Recenzja niszowej perełki: Teslagrad

BLOG RECENZJA GRY
1171V
Recenzja niszowej perełki: Teslagrad
cthulhu2012 | 11.10.2014, 15:53
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Napiszę wprost - jeżeli posiadasz Wii U bądź PC i spodobał Ci się Braid to obok Teslagrad nie przejdziesz obojętnie.

Głównego bohatera poznajemy podczas ucieczki po dachach średniowiecznych domostw miasta Teslagrad przed oprychami złego króla. Nieco banalną intrygę zgłębiamy ze znalezionych w świecie gry zwojów i odgrywanych spektakli teatralnych w tle kilku etapów. Choć niepozorna, historia jest pełna uroku i stanowi wystarczający powód by zanurzyć się w pięknym świecie wykreowanym przez artystów z Rain Games.

 

Krótki wstęp podczas, którego poznajemy platformową mechanikę gry, szybko ożywia się gdy trafimy do górującej nad miastem wieży, gdzie naszym łupem padają nietypowe rękawice. Owy wynalazek jest o tyle interesujący, że pozwala bohaterowi nadać właściwości magnetyczne niemal każdemu przedmiotowi w grze. Dla przykładu jedno uderzenie w skrzynię naładuje ją dodatnio, co zobrazowano kolorem czerwonym, a ta przyciągnie drugą, o przeciwnym biegunie, co z kolei otworzy drogę do kolejnej lokacji. Z biegiem czasu poziom złożoności napotkanych puzzli wzrasta, a ich zróżnicowanie nie pozwoli się nudzić, chociaż doświadczenie wyniesione z rozwiązanych wcześniej łamigłówek przydaje się w późniejszym czasie. I właśnie dlatego siła Teslagrad tkwi w opartych na fizyce i magnetyźmie licznych zagadkach, których kluczem do rozwiązania jest ekwipunek głównego bohatera, nasz intelekt i zręczne palce. Przygoda jest nieliniowa, w tym sensie, że zazwyczaj to my decydujemy o kolejności odwiedzenia najbliższych miejsc. W ramach rozgrywki wstąpimy do ponad setki zróżnicowanych lokacji, z których niemal każda stawia przed nami mniej lub bardziej wymagające wyzwania. Wyjątek stanowią walki z bossami, które mogą nas zatrzymać na dłużej nawet w początkowych etapach gry. Potyczki z nimi bywają szalenie wymagające, a margines błędu jest śladowy, przez co nawet najmniejsze potknięcie potrafi pokrzyżować nasze starania. Może uczucie frustracji podczas tych starć towarzyszyłoby mi rzadziej gdyby bohater nie ginął od jednego ciosu? Na szczęście w grze gęsto rozmieszczono checkpointy co pozwala niemalże od razu po nieudanej konfrontacji zmieżyć się ponownie z nieprzyjacielem.

 

 

Choć wymagające, to walki z bossami zasługują na uznanie głównie dzięki konieczności pomysłowego wykorzystania posiadanych umiejętności. Prócz wspomnianych wcześniej rękawic w nasze ręce wpadnie jeszcze kilka oryginalnych przedmiotów: buty pozwalające teleportować się na krótkim dystansie, kaptur dzięki, któremu możemy namagnetyzować bohatera i berło zwiększające zasięg działania rękawic. Wskutek tego zróżnicowania gra zmusza do myślenia aż do samego końca przygody jednocześnie oferując niewielki nacisk na walkę. Nie licząc bossów przez większość czasu będziemy raczej uciekać przed przeciwnikami, chociaż takich momentów w grze jest i tak jak na lekarstwo. Ogólnie prócz kilku trudniejszych sekcji platformowych i bossów, przejście gry nie powinno stanowić większego problemu. A to wszystko okraszono intuicyjnym sterowaniem, które nie sprawia trudności nawet grając na klawiaturze.

 

Pisałem wcześniej o zwojach - te z reguły ukryto na trudno dostępnych platformach. Zebranie wszystkich trzydziestu sześciu, oprócz odkrycia przed nami kart z historią krainy, odblokuje drugie - właściwe zakończenie. Niestety gra w żaden sposób nie informuje, że aby dostać się do ostatniej lokacji w grze potrzebujemy zebrać część, zdawałoby się opcjonalnych, znajdziek. Dlatego warto uważnie rozglądać się na każdym etapie po to by uniknąć żmudnego przeczesywania raz odwiedzonych sekcji.

 

 

Jak kopiować to od najlepszych, mówi sprawdzone przysłowie. Wśród garści podobieństw do wspomnianej we wstępie gry Jonathana Blowa recenzowany tytuł może poszczycić się równie rewelacyjną grafiką. Ręcznie malowane postacie i tła nacieszą nawet najwybredniejsze oko, a animacja przypomina kreskówki Disneya. Ciemne piwnice poprzetykane baśniową roślinnością, dziwaczna fabryka, ogród botaniczny czy średniowieczny zamek pobudzają co i rusz naszą wyobraźnie swoim steampunkowym projektem. Same tła bywają często trójwymiarowe i na dalszym planie okazjonalnie naszą uwagę przykuje jakaś przemykająca postać czy śliczna panorama miasta. Przez większość czasu towarzyszyć nam będą jedynie subtelne odgłosy tła. Muzyka występuje sporadycznie, najczęściej podczas starć z bossami bądź w trakcie odwiedzania co piękniejszych lokacji. Wydaje się, że muzyka pojawia się często tylko po to wzmocnić uczucie przebywania w baśniowej i tajemniczej krainie okraszonej kapitalną pracą grafików. Ścieżka dźwiękowa jest bardzo żywa, miejscami nostalgiczna, przy czym perfekcyjnie wpasowuje się w klimat gry.

 

 

 

 

 

To zaskakujące ile rewelacyjnych tytułów może umknąć w zalewie głośnych kampanii reklamowych wielkich produkcji. I gdyby nie niszowi youtuberzy zapewne to samo spotkałoby Teslagrad dlatego tym bardziej cieszę się, że dane mi było się o niej dowiedzieć i zagrać. Grę wypełnioną po brzegi wymagającymi puzzlami z domieszką walki, o fantastycznej oprawie graficznej i dźwiękowej. Łyżką dziegciu są nagłe skoki poziomu trudności i nieco frustrujące walki z bossami w trakcie, których gra nie wybacza błędów. Przejście tytułu, nie śpiesząc się, zajęło mi około pięciu godzin, co według mnie jest przeciętnym wynikiem, ale i tak warto zagrać.

 
Oceń bloga:
0

Atuty

  • Zagadki i elementy platformowe
  • Oprava A/V
  • Tajemniczy, nieco baśniowy świat

Wady

  • Długość gry
  • Nierówny poziom trudności
cthulhu2012

Piotr B.

Przyjemny mariaż platformówki, gry przygodowej i logicznej. Krótko: zdecydowanie polecam.

8,0

Komentarze (7)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper