Jasne, że są już tacy, którzy Flynna mają za czarnego Jar Jar Binksa, wyśmiewają Kylo Rena za jego emo-styl albo kpią ze zbyt dużej siły Rey, ale nie nudziłem się na seansie w kinie choćby przez minutę i ten film naprawdę mi się podobał.

Są już nawet tacy, którzy liczą pensje aktorów odgrywających główne role w siódmym epizodzie tej kosmicznej sagi, tacy, którzy rozbierają każdą scenę na drobne szczegóły, wytykając bezsensowność niektórych wydarzeń, ale gdybym przejmował się takimi pierdołami, to żadna forma rozrywki nie dałaby mi żadnej przyjemności. W filmach nie o to chodzi.

GW:PM to mój pierwszy w życiu film w 3D i muszę stwierdzić, że wysokobudżetowa produkcja za grube miliony dolarów to jednak coś więcej niż efekt 3D w takim choćby Resident Evil: Revelations z 3DSa.  

Choć efekt 3D dawał poczucie głębi w jednej z najlepszych gier na 3DSie, to przy większych rozróbach, gdy gracz był zmuszony uciekać przed przeciwnikami z nożem na gardle i gdy nie był już w stanie utrzymać konsoli w rękach przez nagły przypływ adrenaliny do krwi, to wtedy obraz w RER rozmywał się i przeszkadzał raczej w zabawie niż wzmacniał doznania płynące z gry.

W nowych Gwiezdnych Wojnach jest zupełnie inaczej. Czuć głębię przedstawianych scen. Jedni bohaterowie zdają się przebywać bliżej ekranu niż inni, drążki sterownicze statków kosmicznych są zauważalnie bliżej niż piloci, którzy je trzymają.

Sceny, podczas których toczy się kosmiczny bój są świetne i miałem wrażenie, że statki wylatują tuż zza mojej głowy lub lecą prosto na mnie. Fachowa sprawa.

Niezłe wrażenie zrobiły też na mnie dwa momenty.

Pierwszy był wtedy, gdy jeden z bohaterów mierzył z blastera. Wyglądało to jakby we mnie celował. Druga scena to moment, gdy postać wyciągnęła miecz świetlny, aby go przekazać innemu bohaterowi. Poczułem się wtedy tak, jakby ten miecz świetlny był wyciągnięty w moją stronę. Rewelacja.

Choć uważam nowego antagonistę za najsłabszy punkt całego filmu [w moim dzienniku żaden antagonista nigdy nie dorówna Darthowi Vaderowi], to widzę potencjał w nowej trylogii i absolutnie nie żałuję pieniędzy wydanych na wizytę do kina.

 

Niech moc będzie z WamiI

 

P.S. Proszę o nie spoilerowanie FT po 95. odcinku. Zapraszam do komentarzy i życzę ponownie Wesołych Świąt.

Tagi: fairy tali gwiezdne wojny: przebudzenie mocy

Oceń notkę
+ +12 -

W co gracie w weekend?
Oceń profil
+ +221 -
squaresofter
Ranking: 20 Poziom: 82
PD: 69776
REPUTACJA: 65445